Kategorie

Świadomość choroby

 

Za jakiś miesiąc kolejne TK…. Być z chorobą nie jest łatwe, to fakt, ale możliwe. Jeśli przyjmiemy odpowiednią postawę w tym wszystkim, ułatwimy sobie życie i tym, którzy trwają przy nas. Właściwie żeby to należycie wykonać trzeba dorosnąć do choroby. Nie ważne ile to zajmie czasu. Ważne żeby udało nam się jakoś tak wszystko przeszeregować i tak przemeblować, by mogło powstać na nowo. W obliczu zaistniałych okoliczności nie da się żyć po staremu, jest to niemożliwe. U wielu osób, podobnie jak i u mnie na początku diagnoza rak to po prostu KONIEC. Wielki strach jak się w tym odnaleźć, co robić. Z mojej perspektywy mogę zapewnić wszystkich, że można się odnaleźć. To taki nowy etap. Jeden się kończy zaczyna się nowy. Ktoś pomyśli co ona wypisuje jaki nowy. Wiem nie ma w tym nic fajnego, ale są dwa wyjścia albo się załamiemy i będziemy rwać na sobie ubranie i wyć po nocach, albo zmobilizujemy wszystkie siły do walki. Jest takie powiedzenie, że Bóg nigdy nie daje nam więcej, niż potrafimy udźwignąć. Niektórzy z nas potrafią znieść więcej, inni mniej. Nawet jeśli dostaniemy do dźwigania część nieba, nie będzie to ciężar. Będzie to dar. Dlatego postarajmy się przyjąć chorobę jako ….dar. Jak nową sytuację, aby możliwe było poznanie wroga i ustalenie strategii, by zdobyć przewagę. Trzeba tak walczyć, by poznać słabe strony przeciwnika i tak nad nim zapanować, żeby nie udało się mu przewrócić naszego życia do góry nogami. Musimy wyszukać wszelkie sposoby ,aby go znokautować. Trudno jest czytać takie teksty. Tak jestem tego świadoma. Ja też zaraz po diagnozie nie potrafiłam nic czytać, ani nad niczym się skupić. Nic do mnie nie docierało. To trwa powoli, ale im szybciej uda się nam uspokoić i zapanować nad sytuacją, tym krótsza będzie droga do zwycięstwa. Nie może być tak, że choroba przekreśla nasze plany, ambicje. Pomimo tego, że mamy pewne ograniczenia, niekiedy zmianę trybu życia, mamy kontynuować swoje życie i nadal realizować cele. Trzeba próbować i nie poddawać się. I najważniejsze- spełniać swoje marzenia.  

1

Choroba cierpieniem ?

Często zadajecie mi pytenie, masz raka, a wcale po tobie nie widać cierpienia…..Każdy z nas w jakiejś mierze w życiu doświadcza cierpienia, czy to poprzez chorobę własną, czy najbliższych i niejeden z nas zadaje sobie pytanie, dlaczego mnie to spotkało? Dlaczego ja muszę cierpieć? Mówicie: ty jesteś wierząca więc, gdzie jest ten twój Pan Bóg, dlaczego Cię tak doświadcza ? Odpowiadam :Życie ludzkie jest darem Boga i zawsze powinno być przeżywane jako taki dar, nawet w momentach krytycznych. Nachodzi taka pewna wymowna refleksja nad znaczeniem i wartością cierpienia.Zobaczcie Chrystus pochylał się nad cierpiącymi, uzdrawiał chorych. Miał misję: przyjął mękę i śmierć ze świadomością, że właśnie przez krzyż może dotrzeć do samych korzeni zła i dokonać dzieła zbawienia. Przyjął dobrowolnie na siebie cierpienie, bo przecież był niewinny. Przez swoją ofiarę na zawsze złączył miłość z cierpieniem. On na prawdę  nie jest obojętny na ludzkie dramaty i doświadczenia, ale przeciwnie — wziął je na swoje barki, aby otworzyć nam drogę zbawienia.Walka z chorobą jest słuszna, ponieważ zdrowie jest darem Bożym. Lecz zarazem ważne jest, by umieć odczytać plan Boga, kiedy cierpienie puka do drzwi naszego życia. Dla nas wierzących kluczem do odczytania tej tajemnicy jest krzyż Chrystusa. Słowo Wcielone nie odgrodziło się od naszych ludzkich ograniczeń, przyjęło je całkowicie na siebie na Golgocie. Odtąd cierpienie nabrało sensu, który czyni je szczególnie cennym. Od tego momentu cierpienie, każdy jego przejaw, nabiera nowego i specyficznego znaczenia, gdyż staje się uczestnictwem w zbawczym dziele Odkupiciela. Nasze cierpienia nabierają wartości i pełnego znaczenia jedynie wtedy, gdy są włączone w Jego mękę. Przeżywane w świetle wiary, stają się źródłem nadziei i zbawienia. Może w obliczu własnego cierpienia jesteśmy powołani do apostolstwa chorych? Może to jest taki Boży plan dla nas? Dla mnie? Słowa Jezusa : "Ojcze, jeśli nie może ten kielich cierpień nas ominąć, nie się stanie nie nasza, ale Twoja wola…"W tym miejscu chciałam znowu podziękować Wam kochani i Bogu za to, ze ponowne tk z grudnia 2014 nie wykazało żadnych groźnych zmian. Guz zmniejszył się tym samym umacniając mnie w przekonaniu, że to co robię jest słuszne.

 

Rok 2015 rokiem MOCY !!

Każdy z nas staje wobec tajemnicy cierpienia i choroby. Często swojej, kogoś z rodziny lub bliskich znajomych. Dzięki temu, że tajemnica ta ukazuje się bardzo wyraźnie potrafimy dostrzec sens tego, co nas spotyka. To prawda, że trudno jest odnaleźć sens w chorobie, ale właśnie to wnosi tą niesamowitą MOC. Czasami sama zastanawiam się skąd ta moc przyszła, bo przecież dla wielu zniesienie cierpienia wydaje się niemożliwe. Uwierzcie mi , że wiele tej mocy płynie z serca przepełnionego miłością, radością i dobrocią, chociaż ciało niedomaga. Dlaczego to piszę ? Ponieważ coraz częściej spotykam się na onkologii z fantastycznymi ludźmi  w różnych stadiach choroby. Idę tam, żeby ich wesprzeć, zmotywować do walki, a otrzymuję owiele więcej. Niesamowita reakcja zwrotna, która dla mnie jest również motorem napędowym. Dzięki temu, chwile zwątpienia, które też czasami miewam, są ktrótkie i uciekaja bezpowrotnie. Chciałabym, abyśmy potrafili otworzyć serca dla tych, którzy cierpią i uszanować ich każdą decyzję. Okazujmy im życzliwość i pomoc nie tylko przez współczucie, ale konkretne działania, wsparcie duchowe i modlitewne. Starajmy się ofiarować Bogu nasze troski w intencji tych, którzy cierpią. Ja codziennie staram się to robić i MOC przyszła parę dni temu,kiedy okazało się że mój guz w tarczycy się ROZPADŁ !! Bez chemii i naświetlań!! Takie wiadomości dodają niesamowitego powera 🙂 Cały czas jestjeszcze guz w płucach, ale co tam dam radę 🙂 Moje motto ostatnie to wiatr w grzywy i galopem do przodu 🙂

pobrany plik