|
|
Prosiliście o dalszy ciąg dziękowania. Trochę to trwało, bo wydawało mi się, że temat został wyczerpany. Tymczasem im więcej o tym piszę tym bardziej coś przychodzi mi do głowy, lub coś wyczytam co jest godne napisania. Właśnie natrafiłam cytat Melody Beattie i nie mogłam się powstrzymać żeby dopisać parę istotnych, a wręcz kluczowych spraw. Cytat brzmi:
„Wdzięczność otwiera pełnię życia sprawia, że to co mamy wystarcza. Zmienia opór a akceptację, chaos w porządek, konfuzję w klarowność. Może zmienić posiłek w ucztę, mieszkanie w dom, obcego w przyjaciela. Wdzięczność nadaje sens przeszłości, przynosi pokój dzisiaj i tworzy wizję jutra.”
Właśnie po przeczytaniu tego doszłam do wniosku, że miarą wielkości duchowej jest radość z tego co się ma, nie patrząc na to czego się nie ma. I kolejna konkluzja te wszystkie przemyślenia to tylko dzięki Rakowi. Kiedyś bym zupełnie na to nie wpadła.Właśnie od momentu usłyszenia tej diagnozy moje życie osiągnęło zupełnie inny wymiar.Wcześniej skupiałam się za dużo na braku tego co nie mogę mieć. Teraz myślę, że było to bardzo frustrujące i wyczerpujące emocjonalnie. Nie wiedziałam jak powiedzieć dziecku, że nie dostanie lepszych spodni czy butów, bo są za drogie. Nie kupię nowych firanek, bo mnie na to nie stać itp. Błędne koło prawda? Natomiast od dnia odebrania badania histopatologicznego takie problemy nagle przestały istnieć. Na pierwszy plan wysunęła się chęć walki z komórkami rakowymi i wyciszenie.W jednej chwili stałam się wojownikiem, poszukiwaczem i mianowanym uczniem życia. Wtedy mogłam z całego serca podziękować Bogu za to co już mam. Nie można od życia oczekiwać więcej, jeśli nie potrafi się docenić to co już posiadamy. Fakt uświadomienia sobie tego stał się kolejnym mostem, który połączył mnie z Syrachem jeszcze mocniej. Dzięki temu potrafię docenić to, że pomimo raka mam nadal sprawne ciało. Mam kochającego męża i syna. Mieszkamy w dużym mieszkaniu przepełnionym zwierzętami i ciepłem domowym. Mamy ogródek, gdzie możemy wypocząć. Mamy rodzinę na której zawsze można polegać, wielu oddanych przyjaciół i znajomych. Moja praca mam nadzieję przynosi korzyść innym ludziom. Prawdą jest to, że to co dajemy innym zawsze wróci do nas. Może nie od razu, ale po jakimś czasie. Starajmy się dawać siebie jak najwięcej, bo odbieranie dobra od innych jest niewyobrażalnym pięknem.W takim układzie przyznacie, że niewielkie tarapaty finansowe wydają się chwilowym potknięciem. To co nosimy w sobie w sercu absolutnie nie może być miarą ilości gotówki, którą posiadamy lub nie. Dziękujmy za to, że możemy przeżyć tu na ziemi takie niepowtarzalne chwile nawet jeśli miałyby one trwać krótko. Dziękujmy za wiedzę i doświadczenie, którym możemy pomóc innym. Dziękujmy za zieleń, kwiaty, drzewa, ptaki, zwierzęta, wodę i powietrze dzięki czemu możemy żyć i oddychać pełną parą.
Ksiądz Twardowski napisał: „Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą. „
Nie zwlekajmy z podziękowaniami. Dziękujmy wszystkim i za wszystko. Każdy z nas posiada szczęście i zadowolenie. Problem polega na tym, że nie potrafimy, lub nie chcemy tego dostrzec. Kilka razy DZIĘKUJĘ w ciągu dnia sprawi, że staniemy się innymi ludźmi. Pamiętajmy im więcej dajemy siebie, tym więcej będzie nam dane!
A ja bardzo chciałam podziękować przede wszystkim mojemu mężowi za wsparcie, wam za to, że czytacie co piszę , modlicie się o moje zdrowie i za to że JESTEŚCIE
DZIĘKUJĘ
Share the post "Dziękowanie cz5"
Jelisejowa mówi, że zdarzają się skrajne sytuacje, w których pomoc medyczna spóźniła się lub wyczerpała swe możliwości. Daje się to do zrozumienia naszym rodzinom lub nam. Skąd ja to znam prawda? Mi właśnie coś podobnego zakomunikowano. Zaproponowano monitoring paliatywny.Nie zniechęciło mnie to zresztą znacie moje zdanie na temat chemii i radioterapii. To dodało mi przysłowiowych skrzydeł. No cóż każdego czeka koniec, gdyż ludzie są śmiertelni. Lecz wraz z programem samounicestwienia w genach znajduje się program przeżycia, jeśli biologiczna długość życia nie została wyczerpana. Rak to tylko choroba, a nie normalne zakończenie życia. Organizm broni się dzielnie i nieuchronnie. Medycyna naturalna, a szczególnie fitoterapia wspomaga tę walkę. Podstawowym stymulatorem są małe dawki substancji o silnym działaniu. Przez układ immunologiczny „wstrząsają” organizmem, utrzymując go w stanie walki. Kompleks nietrujących ziół działa dzięki aktywnym substancjom zawierającym mikroelementy i witaminy konieczne do usunięcia choroby. Oczywiście nieodzowna jest pomoc i pragnienie samego zainteresowanego. Całkowite wyzdrowienie możliwe jest poprzez połączenie siły ducha, wytrwałych starań i głębokiej wiary we własne siły. Pomimo tego, że właściwie zbliża się rok od rozpoczęcia mojej walki czasem mam już tego serdecznie dosyć. Pilnowania ziół diety co można czego nie, ale na szczęście wtedy Syrach mną potrząsa i już wszystko wraca do normy. Podsumowując to co mi się udało osiągnąć to : miałam zespół policystycznych jajników po którym nie został nawet ślad:) w pęcherzyku kamień 2cm po którym został złóg i guz nowotworowy który jest 2mm mniejszy w obecnej tomografii niż za poprzednim razem. Może te 2mm to nie szał przy wymiarach w centymetrach, ale to jest niesamowite dla mnie osiągnięcie i dowód że TO DZIAŁA!! Przypuśćmy, że straciliście wiarę w medycynę i w preparaty lecznicze. Powiedzcie sobie wówczas ” Sam pokonam chorobę!” A jeśli niemożliwe jest całkowite wyleczenie to osiągnę stan pokoju między swoim organizmem i nowotworem na skutek czego nowotwór jak każdy proces przewlekły, będzie tlić się przez lata, wywołując minimalne niedogodności.” Nowotwór lub ciężkie schorzenie wyhamowuje przy tym swój rozwój, niekiedy zmniejsza się lub zanika. Ciągła walka bez ustępstw i pobłażaniu sobie to niestety warunek konieczny.
Share the post "Wiara w wygraną z rakiem"
Pewnie też macie takie wrażenie, że świat pędzi i nie zamierza wcale zwolnić, a wręcz przeciwnie przyśpiesza. Niestety jest tak, że my nie nadążamy za tym pędem. Pokłady naszej energii wyczerpują się, każdy poranek jest koszmarem, spada nasza kondycja fizyczna. Ja powoli dochodzę do takiego momentu, gdzie zaczynam sobie zdawać sprawę z tego ,że czas już trochę wyhamować. Przede wszystkim chyba jednak na pierwszym miejscu należy zadbać o sen ( już widzę jak mój mąż pada z wrażenia i mówi : I kto to pisze? Ta która po 12 godzinnym dyżurze nocnym nie kładzie się spać tylko biega do późnego wieczora, a o 22.oo siada i pisze o tym, że trzeba się wyspać:))No cóż każdy organizm potrzebuje wyciszenia, wyłączenia od spraw przyziemnych.Podczas snu zachodzi odnowa komórek, regeneracja systemu kontrolującego przemianę materii, wzrasta produkcja hormonów, następuje przyśpieszenie krwi do mięśni. Po dobrze przespanej nocy mamy mnóstwo energii, otwarty umysł, chęć działania. Potrafimy myśleć logicznie i trzymamy emocje na wodzy.Kiedy będziemy wypoczęci łatwiej nam będzie w pracy, w domu pomimo licznych obowiązków i zobowiązań. Tak więc warto chyba się na chwilę zatrzymać i zastanowić co będziemy jeść, czy pamiętamy kiedy ostatnio byliśmy na basenie, albo spacerze.Tymczasem zamiast tego zadręczamy się tysiącami niezałatwionych spraw i myślami, że na pewno się nie uda. Tylko czy warto? Może jednak lepiej trochę zwolnić i wdrożyć w życie plan Szczęście? Co to za plan? Już podaję unikalną receptę:)Przede wszystkim powinniśmy ufać swojej intuicji.Zazwyczaj przeczucia się sprawdzają. Starajmy się radośnie przyjmować każdą nadarzającą się okazję.( już widzę jak wszyscy mówią niemożliwe, a jednak:)) Osoby szczęśliwe mają więcej przyjaciół, znajomych, niż smutasy. Im więcej mamy kontaktów towarzyskich tym samym mamy więcej możliwości. Możemy spodziewać się codziennie wszystkiego dobrego.To działa tak: jeśli ktoś jest przekonany, że spotka go zawód – właśnie go spotyka. Nie dajesz sobie szansy na nic innego. Nastawienie to co najmniej połowa sukcesu! Teraz napiszę coś co wielu wydaje się niemożliwe i strasznie dziwne.NALEŻY WYNAJDYWAĆ ZALETY W WADACH.Jednym słowem należy być życzliwym dla siebie i innych i być szczęśliwym. Szczęściem da się pokonać wiele rzeczy:)

Share the post "Codzienny galop i brak snu"
Właśnie dzisiaj myśląc o różnych rzeczach uświadomiłam sobie, że większość z nas żyje jakby na próbę. Robimy to czego się od nas spodziewa.Niby chcemy coś zmienić, a tak naprawdę odkładamy to na później. Na bliżej nieokreśloną przyszłość. Chyba lepiej jest jednak funkcjonować bardziej świadomie. W zgodzie z innymi i samym sobą również. Myślę, że ze wszystkich istot tylko człowiek jest w stanie ogarnąć refleksją swoje życie, poddać krytycznej ocenie swoje rozumowanie. Szczególnie wtedy, gdy zostaje zakłócony zwyczajny bieg wydarzeń i musimy zmierzyć się z niespodziankami losu.Pojawiają się nowe wyzwania, jak i poważne kryzysy.To wszystko zmusza nas do uważniejszego przyjrzenia się sobie i ponownego rozpatrzenia własnej tożsamości. Chyba jest to konieczne, ponieważ pod wpływem nowych doświadczeń zmienia się sposób naszego myślenia, które dotąd wydawało się oczywiste i ustalone. Uznanie tego faktu wcale do łatwych nie należy. Trzeba raz na zawsze rozstać się z wyobrażeniami o sobie samym i przełożyć je na aktualną rzeczywistość. Niektórzy wręcz nie akceptują dokonujących się w nas samych zmian. Reagują złością, depresją i jawnym niezadowoleniem. Niestety taki stan rzeczy nie przynosi nic dobrego. Jest destruktywny! Pomimo choroby każdy z nas ma dane od Boga nowe obietnice. Można je wyrazić nie gniewem, a otwartością umysłu, ciekawością innego świata, poznawania nowych ludzi, dostrzegania pogodnych i pozytywnych stron życia. Wystarczy tylko, że będziemy chcieli je zauważyć. Zawsze trzeba mieć życzliwy stosunek do siebie oraz pozytywne nastawienie do świata i bliźnich. Gwarantuję, że to procentuje:) Wiem nie jest to łatwe. W obliczu choroby nowotworowej przychodzą też i gorzkie refleksje. Refleksje, że coś nas mogło lub może w życiu ominąć, że nie zdążyliśmy w pełni zaistnieć, lub czujemy się niespełnieni. Takie postępowanie może prowadzić do użalania się nad sobą, a co gorsza do obwiniania najbliższych, lub znajomych, których życie ułożyło się łaskawiej. Niestety taka postawa nie skłania do pozytywnego szanowania siebie i innych. W wielu takich przypadkach niektórzy myślą, że w jakiejś mierze zawiodło i rozczarowało ich życie. Ale może też być i odwrotnie. To my sami grając w różnych życiowych rolach staramy się sprostać wymaganiom otoczenia, stawiamy sobie nierealne wymagania nie patrząc na swoje potrzeby. Nie możemy dbając o potrzeby innych traktować siebie po macoszemu. Jeśli uda się nam dojrzeć, nawet w najgorszej sytuacji pozytywy, łatwo pozbędziemy się balastu wszystkich urazów, tym samym otwierając sobie drzwi ku lepszemu.
Share the post "Pokochać siebie- rok po diagnozie rak"
Od wizyty na onkologii dzieli mnie miesiąc. To nie jest tak, że się nie denerwuję. Wiem, że wszystko dąży ku lepszemu, a jednak. Chyba mam problem z wiarą we własne możliwości. Uwierzyć w siebie to poczuć swoją wartość. Tak mocno, tak na 100%. Ja niby to czuję, ale jednak mam chwilę zwątpienia. Ponoć człowiek, który naprawdę wierzy w siebie nie musi o tym mówić, ta wiara ma być stanem naturalnym. Przypuszczam, że wielu z nas ma niskie poczucie własnej wartości , nieśmiałość ma już od dzieciństwa. Bardzo możliwe jest, że niestety do tego przyczyniło się wiele osób od rodziców po nauczycieli. Kiedy się słyszy, że jest się do niczego , że się jest wart niczego, te informacje lęgnął się w naszej podświadomości. Podświadomość tak działa, że po pewnym czasie zaczynamy w to wierzyć. Jednak na szczęście ten proces jest mozolny, ale odwracalny! Trzeba jednak wytrwałości ponieważ tak długo jak wbiły się nasze negatywy w podświadomość trwa okres wychodzenia. Wszystko też jest zależne od tego jak bardzo pragniemy to zmienić. Pamiętajmy o tym, że ten stan rzeczy nie jest niczyją winą. Te osoby, które ugruntowały w nas wszystkie negatywy też były ofiarą sposobu myślenia swojego otoczenia! Wszytko to możemy zmienić, tylko trzeba nabrać pewności i uwierzyć, że taka zmiana jest możliwa. Jeżeli wierzy w nas Bóg to czemu my nie możemy tego uczynić? Wszak jesteśmy stworzeni na jego obraz i podobieństwo. Przejmujemy od swojego otoczenia skłonność do używania zwrotów takich jak: to jest nierealne, to niemożliwe do wykonania, tego nie potrafię. W tym momencie trzeba wyłączyć odbiór innych, a wsłuchać się w siebie. W zasadzie kiedyś mówiło się , że człowiek nigdy nie będzie latać i co? Latamy prawda? Można przecież postarać się wzmocnić wiarę w siebie poprzez uwierzenie, że wszystko jest możliwe. Im więcej wiary mamy tym więcej w naszym otoczeniu ludzi, którzy zaczynają myśleć pozytywnie i wierzą w nas. Dyskusje na tematy tego się nie da raczej omińmy szerokim łukiem. Nie zawsze ostatnie słowo musi do nas należeć, wartościowa jest też umiejętność słuchania. Jeśli jest się uśmiechniętym i życzliwym to zawsze podnosi nasz wizerunek wśród innych. Jeśli złościsz się na kogoś pamiętaj, że ta złość jest natychmiast w tobie i szybko trzeba to zmienić. No i najtrudniejsza sprawa należy doceniać to co się robi dla siebie i innych, nawet kiedy są to rzeczy drobne. Jeszcze chyba trudniejsze jest wybaczanie. Wybaczyć komuś krzywdę, którą nam wyrządził to jak podniesienie solidnego głazu, ale jaka jest potem ulga:) Biblia głosi, że wiara góry przenosi. Wniosek z tego, że warto jednak w siebie uwierzyć:)
cytat Władysława Grzeszczyka :
Człowiek, który nie wierzy w siebie, gotów jest uwierzyć we wszystko
Share the post "Uwierzyć w siebie"
Znalazłam takie zdanie powiedziane przez Dalajlamę: " Moja religia jest prosta, moją religią jest życzliwość". Czemu to piszę? Chcę się zastanowić nad tym dlaczego jest tak mało życzliwości, a tak wiele konfliktów między ludźmi. Niestety w większości ta niezgoda to brak równowagi. To wyobrażenie innej osoby o nas. My natomiast czujemy, że coś nam nie pasuje i staramy się cały czas zachować poczucie bycia sobą. Dobrze jest jak mamy taką umiejętność jak kontrolowanie swojego zachowania SZANUJĄC przy tym czyjąś odmienność. Często jednak jest tak, że słowo skierowane w naszą stronę narusza mocno bycie sobą. Nasza godność zostaje wystawiona na wielką próbę. Do tego dochodzi jeszcze takie małe coś, co każdy z nas ma. To taki mały wykonawca rozkazów, który dowodzi podświadomie, burząc naszą tożsamość. Są tacy, którzy za wszelką cenę będą bronić swojej tożsamości, ale są i tacy, którzy niemal oddadzą życie broniąc swoich racji. I tu warto przytoczyć to zdanie Dalajlamy z początku tekstu. Mowa o życiowej drodze, która buduje naszą codzienność opartą na wzajemnej życzliwości. Nie warto zastanawiać się nad tym, czy w życiu jest więcej zła, czy dobra. To nie jest ważne. Najważniejsi są ludzie, którzy kierują się życzliwością. To trudne być życzliwym wtedy, gdy niekoniecznie zgadzamy się z inną osobą, ale też i nie jest to nie niemożliwe. Musimy sobie zdawać sprawę z tego, że ból i radość to nasza codzienność. Możemy pod naszym adresem usłyszeć wiele gorzkich słów, które niekoniecznie będą prawdziwe. Wynika to raczej z czyjejś nieświadomości niż świadomego wyrażania siebie. Czasami ludzie nie zgadzają się ze sobą, tylko dlatego, że ich wyobrażenie o istniejącym świecie jest nieco inne niż nasze. Natomiast wszyscy mamy wspólne mianowniki np. płaczemy po zmarłych, przeżywamy nasze choroby, cierpimy, gdy cierpią nasze dzieci. Czy te konflikty rodzą się z nadmiaru tych samych doświadczeń? Może jest to znudzenie się sobą? Wewnętrzna walka? Wiele osób, żeby mocno zaakcentować swoją obecność właśnie popada w konflikt z otoczeniem. Raczej nikt nie lubi takich osób, które za wszelką cenę próbują zaistnieć. To, że kieruje nimi złość może świadczyć o poczuciu zagubienia, strachu. Mówi się, że milczenie jest złotem. To prawda, milczenie to prawdziwe dobro, które wypływa samoistnie. Czując w sobie radość zapomina się o sobie, dzieląc się tą radością z innymi. Pamiętacie moje poprzednie wpisy? Dając jak najwięcej z siebie dostajesz dwa razy tyle. Ludzie są różni, czasem ciężko z nimi wytrzymać i przebywać. Jednak, gdy zrozumiemy że możemy osiągnąć wewnętrzny spokój ( co tylko od nas samych zależy) będziemy mogli złe myśli szybko skierować w inną stronę. W ten sposób pozbędziemy się wielu przykrości. To wcale nie jest trudne poszukać w sobie spokoju, a swoją uwagę skierować na wszystko co jest nas w stanie wyciszyć. Psychologowie radzą, że jak się jest z kimś w konflikcie, trzeba tej osobie przebaczyć. Można to jej powiedzieć wprost, można mówić to w duchu kilkadziesiąt razy w ciągu dnia. Warto to zrobić, choćby dla własnego zdrowia. Wiem, są czasami takie momenty, że nie mamy siły komuś ustąpić, znosić ciągłe upokorzenia. Jeszcze trudniej jest żyć swoim życiem, próbując zaspokoić innych w imię miłości. Nie tędy droga. Dajmy sobie szansę. Dajmy szansę naszej życzliwości. Dbajmy o siebie i nie próbujmy naprawić świata na siłę.Powodzenia
Share the post "Być życzliwym"
To co teraz napiszę jest dla wielu trudne i bardzo bolesne, ale jakże prawdziwe…. Któż z nas nie czuł się kiedyś skrzywdzony? Któż z nas nie cierpiał z powodu niesprawiedliwego potraktowania przez innych: we własnym domu rodzinnym, na podwórku, w szkole, na studiach, w miejscu pracy, przy konfesjonale, na ulicy i w innych sytuacjach życiowych, które trudno tutaj wyliczyć? Skrzywdzenie jest zwykle bardzo bolesnym wspomnieniem, do którego najczęściej niechętnie wracamy. O doznanej krzywdzie, szczególnie wówczas, gdy była dotkliwa, nie można łatwo zapomnieć. Dotyczy to zwłaszcza krzywdy doznanej we wczesnym dzieciństwie od osób najbliższych. Dzieciństwo jest okresem, w którym człowiek ma szczególną potrzebę poczucia bezpieczeństwa, opieki, akceptacji, miłości. Jeżeli dziecko tego nie otrzymuje, czuje się pokrzywdzone. Bywają jednak niekiedy tak wielkie krzywdy, iż przekraczają możliwości emocjonalne człowieka. A ponieważ człowiek nie potrafi ich udźwignąć, spycha je gdzieś głęboko i "zapomina" o nich. Dla pewnych ludzi dzieciństwo, a nieraz także częściowo i okres dojrzewania, pokryte jest – z powodu wielkich krzywd – "białymi plamami zapomnienia". Człowiek – ludzka psychika broni się w ten sposób przed ciągłym bólem wewnętrznym. Zapomnienie to bywa jednak pozorne.Stare rany zapomnianych krzywd czasami po latach pojawiają się przypomniane przez najbliższe osoby, znajomych, przyjaciół.Tylko po co? Po co się ponownie ranić? Przypominać? Nie lepiej żyć teraźniejszością i starać się robić to jak najlepiej dla siebie i innych? Krzywdy, których doświadczamy w życiu, także te z okresu dzieciństwa i dojrzewania, na ogół nie są groźne.Natomiast wyczytałam coś co mnie bardzo poruszyło, a mianowicie: "ukrycie krzywdy sprawia nieraz, iż człowiek skrzywdzony – w sposób wręcz niezauważalny dla siebie (zauważalny jednak dla otoczenia) – przemienia się z ofiary w krzywdziciela. Krzywdy ludzkiej nie da się bowiem ukryć. Można ją jedynie zaakceptować i "odcierpieć". Są dwie drogi rozwiązania problemu. Jedna jest taka, że posiadamy silną wolę wyjścia z własnego poczucia skrzywdzenia, jest to moim zdaniem droga optymalna. Druga bardzo szkodliwa dla nas to pogrążenie się w poczuciu krzywdy i nieustannie użala się nad sobą, oznaka najczęściej braku silnej woli.Każda ludzka krzywda powinna być traktowana przez nas jako zadanie. I choć często jest to zadanie bardzo trudne, to jednak jest ono – osoba pokrzywdzona powinna wierzyć w to bardzo mocno – możliwe do wykonania. Jeżeli bowiem Jezus wzywa nas do przebaczenia "naszym winowajcom" siedemdziesiąt siedem razy, to wraz z tym wezwaniem daje nam łaskę, abyśmy mogli Jego nauczanie wprowadzić skutecznie w życie. Krzywda, przyjęta w jedności z Jezusem i potraktowana jako zobowiązanie życiowe, przestaje być przekleństwem, a staje się darem. To sam człowiek skrzywdzony, kierowany łaską Boga, ma moc przemienić przekleństwo krzywdy w błogosławieństwo i dar. Ból krzywdy – mocą ludzkiej pracy i siłą łaski Bożej – zostaje z czasem przemieniony w radość przebaczenia.Praca nad poczuciem skrzywdzenia wymaga wielkiego wysiłku emocjonalnego i psychicznego. Jeżeli proces przebaczenia i pojednania ma się okazać autentyczny, to musi on być doświadczeniem integralnym, czyli obejmującym wszystkie sfery ludzkiej osoby oraz osób, które krzywdziły. I ponownie cytat: Gdzie (…) wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska (Rz 5,20). Parafrazując słowa św. Pawła, możemy powiedzieć, iż tam gdzie obficie rozlała się krzywda, tam obficiej rozlewa się również łaska przebaczenia i pojednania. Miejsca skrzywdzone w człowieku stają się – dzięki przebaczeniu Bożemu i ludzkiemu – szczególnym miejscem wrażliwości na drugiego człowieka i jego cierpienie. Radość przebaczenia w życiu osoby skrzywdzonej nie ogranicza się bynajmniej do przebaczenia krzywdzicielowi. Radość ta wyraża się również we wrażliwości na każdego człowieka, szczególnie zaś na człowieka cierpiącego i będącego w potrzebie. Radość przebaczenia to radość przyjmowania ludzi takimi, jakimi są, radość słuchania ich, rozumienia i radość udzielania im pomocy."Rozprawienie się" z bólem krzywdy w młodości bywa stosunkowo proste, choć zawsze wymaga wiele wysiłku i pracy wewnętrznej. Młody człowiek ma bowiem wiele energii, zapału do życia, nadziei, które – zaangażowane w "przepracowanie" poczucia krzywdy – stosunkowo szybko wydają owoce większego pokoju wewnętrznego, łatwiejszych relacji z innymi oraz radości życia. Przepracowanie poczucia krzywdy w okresie młodości daje młodemu człowiekowi wielką szansę na bardziej udane życie osobiste, zawodowe, a przede wszystkim szczęśliwsze życie. Przepracowanie poczucia krzywdy w okresie młodości sprawia, iż młody człowiek nie wnosi w życie niedobrych wzorów, postaw i zachowań, których był świadkiem we własnym domu. Przekroczenie poczucia krzywdy wyniesionego z domu rodzinnego jest jednym z największych darów, jakie można ofiarować swojej żonie, mężowi, dzieciom, wychowankom, uczniom, oraz każdemu człowiekowi spotkanemu na własnej drodze życia. Nieprzepracowanie zaś własnego poczucia krzywdy sprawia, iż młody człowiek – w sposób niezauważalny dla siebie – przejmuje sam i wciela w życie te wzory zachowania i te postawy, przez które czuł się skrzywdzony.Ponieważ Jezus daje nam moc do tego, by wraz z Nim modlić się za osoby, które nas skrzywdziły: Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią, i ofiarować im w ten sposób nasze przebaczenie. Ale bliźni, których my skrzywdziliśmy, zanoszą w naszej intencji tę samą modlitwę. Powinniśmy ją wspomagać, prosząc o łaskę otwarcia na ich przebaczenie. Józef Augustyn SJ
Share the post "Doświadczenie krzywdy"
No cóż pora na którtką refleksją po kolejnej hospitalizacji. Badanie TK po roku odbyło się w imieniny mojego śp. taty, wyniki po hospitalizacji w Dzień Ojca….i …Wszystkie badania wyszły DOBRZE! Wszystko w normie i w porządku. Trochę przekraczam poziom cukru rano, ale odrobina pomocy Szamana i pewnie to również opanuję.Czym to jest w porównaniu do guza nowotworowego? Pestka prawda? Kolejna biopsja guza w tarczycy i kolejny wynik : zmiana łagodna. Guz we wnęce płuca ma ok 2mm mniej czyli stabilnie, przeżutów nie opisali……, a były. Moje modlitwy zostały wysłuchane, Syrach stanął na wysokości zadania. Co teraz robię? Olej Budwigowy i nadal dieta wege. Jest sezon na nowalijki więc jak najwięcej surowizny. Soki i zupy warzywne. To pozostałość po głodówce i zmodyfikowanej zupie cebulowej:)
I jeszcze serdeczne podziękowania za Wasze modlitwy, wsparcie i pomoc duchową. A największe podziękowania dla mojego kochanego męża za miłość, wsparcie i zrozumienie.
Share the post "Kolejna wizyta na onkologii – omówienie badań"
Dzisiaj chciałam napisać parę zdań, ktróre odkryłam już wcześniej,a dzisiaj wyczytałam. Zastanawiając się dlaczego ja? Pewnie macie podobne pytania. Na fb i innych portalach poświęconych chorobom szczególnie rakowi ciągle te pytanie się pojawią. Rozważamy je w różnych kategoriach najcześciej pytamy Boga dlaczego nam to robi? Odpowiedź jest tak prosta, że aż zdumiewająca…Być może jesteś osobą, która kiedyś była gorliwa dla Boga, ale później straciła zapał. To był problem chrześcijan z Laodycei – wygasła ich pierwsza miłość. Czynili wszystko, co właściwe, ale wyłącznie z obowiązku….Znacie to prawda? Chodzimy do kościoła, bo tak robili rodzice i nam to przekazali. Modlimy się, bo jesteśmy w potrzebie, rzadko dziękujemy……Jeśli przeżywasz duchowe rozterki, nie bądź zaskoczony, gdy Bóg nie eliminuje z twojego życia bolesnych doświadczeń. Ból podsyca w nas determinację do działania. Ładuje nas energią do zmieniania rzeczywistości, którą na codzień nie dysponujemy. Nasze problemy nie są karą. Bóg wzywa nas, abyśmy się przebudzili. On nie jest na nas zły. Zależy mu na nas tak, że zrobi wszystko, by została przywrócona nasza społeczność z NIM. Przebywającym w niewoli babilońskiej ludziom Bóg powiedział:" Kiedy naprawdę, bardziej niż czegokolwiek innego zechcecie Mnie znaleźć, Ja sprawię, że nie będziecie zawiedzeni"Czy my też gdzieś przegapiliśmy najważniejszą rzecz w życiu? Jeśli tak to już w tej chwili możemy coś zrobić, by ją odzyskać. Pamiętając jednocześnie, że tylko do nas należy decyzja.Mam nadzieję, że ta decyzja pozwoli właśnie Tobie odkryć odpowiedź na pytanie dlaczego ja? Po przemyśleniu wszystkiego zobaczysz wielki obraz złożony z wielu pasujących puzzli twojego życia. Ta perspektywa uwolni cię od stresu, ułatwi podejmowanie decyzji, przyniesie satysfakcję, a co najważniejsze porzygotuje się do śmiałego spojżenia w przyszłość.
Share the post "Stworzony dla radości Boga"
Zaczął się nowy rok szkolny, a wraz z nim wędrówki na onkologię. Tym razem tylko USG, ponieważ moja pani dr. chce mi zaoszczędzić zbędnych kontrastów. Po USG… brak nowych przerzutów!:) Pamiętam jak pierwszy raz szłam na onkologię. Zwieszona głowa, z oczu łzy, wszyscy jacyś tacy obcy, wrodzy. Patrzyłam na te tłumy ludzi w korytarzach siedzących i się zastanawiałam co on robią! Piją kawę, jedzą kanapki, śmieją się, rozmawiają. Przecież to onkologia! Tu wszyscy powinni być smutni, płakać, bać się, czekać na koniec. Długą drogę musiałam pokonać żeby zrozumieć w jak wielkim byłam błędzie. Rak to nie wyrok. Na choroby serca umiera więcej osób niż na raka, takie są statystyki. To co mi się przytrafiło rozważałam już na wiele sposobów. Natomiast to co mi niedawno przyszło do głowy to to, że ja i inne osoby zmagające się z rakiem niosą pewne przesłanie żeby się nim dzielić. Na tym też polega moje pisanie. Jeśli pomogę tym choć jednej osobie, choć jedna osoba się nie podda, zawalczy, choć jedna osoba spojży ze spokojem w przyszłość, ja będę najszczęśliwszym człowiekiem. Być może my niesiemy sobą przesłanie, którym mamy się podzielić z innymi. Być może myślisz teraz, że nie masz się czym dzielić. Nie prawda masz tak wiele doświadczeń, którymi możesz się, a właściwie powinieneś podzielić. Ta diagnoza zmienia nasze życie. Nikt nie przeżył tego samego co ty, dlatego tak ważne jest żebyś dzielił się swoją wiedzą i doświadczeniem. Każda osobista historia jest bardziej wartościowsza niż to co piszą w gazetach. To co mówimy przyciąga uwagę innych i łatwiej jest wszystko zapamiętać. Dzielenie się swoimi przeżyciami buduje most między nami, a tymi, którzy słuchają. Tu nie ma czasu, by uczyć się na własnych błędach. Lepiej jest uczyć się od siebie na wzajem, bazować na wypróbowanych doświadczeniach. Nie krępuj się mówić o tym co robisz, może tym podniesiesz kogoś na duchu, może nawet uratujesz! Nie wiem ile mamy na to czasu trochę czy trochę więcej. Nie zaprzepaśćmy tego, i wypełnijmy naszą kolejną życiową misję.
Share the post "Przesłanie"
|
|
Najnowsze komentarze