|
|
Za jakiś miesiąc kolejne TK…. Być z chorobą nie jest łatwe, to fakt, ale możliwe. Jeśli przyjmiemy odpowiednią postawę w tym wszystkim, ułatwimy sobie życie i tym, którzy trwają przy nas. Właściwie żeby to należycie wykonać trzeba dorosnąć do choroby. Nie ważne ile to zajmie czasu. Ważne żeby udało nam się jakoś tak wszystko przeszeregować i tak przemeblować, by mogło powstać na nowo. W obliczu zaistniałych okoliczności nie da się żyć po staremu, jest to niemożliwe. U wielu osób, podobnie jak i u mnie na początku diagnoza rak to po prostu KONIEC. Wielki strach jak się w tym odnaleźć, co robić. Z mojej perspektywy mogę zapewnić wszystkich, że można się odnaleźć. To taki nowy etap. Jeden się kończy zaczyna się nowy. Ktoś pomyśli co ona wypisuje jaki nowy. Wiem nie ma w tym nic fajnego, ale są dwa wyjścia albo się załamiemy i będziemy rwać na sobie ubranie i wyć po nocach, albo zmobilizujemy wszystkie siły do walki. Jest takie powiedzenie, że “Bóg nigdy nie daje nam więcej, niż potrafimy udźwignąć. Niektórzy z nas potrafią znieść więcej, inni mniej. Nawet jeśli dostaniemy do dźwigania część nieba, nie będzie to ciężar. Będzie to dar. Dlatego postarajmy się przyjąć chorobę jako ….dar. Jak nową sytuację, aby możliwe było poznanie wroga i ustalenie strategii, by zdobyć przewagę. Trzeba tak walczyć, by poznać słabe strony przeciwnika i tak nad nim zapanować, żeby nie udało się mu przewrócić naszego życia do góry nogami. Musimy wyszukać wszelkie sposoby ,aby go znokautować. Trudno jest czytać takie teksty. Tak jestem tego świadoma. Ja też zaraz po diagnozie nie potrafiłam nic czytać, ani nad niczym się skupić. Nic do mnie nie docierało. To trwa powoli, ale im szybciej uda się nam uspokoić i zapanować nad sytuacją, tym krótsza będzie droga do zwycięstwa. Nie może być tak, że choroba przekreśla nasze plany, ambicje. Pomimo tego, że mamy pewne ograniczenia, niekiedy zmianę trybu życia, mamy kontynuować swoje życie i nadal realizować cele. Trzeba próbować i nie poddawać się. I najważniejsze- spełniać swoje marzenia.

Share the post "Świadomość choroby"
Często zadajecie mi pytenie, masz raka, a wcale po tobie nie widać cierpienia…..Każdy z nas w jakiejś mierze w życiu doświadcza cierpienia, czy to poprzez chorobę własną, czy najbliższych i niejeden z nas zadaje sobie pytanie, dlaczego mnie to spotkało? Dlaczego ja muszę cierpieć? Mówicie: ty jesteś wierząca więc, gdzie jest ten twój Pan Bóg, dlaczego Cię tak doświadcza ? Odpowiadam :Życie ludzkie jest darem Boga i zawsze powinno być przeżywane jako taki dar, nawet w momentach krytycznych. Nachodzi taka pewna wymowna refleksja nad znaczeniem i wartością cierpienia.Zobaczcie Chrystus pochylał się nad cierpiącymi, uzdrawiał chorych. Miał misję: przyjął mękę i śmierć ze świadomością, że właśnie przez krzyż może dotrzeć do samych korzeni zła i dokonać dzieła zbawienia. Przyjął dobrowolnie na siebie cierpienie, bo przecież był niewinny. Przez swoją ofiarę na zawsze złączył miłość z cierpieniem. On na prawdę nie jest obojętny na ludzkie dramaty i doświadczenia, ale przeciwnie — wziął je na swoje barki, aby otworzyć nam drogę zbawienia.Walka z chorobą jest słuszna, ponieważ zdrowie jest darem Bożym. Lecz zarazem ważne jest, by umieć odczytać plan Boga, kiedy cierpienie puka do drzwi naszego życia. Dla nas wierzących kluczem do odczytania tej tajemnicy jest krzyż Chrystusa. Słowo Wcielone nie odgrodziło się od naszych ludzkich ograniczeń, przyjęło je całkowicie na siebie na Golgocie. Odtąd cierpienie nabrało sensu, który czyni je szczególnie cennym. Od tego momentu cierpienie, każdy jego przejaw, nabiera nowego i specyficznego znaczenia, gdyż staje się uczestnictwem w zbawczym dziele Odkupiciela. Nasze cierpienia nabierają wartości i pełnego znaczenia jedynie wtedy, gdy są włączone w Jego mękę. Przeżywane w świetle wiary, stają się źródłem nadziei i zbawienia. Może w obliczu własnego cierpienia jesteśmy powołani do apostolstwa chorych? Może to jest taki Boży plan dla nas? Dla mnie? Słowa Jezusa : "Ojcze, jeśli nie może ten kielich cierpień nas ominąć, nie się stanie nie nasza, ale Twoja wola…"W tym miejscu chciałam znowu podziękować Wam kochani i Bogu za to, ze ponowne tk z grudnia 2014 nie wykazało żadnych groźnych zmian. Guz zmniejszył się tym samym umacniając mnie w przekonaniu, że to co robię jest słuszne.
Share the post "Choroba cierpieniem ?"
Każdy z nas staje wobec tajemnicy cierpienia i choroby. Często swojej, kogoś z rodziny lub bliskich znajomych. Dzięki temu, że tajemnica ta ukazuje się bardzo wyraźnie potrafimy dostrzec sens tego, co nas spotyka. To prawda, że trudno jest odnaleźć sens w chorobie, ale właśnie to wnosi tą niesamowitą MOC. Czasami sama zastanawiam się skąd ta moc przyszła, bo przecież dla wielu zniesienie cierpienia wydaje się niemożliwe. Uwierzcie mi , że wiele tej mocy płynie z serca przepełnionego miłością, radością i dobrocią, chociaż ciało niedomaga. Dlaczego to piszę ? Ponieważ coraz częściej spotykam się na onkologii z fantastycznymi ludźmi w różnych stadiach choroby. Idę tam, żeby ich wesprzeć, zmotywować do walki, a otrzymuję owiele więcej. Niesamowita reakcja zwrotna, która dla mnie jest również motorem napędowym. Dzięki temu, chwile zwątpienia, które też czasami miewam, są ktrótkie i uciekaja bezpowrotnie. Chciałabym, abyśmy potrafili otworzyć serca dla tych, którzy cierpią i uszanować ich każdą decyzję. Okazujmy im życzliwość i pomoc nie tylko przez współczucie, ale konkretne działania, wsparcie duchowe i modlitewne. Starajmy się ofiarować Bogu nasze troski w intencji tych, którzy cierpią. Ja codziennie staram się to robić i MOC przyszła parę dni temu,kiedy okazało się że mój guz w tarczycy się ROZPADŁ !! Bez chemii i naświetlań!! Takie wiadomości dodają niesamowitego powera 🙂 Cały czas jestjeszcze guz w płucach, ale co tam dam radę 🙂 Moje motto ostatnie to wiatr w grzywy i galopem do przodu 🙂

Share the post "Rok 2015 rokiem MOCY !!"
„Wątpiący staje się, mimo woli, sojusznikiem wroga”. Słowa bł. Michała Kozala, w których jest ujęty jeden z najgorszych skutków choroby , jaką jest zwątpienie.
Wstyd się przyznać, miałam ostatnio wizytę na onkologii i niestety zaatakowało mnie zwątpienie. Byłam sama zdziwiona, bo zazwyczaj znam wyniki zaraz po badaniach ( przyjaciele uprzejmie mi donoszą 🙂 ), a pomimo tego bałam się. Zresztą chyba boję się za każdym razem. Najbardziej tego, że ktoś wpadnie na jakąś wątpliwą nowość np. wypróbować na mnie chemię czego ja nie chcę. No cóż wyciągnęłam z tego daleko idące wnioski na przyszłość …..
Analizując sytuację nieustannie zmagamy się z przeciwnościami losu, a jedno małe zwątpienie może doprowadzić do znacznego osłabienia w walce z chorobą. Posiadamy niestety takie wady jak zwątpienie, a zwycięstwo nad tym w dużej mierze jest uzależnione od nas samych.
Ile razy mówimy: nie potrafię, nie umiem, nie dam rady. Przez takie myślenie, gdy w sercu rodzi się zwątpienie następuje totalna klęska. Jak jeszcze dojdą do tego jakieś przeciwności losu nie trudno nawet o rezygnację z obranej drogi. Ileż to razy ja w mojej głowie słuchałam podszept : rzuć dietę, zioła, to ci nic nie da, żyj jak do tej pory na kredycie u Pana Boga. Po co ci to!! Nie masz czasu dla siebie, gotujesz na dwie kuchnie, pilnujesz ziół, oczyszczań suplementów , biegasz do dwóch prac, ciągle musisz czytać, szukać…..Też tak macie? Myślę że na pewno . Serce i rozum mówią, że nie można tak myśleć ! Pomimo tego wszystkiego trzeba dążyć do ocalenia siebie, swojego życia, i mieć wiarę, że będzie ono lepsze. Tak sobie myślę, że te moje rozterki można porównać do Piotra, który miał przejść przez jezioro do Pana , a zląkł się wiatru i zaczął tonąć. Jezus wyciągnął rękę i uratował go. Zobaczcie ile razy wyciągają do nas rękę nasi przyjaciele, a nam ciągle źle. Doceńmy to co oni dla nas robią. Przyjmijmy słowa otuchy i dalej do boju 🙂 Popatrzcie ile razy Jezus leczył swoich Apostołów z wielu chwil zwątpienia. Mocna wiara to dowód zdrowego ducha, to ona czyni człowieka niezwyciężonym. Więc bądźmy niezwyciężeni,a nawet Rak nas nie pokona !!
Share the post "ZWĄTPIENIE"
Czasami jak idę na onkologię ze wsparciem dla osób, które znalazły się na początku drogi przez raka prawie za każdym razem pada pytanie: Dlaczego Bóg mi to robi ? Za jakie grzechy ja muszę pokutować ? Co takiego złego zrobiłam zrobiłem ? Wiadomo, każdy z nas chciałby być szczęśliwy. Mieć cudowną rodzinę, zdrowie przyjaciół, kochanego człowieka u swojego boku. Natomiast jak nam czegoś brakuje prosimy Boga, by nam to dał. Ufamy mu, wierzymy, wiemy, że nas kocha i pragnie naszego szczęścia. Może nawet zrobić to co nam wydaje się niemożliwe. W Ewangeliach znajdujemy przypowieści w których Jezus zapewnia o skuteczności modlitwy. Jednak nie zawsze otrzymujemy to, czego tak pragniemy. Tu właśnie zaczyna się niezwykle trudna sytuacja, w której nasza wiara w dobroć i miłość Boga zaczyna się walić. Rodzi się bunt i podejrzenie, że On nas omija, zapomina lub specjalnie utrzymuje nas w nieszczęściu. Następuje wielkie rozczarowanie które jest prawdziwym rozstajem dróg. Jedna droga u niektórych prowadzi do rozstania z Bogiem i wiarą, a druga jest nieustannym pytaniem czemu Pan nie wysłuchał mojej modlitwy…….W Nowym Testamencie w pierwszym liście św Jana rozdział 5 werset 14 czytamy : „Ufność, którą w Nim pokładamy, polega na przekonaniu, że wysłuchuje On wszystkich naszych próśb zgodnych z Jego wolą. A jeśli wiemy, że wysłuchuje wszystkich naszych próśb, pewni jesteśmy również posiadania tego, o cośmy Go prosili”. Tutaj myślę znajduje się odpowiedź na zadane pytanie chociaż wiem, że też i trudne do zrozumienia….Bóg jest miłością i jest wszechwiedzący wie co jest dla nas dobre, ale bywa i tak, że chce się np. posłużyć chorobą dla czyjegoś nawrócenia.( bądź inną trudną dla nas sytuacją ) I znowu Nowy Testament Ewangelia wg św Jana rozdział 15 werset 7 „Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami. Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej” Z tymi przemyśleniami Was kochani zostawiam życząc wytrwałości, miłości,ufności i wiary nawet w najtrudniejszych chwilach.
Share the post "Przemyślenie….."
Właśnie minął kolejny rok od diagnozy, a nadszedł nowy w którym Bóg daje mi kolejną szansę. Kolejną szansę na poznanie nowych ludzi, kolejną szansę pokochania i docenienia siebie i moich bliskich, kolejną szansę na to by przypomnieć sobie, że życie to cenny dar. Przez ten rok dużo się w moim życiu wydarzyło, oczywiście były i chwile słabości, ale i też chwile dużych i małych zwycięstw. Nadal potrafię się cieszyć życiem, nawet jak pada deszcz, lub wieje nieprzyjemny wiatr. Czy myślę o tamtym dniu kiedy się dowiedziałam ? No cóż trudno go zapomnieć, ale ważniejsze jest to co ma dla mnie do zaoferowania jutro. Podobno ludzie potrafią z całego swojego życia żyć prawdziwą pełnią zaledwie przez parę miesięcy. Dlaczego nie potrafią się ciszyć własnym życiem? Jeśli należysz do takich osób nie czekaj do jutra by zacząć żyć pełnią życia, może się okazać, że nie będzie dla ciebie jutra, może się okazać, że nie miałeś (-aś ) kiedy żyć naprawdę. Wiem, zdaję sobie sprawę z tego, że żyję na kredyt i nie wiem ile jeszcze mam rat do spłacenia. Wiem też, że obok mnie żyją też bardzo mi bliskie osoby, które podjęły taką samą walkę. Znamy się od niedawna, ale zdać by się mogło jakbyśmy znały się całe wieki. Dziewczyny nie pytały w naszych rozmowach nigdy „dlaczego ja ?” Przyjęły na barki swój krzyż i go nadal dźwigają. Z uśmiechem i optymizmem znoszą chemię, wymioty, osłabienia, biopsje, zastrzyki. Wierzą, że wygrają. Ja wierzą, że wygramy. Stworzyłyśmy między sobą przestrzeń, gdzie ładujemy wewnętrzne akumulatory, regenerujemy siły, pielęgnując w tym wszystkim pogodę ducha i poczucie humoru. Z drugiej strony dajemy sobie też prawo do dzielenia się swoimi słabościami, ograniczeniami, rozsądnie szukając rozwiązań. Szanujemy swoje decyzje i nie krytykujemy siebie nawzajem. Szkoda, że nie wszyscy mogą uszanować to co próbujemy robić. W połowie grudnia byłam na wizycie w poradni na onkologii. W badaniach niby nic się nie dzieje nadal jest stabilnie, ale niestety doktor, która była zastępując mojego lekarza próbowała być prorokiem wmawiając mi, że za chwilę będzie progres i trzeba podać izotopy. Zapytałam po co skoro nic się nie dzieje na co pani doktor wykrzyczała czy pani nie rozumie ?? Pani chodzi rakiem !! Spojrzałam na nią i mówię ja nie chodzę z rakiem, to on chodzi ze mną, ale myślę, że niedługo mu się to znudzi…..No cóż kara musiała być zamiast TK klatki piersiowej dostałam najpierw PETa. Natomiast o rozpadającym się guzie tarczycy ani mru mru. Skwitowała szybko łagodny i rozpada się. Tylko mały szczegół wszystko co robię bez chemii spowodowało, że się rozpadł !! Oczywiście pani doktor zgrabnie ominęła temat skupiając się na guzie w płucach. Poszłam na tą wizytę jak na skrzydłach wiedząc, że w badaniach nie ma nic niepokojącego, a wyszłam trochę przygaszona. Teraz jednak myślę, że nie ma sensu się tym martwić, bo w zasadzie to było moje kolejne małe powodzenie i zwycięstwo 🙂 Jest taki fajny fragment z książki pt. „ Największy cud świata”: „ Zapamiętaj więc cztery prawa szczęścia i powodzenia. Licz swoje dary. Głoś swoją cudowność. Przejdź następną milę. Używaj mądrze swej mocy wolnej woli. I zapamiętaj jeszcze jedno, które dopełni te cztery: Rób wszystko z miłością – miłością do siebie, miłością do ludzi, miłością do mnie. Obetrzyj łzy. Wyciągnij rękę, uchwyć moją dłoń, wyprostuj się. Pozwól bym przeciął całun, który Cię krępował. „ I tego właśnie życzę na nowy 2016 rok nam, naszym rodzinom i wszystkim którzy bardzo tego potrzebują……a mój plan na najbliższe dni? Oczywiście pojechać do stajni, wskoczyć na konia, popędzić z wiatrem i zostawić tego gada daleko daleko z tyłu…..

Share the post "Koniec roku 2015 początek 2016…"
Tak wiem bardzo się zapuściłam z pisaniem 🙂 Ostatni wpis przełom 15/16 roku, a kolejny przełom 16/17 roku :). Brak wpisów tłumaczę tym co mówił ks. Kaczkowski życie na pełnej petardzie. Nadal twierdzę, że rak to nie dla mnie. Czasami się zastanawiam czy ta diagnoza była prawidłowa. Moje koleżanki nadal plotkują przy kawie o imprezach, zakupach, dzieciach, mężach, a ja wciąż zgłębiam wiedzę o leczeniu chorób metodami naturalnymi. Na początku mojej drogi byłam bardzo zajęta zabijaniem komórek nowotworowych, wiedziałam, ze robię coś co może zwiększa moje szanse przeżycia. Jednak powoli wróciłam do normalnego życia, ale gdzieś z tyłu głowy już na stałe mam wmontowany dzwoneczek, który się odzywa i przypomina. W tej chwili na onkologię na badania chodzę co pół roku. Wiem, że będzie dobrze, ale i tak mam lęk przed wynikami, a każda konsultacja może oznaczać koniec wolności. Dosłownie czekam na wdechu, aż dowiem się jaki jest wynik. Wtedy każda dobra chwila jest na wagę złota. Mam też takie momenty, że się boję. Boję się jak boli mnie kręgosłup lub coś innego. Zawsze może być to rozwinięcie choroby. Najgorsze, że kiedy taki lęk człowieka opanuje nawet najczarniejszy scenariusz wydaje się jedynym możliwym. Do tego jeszcze pacjent, który trafia na oddział z powodu masywnego rozsiewu nowotworowego dopełnia resztę. Wtedy jest pora na refleksje. Świadomość własnej śmiertelności sprawia, że zadaję sobie pytania : czy osiągnęłam to co zamierzałam ? Czy nie marnuję czasu, który otrzymałam w darze od Boga ? Czy wypełniam jego wolę ? Bo przecież skoro darował mi kolejne lata musi mieć dla mnie jakiś plan….. Niewątpliwie moje życie bardzo zmieniło się od diagnozy postawionej CZTERY LATA TEMU. Może niektórzy pomyślą, że zwariowałam ( mój mąż pewnie nie zaprzeczy 🙂 ), ale staram się przeżyć każdy dzień tak jak by mi pozostał już tylko tydzień. Jak to wygląda ? Wpadłam w taki wir, że na wiele rzeczy, które bym chciała jeszcze zrobić brakuje mi czasu…Stukają się też w głowę ci którym mówię , że rak ma pozytywny wpływ na życie. Ja twierdzę, że ma. Na pewno nauczyło mnie to żyć chwilą i nie tracić czasu na martwienie się jutrem 🙂 A czasami jak nadchodzi czarne jutro zawsze mogę wskoczyć na konia, popędzić i zostawić gada daleko daleko z tyłu:)
Share the post "Rak bez bólu"
Z przykrością muszę stwierdzić, że z dnia na dzień przybywa coraz więcej osób, które się dowiadują, że są chore na raka. Wielu z nich myśli, że rak to wyrok. Rzeczywiście choroba ta zbiera wielkie żniwo, ale z obecną wiedzą medyczną i naturalną można ją uznać za chorobę przewlekłą ! W dodatku z rakiem można żyć lepiej….już widzę jak się pukacie w głowę i zastanawiacie czy nie mam przerzutów do mózgu ;). Najgorsza jest oczywiście informacja, która jest potężnym zaskoczeniem. Najpierw pojawia się niedowierzanie, ból, gniew, bezsenne noce….Ja też przez to przechodziłam i myślę, że wielu z was również. Dopóki nie uzmysłowisz sobie, że masz wpływ na swoje życie i zdrowie twój umysł nadal będzie produkował setki negatywnych myśli. Choroba ta z jednej strony jest doświadczeniem bardzo trudnym, a z drugiej konfrontuje, a przede wszystkim wymaga zmian. Zmiany te powodują, że jesteś w stanie przekroczyć swoje schematy i ograniczenia. Dzisiaj z perspektywy czterech lat życia z tą „bulwą „ wszystkie zmiany jakie się pojawiły były tylko na lepsze. Tak jak pisałam poprzednio nie da się o tym zapomnieć, ale da się żyć bez udręczenia! Odkryjesz, że zaczynasz cieszyć się każdym momentem, docenisz rzeczy, które kiedyś wydawały ci się oczywiste, zmieni się hierarchia wartości. Jeśli do diagnozy zależało ci na sukcesie i powodzeniu , to po okazuje się, że dostrzegasz dobro, miłość, prawdę, piękno. Zaczynasz zauważać to na co kiedyś nie zwracałeś (aś) uwagi. W dalszym etapie dochodzisz do tego samego wniosku co ja. Choroba zmienia Twoje życie na lepsze. Burzy stare stereotypy i pozwala zobaczyć siebie w innym świetle. To jest doskonały impuls żeby się zatrzymać i dokonać refleksji. Czy ja rzeczywiście żyję czy tylko biegnę przez życie uganiając się za wszelkimi dobrami i wygodami? Czy żyję w zgodzie ze swoimi wartościami czy zostały one gdzieś daleko zapomniane? Podsumowując im bardziej żyjesz pełnią życia i radością, tym bardziej nie ma w Twoim życiu miejsca na chorobę. Przemyśl to 🙂
Share the post "ŻYJ I WALCZ"
Każdy z nas ma w życiu lepsze i gorsze okresy. W zasadzie każdego dnia podejmujemy jakieś decyzje często coś ryzykując. Jeśli postawimy na małżeństwo to prawdopodobnie ograniczy się nasze życie towarzyskie, jeśli podejmiemy decyzję o wyjeździe do pracy za granicę możemy tęsknić za krajem, rodziną, jeśli poświęcimy się pracy ucierpi na tym realizacja własnych pasji. Nie zawsze da się wszystko ze sobą dobrze pogodzić. Czasami próbujemy to jakoś pospinać, ale musimy się liczyć z tym, że prędzej czy później ucierpi na tym nasze zdrowie, bo zabraknie nam czasu na sen czy odpoczynek. Pozytywne nastawienie do życia wcale nie oznacza wypełniania z uśmiechem na ustach wszystkich zadań z naszej długiej listy. To ważna umiejętność odpuszczania, kiedy potrzeba. To wsłuchanie się w potrzeby naszego organizmu. To umiejętność zaakceptowania tego, że nasze życie też jest dobre nawet wtedy, gdy spodziewamy się czegoś więcej. Czasem warto zrezygnować z jakichś planów lub odłożyć je na później. Musisz zrozumieć, że to nie koniec świata. To część tego cudownego daru jakim jest życie, a który tak ochoczo często marnujemy. Marnujemy je doszukując się przysłowiowej dziury w całym. Skupiając się na tym co nam nie wyszło, co jest negatywne. Myśląc o tym czego nie mamy. Często patrząc na to co chcemy zobaczyć, a nie widzimy. Pozwalamy codziennym małym szczęściom przelatywać nam przed nosem. Czasami obserwuję jak ludzie grzebią w przeszłości, szukają winnych, kurczowo trzymają się tego co już było, stawiają się w roli ofiary. Nie zdają sobie sprawy z tego, że takie postępowanie nigdy nie pozwoli im cieszyć się codziennością, chyba, że uda się im zaakceptować to co w danej chwili pozwala na czerpanie radości z życia. Skupiając się na tym co było tracimy to co jest teraz. Warto jednak docenić to co mamy. Wiem, akceptacja nie jest łatwą sztuką, wymaga odwagi, zrozumienia i potrzebuje trochę czasu. Jednak dzięki temu będziemy mogli dostrzec szczęście wokół siebie. Bardzo długo pracowałam nad tym, żeby to zrozumieć, myślę, że mi się udało również Tobie życzę tego samego 🙂
Share the post "Naucz się doceniać to co masz"
Boże, proszę Cię za wszystkim tymi, którzy odeszli, i za żywymi, albowiem oni i my jesteśmy grzeszni świadomie i nieświadomie. Zasmuciliśmy Ciebie, obraziliśmy lub zgrzeszyliśmy słowem , czynem, myślą, świadomie lub nieświadomie. Panie Boże! Odpuść nam i im grzechy nasze, wzajemne urazy, wykorzeń, Panie, z serc naszych wszelką złość, podejrzliwość, gniew, pamiętliwość, spory i wszystko, co może przeszkadzać miłości i pomniejszać miłość bliźniego. Zmiłuj się, Panie, nad każdym, kto prosi i Twą pomoc. Panie! Uczyń dzień dzisiejszy dniem Twego miłosierdzia. Odpowiesz każdemu na jego prośbę, bądź pasterzem tych, którzy zbłądzili, prowadź ku światłu Bożemu nieświadomych, bądź wychowawcą, lekarzem dla chorych, pocieszycielem dla umierających i prowadź nas wszystkich do światła poznania, wybaczania, skruchy i szczerej miłości do Ciebie i do kojącego spokoju. Odpuść Panie, grzechy wszystkim, którzy odeszli w wierze i nadziei na zmartwychwstanie. Ojcom, matkom, braciom i siostrom naszym i stwórz im wieczną pamięć. Święty Boże, święty mocny, święty nieśmiertelny, zmiłuj się nad nami, zmiłuj się nad nami, zmiłuj się nad nami. Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu teraz i zawsze, i na wieki wieków. Amen.
Share the post "Modlitwa o wybaczenie grzechów przodków i krewnych"
|
|
Najnowsze komentarze