|
|
Książka „Oskar i Pani Róża” autorstwa Schmitta ric-Emmanuela jest rodzaju epickiego. Jest to krótkie opowiadanie zapierające dech w piersiach.
Książka opowiada o dziesięcioletnim Oskarze, który umiera na białaczkę. W uporaniu się z codziennością pomaga mu tajemnicza Pani Róża, która namawia go, by pisał listy do Boga. Chłopiec z powątpiewaniem pisze pierwszy list. Jego rodzice, więc i on, to osoby niewierzące. Ale z każdym kolejnym listem wiara chłopca jest coraz większa i pomaga mu uporać się z codziennością – rodzicami, chorobą, jego lekarzem i innymi, otaczającymi go ludźmi. Pani Róża zachęca chłopca do tego, by wierzył, że każdy dzień to dziesięć lat życia. Pomysł pomaga chłopcu docierać do tajemnic życia odkrywanych na konkretnych etapach życia.
Książka niesie ze sobą bardzo mądre przesłanie – życie to tylko forma pożyczki i od nas zależy, jak ją wykorzystamy i czy na nią zasłużyliśmy. Książka wzrusza i umacnia w wierze oraz fakcie, że życie to coś, czego nie można zmarnować. Ukazuje, jak ważne jest, byśmy pamiętali, że każdy dzień mógłby być pierwszym i może być ostatnim. A to trudna sztuka.
Od przeczytania tej książki przeze mnie minęło już trochę czasu, dlatego jestem w stanie wyrazić sensowną opinię na jej temat. Tuż po odłożeniu jej na półkę na myśl przyszło mi tylko ,,brak mi słów” i do tej pory sądzę, iż takie stwierdzenie idealnie wystarcza. Czasami po prostu brak nam odpowiednich słów, by wyrazić nasz zachwyt nad czymś. Każde słowo choć byłoby niewątpliwie pozytywne ciągle wydaje nam się za mało warte.
Gorąco zachęcam do przeczytania tej, o to książki. Jest to krótka lektura, na którą jednak trzeba poświęcić trochę czasu. Wywołuje w nas różne uczucia. Na przemian śmiejemy się, płaczemy. Sądzę, iż każdy wrażliwy człowiek powinien sięgnąć po to opowiadanie.
Share the post "Oskar i pani Róża"
Już po godzinnej przejażdżce spalisz 300-500 kalorii, dotlenisz krew, obniżysz poziom złego cholesterolu, a dzięki wytworzonym endorfinom poprawisz samopoczucie. Jednak wcześniej nie możesz zapomnieć o rozgrzewce, ponieważ nieprzygotowany do wysiłku organizm potrafi się zbuntować.
Polacy coraz chętniej uprawiają sport. Najczęściej wsiadają na rower – z badań CBOS wynika, że taką aktywność fizyczną wybiera 70 proc. obywateli naszego kraju. Jednak tylko 22 proc. czyni to systematycznie, 35 proc. od czasu do czasu, a 17 proc. okazjonalnie.
Zdecydowana większość badanych (74 proc.) traktuje jazdę na rowerze jako formę rekreacji, połowa uznaje „dwa kółka” przede wszystkim za środek komunikacji, a co dla co trzeciego jest to narzędzie do ćwiczeń, mające zapewnić zdrowie fizyczne.
Ta ostatnia grupa ma niewątpliwie dużo racji, co potwierdziły badania przeprowadzone w „rowerowym królestwie”, czyli Holandii. Tamtejsi naukowcy doszli do wniosku, że cykliści odnoszą dziewięć razy więcej korzyści zdrowotnych niż kierowcy samochodów i żyją średnio 14 miesięcy dłużej.
Spalanie tłuszczu
Nie ulega wątpliwości, że jazda na rowerze bardzo korzystnie wpływa na nasze zdrowie. Wystarczy godzinna przejażdżka, żeby zmuszone do pracy mięśnie brzucha, pośladków i ud zaczęły pobierać zapasy energii z komórek tłuszczowych, które nasz organizm na co dzień magazynuje (konsekwencją bywa nadwaga lub otyłość). Szacuje się, że podczas godzinnej, bardzo rekreacyjnej przejażdżki z prędkością 10-12 kilometrów na godzinę, spalamy około 300 kalorii. Trochę szybsza jazda, albo trudniejszy teren powodują, że ten wskaźnik rośnie przynajmniej dwa razy.
Ciało staje się wówczas bardzo jędrne, a dzięki naprężaniu mięśni ud i pośladków pozbywamy się cellulitu, co na pewno powinny docenić kobiety zmagające się z niedoskonałościami urody.
Dzięki pobieraniu zwiększonej dawki energii normalizuje się również poziom cukru we krwi. Regularne przejażdżki pozwalają także obniżyć stężenie „złego” cholesterolu LDL, który odkłada się w ścianach naczyń krwionośnych, przyczyniając się do rozwoju blaszek miażdżycowych, a w konsekwencji zawału i innych chorób układu krążenia.
Sposób na żylaki
Równy, jednostajny wysiłek, charakteryzujący jazdę na rowerze reguluje pracę serca, dotlenia krew i przyspiesza jej przepływ, a także zwiększa pojemność płuc. Nieprzypadkowo badania naukowe wskazują, że osoby uprawiające taką formę aktywności fizycznej dwa razy rzadziej zapadają na schorzenia układu krążenia niż miłośnicy samochodów.
Jazda na rowerze zwiększa wytrzymałość oraz siłę mięśni nóg, grzbietu, brzucha i ramion. Poprawia także ogólną wydolność organizmu.
Regularne przejażdżki pozwalają zmniejszyć ryzyko pojawienia się żylaków – powszechnego problemu, który znacznie częściej dotyka kobiety niż mężczyzn. Przyczyną pojawienia się poskręcanych, wężykowatych zgrubień jest uszkodzenie delikatnych zastawek żylnych. Dzięki systematycznemu pedałowaniu mięśnie „masują” naczynia krwionośne i pomagają krwi powrócić do serca, uniemożliwiając zastój w żyłach. Dotyczy to zwłaszcza osób, które na co dzień większość czasu spędzają w pozycji siedzącej.
Na rowerowych wyprawach zyskuje też nasza skóra. Jej zdrowy i rześki wygląd zawdzięczamy szybszemu przepływowi krwi, następującemu podczas jazdy na rowerze.
Wysiłek fizyczny oraz obcowanie z naturą sprzyjają odprężeniu i odstresowaniu. Wydzielające się wówczas endorfiny zapewniają doskonały nastrój i pozwalają „naładować baterie” na wiele dni.

Dla rowerowych przejażdżek praktycznie nie ma przeciwskazań. Ostrożność powinny zachować tylko kobiety w zaawansowanej ciąży, osoby z bardzo zaawansowaną wadą wzroku (zbyt duży wysiłek może skutkować odwarstwieniem siatkówki) oraz cierpiące na poważne schorzenia układu krążenia, które muszą unikać jakiegokolwiek obciążania organizmu. Jednocześnie warto pamiętać, że kardiolodzy zalecają rekreacyjne przejażdżki na rowerze pacjentom po przebytym zawale – przyspieszenie krążenia zwiększa wydolność serca.
Z dwóch kółek nie powinny rezygnować osoby z chorobami stawów czy kręgosłupa. Należy jednak wówczas wybrać odpowiedni rower typu miejskiego, umożliwiający zachowanie pozycji wyprostowanej.
Rekreacyjne przejażdżki mają niewątpliwie bardzo korzystny wpływ na organizm, ale pod warunkiem, że odpowiednio się do nich przygotujemy. Częstym błędem jest bowiem wsiadanie na rower po długiej przerwie, bez odpowiedniej rozgrzewki. Przed podróżą konieczne jest wykonanie ćwiczeń rozciągających – chociażby przysiadów i skłonów, dzięki którym zapobiegniemy zakwasom i kontuzjom. Przez pierwsze kilka minut jazdy należy poruszać się spokojnie, żeby dać mięśniom czas na przyzwyczajenie się do wysiłku.
Ważne jest także ustawienie siodełka (zbyt niskie może wywoływać ból kolan, a także zapalenie ścięgna Achillesa) oraz założenie właściwego obuwia (nieodpowiednie buty powodują niekiedy drętwienie i ból stopy).
Cynamon to nie tylko aromatyczna przyprawa. Cynamon ma również właściwości lecznicze i antyzapalne, co udokumentowane jest badaniami. Zaraz po goździkach jest przyprawą mającą najwięcej antyutleniaczy. Bogactwo działających zdrowotnie związków w cynamonie może przyprawić w istocie o zawrót głowy 🙂 Aldehyd cynamonowy (cynamal) ma własności antygrzybicze, antybakteryjne, antypasożytnicze, antymutagenne i antynowotworowe. Katechiny (więcej niż w zielonej herbacie), flawony, izoflawony, flawonole, eugenol, cenne kwasy (elagowy, ferulowy, chlorogenowy, kawowy), taniny oraz… spora ilość chromu, dzięki któremu mamy mniejszą ochotę na słodycze. Oprócz tego zawiera też błonnik, żelazo, mangan i wapń. Same dobre rzeczy! 🙂
Chorzy na artretyzm doświadczają ustąpienia bólu gdy spożywają codziennie cynamon (w badaniach podawano im roztarty na papkę z miodem), również chorzy na cukrzycę typu 2 doznają ulgi stosując cynamon w codziennej diecie: poziom cukru spada, polepsza się samopoczucie. Zaś osoby mające problemy z cholesterolem i trójglicerydami notują spadek poziomu LDL i trójglicerydów. Spożywanie cynamonu poprawia też jasność umysłu i zdolności intelektualne. Cynamon poprawia również samopoczucie kobietom: wyraźnie zmniejsza przykre objawy napięcia przedmiesiączkowego (PMS) w tym łaknienie „czegoś słodkiego” w dniach poprzedzających miesiączkę.
Przepis na zdrowotne przed-śniadanie
(należy zjeść na czczo):
– 2 łyżki płatków owsianych (zwykłych lub górskich) namoczyć na noc w soku z połówki cytryny.
– rano dodać łyżeczkę cynamonu i łyżkę świeżo zmielonego siemienia lnianego.
– wymieszać i powoli dobrze przeżuwając zjeść, popijając szklanką płynu (woda, herbata ziołowa lub zielona itp.)
Taka mikstura skutecznie pomaga kontrolować poziom cukru jak i cholesterol. Będzie pomocna także osobom walczącym z kandydozą.
Mikstura miodowo-cynamonowa
Prawdziwym cudem natury jest też mieszanka cynamonu z miodem: 1 łyżeczka miodu wymieszana na papkę z 1/2-1 łyżeczki cynamonu przydaje się w następujących okolicznościach:
– przy stanach zapalnych m.in. dróg oddechowych (gardło, zatoki, przeziębienia) – szczególnie lubią ją dzieci (nie dość, że lekarstwo, to jeszcze jakie smaczne!) 😉
– przy trądziku jako maseczka (położyć papkę na buzię na jak najdłużej się da, nawet na noc: bakterie Propionibacterium acnes są bardzo wrażliwe na składniki zawarte w cynamonie), a co Ci zostało po prostu zjedz – cynamon działa też „wewnętrznie”. Maseczkę stosuj codziennie przez tydzień lub dwa, wypryski będą się stopniowo zmniejszać
– infekcje skórne (egzemy grzybicowe, drożdżycowe, bakteryjne itd.) – papkę położyć na zainfekowane miejsca jak maść, przykryć gazą i plastrem.
– stany przemęczenia i stresu: miodowo-cynamonową miksturę spożywać 3 razy dziennie przez 3-4 tygodnie, jest ona m.in. immunomodulatorem wzmacniającym system odpornościowy
– wzdęcia: zjedzenie mikstury cynamonowo-miodowej pozwoli uwolnić zalegające gazy przynosząc ulgę, na co wskazują badania robione w Indiach i Japonii
– artretyzm – w badaniu kopenhaskim podawano pacjentom miksturę cynamonowo-miodową 2 razy dziennie, po tygodniu 73 z 200 badanych poczuło ustąpienie bólu, po miesiącu większość mających trudności w poruszaniu się badanych była w stanie samodzielnie chodzić, bez bólu.
– nowotwór żołądka i kości: badania wykonane w Japonii i Australii wykazały, że pacjenci którzy przyjmowali 3 razy dziennie przez miesiąc miksturę miodowo-cynamonową (łyżka miodu+łyżeczka cynamonu) doszli do zdrowia
– nadciśnienie: we Włoszech przeprowadzono badanie trwające kilka tygodni, w którym mikstura okazała się nadzwyczaj skuteczna dla wszystkich 137 badanych pacjentów cierpiących na nadciśnienie: ciśnienie wróciło do normy, a samopoczucie pacjentów poprawiło się
Papkę miodu z cynamonem można zjeść lub też rozpuścić w letniej/ciepłej wodzie lub herbacie (i pić jako napój).
Z uwagi na zawartość kumaryn (związków rozrzedzających krew, mogących toksycznie oddziaływać na wątrobę) najbezpieczniejszy nawet do długoterminowego stosowania jest cynamon oryginalny, cejloński (Cinnamomum verum – jedynie 0,04% kumaryn). Ma on też łagodny i słodki smak, w przeciwieństwie do popularnego, taniego i dostępnego w każdym sklepie spożywczym cynamonu odmiany Cassia (zwanego w krajach anglosaskich „bastard cinnamon” czyli „bękarcim cynamonem” – ma do 5% kumaryn), który ma smak ostry, drażniący i piekący – z tego powodu nienawidziłam przez całe moje życie cynamonu, a pokochałam go bez pamięci dopiero wtedy gdy poznałam „cejlończyka”. Dzisiaj nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez niego 😉
Jak rozpoznać co kupiliśmy?
Jeśli na opakowaniu nie jest wyraźnie zaznaczone iż jest to cynamon cejloński – najprawdopodobniej kupiliśmy właśnie tanią Cassię. Wskazówką będzie też smak: tylko cejloński jest słodkawy i łagodny, z lekką cytrusową nutką. Jeśli kupujemy laski różnica jest widoczna od razu: cynamon prawdziwy cejloński ma laski złożone z cienkich listeczków (przypomina cygaro), a nie grubej zwiniętej pojedynczej ścianki jak ma Cassia. Mielenie cejlońskiego cynamonu jest szybkie i łatwe, ponieważ laski są kruche (w przeciwieństwie do odmiany Cassia, której grube i twarde laski mielą się bardzo ciężko).
Więc czy dla przyjemności czy dla zdrowotności – to tylko cynamon cejloński!
Źródło akademiawitalności.pl
Składniki:
2 szklanki płatków owsianych
pół szklanki otrębów
2-3 dojrzałe banany
1 granat (Ja nie miałam było bez:))
garść rodzynek
garść suszonej żurawiny
garść orzechów włoskich
płatki migdałowe do posypania
1 jajko
1 i 1/2 szklanki mleka
2 łyżeczki cynamonu/przyprawy do piernika
2 łyżeczki cukru
1 łyżeczka miodu
Przygotowanie:
1.Piekarnik należy zagrzać do 190 stopni.
2. W misce zmieszać wszystkie suche składniki (poza cukrem i płatkami migdałowymi)
3. W drugiej misce – mleko, jajko, miód i cukier
4. Banany pokroić w plasterki i ułożyć je na wyłożonej papierem do pieczenia blasze lub naczyniu żaroodpornym
5. Pozostałe banany wrzucić do płatków
6. Mokre składniki należy połączyć z suchymi i wymieszać
7. Masę trzeba przelać na blachę z bananami i rozłożyć równomiernie. Masa powinna być dość mokra ale nie lejąca
8. Całość posypać płatkami migdałowymi i pestkami granatu i można włożyć do piekarnika
9. Piecze się ok. 30 minut.
z blogu człowiek z łyżeczką
Share the post "Ciasto owsiane"

pół kubka płatków owsianych
jedno jabłko
dwie łyżki miodu
cynamon
można dodać orzechy rodzynki
Płatki moczymy w wodzie najlepiej zostawić je na noc.Odcedzamy, dodajemy pozostałe składniki wraz ze startym jabłkiem, robimy kuleczki.możemy je jeszcze obkulać w wiórkach kokosowych:) Jeśli do masy dodamy odrobinę kakao. Wyjdą czekoladowe:)
Share the post "Kulki owsiankowe"
Czy siłą woli jesteśmy w stanie wyleczyć się z choroby ciała? Coraz więcej naukowców skłania się ku tej tezie. Wizualizacja nie jest zresztą nowością, stosowano ją od setek lat.
Wokół panuje ciemność, z mroku wyłania się postać, która atakuje kobietę i zadaje jej nożem śmiertelny cios. Ze strachu zaczynamy się pocić, serce bije jak oszalałe, w ustach pustynna suchość. A to jedynie dawka bezpiecznego lęku podczas oglądania filmu. Prawdziwym zagrożeniem jest najwyżej popcorn, którym można się zakrztusić.
W codziennym życiu raczej nie przeżywamy takiego strachu, częściej martwimy się i złościmy. Padamy ofiarą stresu, który czasem mobilizuje do działania, jest nośnikiem postępu, rozwoju, ale też bezwzględnym niszczycielem. Jeśli będzie naszym wiernym towarzyszem, stanie się najgorszym wrogiem. Lekarze od dawna potwierdzają, że stres, długotrwała depresja, a nawet smutek są niebezpieczne także dla zdrowia fizycznego. Stres na dodatek znacząco postarza, obniża odporność i powoduje, że przybieramy na wadze. Stałe napięcie zwiększa też ryzyko wielu poważnych chorób, w tym nowotworów.
Co zrobić, by nie dać się stresowi? Nie denerwować się – mówią lekarze. Recepta prosta, ale często niewykonalna. Pewna mądra pani doktor powiedziała mi kiedyś: „Niech pani znajdzie dystans do problemów. A gdy już pojawi się pomysł, jak to zrobić, proszę mi go sprzedać!”.
Ciało do remontu
Teoretycznie wiemy, że stres jest zabójczy dla zdrowia, ale w momencie pojawienia się choroby nie dostrzegamy związku przyczynowo-skutkowego. A może nie chcemy go dostrzec? Wolimy oddać swój organizm w ręce lekarzy, zupełnie jak samochód do warsztatu. „To nie ja, lecz moje ciało choruje” – mówimy sobie. I posłusznie wykonujemy tysiące badań, łykamy pigułki i liczymy, że choroba minie.
– Z pewnością psychika ma wpływ na rozwój chorób, osoby zrównoważone i pogodne mają większe szanse na zdrowe życie – mówi dr Wiktor Wacek, specjalista chorób wewnętrznych. – Jednak wymieniając przyczyny chorób nie możemy pominąć genetyki, zatrucia środowiska czy niehigienicznego trybu życia. To trudne do zbadania i konkretnej oceny. Z pewnością ważna jest postawa życiowa; czy ktoś ma siłę, by pokonać przeszkody, walczy czy poddaje się i uważa, że nikt na świecie nie ma gorzej od niego. Są przecież miłośnicy adrenaliny, którzy wspinają się, skaczą na spadochronie i raczej nie miewają nadciśnienia. Wszystkiego nie da się wytłumaczyć biochemią – dodaje.
Czy wychodząc z gabinetu lekarskiego, powinniśmy od razu zapisać się na psychoterapię? Może wystarczy posłuchać doktora Harolda Koeniga, który mówi: „Jeśli myślisz, że cierpisz na nieuleczalną chorobę – masz rację! Jeżeli uważasz, że twój problem jest uleczalny, również masz rację!”. To cytat z głośnego amerykańskiego filmu dokumentalnego „The Living Matrix – Science of Healing”. Pojawia się w nim wiele autorytetów naukowych z różnych dziedzin. Dowodzą m.in., że co najmniej 1/3 metod leczenia, w tym farmaceutyki i chirurgia, nie ma nic wspólnego z leczeniem. Wywołuje jedynie efekt placebo.
Naukowcy uważają za błędne traktowanie ciała jak maszyny, którą uda się naprawić lub nie. To nie główne motory – mózg i serce, zawiadują pracą organizmu. Ciało jest formą energii. Kieruje nim pole informacyjne, które może się zmieniać pod wpływem myśli i emocji. Skoro negatywne bodźce mogą wpędzić człowieka w chorobę, to – logicznie rzecz ujmując – moc umysłu może go również uzdrowić.
Choć twórcy filmu ukazują temat w sposób rewolucyjny, tego rodzaju poglądy nie są nowością. Już w latach osiemdziesiątych w książkach „Ulecz swoje ciało” i „Możesz uzdrowić swoje życie” poruszała je Louise L. Hay. Pisała: „jeżeli jesteś gotów uruchomić siły umysłu, możesz wyleczyć się niemal z każdej choroby”. Nie są to słowa bez pokrycia, sama pokonała raka uznanego przez lekarzy za nieuleczalnego. Autorka twierdzi, że jesteśmy odpowiedzialni za to, co nas spotyka w życiu, i sami wywołujemy choroby swojego ciała. Czyli jeśli pozbędziemy się negatywnych emocji i lęku, możemy wyleczyć się nawet z nowotworu.
Okna do przyszłości
Psychiatra Alfred Adler napisał, że najwcześniejsze wspomnienia są oknem na resztę życia. Jeśli okna pokrywa pajęczyna i brud złych wspomnień, niełatwo radzić sobie w życiu. A przede wszystkim być zdrowym. Człowieka zatruwa bowiem nie tylko stres, ale wszelkie negatywne emocje. To często bagaż z dzieciństwa, wypełniony lękami, złością, strachem, poczuciem niższości i bycia niekochanym. Ogromną rolę odgrywa tu perspektywa patrzenia na problemy. To, co dla dorosłego jest błahostką, w oczach dziecka często urasta do rangi dramatu. Może też trwale wyryć się w psychice i powodować człowiekiem przez całe życie. Jeśli do dawnych urazów dodamy bieżące stresy, ciało zaczyna wysyłać sygnały alarmowe.
Louise L. Hay poleca afirmacje, czyli wielokrotne powtarzanie pozytywnych sformułowań. W ten sposób trudniej jednak dotrzeć do podświadomości, której językiem są przede wszystkim obrazy. Dlatego Gerald Epstein, autor książki „Uzdrowienia przez wizualizację. Sposoby pozytywnego oddziaływania na własne zdrowie” – proponuje metodę samoleczenia, opartą na wizualizacji.
Epstein jest doktorem nauk medycznych i profesorem psychiatrii. Od wielu lat zajmuje się psychoanalizą i wizualizacją. Długo był wyznawcą zasad Freuda, aż spotkał terapeutkę Colette Aboulker-Muscat, która radykalnie zmieniła jego poglądy na terapię.
Gdy opisywał jej typowe freudowskie ćwiczenie, w którym pacjent wyobraża sobie jazdę pociągiem i opowiada terapeucie, co widzi przez okno, pani Aboulker-Muscat zapytała go o kierunek jazdy. Zdziwiony Epstein odparł, że zwykle jest to ruch poziomy. Wtedy kobieta wykonała gwałtowny ruch ręką i zapytała: „A gdyby tak pojechał do góry?”.
„Jej ruch oderwał mnie od poziomej płaszczyzny utkanej z codziennych wzorców przyczyny i skutku. Uniosłem się ku wolności i zrozumiałem, że zadaniem terapii jest (…) przejście od tego, co znane, do tego, co nowe” – pisze Epstein.
Podkreśla również, że wizualizacja nie jest niczym nowym. Stosowano ją przez stulecia w Indiach, Tybecie i wśród amerykańskich Indian. Nie namawia do rezygnowania z tradycyjnego leczenia, pragnie tylko, żeby potraktować tę metodę jako wspomagającą.
Wizualizacje nie pomogą poradzić sobie z bieżącymi problemami, raczej pozwolą stworzyć inny sposób reagowania na stres. Bardzo ważna jest żelazna konsekwencja – ćwiczenia trzeba wykonywać bardzo regularnie.
Ćwiczenia
Rzeka życia (na przeziębienie)
Zamknij oczy, zrób trzy wydechy, by się zrelaksować. Wyobraź sobie, że twoje oczy stają się jasne i pogodne. Potem zamieniają się w dwie rzeki wypływające z zatok do nosa i gardła, a ich prąd unosi wszystko, co zbędne.
Płyną przez klatkę piersiową, brzuch… aż do nóg i opuszczają ciało pod postacią czarnych lub szarych strumyków, które ktoś zakopuje głęboko w ziemi. Czujesz, jak rzeki pulsują rytmicznie wewnątrz ciała i widzisz nad sobą światło, które wypełnia zatoki, nos i gardło. Gdy poczujesz ten przepływ i światło, otwórz oczy.
Ćwiczenie warto wykonywać co 3 godziny, przez 3 do 5 minut, aż poczujesz się lepiej.
Ośmiornica (na artretyzm)

Zamknij oczy, zrób trzy wydechy. Widzisz, że twoje ramiona, nogi lub palce to macki ośmiornicy, falujące i wydłużające się przed tobą na odległość kilometra. Zobacz i poczuj, jakie są elastyczne, jak płynnie
się poruszają, możesz je zginać w każdym kierunku. Na koniec otwórz oczy.
Ćwiczenie dobrze jest robić często, przez 30 sekund.
Kwiaty na rzece (na bezsenność)
Połóż się do łóżka, zamknij oczy i wyobraź sobie, że znajdujesz się nad brzegiem rwącej rzeki. Otaczają cię kwiaty, czujesz ich słodki zapach. Weź do ręki kwiat, umieść na nim dręczącą cię myśl i połóż go na rzece. Widzisz, jak woda porywa kwiat. Powtarzaj to z każdą natrętną myślą, aż zaśniesz.
Ćwiczenie wykonuje się przed zaśnięciem.
Rakiety w kosmos (na ból głowy)

Zamknij oczy, zrób trzy wydechy. Wyobraź sobie, że umieszczasz fragmenty bólu w rakietach, które z twojej głowy wylatują w kosmos i stopniowo znikają w kosmicznej przestrzeni. Gdy poczujesz ulgę, otwórz oczy.
Ćwiczenie rób co kwadrans, przez 1–2 min, aż do ustąpienia bólu. W większości przewlekłych chorób wykonuje się je przez 21 dni, po których następuje tydzień przerwy.
artykuł z magazynu Sens Ulecz się sam
I jeszcze mój mąż coś znalazł:):
Wizualizacji, mimo iż sporo o niej wiemy nadal mamy z nią problemy. Często mylimy ją z medytacją bądź koncentracją. Poniższy artykuł opisuje najczęściej spotykane i najważniejsze techniki wizualizacyjne, jak z nich korzystać i jakich efektów można się spodziewać.
Techniki oparte na wizualizacji możemy potraktować zarówno jako etap przygotowujący do “medytacji uważności” (medytacji polegającej na samej tylko obecności, której zamiast tworzyć coś swoim umysłem, postrzegamy samą istotę naszej uwagi naszej świadomości, czujemy, że jesteśmy, utrzymujemy pełną obecność, przytomność, a zarazem zrelaksowaną, obejmującą wszystko uwagę), jak i jako etap dopełniający taką esencjonalną medytację pełnej uwagi i obecności.
W tym drugim przypadku chodzi o to, że pod wpływem regularnego przebywania w stanie obecności (pozostawania w pełni obecnym, będąc jednocześnie zrelaksowanym) stopniowo rozwija się w nas naturalna zdolność do wizji. Możemy wtedy jednocześnie utrzymywać zarówno otaczającą nas wizję świata, jak i pojawiające się wizje wewnętrzne i jednocześnie pozostawać w pełni obecnym i zrelaksowanym.
Zazwyczaj jednak ludzi praktykują techniki wizualizacyjne pierwszego typu, a do tych drugich dochodzą z czasem.
Najbardziej popularnymi instrukcjami dotyczącymi wizualizacji są techniki wizualizacyjne stosowane w celach poprawy stanu zdrowia. Często stosuje się je razem z afirmacjami mającymi na celu zmobilizowanie układu immunologicznego/odpornościowego. Opiera się to na zasadzie, iż do naszej podświadomości szczególnie mocno przemawiają obrazy.
W zasadzie powiedzieć można, że istotna część naszego podświadomego umysłu mitycznego, w którym znajdują się nasze wyobrażenia o pełnionych przez nas i innych rolach w społeczeństwie, składa się właśnie z obrazów. Dlatego niewątpliwie posługiwanie się wizualizacjami w celu zmobilizowania podświadomości (zarazem układu nerwowego autonomicznego, wegetatywnego), jest bardzo uzasadnione.
W tym przypadku stosuje się wizualizowanie już uzdrowionych organów i całego ciała, przy jednoczesnym utrzymywaniu w psychice radości płynącej z wyzdrowienia. Wszystko to wyzwala wzrost doznawania witalności i mobilizuje układ wegetatywny do uporania się z chorobą.
Z kolei Evelyn Monahan zwraca uwagę, że tego typu techniki mogą zarówno polepszyć nasze zdrowie (autorka samodzielnie wyleczyła się tą metoda z ciężkiego paraliżu), jak i wpłynąć korzystnie na przebieg naszego życia. Monahan skupia się tu zwłaszcza na pomocy osobom uzależnionym. W takim przypadku ich bliscy wykonują regularnie wizualizacje osoby, która nie jest już dłużej uzależniona. Towarzyszy temu ogólna radość z uporania się z problemem.
Tego typu przypadki można wytłumaczyć na zasadzie oddziaływania na wzajem na siebie podświadomości innych ludzi.
Kiedy wchodzimy do pokoju osoby pogodnej – nastrój ten udziela nam się, gdy wchodzimy do miejsca gdzie myśli się depresyjnie, lub prowadzi agresywne awantury – możemy wyczuwać panującą tam agresję lub przygnębienie. Nasza podświadomość (m.in. wrażliwość emocjonalna) odbiera szereg informacji.
Osoba uzależniona, która czuje się zaakceptowana i dociera do niej jakaś wspierająca energia z otoczenia (inna niż energia litości i ubolewania) może wyzwolić w sobie impuls do bardziej zdecydowanej próby porzucenia uzależnienia.
Inni jeszcze autorzy prezentują metody użycia wizualizacji do konstruktywnego kształtowania swojego życia i pomyślności.
Bez wątpienia praca z obrazami wewnętrznymi może wpływać na nasz umysł roli i korzystnie kształtować go. Rick Jarow zwraca jednak uwagę, że przy stosowaniu tego typu wizualizacji, które mają kształtować nasze życie powinniśmy w większym stopniu współpracować ze sobą, niż się to niekiedy wykonuje. Jeżeli przeprowadzamy te wizualizacje zbyt na siłę, to mogą zachodzić jakieś procesy wypierania niektórych treści, co w efekcie nie przyczyni się do zwiększenia się harmonii w naszym życiu.
Interesujące jest spojrzenie na relacje w obrębie technik medytacyjnych buddyzmu mahajany pomiędzy chińską szkołą Chan (Zen), a tybetańską ścieżką tantryczną – Wadżrajaną.
Medytacja Zen zasadniczo nie posługuje się wizualizacją. Posługuje się techniką koncentracji na oddechu, lub punkcie energii w brzuchu, na koanie, a jeszcze bardziej zaawansowanej postaci posługuje się stanem wglądu (vipassana), który jest formą medytacji pełnej obecności i uwagi. Niekiedy jednak pewni mistrzowie spontanicznie rozwijają w sobie zdolność wewnętrznej wizji, i wtedy jest to wizja, która pojawia się jako rezultat stanu obecności.
Zen zatem zasadniczo koncentruje się na samym jądrze medytacji.
Tybetańska Wadżrajana natomiast posługuje się zarówno esencjonalną medytacją obecności (która tu nazywa się mahamudrą lub dzogaczenpo/atijoga), jak i wizualizacją przygotowującą do stanu obecności, oraz wizjąbęcą rezultatem stanu obecności.
W tradycji tej zaawansowani mistrzowie mieli w zwyczaju spisywać swoje wizje, będące rezultatem oczyszczenia zaciemnień umysłu poprzez praktykę medytacji obecności (mahamudry, ati-jogi), a następnie przekazywać je kolejnym swoim uczniom, aby ci swoje zdolności medytacyjne ćwiczyli i doskonalili właśnie na ich wizjach.
Tego typu materiał do ćwiczenia wizualizacji zawiera w sobie dodatkowe błogosławieństwo, ponieważ treść tych wizji pojawiała się u mistrzów, jako rezultat ich zaawansowania w procesie doskonalenia swego umysłu i ducha. Uczeń zatem dochodził stopniowo do zdolności i biegłości w utrzymywaniu medytacji obecności, m.in. poprzez ćwiczenie się w zadanych wizualizacjach.
artykuł omsica
Share the post "Wizualizacja, samouzdrawianie"
Od prawie 40 lat O. Carl Simonton i jego uczniowie zmieniają podejście chorych na raka do swojej
choroby. Uczestniczą w procesie ich zdrowienia i przekonują pacjentów, że każdy z nich do pewnego
stopnia ma wpływ na własne zdrowie i przebieg choroby.
O. Carl Simonton jest amerykańskim onkologiem i radiologiem, który pod koniec lat 60. XX wieku zainteresował się, dlaczego pacjenci z nowotworem złośliwym negatywnie reagują na nową propozycję leczenia radiologicznego. Po wywiadzie z pacjentami okazało się, że chorzy nie wierzą w skuteczność nowej terapii i mają poczucie bezsilności. Był to moment przełomowy dla lekarza, który rozpoczął wieloletnie badania nad wpływem przekonań, woli życia, nadziei na proces zdrowienia i jakość życia (i umierania) chorych.
Siła wyobraźni Simonton rozpoczął realizację swojego programu psychoonkologicznego od wykorzystania metody stosowanej przez jego żonę Stephanie w biznesie do motywowania pracowników. Wyszedł z założenia, że skoro pracowników można skutecznie motywować do osiągania sukcesu, to chorych można motywować do chęci wyzdrowienia. Technika opierała się na wizualizacji. W swojej książce „Triumf życia. Możesz mieć przewagę nad rakiem” (Feeria 2006) opisał pierwszego pacjenta – 61-letniego mężczyznę z bardzo zaawansowanym rakiem krtani, któremu dawano 5 proc. szansy na przeżycie pięciu lat – w przypadku którego posłużył się ową metodą. Zadaniem pacjenta było wprowadzanie się w stan relaksacji i wizualizacji trzy razy dziennie po 15 minut. Po wyciszeniu się pacjent miał w wyobraźni przenieść się w miłe miejsce, a następnie wytworzyć w umyśle jak najbardziej realny obraz swojego nowotworu. „Carl poprosił go, aby następnie wyobrażał sobie terapię radiacyjną w postaci milionów kulek energii, uderzających z jednakowym impetem zarówno w zdrowe, jak i nowotworowe komórki jego ciała. Ponieważ komórki rakowe są słabsze i bardziej rozregulowane od zdrowych, nie będą w stanie naprawić szkód wyrządzonych przez promieniowanie. W ten sposób zdrowe komórki przeżyją, a nowotworowe zginą. Na koniec chory miał wytworzyć w swoim umyśle obraz ostatniego i najważniejszego etapu walki – wkraczających do akcji białych ciałek krwi, które otaczają komórki nowotworowe, zbierają martwe lub dogorywające komórki rakowe, a w końcu wydalają je z ciała przez wątrobę czy nerki.
Oczyma swego umysłu miał wyobrażać sobie, jak jego nowotwór się zmniejsza, a zdrowie powraca do normy”. Efekt był zaskakujący dla samego Simontona. Naświetlania okazały się skuteczne, nie przynosząc prawie żadnych skutków ubocznych. Nowotwór stopniowo zanikał, aż po kilku miesiącach pacjent wyleczył się z nowotworu. Pacjent metodę wizualizacji stosował samodzielnie dalej w leczeniu innych dolegliwości. Wrócił do aktywnego życia, a nawet podjął życie seksualne po 20 latach zmagania się z impotencją. Cieszył się pełnym zdrowiem przez kolejne sześć lat.
„Od tamtego czasu Program Simontona bardzo ewoluował, zostały włączone kolejne metody terapeutyczne stosowane w przypadku chorych na raka i osób bliskich, wspierających proces zdrowienia”, – mówi Oliwia Szczuka, psychoterapeutka i superwizor Programu Simontona, działająca w warszawskiej Fundacji Psychoonkologii „Ogród Nadziei”. Obecnie metoda Simontona to holistyczny program samopomocy emocjonalnej dla chorych na nowotwory i osób ich wspierających. W strefie zachowań, poza relaksem, wizualizacją, stosowaniem się do leczenia, ważne są też rekreacja i zachowania prozdrowotne (dieta, ruch, np. terapia tańcem i joga). Kolejnym obszarem jest strefa poznawcza, w której kładzie się nacisk na kształtowanie zdrowych myśli, postaw i ich wpływ na proces zdrowienia, a także na stawianie sobie celów. W strefie emocjonalnej metoda Simontona skupia się na rozwijaniu nadziei na wyzdrowienie, na lepsze życie, na radzeniu sobie z lękiem i codziennym stresem, a także, co jest bardzo ważne, na radzeniu sobie z poczuciem winy. Kolejną strefą jest strefa duchowa. W czasie psychoterapii chorzy odkrywają sens życia, korzyści z choroby, a także kształtują przekonania i emocje związane ze śmiercią. Ostatnim obszarem nad którym się pracuje, jest strefa społeczna: rozwijanie umiejętności komunikowania się z bliskimi, budowanie systemu wsparcia.
Praca z przekonaniami
Praca z wyobraźnią jest bardzo ważną częścią programu, jednak zanim się do niej przejdzie, poprzedza ją praca z przekonaniami i uczenie się zdrowego myślenia. Osoba chora w ciągu godzinnej sesji z terapeutą ma za zadanie wypisać dręczące ją przekonania, np.: nie uda mi się wyzdrowieć, umrę na raka, będę mieć przerzut, leczenie nie poskutkuje, chemioterapia powoduje tylko skutki uboczne itp. Następnie ocenia swój ból emocjonalny związany z tymi przekonaniami w skali od 0 do 10. Kolejnym etapem jest sprawdzenie, czy te wypisane przekonania są zdrowe, czyli spełniają co najmniej trzy z pięciu zasad zdrowego myślenia, że zdrowe myśli i przekonania:
są oparte na oczywistych faktach;
pomagają chronić nasze życie i zdrowie;
pomagają osiągać bliższe i dalsze cele;
pomagają unikać niepożądanych konfliktów lub je rozwiązywać;
pomagają nam się czuć (emocjonalnie) jak, jak chcemy się czuć.
Gdy poznajemy te zasady, okazuje się, że przekonania często są niezdrowe. Kolejnym etapem jest zapisanie oczekiwań i przekonań przeciwstawnych do tych niezdrowych, które będą spełniać powyższe zasady, np.: nie wiem, co będzie, nie wiem, kiedy umrę, ale chcę się leczyć, by zwiększyć szansę na wyzdrowienie. „Rezultat takiego ćwiczenia jest niezwykły. Zazwyczaj chorzy odczuwają dużą poprawę samopoczucia, a ból emocjonalny mierzony w skali 0 do 10 zmniejsza się o co najmniej 3 stopnie” – opowiada Oliwia Szczuka. Gdy chory pozna technikę pracy z przekonaniami, zaczyna codziennie ćwiczyć sam. Chodzi o to, by przypominał sobie te zdrowe przekonania zawsze wtedy, kiedy nachodzą go czarne myśli. Potrzeba mniej więcej 21 dni, by nowe przekonania zastąpiły te niezdrowe i utrwaliły się w mózgu. Tyle czasu potrzebują połączenia nerwowe, by stworzyć i utorować drogę dla nowych myśli. Dlatego tak ważne jest formułowanie tych zdrowych przekonań, a nie jedynie wypieranie tych niezdrowych. Wyparte myśli, niezastąpione innymi, zawsze będą powracać w kryzysowych momentach. „Można ten proces porównać do jazdy samochodem” – tłumaczy psychoterapuetka. – Kiedy uczymy się prowadzić samochód, na początku wszystko wydaje się trudne do opanowania, jednocześnie trzeba patrzeć w lusterka, zmieniać biegi, wciskać pedały. Potem wykonujemy te czynności automatycznie – są utrwalone przez nasz mózg. Ale gdy pewnego dnia znajdziemy się w Londynie i siądziemy za kierownicą, musimy przeformułować nasze nawyki i nauczyć się zmieniać biegi lewą ręką, trzymać się lewej strony drogi itp. Aby to opanować, trzeba sobie to przypominać i utrwalać, ćwiczyć. Tak samo jest z nowymi przekonaniami”.
Rozwijanie nadziei
Diagnoza: „masz raka”, wywołuje wiele różnych reakcji w człowieku. Często jest to rodzące się poczucie winy: źle się odżywiałem, dużo paliłem, nie uprawiałem sportu, to kara za grzechy – byłem niesprawiedliwy wobec swoich dzieci, zdradzałem żonę itd. Może też być to poczucie kompletnej bezradności, bezsilności, poddanie się: zapadł wyrok, teraz tylko mogę czekać na najgorsze, to już koniec. Ale przecież gdy zapada wyrok, zawsze można wnieść apelację. Rzadko kiedy skazany i jego obrońca z miejsca godzą się na wysokość kary. Tak samo człowiek, który dowiedział się, że ma raka, może potraktować chorobę jako sygnał do działania. Simonton w swojej książce pisze: „Przyjmując do wiadomości swój udział w zachorowaniu, uświadamiasz sobie jednocześnie, że dysponujesz siłą uczestniczenia w odzyskaniu zdrowia, i stawiasz pierwszy krok w tym kierunku”. Bunt przeciwko chorobie pozwala, choć brzmi to przewrotnie, na czerpanie korzyści z faktu zachorowania. Nagle reguły rządzące do tej pory życiem przestają być ważne, rodzi się odwaga, by wyładować swój tłumiony wcześniej gniew, by zaspokoić zawsze odkładane na bok potrzeby. Chory zaczyna wprowadzać zmiany w swoim zachowaniu, rozwiązywanie problemów zaczyna leżeć w granicach jego możliwości, zaczyna działać swobodniej. „Choroba daje mu pozwolenie na zmianę – podkreśla Simonton. – A powrót nadziei i chęci do życia inicjuje procesy fizyczne wiodące do poprawy zdrowia. (…) Uruchamia się wielokrotny cykl, w którym poprawa stanu fizycznego odbudowuje nadzieję życia, a odnowa nadziei przynosi dalszą poprawę stanu fizycznego”. Magiczną rolę odgrywają tu cele stawiane sobie przez chorych. Często ludzie mówią, że gdyby dowiedzieli się, że cierpią na chorobę zagrażającą ich życiu, chcieliby w tym czasie, który im pozostał, zrobić to, co zawsze odkładali na później, spełnić marzenia itp.
O. Carl Simonton zaobserwował w swojej pracy, że właśnie pacjenci, którzy mają silną motywację do życia, i konkretne cele do osiągnięcia, „pozostają z nami dłużej”. Proces jest trudny i długotrwały, chory przeżywa huśtawkę emocjonalną, a wtedy na ratunek przychodzą wizualizacja i praca z przekonaniami. Simonton podkreśla też, jak ważne jest uwalnianie pacjentów od poczucia winy, że np. metoda nie działa, że źle ją stosują, skoro następuje pogorszenie stanu zdrowia. Zadaniem psychoterapeuty jest pomoc w konfrontacji z lękami i przekonaniami o śmierci. „Czasami terapeuci pracujący metodą Simontona słyszą zarzuty, że dają swoim pacjentom złudną nadzieję. Nie jest to prawda, program nie obiecuje gwarancji wyzdrowienia, jego celem jest wsparcie w procesie zdrowienia, poprawa jakości życia i budowanie świadomości, że rak jest chorobą, z którą można żyć i z której można się wyleczyć. Kładziemy nacisk na jakość tego życia – podkreśla Oliwia Szczuka. – To tak jak z małżeństwem. Gdybyśmy z góry założyli, że skończy się porażką, zwiększamy prawdopodobieństwo rozwodu. Jeśli zaś będziemy mieć nadzieję na stworzenie dobrej
relacji, będziemy chcieli, by małżeństwo było dobre, zwiększamy szansę na wspólne szczęście” – tłumaczy
psychoterapeutka. Simonton, terapeuci, a także wyniki badań (patrz ramka) potwierdzają, że wielu chorych, którzy współdziałali w procesie zdrowienia, nie dość, że wraca do zdrowia, to zdobywa siłę psychiczną i często osiąga lepszy stan zdrowia emocjonalnego niż ten, w którym znajdowali się przed chorobą.
Autor: Maria Fredro Boniecka
fotochannels.com
Share the post "Możesz mieć przewagę nad rakiem"
Zdrowia, szczęścia… – często automatycznie sobie tego życzymy, nie podejrzewając, że jedno bez drugiego nie może w naszym życiu zaistnieć. Kondycja naszego ciała bezpośrednio zależy od stanu naszych uczuć. Amerykańscy naukowcy dowiedli, że kobiety i mężczyźni, którzy uważają swój związek za udany, żyją dłużej średnio o cztery lata, niż rozwodnicy i ci, których miłosna relacja do dobrych nie należy.
Naukowcy są pewni wpływu jakości związku na długość życia, ale nie wiadomo jeszcze czym dokładnie jest to spowodowane. Luis Verburge i James House z Uniwersytetu Michigan zbadali, że nieudane małżeństwo zwiększa prawdopodobieństwo choroby o około 35 proc., a nawet skraca życie średnio o cztery lata. I odwrotnie – szczęśliwi małżonkowie żyją dłużej i są zdrowsi od tych, którzy nie są zadowoleni ze swojego związku.
Po części może to wynikać z faktu, że ci drudzy przeżywają stałe, rosnące napięcie – są zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie zestresowani. Jest to dodatkowe obciążenie dla organizmu i umysłu, którego rezultatem może być wiele fizycznych dolegliwości, między innymi nadciśnienie, choroby serca, a także różne zaburzenia emocjonalne: stany lękowe, depresja, psychozy. Nie jest zaskakujące, że w przypadku szczęśliwych związków częstość występowania podobnych nieprawidłowości jest o wiele mniejsza. Ci małżonkowie bardziej dbają o swoje zdrowie, troszczą się o siebie wzajemnie, chodzą na regularne kontrole lekarskie, zdrowiej się odżywiają, przyjmują leki. Mają silną motywację, żeby pozostawać w dobrym zdrowiu i starają się o to.
John Gottman, profesor psychologii na Uniwersytecie Waszyngtońskim, na podstawie swoich badań wysnuł wniosek, że szczęście w związku czyni człowieka zdrowszym dlatego, że korzystnie wpływa na system odpornościowy organizmu, a ten przecież przewodzi siłom obronnym w walce z chorobami. To, że rozwód osłabia funkcjonowanie systemu odpornościowego, zostało odkryte już dawno. Gdy ten zaczyna szwankować, stajemy się bardziej podatni na choroby zakaźne i nowotworowe. Gottman dowiódł, że proces ten przebiega również odwrotnie. System odporności ludzi, żyjących w satysfakcjonujących związkach, może zostać pobudzony do działania. Podczas badań pięćdziesięciu par, małżonkom pobrano krew, by zbadać reakcję pewnej grupy białych krwinek, stanowiących główny oręż obronny układu odpornościowego. I we krwi kobiet, i mężczyzn deklarujących, że żyją w udanych związkach, odnotowano zwiększoną ilość białych krwinek w momencie, gdy ich organizm został zaatakowany przez wirusy. Tak samo rzecz się miała z komórkami, nazywanymi naturalnymi zabójcami, niszczącymi te komórki ciała, które zostały uszkodzone lub zmienione. Czyli na przykład zainfekowane czy zaatakowane przez raka. Naturalni zabójcy skuteczniej walczyli w organizmach ludzi szczęśliwie kochających swego partnera.
Ja mam kochanego męża i tego życzę wszystkim, żeby ich związki były tak udane i szczęśliwe jak nasz:)
Share the post "Szczęśliwy związek oznacza zdrowie"

15 kwietnia 2014 w Psychologia Autor: Ewa-Klepacka-Gryz
Zarządzanie energią na co dzień – ćwiczenia
Oto kilka ćwiczeń, które pomogą ci w skutecznym zarządzaniu energią. Ważna jest codzienna profilaktyka.
Przed podjęciem decyzji.
Dobrze podjęta decyzja to taka, w przypadku której istnieje zgodność pomiędzy głową, sercem i ciałem. Jeśli masz dylemat: zadzwonić do niego, czy poczekać, aż pierwszy się odezwie – połóż się wygodnie, pooddychaj spokojnie w swoim rytmie, potem wyobraź sobie, że wykręcasz jego numer. Co czujesz? Spokój, a może nerwowe pulsowanie w żołądku? Koncentruj się na doznaniach w ciele, a nie na tym, co podpowiada ci głowa. Następnie wyobraź sobie, że jednak nie dzwonisz. Czy jesteś w stanie spokojnie czekać na jego telefon, a może już w trakcie wykonywania ćwiczenia zastanawiasz się, czy on akurat nie próbuje się do ciebie dodzwonić? Rozważ, która opcja jest dla ciebie bardziej oszczędna energetycznie.
Przed powrotem do domu.
Po skończonej pracy, zanim rzucisz się w wir domowych obowiązków, znajdź chwilę, by przestawić się z rytmu „praca” na rytm „dom”. Możesz pójść na krótki spacer albo posiedzieć przez 10 minut w samochodzie, by zamknąć tematy zawodowe. Podobne przerwy rób zawsze, ilekroć zmieniasz aktywność, jesteś tuż przed ważnym spotkaniem czy masz gdzieś zadzwonić.
Przed snem.
Wieczorem po ciężkim dniu zrób sobie kąpiel z dodatkiem soli morskiej. To cię zrelaksuje i oczyści z energii ludzi, z którymi dziś się spotkałaś.
Przed kolejnym spotkaniem.
Jeśli pracujesz z klientami, jak najczęściej wietrz swój gabinet i myj ręce do łokci w zimnej wodzie.
Na dobre rozpoczęcie dnia.
Połóż się na podłodze, ręce złącz nad głową, a nogi ułóż tak, by stykały się wewnętrznymi stronami stóp. W ten sposób stworzysz zamknięty obieg energii. Poleż spokojnie 10 minut, oddychaj zgodnie z własnym rytmem.
Na złagodzenie bólu.
Kiedy boli cię brzuch albo głowa, połóż się i postaraj rozluźnić ciało. Lewą rękę połóż w okolicach serca, a prawą w miejscu, które cię boli. Wyobraź sobie, że pomiędzy nimi przebiega linia. Energia serca złagodzi ból.
Na zmęczenie.
Kiedy czujesz się zmęczona, opukuj palcami miejsce tuż za uszami tak długo, aż poczujesz przypływ energii.
By się ochronić.
Jeśli masz zobaczyć się z kimś, kto pozbawia cię energii, tuż przed spotkaniem wyobraź sobie, że twoje ciało znajduje się w niewidzialnej bańce, która chroni twoją energię przed atakiem ,,agresora”. W trakcie rozmowy kilkakrotnie przywołuj obraz tej bańki.
By pożegnać trudną emocję.
Emocje, które ,,zjadają” najwięcej energii, to lęk i złość. Jeśli się pojawią, zamiast rozprawiać się z nimi intelektualnie, postaraj się je poczuć w ciele. Gdzie i jak czujesz złość? W postaci ściskania w gardle, a może drżenia w żołądku? Koncentruj się na tym doznaniu, oddychaj spokojnie. Możesz położyć w tym miejscu prawą rękę, a lewą na sercu.
By naładować akumulatory.
Kiedy czujesz spadek energii, wykonaj intensywny marsz w miejscu. Unoś lewą nogę i prawą rękę, kręgosłup wyprostowany, głowa wysoko, oddychaj.
Share the post "Zarządzanie energią na co dzień – ćwiczenia"
Jeśli bliska ci osoba zmaga się z depresją, możesz czuć się zdezorientowany, sfrustrowany, bezradny. Oto 9 podpowiedzi, w jaki sposób pomóc choremu na depresję.
Depresja jest niebezpieczna dla relacji, ponieważ powoduję izolację uczuciową chorego. Może ci się wydawać, że twoje gesty, dobre chęci, próby wsparcia odbijają się bezowocnie od ściany obojętności i cierpienia bliskiej co osoby. To iluzja, twoja pomoc, jeśli płynie z poziomu uczuć, zawsze jest znacząca. Amerykańska psycholożka, Deborah Serani, specjalistka w leczeniu depresji, autorka książki „Życie z depresją”, która sama zmagała się z tą chorobą, podsuwa nam 9 pomysłów na pomoc osobie w depresji.
Depresja jest niebezpieczna dla relacji, ponieważ powoduję izolację uczuciową chorego. Może ci się wydawać, że twoje gesty, dobre chęci, próby wsparcia odbijają się bezowocnie od ściany obojętności i cierpienia bliskiej co osoby. To iluzja, twoja pomoc, jeśli płynie z poziomu uczuć, zawsze jest znacząca. Amerykańska psycholożka, Deborah Serani, specjalistka w leczeniu depresji, autorka książki „Życie z depresją”, która sama zmagała się z tą chorobą, podsuwa nam 9 pomysłów na pomoc osobie w depresji.
1. Bądź
Według Serani, najlepsze co możesz zrobić dla kogoś chorującego na depresję, to po prostu z nim być. Psycholożka cytuje swoich pacjentów: „Gdy miałem problemy z depresją, najbardziej pomagały mi momenty kiedy ktoś, kogo kocham, siedział ze mną gdy płakałam albo bez słów brał mnie za rękę”, „Pomagało mi, gdy mąż mówił – jesteś dla mnie ważna, powiedz co mogę zrobić, aby ci pomóc, znajdę sposób, abyś poczuła się lepiej”.
2. Mały gest
Jeśli nie czujesz się najlepiej w wyrażaniu uczuć, zwłaszcza w trudnych emocjonalnie sytuacjach, możesz przekazać miłość i wsparcie poprzez gesty – ugotowanie ulubionego dania, napisanie miłego sms-a, uśmiech. Takie gesty, zdaniem Sereni, są jak promyczki światła, które pomagają wychodzić z ciemności depresji.
3. Nie oceniaj ani nie krytykuj
To, co mówisz może mieć ogromny wpływ na kogoś, kto choruje na depresję.
Mówienie truizmów typu: „Weź się w garść”, „Wymyślasz sobie to wszystko”, „Rusz się wreszcie”, „Przestań się nad sobą użalać”, sprawią że ukochana osoba jeszcze głębokiej popadnie w izolację.
4. Nie prowokuj
Niektóre osoby, które chcą pomóc osobom chorym na depresję, próbują wymusić zmiany zachowania przez gruboskórność, karzącą ciszę, niecierpliwość, stawianie ultimatum typu „Jak się nie pozbierasz, odejdę”. Takie zachowanie są bezużyteczne, bolesne i szkodliwe. Podobnie jak ignorowanie problemu
5. Nie minimalizuj bólu emocjonalnego
Kiedy mówimy: „Nie jest tak źle”, „Jutro ci przejdzie ten smutek” przeszkadzamy osobie chorej przeżyć trudne uczucia. Depresja nie jest słabością ani wadą osobowości, to choroba wypartych uczuć, które domagają się uwolnienia.
6. Unikaj doradzania
Może ci się wydawać naturalne, że dzielisz się swoimi radami z ukochaną osobą, która potrzebuje pomocy, bo jest chora na depresję. Jednak może to spowodować dalsze „zapadanie” się w siebie. Lepsze jest pytanie: „Co mogę zrobić, aby pomóc ci, żebyś poczuła się lepiej?”.
7. Nie porównuj
Nie mów, że wiesz jak się czuje osoba chora na depresję, nawet gdy też masz za sobą taką chorobę. Nie opowiadaj też o innych znanych ci przypadkach. Każdy z nas jest tak indywidualny, że w jedyny sposób przeżywa swoje uczucia.
8. Dowiedz się jak najwięcej o depresji
Można uniknąć powyższych błędów, jeśli dowiemy się faktów o tej chorobie. Porozmawiaj z psychologiem, czytaj książki, fora internetowe. Pomoc osobie w depresji będzie skuteczna, jeśli poznasz objawy, przebieg, następstwa choroby. Wówczas twoje wsparcie ma szansę być naprawdę skuteczne.
9. Bądź cierpliwy
Serani uważa, że cierpliwość jest kluczowym elementem pomagania ukochanej osobie w depresji. Kiedy naprawdę jesteś z kimś bliskim, nie ma znaczenia jak długo będzie trwało twoje zaangażowanie. Cierpliwość tego, kto pomaga, daje choremu nadzieję. A ona ma moc uzdrawiania.
12 kroków przy epizodzie depresyjnym
Poniższe 12 kroków może pomóc przełamać epizod depresji.
1. Działanie przeciwne – chodzi o to, żeby zmusić się do czegoś, o czym wiesz, że jest dobre dla ciebie, a zapobiega wzmacnianiu złego nawyku. Na przykład, jeśli chcesz przez cały dzień leżeć na kanapie i oglądać telewizję (a robisz tak już od kilku dni i czujesz się coraz gorzej), wstań i wyjdź. To będzie dla ciebie zdrowsze zachowanie. Może ono być przyczyną pozytywnych zmian w twoich emocjach.
2. Ustaw alarm – nie tylko, żeby wstać z łóżka. Ale także, żeby wyjść, zjeść, umyć włosy, zrobić pranie. Zaplanuj sobie, co chcesz dzisiaj zrobić i o której godzinie i ustaw alarm. To będzie sygnał, żebyś zwróciła uwagę na obszar, w którym chcesz więcej aktywności.
3. Wstań – opuszczenie łóżka może być trudne przy epizodzie depresyjnym. Dlatego najpierw usiądź na łóżku, połóż nogi na podłodze i wizualizuj sobie, że wszystkie twoje kłopoty zostały pod kołdrą. Wstań i pościel łóżko. Ta czynność jest istotna, bo wysyłasz sygnał do mózgu, że nie ma takiej opcji, że wrócisz do łóżka.
4. Oddaj się porannej rutynie – to kolejny sygnał, mówiący o tym, że wszystko jest w porządku, tak jak zawsze. Kiedy się umyjesz, dostanie wiadomość, że jesteś gotowa na coś jeszcze. Nie czekaj, aż na te czynności przyjdzie ci ochota, tylko po prostu idź do łazienki.
5. Ubierz się – to cię jeszcze bardziej oddali od łóżka, a zbliży do wyjścia z domu, którego potrzebujesz.
6. Wyjdź z domu – to może być najtrudniejszy w z kroków przy epizodzie depresyjnym. Możesz sobie zadawać pytanie – po co to robić, kiedy nie chce ci się nic robić. Istotne jest, żeby wyjść na świeże powietrze i wystawić się na jak najwięcej dziennego światła. Dlatego możesz spacerować wokół domu lub po najbliższej okolicy.
7. Wybierz jedno ćwiczenie – ruch bardzo pomaga przy depresyjnych nastrojach. Szybkie chodzenie, bieganie, wyjście na basen czy do siłowni będzie dla ciebie prawdziwą ulgą. Gdy będziesz systematycznie ćwiczyć, skutecznie sobie pomożesz.
8. Zaplanuj jedną aktywność na dzisiaj lub jutro – na początku nie przesadzaj. Nie będziesz miała siły posprzątać całego domu, ale zrób ład chociaż w sypialni. Albo odwiedź życzliwą ci przyjaciółkę lub idź do sklepu, żeby uzupełnić lodówkę.
9. Ustal harmonogram na tydzień – pomyśl co chcesz zrobić w tym tygodniu, rozpisz to sobie na dni i godziny.
10. Następnego dnia powtórz punkty 1-5 – to ważne, żeby codziennie rano znaleźć siły, żeby wstać z łóżka. W ten sposób, nie będziesz pogrążać się w depresyjnym dialogu swojego umysłu.
11. Bądź wśród ludzi – wsparcie rodziny czy przyjaciół jest nie do przecenienia, kiedy dopada depresja. Rozejrzyj się za kimś empatycznym, kto pomoże ci przejść przez trudne emocje. Planuj też spotkania z przyjaciółmi w szerszym gronie poza domem.
12. Psychoterapia – pomyśl o wizycie u psychoterapeuty. Istotne jest, żeby uświadomić sobie, jakie stłumione emocje są przyczyną epizodu depresyjnego. I przeżyć je. Bez tego te trudne przeżycia powrócą.
4 sposoby wspierania osób w depresji
1. Stań po stronie osoby chorej na depresję
Przede wszystkim, że ton oskarżycielski i nakazujący nie jest dobrym pomysłem. Mówienie „Dlaczego nie możesz po prostu wstać z łóżka?” tylko pogłębi chorobę. Zamiast tego spróbuj powiedzieć: „Wydaje mi się, że masz kłopot, żeby wstać z łóżka. Co mogę zrobić, aby pomóc ci w tym?”. Osoba w depresji zwykle traci perspektywę, jeśli chodzi o ocenę rzeczywistości. Przekonywanie jej, że to przecież nic trudnego może ją dodatkowo stresować. Lepiej odzwierciedlić jej uczucia: „Widzę, że to dla ciebie trudne. Mogę pomóc ci to rozwiązać, jeśli chcesz”. W taki sposób pokażesz choremu, że szanujesz jego uczucia i jesteś po jego stronie.
2. Wyraź swoje uczucia
Wiele osób cierpiących na depresję czuje się niegodnymi miłości. Dlatego, jeśli jest to bliska ci osoba, warto zapewniać ją o swoich uczuciach. Wyznanie: „Kocham cię za to, kim jesteś. Nie mam zamiaru cię opuścić”, będzie dla kogoś takiego bardzo cenne. Depresja odbiera umiejętność rozpoznawania w sobie atutów, dlatego dobrze jest przypominać chorej osobie, jaka jest wrażliwa, inteligentna, ładna. Jest jeden warunek – należy mówić to szczerze. Można też zapewniać: „Jeśli będziesz mnie potrzebować, jestem”.
3. Okaż zrozumienie i współczucie
Osoby z depresją spędzają dużo czasu, rozmyślając o swojej sytuacji. Może to wyglądać, że użalają się nad sobą i może to być irytujące. Jednak warto w takich momentach okazać zrozumienie i powiedzieć: „Trudno mi wyobrazić sobie siebie w takiej sytuacji, ale masz moje współczucie. Zauważam, że jest ci trudno. Możesz się do mnie przytulić i wypłakać.”
4. Zaoferuj pomoc
„Pozwól mi zrobić wszystko, żeby ci pomóc. Powiedz, czego potrzebujesz.” – takie słowa są jak balsam dla duszy osoby cierpiącej na depresję. Najtrudniejsze w tej chorobie są: obezwładniająca niemoc i poczucie samotności. Oferując swoją pomoc pokazujesz, że akceptujesz stan, w jakim chora osoba się znalazła. Że to nic wstydliwego i strasznego, że potrzebuje pomocy. Jeśli poczuje się przy tobie bezpiecznie, otworzy się na swoje uczucia. A to warunek wyjścia z depresji.
Źródło: Zwierciadło.pl
Share the post "Jak pomóc w depresji"
|
|
Najnowsze komentarze