|
|
Kuracje przeprowadza się przez trzy kolejne dni.
Składniki:
1 dzień-5 g liścia laurowego drobno pokruszyć, wrzucić do 300 ml wrzątku, gotować na małym ogniu 5 min, następnie wywar wlać do termosu i odstawić na 5 godzin, żeby się odstał. Płyn przecedzić, przelać do naczynia i pić małymi łyczkami, co 15-20 min w ciągu 12 godzin.
UWAGA! Całego naparu naraz pić nie wolno!
2 i 3 dzień– tak samo jak poprzednie dni. Kuracje powtórzyć po 7 dniowej przerwie. Stosować tylko raz na rok. Podczas kuracji powinno się unikać mięsa oraz przetworów mlecznych.
Share the post "Oczyszczanie kości i stawów"
"Kiedy widzisz, że sprawy się komplikują, powiedz z zamkniętymi oczami duszy: Jezu, Ty się tym zajmij! Postępuj tak we wszystkich twoich potrzebach. Postępujcie tak wszyscy, a zobaczycie wielkie, nieustanne i ciche cuda. To wam poprzysięgam na moją miłość!"
Jezu, Ty się tym zajmij
Jezus mówi do duszy: Dlaczego zamartwiacie się i niepokoicie? Zostawcie Mnie troskę o wasze sprawy, a wszystko się uspokoi. Zaprawdę mówię wam, że każdy akt prawdziwego, głębokiego i całkowitego zawierzenia Mnie wywołuje pożądany przez was efekt i rozwiązuje trudne sytuacje. Zawierzenie Mnie nie oznacza zadręczania się, wzburzenia, rozpaczania, a później kierowania do Mnie modlitwy pełnej niepokoju, bym nadążał za wami; zawierzenie to jest zamiana niepokoju na modlitwę. Zawierzenie oznacza spokojne zamknięcie oczu duszy, odwrócenie myśli od udręki i oddanie się Mnie tak, bym jedynie Ja działał, mówiąc Mi: Ty się tym zajmij.
Sprzeczne z zawierzeniem jest martwienie się, zamęt, wola rozmyślania o konsekwencjach zdarzenia. Podobne jest to do zamieszania spowodowanego przez dzieci domagające się, aby mama myślała o ich potrzebach gdy tymczasem one chcą się tym zająć same, utrudniając swymi pomysłami i kaprysami jej pracę. Zamknijcie oczy i pozwólcie Mi pracować, zamknijcie oczy i myślcie o obecnej chwili, odwracając myśli od przyszłości jak od pokusy. Oprzyjcie się na Mnie wierząc w moją dobroć, a poprzysięgam wam na moją miłość, że kiedy z takim nastawieniem mówicie: "Ty się tym zajmij", Ja w pełni to uczynię, pocieszę was, uwolnię i poprowadzę. A kiedy muszę was wprowadzić w życie różne od tego, jakie wy widzielibyście dla siebie, uczę was, noszę w moich ramionach, sprawiam, że jesteście jak dzieci uśpione w matczynych objęciach. To, co was niepokoi i powoduje ogromne cierpienie to wasze rozumowanie, wasze myślenie po swojemu, wasze myśli i wola, by za wszelką cenę samemu zaradzić temu, co was trapi.
Czegóż nie dokonuję, gdy dusza, tak w potrzebach duchowych jak i materialnych, zwraca się do Mnie mówiąc: "Ty się tym zajmij", zamyka oczy i uspokaja się! Dostajecie niewiele łask, kiedy męczycie się i dręczycie się, aby je otrzymać; otrzymujecie ich bardzo dużo, kiedy modlitwa jest pełnym zawierzeniem Mnie. W cierpieniu prosicie, żebym działał, ale tak jak wy pragniecie… Zwracacie się do Mnie, ale chcecie, bym to Ja dostosował się do was. Nie bądźcie jak chorzy, którzy proszą lekarza o kurację, ale sami mu ją podpowiadają. Nie postępujcie tak, lecz módlcie się, jak was nauczyłem w modlitwie "Ojcze nasz": Święć się Imię Twoje, to znaczy bądź uwielbiony w tej mojej potrzebie; Przyjdź Królestwo Twoje, to znaczy niech wszystko przyczynia się do chwały Królestwa Twego w nas i w świecie; Bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi, to znaczy Ty decyduj w tej potrzebie, uczyń to, co Tobie wydaje się lepsze dla naszego życia doczesnego i wiecznego. Jeżeli naprawdę powiecie Mi: "Bądź wola Twoja co jest równoznaczne z powiedzeniem: "Ty się tym zajmij", Ja wkroczę z całą moją wszechmocą i rozwiążę najtrudniejsze sytuacje. Gdy zobaczysz, że twoja dolegliwość zwiększa się zamiast się zmniejszać, nie martw się, zamknij oczy i z ufnością powiedz Mi: "Bądź wola Twoja, Ty się tym zajmij!" Mówię ci, że zajmę się tym, że wdam się w tę sprawę jak lekarz, a nawet, jeśli będzie trzeba, uczynię cud. Widzisz, że sprawa ulega pogorszeniu? Nie trać ducha! Zamknij oczy i mów: "Ty się tym zajmij" Mówię ci, że zajmę się tym i że nie ma skuteczniejszego lekarstwa nad moją interwencję miłości. Zajmę się tym jedynie wtedy, kiedy zamkniesz oczy.
Nie możecie spać, wszystko chcecie oceniać, wszystkiego dociec, o wszystkim myśleć i w ten sposób zawierzacie siłom ludzkim albo – gorzej – ufacie tylko interwencji człowieka. A to właśnie stoi na przeszkodzie moim słowom i memu przybyciu. Och! Jakże pragnę tego waszego zawierzenia, by móc wam wyświadczyć dobrodziejstwa i jakże smucę się widząc was wzburzonymi. Szatan właśnie do tego zmierza: aby was podburzyć, by ukryć was przed moim działaniem i rzucić na pastwę tylko ludzkich poczynań. Przeto ufajcie tylko Mnie, oprzyjcie się na Mnie, zawierzcie Mnie we wszystkim.
Czynię cuda proporcjonalnie do waszego zawierzenia Mnie, a nie proporcjonalnie do waszych trosk. Kiedy znajdujecie się w całkowitym ubóstwie, wylewam na was skarby moich łask. Jeżeli macie swoje zasoby, nawet niewielkie lub staracie się je posiąść, pozostajecie w naturalnym obszarze, a zatem podążacie za naturalnym biegiem rzeczy, któremu często przeszkadza szatan. Żaden człowiek rozumujący tylko według logiki ludzkiej nie czynił cudów. Lecz na sposób Boski działa ten, kto zawierza Bogu. Kiedy widzisz, że sprawy się komplikują, powiedz z zamkniętymi oczami duszy: Jezu, Ty się tym zajmij! Postępuj tak we wszystkich twoich potrzebach. Postępujcie tak wszyscy, a zobaczycie wielkie, nieustanne i ciche cuda. To wam poprzysięgam na moją miłość!
(Z pism sługi Bożego ks. Dolindo Ruotolo) sługa Boży Dolindo Ruotolo ( 1882 – 1970) zapiski duchowe ks. Dolindo Ruotolo. Ksiądz Dolindo, świątobliwy kapłan urodzony w Neapolu, cieszył się wielkim szacunkiem ojca Pio, który zwykł mawiać do przybywających do San Giovanni Rotondo Neapolitańczyków: „Macie księdza Dolindo, po co do mnie przychodzicie?”. Pozostawił on akt oddania Jezusowi, a właściwie zapis słów przez Niego wypowiedzianych – podobnie jak zapisywała je s. Faustyna.
Share the post "Jezu ty się tym zajmij"
Agnieszka Kaluga pracuje jako wolontariuszka w poznańskim hospicjum. Swój wolontariat rozpoczęła w 2010 roku. Wtedy też powstał blog, w którym autorka do dziś opisuje historie pacjentów spotkanych podczas pracy w hospicjum. Książka Zorkownia stanowi papierową wersję internetowego dziennika, emocjonalny zapis dzięki któremu doświadczamy jej codzienności. Agnieszka zabiera nas w podróż po hospicjum. Bywamy z nią w jego pomieszczeniach – w jadalni, pokoju spotkań, przy łóżku umierających pensjonariuszy. Zorkownia jest dziennikiem bardzo intymnym, ponieważ historie pacjentów przeplatają się w nim z zapiskami dotyczącymi samej Agnieszki oraz jej dzieci. To zbiór emocji, zapis najpełniej przeżytych chwil i kilkanaście pięknych zdjęć z życia. Wolontariuszowi pracującemu w hospicjum przypada niezwykle trudna rola, której podołać może niewielu. Dołącza on do chorego i jego rodziny na najtrudniejszym etapie choroby. Jest przewodnikiem, który wspiera umierającego i jego najbliższych oraz towarzyszy w przygotowaniach do ostatniej drogi. Pielęgnuje, troszczy się, oferuje rozmowę lub czasem wspólne milczenie, pełni funkcję powiernika i pocieszyciela. Pomaga umierającym w sporządzaniu listów, w rzeczach ostatnich, w dobrym pożegnaniu się z bliskimi. Współdźwiga ciężar przedostania się w przyszłość i pozostawienia „tu” rodziny. Zorkownia przypomina o rzeczach podstawowych – zawsze można jeszcze coś dla kogoś zrobić: wykonać gest, przysługę, porozmawiać, zwilżyć usta. Nigdy nie warto czekać i zostawiać istotnych spraw na później. Jeżeli masz komuś coś ważnego do powiedzenia, zrób to czym prędzej. Życie jest kruche i zawsze zbyt krótkie. Zorkownia to również hołd oddany pensjonariuszom hospicjum, których Agnieszka w nim spotkała. Ich historie są świadectwem i dowodem na to, że nie ma czasu na odkładanie czegoś „na potem”. Co oznacza tytuł książki? „Zorka” to pseudonim Agnieszki. Wzięła się ze słynnego filmu „Rejs”: „Wziąłem aparat Zorkę 5 i zrobiłem kilka zdjęć”. Zorkownia to album zdjęć, robiony nie aparatem, lecz słowami. Agnieszka odkłada do niego fotografie miejsc, ludzi, migawki z życia i niezwykłych spotkań. Przy okazji niedawnej premiery Zorkowni, zapytaliśmy Agnieszkę Kalugę o to co jest jej zdaniem najważniejsze w opiece i „mądrym” towarzyszeniu osobie terminalnie chorej oraz jak dobrze wspierać chorego: „Najważniejsze są rzeczy proste. Obecność – to nade wszystko. Słowa oczywiście mogą nieść wsparcie, jednak najważniejsza jest dostępność, gotowość do pomocy, bycie na wyciągnięcie ręki. Zawsze zastanawiam się, na ile pocieszanie jest nakierowane na drugą osobę, a w jakim stopniu jednak dajemy je sami sobie, chcąc zyskać poczucie, że zrobiliśmy coś dobrego. Słowa bez czynów są naskórkowe – niewiele znaczą. Pomoc w zakupach, ugotowanie obiadu, oglądanie razem ulubionego filmu, towarzyszenie podczas kolejnych wizyt lekarskich, zapłacenie rachunków, wspólny spacer – najważniejsze są rzeczy proste. Warto też na chwilę się zatrzymać i zapytać siebie, czego byśmy w podobnej sytuacji oczekiwali od ludzi obok. Odpowiedzi bywają zaskakujące. Uważność, obecność, bycie pół kroku za osobą chorą. I dużo, dużo uśmiechu.” Agnieszka Kaluga, Zorkownia, Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2014
Share the post "Zorkownia książka Agnieszki Kalugi"
biopsja potwierdziła, że Martyna rzeczywiście ma raka, a jej pierwszą myślą było: „Jak ja to powiem mężowi?”. Słusznie się martwiła, bo tego wieczoru załamała się nie ona, tylko Jakub, i to jemu trzeba było podawać chusteczki i uspokajać go dobrze dobranymi słowami…
Podobnie było u Martyny w pracy. Gdy uprzedzała współpracowników, że nie będzie jej przez kilka tygodni, bo musi rozpocząć leczenie, musiała trzymać za rękę przerażone i zapłakane koleżanki, zapewniając je, że wszystko będzie dobrze i że nie mają czym się martwić.
Należało jeszcze zająć się dziećmi… W wieku dziesięciu i dwunastu lat nie jest się jeszcze na tyle dojrzałym, żeby wszystko organizować, np. kiedy mama będzie padać ze zmęczenia i nie zrobi obiadu… A jak zareagują, kiedy straci już wszystkie włosy i będzie musiała nosić perukę?
Tę historię opowiedział psychiatra i badacz David Servan-Schreiber. Opowieść ilustruje dobrze znane zjawisko. Często chorzy, zamiast otrzymywać pocieszenie, sami pocieszają ludzi w swoim otoczeniu. Uniwersytet w San Francisco przeprowadził nawet badania na ten temat, zakończone wnioskiem, że wiele kobiet cierpiących na raka piersi pociesza swoich bliskich, a nie na odwrót1. Takie zjawisko ma swoją głęboką przyczynę: przygotowując się do śmierci, myślimy o swoim własnym odejściu, ale jeśli mamy obowiązki i wiele osób jest od nas zależnych, to oczywiście niepokoimy się, co będzie z nimi. Stąd właśnie (jak najbardziej słuszna) popularność ubezpieczeń na życie oraz przywiązywanie dużej wagi do myślenia o przyszłości. Te fakty nie powinny przesłonić innej ważnej obserwacji: kobiety, które umieją prosić o pomoc rodzinę lub przyjaciół, mają dwa razy więcej szans na przeżycie raka niż te, które się izolują lub biorą wszystko na siebie2. Izolacja jest zawsze dużym zagrożeniem dla zdrowia. To groźny czynnik ryzyka, groźniejszy nawet od palenia papierosów. W badaniu w Australii udowodniono, że kobiety po przeżyciu silnego stresu bez żadnego wsparcia emocjonalnego miały 9,5 razy większe ryzyko zachorowania na raka piersi
Spadek śmiertelności o 71%
Zależność działa również w drugą stronę: kobiety powiadomione o raku piersi znoszą to lepiej, gdy korzystają z długofalowej pomocy psychologicznej i włączają do terapii metody antyrakowe, np. dr. Servana-Schreibera. Są to umiarkowane, specjalnie przygotowane ćwiczenia, metody radzenie sobie ze stresem i porady na temat zdrowego odżywiania, podobne do tych publikowanych w Poczcie Zdrowia. W organizmie tych kobiet maleje wskaźnik stanu zapalnego (sprzyjający rozrostowi guza), a ich układ odpornościowy pracuje lepiej. W efekcie po 11 latach takiej obserwacji i kontroli ryzyko śmierci maleje niemal o 70%.
Większe szanse na przeżycie w przypadku nawrotu
Podobnie dzieje się w razie nawrotu raka piersi. U kobiet, które nadal objęte są całościową opieką lekarską, ryzyko zgonu jest o 59% mniejsze niż u tych chorych, które walczą samotnie. Mówią o tym wyniki badania opublikowanego w czasopiśmie „Clinical Cancer Research”4. Po 12 miesiącach kobiety pod taką opieką lekarską miały więcej limfocytów i komórek NK (Natural Killer) zdolnych do likwidacji guzów. Trudno więc zrozumieć, dlaczego dzisiaj wysyła się ludzi na kolejne operacje, chemioterapie, naświetlania, a potem odsyła ich do domu, tylko radząc im wrócić na badania za kilka tygodni.
Darmowe wsparcie na odległość
Nikt chory na raka (czy jakąkolwiek inną chorobę) nie może być pozostawiony sam sobie. Skazywanie cierpiącej osoby na samotność to nie tylko okrucieństwo. Badania udowadniają, że jest to również zagrożenie dla życia! Wiele osób pisze, że czytając moje listy wyczuwa w nich dobro, a przecież nie są one niczym wielkim. To mały, ciepły płomyczek nadziei i wsparcia w olbrzymim, anonimowym Internecie. Chciałbym robić w tej sprawie jeszcze więcej, ale nie zawsze jest to możliwe. Jeśli masz wrażenie, że moje listy mogą pomóc Twojemu znajomemu, który akurat przechodzi ciężką chorobę, koniecznie prześlij mu link do tej strony, na której można zapisać się na newsletter Poczta Zdrowia. Jest zupełnie bezpłatny, a zawsze jest to jakiś początek wsparcia. Zdrowia życzę Jean-Marc Dupuis
Źródło poczta zdrowia.pl
Share the post "Przepraszam, że mam raka"
Otrzymuję codziennie wiele listów. Ileż w nich cierpienia, bólu, rozpaczy, goryczy, bowiem choroby to mocarze, a my przy nich bezradni jak dzieci, bo zostaliśmy niejako pozbawieni kontroli nad własnym ciałem. Według nowoczesnej nauki wszystko dzieje się w organizmie bez naszej wiedzy, wszak choroba to wina uszkodzonych genów, niewłaściwej pracy komórki. W takim przypadku rzeczywiście nie jesteśmy odpowiedzialni za choroby, skoro jakaś niewidzialna siła popsuła nam geny, burzy pracę komórek. Zdrowie więc powierzamy wyuczonym specjalistom od chorób, wielkim szpitalom z drogocennym sprzętem medycznym, aptekom wyposażonym w chemiczne medykamenty. Wyspecjalizowane placówki ratują nam życie, ale zdrowia nie budują. Nie mają takiej możliwości, bowiem środki, którymi dysponują, leczą tylko skutek choroby. Przyczyna jej nadal pozostaje. Szczególnie zagrożone jest młode pokolenie. Pierwsze pokolenie w dziejach świata, które wychowuje się na barwnej, chemicznej papce. Nic więc dziwnego, że są słabi i fizycznie, i psychicznie, stąd coraz straszniejsze choroby atakują ich organizmy. Zaś nowoczesna medycyna, choć silna jak Goliat, jest całkowicie bezradna w obliczu takich chorób jak alergie, nowotwory, nie potrafi też wyleczyć większości chorób cywilizacyjnych. To prawda, że coraz rzadziej ludzie umierają chociażby z powodu nadciśnienia czy wieńcówki, wszak tabletki życie przedłużają, ale pacjent skazany jest na tabletkowe dożywocie. Tabletka zaś jak wiadomo na jedno pomaga, a na drugie szkodzi. Dlatego, gdy choroba nas dopadnie, idealnie byłoby połączyć siły medycyny tabletkowej i naturalnej. Tabletki uratują życie, zioła i prawdziwe pożywienie będą od początku budowały zdrowie. Jednak, żeby tak się stało, musi być przekazana nam wiedza dotycząca podstaw zdrowego życia. Potrzebne jest więc powszechne nauczanie, byśmy mogli podjąć trud pracy nad własnym organizmem, byśmy mogli dorosnąć do zdrowia jak dorasta się do podjęcia ważnych decyzji życiowych. W książce „ 4 kroki do zdrowia” wyrysowałam drogę, która radośnie wije się wśród złocistych pól, urokliwych łąk i soczystej zieleni lasów. Na niej trzeba postawić 4 kroki do zdrowia. Dla chorego jednak każdy krok to wejście w nowe, musi bowiem nauczyć się rozpoznawać innych smaków, zauroczyć się delikatnymi zapachami natury, musi pokonać żołądek, który będzie tupał nóżkami i upominał się o znane mu chemiczne pożywienie. Musi też pozbyć się złych emocji, bo umysł nieuporządkowany to anarchia w organizmie. A w chaosie system odpornościowy, nasz wewnętrzny lekarz nie będzie mógł podejmować właściwych decyzji. I musi wzmocnić ducha walki. Bez niego bowiem nie da rady wykrzesać w sobie tyle sił, żeby nawet na krok nie ustąpić chorobie. Zapraszam Państwa na tę drogę, jest urokliwa, przyjazna, bo otwarte serce Natury wciąż mocno bije i przekazuje skarb najcenniejszy – zdrowie. Lekarz leczy, chory buduje zdrowie Leczenie jest sprawą lekarzy i nikomu nie wolno podejmować samodzielnej, często chaotycznej, nieprzemyślanej walki z ciężką chorobą. Chory zaś winien mądrze popatrzeć na swój organizm i uczciwie przeanalizować wszystkie wykroczenia, które popełnił względem niego. Rozsądna pomoc, którą udzieli własnemu ciału, zdecyduje w głównej mierze o stanie zdrowia. Przede wszystkim chory musi oczyścić organizm zarówno na płaszczyźnie fizycznej, stosując post, jak i na duchowej – wybaczyć wrogom, wybaczyć też sobie, zapomnieć o nienawiści, wyciszyć myśli. Tylko na oczyszczonym gruncie można przystąpić do budowania zdrowia. Odciąć chorobie źródło utrzymania Jeśli jest choroba, należy odciąć jej źródło utrzymania. Zmienić pożywienie – organizm oczyścić, a następnie przyjaznym, energetycznym pożywieniem dać szansę na odnowienie każdej komórki. Proces odnowienia następuje powoli, ale systematycznie według określonych zasad, wszak w przyrodzie wszystko się odnawia, jeśli są oczywiście spełnione odpowiednie warunki do odnowienia. Łączyć nie dzielić Gdy choroba nas dopadnie, idealnie byłoby połączyć siły medycyny tabletkowej i naturalnej. Tabletki uratują życie, zioła i prawdziwe pożywienie będą od początku budowały zdrowie. Zioła budują zdrowie Zioła służą człowiekowi od tysiącleci, na przestrzeni tego czasu były dokładnie poznane nie tylko przez prostych ludzi, ale także przez specjalistów. W mądrych księgach można przeczytać o ich działaniu leczniczym. Przede wszystkim budują zdrowie, bowiem swoją naturalną mocą organizm oczyszczają, odżywiają, regenerują. Gdy zaś zdrowie powróci, choroba sama odejdzie. Profilaktyka to nie tylko badania … Badania są bardzo ważne, bowiem regularnie wykonywane są w stanie wykryć chorobę w stadium początkowym. Lepiej jest więc leczyć małe siedlisko choroby niż takie, które rozlewa się już na cały organizm. Jednak nowoczesna profilaktyka, która opiera się tylko na systematycznych badaniach, to za mało. Twórcy tej profilaktyki jakoby z góry zakładają, że każdy musi zachorować, to tylko kwestia czasu, i chodzi tylko o to, żeby chorobę w czas złapać. A później? – pozostaje skomplikowane, wyniszczające organizm leczenie – chemioterapia, radioterapia, operacja, ogromne cierpienie, a co najważniejsze nikt nie daje żadnej gwarancji, że na pewno kuracja się powiedzie. A gdy nawet się powiedzie, to nikt nie zagwarantuje, że powrotu choroby nie będzie. Dlatego winniśmy wrócić do prawdziwej profilaktyki – zdrowe pożywienie, zdrowe herbatki ziołowe z polskich pól, zdrowy tryb życia – a ciało będzie piękne i zdrowe. I to w sam raz mamy zagwarantowane, bo takie są prawa natury. Choroba zaś to nie dopust Boży, tylko nasze występki wobec własnego organizmu.
Share the post "Wstęp do książki „cztery kroki do zdrowia”"
Tekst w języku angielskim dostałam od przyjaciela z Chicago
( wielkie dzięki Jack:)) tu jest tłumaczenie:
Przekaz mentalny zalecający zastosowanie korzenia mniszka lekarskiego — starożytnego ziołowego leku na wiele schorzeń — umożliwił wyleczenie osoby, która go otrzymała, z raka prostaty, w sytuacji gdy żadna inna terapia nie była już w stanie nic pomóc.
Korzeń dmuchawca jest często stosowany przez zielarzy w leczeniu wątroby, nerek i problemów z pęcherzem. W Chinach jest od stuleci stosowany w leczeniu pewnych postaci raka. Oprócz wielu innych związków zawiera między innymi bardzo dużo potasu i witaminy A.
Mężczyzna, który rozpropagował tę kurację, podkreślił w rozmowie telefonicznej, jaką z nim przeprowadziłem, że leczenie wątroby daje doskonałe wyniki. Przesłał mi ponadto normalną pocztą najnowszą metodę sporządzania proszku.
Jeśli stosujemy zioła i rośliny, to najlepiej świeże, przy czym produkt należy przygotować osobiście, jak to opisano na przykład w poniższym artykule. Kiedy kupujemy zioła lub rośliny w sklepie ze zdrową żywnością, to powinniśmy wiedzieć, że mogą one nie być tak skuteczne, jak wtedy gdy przygotowujemy je sami, zwłaszcza gdy były one liofilizowane lub magazynowane przez długi czas przed dotarciem do sklepu. Prawdę powiedziawszy, wyhodowanie samemu rośliny i przygotowanie z niej produktu może zająć wiele tygodni. W tym czasie rak może się dalej rozprzestrzenić! Na szczęście, wskazano mi sprzedawcę, który posiada wysokiej jakości produkt z korzenia mniszka lekarskiego (http://www.catefarm.com).
Cancer Tutor, http://www.cancertutor.com/Cancer02/DandelionRoot.html
MOC KORZENIA MNISZKA LEKARSKIEGO
Każdego tygodnia około 10000 ludzi umiera na raka. Oficjalne dane rządu Stanów Zjednoczonych mówią, że w ostatnim dziesięcioleciu śmiertelność z powodu raka nie uległa zmianie. Chemioterapia i napromieniowywanie ocalają jedynie około 10 procent pacjentów. Dowodzi to, że nasi lekarze dysponują niewieloma środkami. W artykule tym postaram się wyjaśnić, jak przygotowywać tę roślinę i ile jej przyjmować. Nic nie trzeba kupować. Z jakichś powodów Stwórca wybrał mnie do przekazania tych informacji. Jestem tylko posłańcem i nic z tego, co przekazuję, nie jest moim pomysłem. Wierzę w każde słowo, jakie tu piszę, i sam jestem żywym dowodem, że to działa. Koszta poniesione na druk tej informacji składam Stwórcy w podzięce za przywrócenie mi zdrowia.
Ponad trzy lata temu byłem prawie wykończony przez raka. Pewnego ranka, kiedy obudziłem się z nadzieją, że koniec jest już blisko, odezwał się we mnie głos: „Musisz coś zrobić ze swoim rakiem prostaty. Weź korzeń dmuchawca. Nie spodziewaj się cudu. Wiele czasu zajęło ci doprowadzenie się do tego stanu". Głos ucichł. Myślałem, że żartuje sobie ze mnie zalecając mi użycie dmuchawca. Kiedy jednak taki głos poleca nam coś zrobić, to należy go posłuchać. Należy zrobić, co mówi. Przejawem tego jest ten artykuł. To ostatnia rzecz, jakiej zrobienia spodziewałbym się po sobie. Potem dotarło do mnie, że ten głos nie powiedział mi, ile mam wziąć tego środka i jak go przygotować. Kiedy tylko o tym pomyślałem, w czasie nie dłuższym niż mrugnięcie okiem dotarło do mnie, ile go przyjąć i jak przygotować i że minie od czterech do sześciu miesięcy, zanim zostanę wyleczony. Wiedziałem również, że nie wydam na to ani grosza.
Kiedy tylko pozbierałem się tamtego ranka, wykopałem kilka korzeni dmuchawca i zacząłem je przygotowywać. Tydzień później zacząłem przyjmować sporządzony przez siebie preparat. Trzy tygodnie później zniknął ból w plecach i boku, ponadto zelżały dolegliwości jelitowe. Pięć i pół miesiąca później lekarze nie znaleźli u mnie ani śladu raka.
Wtedy zapragnąłem, aby ktoś jeszcze spróbował tej kuracji, i okazało się, że jest z tym problem. Nikt nie chciał mi pomóc. Kiedy mówiłem o tym lekarzom, uśmiechali się znacząco, jakbym miał bzika. W końcu opowiedziałem o tym przyjacielowi, który poinformował mnie, że ma kolegę umierającego na raka płuc. Miał go w obu płucach i był przykuty do łóżka. Nakłuwano mu płuca. Dawano mu od czterech do sześciu tygodni życia. Po przyjmowaniu tego proszku przez około sześć tygodni wstał i zaczął wykonywać prace domowe oraz jeździć samochodem. Pojechał do swojego lekarza, który nie mógł uwierzyć własnym oczom. Zabrali go do szpitala i poddali skanowaniu na urządzeniu CAT (Computed Arial Tomography – metoda generowania trójwymiarowego obrazu w oparciu o dwuwymiarowe zdjęcia rentgenowskie – przyp. tłum.). W jego płucach nie znaleziono żadnych zmian rakowych i stwierdzono, że to cud.
Wtedy umieściłem w Northwest Herald ogłoszenie oferując bezpłatnie przepis. Odpowiedziało czterech ludzi, którzy wyrazili chęć zastosowania go. Zaraz potem przepis na tę terapię zaczął powoli upowszechniać się pocztą pantoflową.
Wielu ludzi zaczęło przyjmować ten preparat przeciwko różnym rodzajom raka oraz innym schorzeniom. Pewien mężczyzna cierpiał na głęboką zapaść systemu immunologicznego i powiedziano mu, że nie będzie mógł pracować przez trzy lata. Po sześciu miesiącach przyjmowania preparatu poczuł się na tyle dobrze, że mógł wrócić do pracy.
Wiem, że nie jest to lekarstwo na wszystko i nie pomoże wszystkim na wszelkie rodzaje raka. Wiem, że nie jest to lek na raka skóry i nie daje też wyników w przypadkach guzów mózgu.
Jest w Bostonie w stanie Massachusetts lekarz, który opracował szczepionkę, która ma ogromne możliwości. Jest skuteczna w przypadku prostaty, okrężnicy, piersi, wątroby i, co najważniejsze, raka płuc. Pięciu ludzi z rakiem płuc przyjęło ją i wszyscy oni zostali wyleczeni.
Układ immunologiczny kontroluje komórki rakowe znajdujące się w organizmie. Dopóki układ odpornościowy funkcjonuje prawidłowo, nie chorujemy na raka. Kiedy układ odpornościowy zaczyna szwankować, traci kontrolę nad komórkami rakowymi, które zaczynają pożerać żywe komórki i właśnie to nosi nazwę raka.
Proszek wykonany z korzenia dmuchawca zawiera w sobie coś, co regeneruje krew i układ odpornościowy. Kiedy układ odpornościowy zostaje zregenerowany, odzyskuje kontrolę nad komórkami rakowymi, które dokonują zwrotu i zaczynają sprzątać bałagan, jakiego narobiły. Z tego właśnie powodu rodzi się spory apetyt, ponieważ organizm musi się odbudować i wyzdrowieć, jeśli nasz układ odpornościowy ma być silny. Tak jest u tych, którzy stracili apetyt lub są na chemii. Standardowo lekarze starają się usunąć raka z organizmu przy pomocy chemioterapii lub napromieniowywania. Te dwa procesy niszczą jednak nasz układ odpornościowy i apetyt.
To są najważniejsze elementy, jakich organizm potrzebuje do zwalczenia raka. Funkcjonowanie układu immunologicznego poważnie zakłócają również operacje. Z tego właśnie powodu u tak wielu ludzi, którzy się im poddali, dochodzi do przerzutów.
Wiele najgorszych chorób, które kiedyś dręczyły świat, teraz daje się łatwo wyleczyć. Kiedy byłem małym chłopcem, kobiety bardziej obawiały się wola niż raka. Niewielki dodatek jodu w diecie uleczył tę dolegliwość. Przez setki lat najstraszniejszymi zarazami były trąd i szczękościsk. Pewien lekarz (Alexander Fleming – przyp. tłum.) odkrył, że można produkować penicylinę ze spleśniałego chleba i leczyć nią bardzo wiele chorób. Od jak dawna mamy do czynienia ze spleśniałym chlebem?
Jestem pewien, że naukowcy znajdą wiele zastosowań oprócz raka dla proszku sporządzonego z korzeni dmuchawca. Ja już znalazłem. Przykładem może być przyspieszająca powrót do zdrowia regeneracja krwi.
JAK PRZETWORZYĆ KORZEŃ DMUCHAWCA
Aby z korzenia dmuchawca zrobić proszek, należy postępować dokładnie tak, jak to podaję. Jakiekolwiek zmiany mogą sprawić, że preparat stanie się bezużyteczny.
1. W dowolnej porze roku należy wykopać garść korzeni mniszka lekarskiego i odciąć liście tuż poniżej korony. Nie myć. Suszyć w temperaturze około stu stopni Fahrenheita (około 38 stopni Celsjusza). Ja robię to w inkubatorze bez wody. Można je również suszyć pod żarówką, pod warunkiem że umieści się je w odległości umożliwiającej osiągnięcie temperatury stu stopni Fahrenheita. Można też wykorzystać promienie słoneczne lub strych, jeśli nie jest tam zbyt gorąco. Suszenie w inkubatorze trwa od pięciu do sześciu dni. Osobiście nie testowałem tego wykorzystując ciepło żarówki. Kiedy przełamie się korzeń i słychać trzask, to znaczy, że jest on gotowy do zmielenia.
2. Gdy już mamy tak przygotowane korzenie, należy wziąć starą żelazną patelnię i czysty młotek i rozkruszać j e poj edyn-czo. Nie należy uderzać zbyt mocno, bo wtedy korzenie będą latały po całym pomieszczeniu. Ja przykrywam korzeń ręką, aby utrzymać go w patelni. Jeśli korzeń lepi się do młotka i patelni i nie kruszy się w palcach, to znaczy, że nie jest wystarczająco suchy. Przygotowanie porcji wystarczającej na tydzień zajmuje od 20 minut do pół godziny. Kiedy nabierze się wprawy, można to robić znacznie szybciej.
Ja mam stare naczynie, którego aptekarze używali do ucierania pigułek. Używanie go znacznie przyspiesza proces. Nie należy używać elektrycznego młynka, zrobiony tak proszek nie będzie działać. W powstającym pyle traci się zbyt dużo wartościowych części. Należy robić tak, jak to zalecam, albo w ogóle. Ja też próbowałem iść na skróty, ale chyba ktoś zaglądał mi przez ramię i wiem, kiedy robiłem błędy. Jestem starym rolnikiem a nie naukowcem, więc nie wiedziałbym sam z siebie, ile powinienem przyjmować.
3. Tak przygotowany proszek można przyjmować o dowolnej porze, biorąc ponad połowę łyżeczki do herbaty i mieszając go z wodą, sokiem pomarańczowym etc. Nie należy stosować żadnych napojów gazowanych, trunków ani niczego gorącego. Kiedy już zmiesza się go z cieczą, należy całość spożyć – nie wolno pozostawiać tej mieszaniny przez dłuższy czas. Proszek należy trzymać w suchym miejscu. Po trzech lub czterech dniach od rozpoczęcia przyjmowania go przyjmujący zacznie odczuwać poprawę samopoczucia, przy czym nie wystąpią żadne inne objawy. Dzieje się tak za sprawą regeneracji krwi. Kiedy naszej krwi jest dobrze, to nam również. W większości przypadków odbudowa układu immunologicznego do stanu, w którym kontroluje on komórki rakowe, a więc powoduje zatrzymanie rozwoju raka, trwa od trzech dni do trzech tygodni. Ta kuracja pomaga w większości przypadków. W czasie jej trwania nie odczuwa się niczego niezwykłego. Człowiek po prostu czuje się z tygodnia na tydzień coraz lepiej. Po trzech tygodniach znika ból w plecach i już w tym momencie wiadomo, że to działa, jeśli, oczywiście, miało się te bóle, tak jak to było w moim przypadku. Jeśli ktoś ma raka kości w kręgosłupie, to na ten efekt trzeba czekać do trzech miesięcy.
Nie jest to szybko działająca kuracja. Ponieważ doprowadzenie swojego ciała do tego stanu trwało długo, przeto zdrowienie też zajmuje dużo czasu. Im wcześniej zaczniemy, tym szybciej pozbędziemy się raka. Młodzi ludzie zdrowieją szybciej od starych, niemniej kuracja ta jest pomocna w każdym wieku. Wiem to, ponieważ sam mam osiemdziesiąt lat i przyjmuję ten środek od ponad trzech lat.
Nie ma nawrotów raka i żadnych niekorzystnych skutków ubocznych, z wyjątkiem tego, że kiedy mój organizm ma dosyć, powiadamia mnie o tym zgagą. Wtedy na pewien czas przerywam kurację. Niektórzy ludzie czują ból brzucha, kiedy potrzebują mniej tego preparatu. Oznacza to również, że rak jest już pod kontrolą, ponieważ nasz organizm nie potrzebuje już go tak dużo. W czasie przyjmowania tego preparatu z reguły nie dochodzi również do przeziębień.
Największym wrogiem tego leczenia jest chemioterapia. Im silniejsza jest chemioterapia, tym mniejsza jest szansa, że ten proszek nam pomoże, ponieważ chemioterapia osłabia nasz układ immunologiczny i pozbawia apetytu – dwóch najważniejszych rzeczy, jakich potrzebujemy do zwalczenia raka. Chemioterapia daje jedynie 10 procent szans na pozbycie się raka. Bez chemioterapii szanse na wyleczenie wynoszą od 75 do 80 procent, przy czym proszek należy przyjmować każdego dnia. Nie możecie pozwolić, aby lekarz zastraszył was typowym w takich sytuacjach powiedzeniem: „Jeśli chce pani/pan zrezygnować z życia, to nie mogę tego pani/panu zabronić". Proszę pamiętać, że 90 procent ludzi, którzy ulegli tej presji i zgodzili się na chemioterapię, jest już na cmentarzu. Proszę nie winić lekarza – mając do dyspozycji to, co ma, robi, co może.
Mogę mówić tylko o tych rakach, o których wiem, że ludzie je mieli, i do leczenia których stosowali korzeń. Preparat ten powinien pomagać również w przypadku raka trzustki, jeśli zacznie się go przyjmować przed utratą apetytu, oraz większości innych odmian raka. To jest pokarm a nie lek. Nie powinien więc zakłócać działania leków, jakie przepisuje nam lekarz. Tylko dwóch lekarzy powiedziało swoim pacjentom po ich cudownym wyzdrowieniu, aby nadal przyjmowali ten proszek. Reszta lekarzy odrzuciła go i ganiła ludzi, nawet gdy rak zniknął. Świat medyczny nie zaakceptuje tego łatwo.
Wracając do zakazu mycia korzeni i pozostawienia na nich odrobiny ziemi, należy stwierdzić, że to jest dla naszego dobra. Znaczna część odporności bierze się z ziemi i zaczyna natychmiast po urodzeniu. Będąc dziećmi dotykamy rękami różnych rzeczy, a potem wkładamy je do ust. Początkowo jest to tylko trochę brudu, ale gdy zaczynamy raczkować, przybywa go. Wszystko, co wpadnie nam w ręce, pchamy do ust. Kiedy dzieci wychodzą bawić się na podwórzu, po ich powrocie do domu okazuje się, że najbardziej ubrudzonymi częściami ich ciała są ich ręce i okolice ust. Ręce są wkładane do ust, bez względu na to, jak są brudne. W gruncie bytuje wiele chorobotwórczych drobnoustrojów i nie wygląda na to, aby sprawiały jakieś kłopoty. Takie postępowanie wzmacnia układ odpornościowy. Niektóre zwierzęta nie mogą żyć bez zjedzenia pewnej ilości ziemi.
NOWE INSTRUKCJE OD GEORGE'A CAIRNSA
Po ukazaniu się tego artykułu odbyłem telefoniczną rozmowę z George'em Cairnsem, w czasie której oświadczył mi, że ma nowsze i lepsze instrukcje, które przedstawiam poniżej. W tej nowej instrukcji nacisk położono na zbiory i przetwarzanie korzeni mniszka lekarskiego w nadziei, że wyrosną wtedy, gdy będziemy ich potrzebowali. Jednak pacjenci cierpiący na raka nie mogą czekać kilka miesięcy na właściwy okres zbioru korzeni, a potem kilka dalszych na mrożenie, sadzenie i zbieranie nowego plonu.
Prześledźmy proces uzyskiwania proszku z korzeni mniszka lekarskiego od samego początku, to znaczy od zebrania nasion. Nasiona znajdują się u podstawy białych puszystych koron, które pojawiają się po dojrzeniu żółtego kwiatu. Kiedy się na nie dmuchnie, odlatują (stąd potoczna nazwa dmuchawiec). Te małe nasionka nie kiełkują aż do następnej wiosny. Zbieram nasiona w maju i czerwcu i wkładam je do zamrażalnika. Tak oszukuję Matkę Naturę – nasiona muszą przejść przez fazę zamarzania, zanim zaczną kiełkować. W ten sposób można zmusić nasiona do rozwoju w tym samym roku, w którym się je zebrało. Ziemię, na której chce się je zasiać, należy przygotować, po czym wysypać nasiona na jej powierzchnię i delikatnie zagrabić do ziemi, a następnie podlać. Zwykle sieję nasiona w sierpniu.
Sadzonki wykopuję w następnym roku w kwietniu. Flan-cowanie staram się wykonać w kwietniu, jako że pod koniec kwietnia rośliny zaczynają kwitnąć, co sprawia, że na ukorzenienie idzie mniej energii. Dobrze jest przez kilka pierwszych miesięcy obrywać pączki kwiatów. Po wykopaniu sadzonek w kwietniu sadzę je w rzędach w odległości od 45 do 50 cm. Motykuję je i pielę, kiedy zachodzi taka potrzeba, starając się nie dopuścić do nich chwastów i trawy. Po około dwóch miesiącach nie będzie już możliwości motykowania, ponieważ dmuchawce pokryją całą powierzchnię ziemi, Wtedy już tylko wyrywam chwasty i trawę i podlewam, kiedy jest tego potrzeba.
Ich wykopywanie zaczynam zwykle w październiku. Do tego czasu niektóre z korzeni mają 2,5 cm średnicy. Strząsam z nich większość piasku (ale nie cały) i kroję je wzdłuż na paski grubości około pół centymetra, tak by schły równomiernie.
Do suszenia wykorzystuję inkubator z wymuszonym obiegiem powietrza bez wody w środku. Ustawiam inkubator na temperaturę 38 ° C lub trochę niższą. Zwykle musi upłynąć około pięciu dni, zanim są gotowe do zmielenia. Można też używać zestawu do liofilizowania (odwadniania) ustawionego na temperaturę 38 ° C. Jeśli zestaw nie ma możliwości ustawienia temperatury, nie należy go używać. Korzenie można suszyć także na słońcu, jeśli włoży się je do czegoś przewiewnego. Należy wieszać je na słońcu i zdejmować późnym popołudniem, po czym wkładać do szczelnego plastykowego worka. Jeśli się tego nie zrobi, będą wchłaniać wilgoć i ich suszenie trzeba będzie zaczynać od początku. Następnego dnia ponownie należy wystawić je na słońce. Jeśli mieszkanie jest już ogrzewane, nie ma żadnego kłopotu, ponieważ wysuszą się wszędzie, gdzie jest ogrzewanie – w pobliżu piecyka lub nadmuchu ciepłego powietrza. Nadmiar piasku odpadnie w procesie suszenia. Matka Natura wie, ile należy go zostawić. Jeśli korzenie są bardzo czyste należy dodać trochę piasku, ponieważ proszek nie będzie bez niego działał.
W czasie sporządzania proszku trzeba starać się nie stracić niczego. Rozbić korzenie na płasko, a następnie mleć w elektrycznym młynku do kawy przez 25 sekund i w ten sposób uzyskać proszek. Można też ubijać je i kruszyć, dopóki nie uzyska się właściwego rozdrobnienia. Ja przez długi okres czasu używałem tłuczka z lanego żelaza i moździerza, które dostałem od przyjaciela. Przy pomocy tego urządzenia można uzyskać proszek o żądanej wielkości ziaren. Proszek należy przechowywać w szczelnym słoju, który najlepiej napełnić po samą pokrywkę. Trzymałem w ten sposób proszek przez dziesięć miesięcy. Słoik należy przechowywać w suchym miejscu.
George Cairns, Woodstock, Illinois, USA
SYROP MNISZKOWY
Na jedną porcję syropu trzeba zebrać 500 kwiatów.
Kwiaty wysypujemy na gazetę, biały papier – wychodzą z nich wtedy lokatorzy 😉
Potem kwiaty dokładnie płuczemy i zalewamy litrem zimnej wody.
Dodajemy cytrynę dokładnie wyszorowaną i pokrojona w plastry.
Wszystko zagotowujemy i na małym ogniu trzymamy jakieś 15-20 min.
Odstawiamy na dobę.
Po tym czasie odcedzamy i dodajemy 1 kg cukru.Gotujemy syropek. Na koniec można dodać sok z połowy cytryny z zlać do słoiczków.
Syrop jest przyjemny w smaku i świetny na chrypkę, na chrząkanie.Można go też pić do herbaty jak sok malinowy.Zawiera dużo soli mineralnych.
Share the post "Mniszek lekarski zwykły czy niezwykły chwast?"
Pewnego dnia osioł wpadł do studni. Zwierzę ryczało żałośnie całymi godzinami… a farmer zastawiał się, co robić. W końcu zdecydował.Ponieważ zwierzę było stare i bliskie śmierci,nie opłacało się go wyciągać. Farmer poprosił o pomoc sąsiadów. Każdy z nich chwycił za łopatę… i zaczęli zasypywać studnię.Na początku, zdawszy sobie sprawę z tego,co się dzieje, osioł przeraźliwie zaryczał. Po czym, ku zdumieniu wszystkich, zamilkł. Po wrzuceniu do studni kilkunastu łopat ziemi farmer zajrzał do środka i ze zdumieniem stwierdził, że osioł żyje. Z każdą spadającą na niego łopatą ziemi osioł robił coś niezwykłego. Strząsał ziemię z pleców i wspinał się na usypaną warstwę.Podczas gdy sąsiedzi farmera nadal zasypywali studnię, osioł cały czas wspinał się po ziemi. Wkrótce wszyscy ze zdziwieniem zobaczyli, jak osioł wychodzi ze studni i rusza biegiem!
Złota myśl:
Życie zasypuje nas różnymi problemami
i trudnościami. Aby wyjść ze studni, trzeba
je z siebie zrzucić. Każdy z naszych kłopotów
to kamyczek, który pozwala nam
wydostać się z dołka. Jeśli nie będziemy
trwać bezczynnie, będziemy w stanie
wydostać się z najgłębszej studni.
www.jeanbaptistelc.fr
Share the post "Studnia Farmer i Osioł"
Stanowi podstawowe wyposażenie każdej domowej apteczki, jednak jak się okazuje, zastosowań tego taniego specyfiku jest o wiele więcej
Popularny środek dezynfekujący, z którego chętnie korzystamy w domu, to nadtlenek wodoru (H2O2), popularnie zwany wodą utlenioną. Jest znany, powszechnie dostępny i tani – buteleczkę kupimy już za cenę jednego złotego. Sprzedawany jest nie tylko w płynie. W aptekach dostaniemy też wodę utlenioną w żelu. W sytuacji łagodniejszych zadrapań cienka warstwa preparatu może zastąpić nawet plaster, ponieważ nie spływa z miejsca aplikacji, tworząc delikatny, żelowy opatrunek. Jeżeli powodem dyskomfortu jest stłuczenie, dobrze jest sięgnąć po chłodzący spray, który zadziała przeciwobrzękowo i złagodzi ból. Szklane buteleczki z wodą utlenioną można zastąpić jednorazowymi saszetkami, nasączonymi preparatem. Eksperci ostrzegają jednak, że nie warto stosować wody utlenionej na niewielkie skaleczenia. Nie tylko zabija bowiem bakterie, ale także zdrowe komórki, spowalniając tym samym gojenie się rany.
Preparat do picia
Przez wiele lat woda utleniona była znana jedynie jako doskonały środek antyseptyczny, stosowany do dezynfekcji ran. Tymczasem pojawiły się publikacje przekonujące, że aby najlepiej skorzystać z cudownych właściwości wody utlenionej, należy ją pić. Na forach internetowych krążą opinie, że to doskonały środek zabijający beztlenową, patogenną mikroflorę, grzyby Candida itp. oraz specyfik ogólnowzmacniający układ odpornościowy. Takie właściwości ma mieć woda utleniona spożywcza.
Organizm sam (a dokładnie leukocyty i granulocyty) wytwarza nadtlenek wodoru z wody i tlenu cząsteczkowego. W przyrodzie występuje tlen w postaci cząsteczkowej (w powietrzu) natomiast tlen w postaci atomowej występuje w organizmie. Nadtlenek wodoru rozpada się na wodę i tlen atomowy, a tlen atomowy jest nieodzowny do funkcjonowania wszystkich komórek
Pisze o tym w swej książce profesor medycyny Iwan Nieumywakin, który już 40 lat zajmuje się leczeniem i uzdrawianiem ludzi. W publikacji pt. "Woda utleniona na straży zdrowia" lekarz tłumaczy, że nadtlenek wodoru niszczy w organizmie wirusy, bakterie i grzyby. Leży u podstaw wszystkich procesów fizjologicznych, biochemicznych i energetycznych zachodzących w organizmie.
Nieumywakin, współtwórca tzw. medycyny kosmicznej – metod leczenia i wykonywania zabiegów w ekstremalnych warunkach panujących na orbicie okołoziemskiej, stworzył metodę leczenia poprzez picie wody utlenionej i jest jej wielkim popularyzatorem.
Mówi, że kurację zaczyna się od 1 kropli rozpuszczonej w 1/4 szklanki wody 3 x dziennie i codziennie zwiększa się o 1 kroplę, dochodząc do 10 kropli 3 x dziennie. Potem trzeba zrobić przerwę 2-3 dni.
Prof. Nieumywakin prowadzi Centrum Leczniczo-Profilaktyczne w Moskwie, gdzie leczy m.in. wodą utlenioną, tłumaczy, że w wyniku złego odżywiania, zanieczyszczenia środowiska i innych szkodliwych czynników, układ odpornościowy ulega osłabieniu. Jego komórki nie są zdolne do likwidowania wszystkich zagrożeń.
Autor traktuje przyjmowanie roztworu nadtlenku wodoru jako sposób na jego wspomożenie. Będąc bardzo mocnym utleniaczem, niszczy on każdą patogenną mikroflorę – niezależnie od tego czy są to grzyby, wirusy, czy bakterie. Nie brakuje naukowców, którzy wtórują Nieumywakinowi, twierdząc, że picie wody utlenionej pomaga na wszystko – od astmy, przez cukrzyce, choroby serca, nowotwory, po stwardnienie rozsiane.
Mimo fanów tej metody leczenia, temat picia wody utlenionej budzi duże kontrowersje. Nie ma bowiem żadnych badań potwierdzających skuteczność takiego sposobu leczenia, więc decydując się na taką terapię, podejmujemy spore ryzyko. O ile bowiem nietypowe stosowanie tego preparatu zewnętrznie najwyżej nie pomoże, o tyle wypijanie wody utlenionej może mieć groźniejsze konsekwencje. Zanim więc zdecydujemy się na tą odważną cud-terapię, lepiej omówmy tą kwestię z lekarzem.
Źródło wp.pl
Share the post "METODA NIEUMYWAKINA"
Wzrost liczby ludności oraz starzenie się społeczeństwa sprawia, że coraz więcej z nas zapada na nowotwory. Nie dziwi więc fakt poszukiwania jakichkolwiek środków, które mogą leczyć raka. Wśród takich specyfików coraz częściej wymienia się sodę oczyszczoną
Wśród najgroźniejszych czynników ryzyka zachorowań na nowotwory jest otyłość. Jest dużo groźniejsza niż nawet palenie papierosów. Większość ludzi nie jest tego świadoma, choć specjaliści od dawna ostrzegają, że nadmierna masa ciała zwiększa ryzyko raka jelita grubego, przełyku, trzustki, nerki oraz raka piersi. Oczywiście również wspomniane papierosy rujnują zdrowie. Nikotynizm jest obecnie głównym czynnikiem wywołującym nowotwory. Nawet młode kobiety, które je palą, są bardziej narażone na raka piersi.
To brak równowagi chemicznej, lub osłabiony system odpornościowy, czynią organizm otwarty na ataki bakterii, wirusów i grzybów. Do tego brak ruchu, fatalne odżywianie oraz wszechobecne toksyny i stres.
Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) nie pozostawia nadziei. Ostrzega, że nad cały świat nadciąga prawdziwe „tsunami” zachorowań na nowotwory.
W 2025 r. liczba przypadków tej choroby wzrośnie z 14 mln do 19 mln rocznie, w 2030 – do 22 mln, a w 2035 – aż do 24 mln – prognozuje "World Cancer Report 2014".
Coraz częściej słychać, że nie tylko konwencjonalne leczenie w przypadku raka daje dobre wyniki. Nie brakuje głosów, że istnieje bardzo dużo naturalnych i tanich przepisów na leczenie raka, a cała sztuczka (lub tajemnica) sprowadza się do odkwaszenia organizmu. Zanim to jednak nastąpi, należy sprawdzić, czy pH naszego organizmu jest odpowiednie. Tylko przy zachowanej właściwej równowadze kwasowo-zasadowej, organizm ma prawo działać sprawnie. Stany poniżej pH 7,45 prowadzą do zaburzeń, szczególnie działania enzymów i hormonów, usuwanie toksyn jest zahamowane. Może to prowadzić do chorób takich jak cukrzyca, reumatyzm i chorób nowotworowych.
Organizm można odkwaszać na różne sposoby. Chodzi tylko o wyeliminowanie kwaśnego środowiska z organizmu, w którym rozwija się zarówno grzyb jak i nowotwór. Skuteczna jest dieta bogata w warzywa, owoce, czy kaszę jaglaną.
Tak też działa soda oczyszczona, która pozwala utrzymać zasadowy odczyn w organizmie. Udowodniono, że otoczenie nowotworu i sam guz nowotworowy ma odczyn kwaśny (pomiędzy 6.5 a 6.9 ), a komórki zdrowe, lekko odczyn lekko zasadowy (pomiędzy 7.2 a 7.5pH). Soda oczyszczona posiada pH 10,3 – jest więc związkiem wysoko zasadowym.
Propagatorem alkalizowania ciała sodą oczyszczoną wzbogaconą melasą jest Vernon Johnston. Kurację rozpoczął, gdy zdiagnozowano agresywnego raka prostaty w IV stadium z przerzutami do kości miednicy. Vernon przeszedł też na odkwaszającą (wegańską) dietę. W kuracji stosowanej przez Vernona, a powielanej przez wiele innych osób (również lekarzy), składnikiem jest melasa lub syrop klonowy i soda oczyszczona.
Jak tłumaczą działanie jest tu wyjątkowo proste – komórka rakowa żywi się cukrem – rzuca się więc na niego, jednocześnie wciągając do wnętrza cząsteczki sody, które powodują uzasadowienie komórki rakowej i jej rozpad.
Zalecenia mówią, że specjalny roztwór należy pić raz dziennie przez 5 dni. Zawsze musi być spożywany na 2 godziny przed lub po posiłku. By go zrobić, potrzebna jest 1 łyżeczka sody oczyszczonej organicznej i 1 łyżeczkę melasy lub syropu. Składniki rozpuszcza się w 1 szklance świeżej wody. Ponieważ soda rozpuszcza się w wodzie o temperaturze co najmniej 20 st. C, taką powinna mieć temperaturę. Oczywiście zawsze przed jakąkolwiek kuracją trzeba skonsultować się z lekarzem.
Źródło wp.pl
Share the post "METODA WERNONA JONHSTONA"
Być szczęśliwym to proste. Wystarczy zdecydować, że tak chcesz odczuwać. Najczęściej jednak zapominasz, że to ty sam decydujesz o własnym nastawieniu do świata i o własnych myślach. Wydaje ci się, że potrzebujesz specjalnego zdarzenia: wygranej na loterii, wspaniałej randki, cudownej wycieczki. Tymczasem wszystko jest w nas w środku. Poczucie bycia szczęśliwym zadowolenie błogostan to tylko odczucie i przekonanie, które można samemu w sobie rozbudzić bez względu na okoliczności.
Oto wstaje kolejny dzień. Budzisz się, otwierasz oczy i za oknem widzisz szarugę. Deszcz monotonnie wystukuje swój rytm na parapecie okna, a ciemne chmury zabierają resztki światła. Jest buro i ponuro. Wzdychasz ciężko i mówisz sobie, że jest paskudnie, ale trzeba wstać i iść do pracy. Nie masz na nic ochoty i twoje ruchy są niezborne, zmęczone, smutne, jak ty sam. W złym humorze powłócząc nogami, idziesz do łazienki, strącając po drodze ulubiony kubek na podłogę. Naczynie pęka i rozsypuje się na drobne kawałki, a resztki wczorajszej herbaty rozlewają się po dywanie brudną plamą. Klniesz i pędzisz po ścierkę, mamrocząc pod nosem, że nieszczęścia chodzą parami, a przy okazji wpadasz w poślizg i łokciem rozbijasz lustro w łazience. No to teraz czeka cię siedem lat nieszczęścia…
Zacznijmy ten dzień jeszcze raz. Otwierasz oczy i widzisz, jak strugi deszczu wesoło spływają po szybie. Skrawki światła załamują się na kroplach wody i malują na ścianie cudowna tęczę. „Och, tęcza – to znak szczęścia” – myślisz pogodnie i wyskakujesz raźno z łóżka. Od razu nastawiasz ulubioną muzykę i w jej rytmie lekkim krokiem zmierzasz do łazienki. Rękawem zahaczasz o kubek po herbacie, ale w tanecznym pas zgrabnie chwytasz go w locie, zanim dotknie podłogi. Podśpiewując radośnie wpadasz w poślizg na mokrych kaflach, ale wesoły piruet powoduje, że bez szwanku chwytasz równowagę, opierając się o ścianę. Dostajesz ataku śmiechu na widok swojego odbicia w lustrze, które bez wahania obnaża skomplikowaną pozycję i stojące na sztorc włosy. Śmiejesz się z tego przez następne pół godziny, co ładuje cię pozytywna energia na cały piękny i szczęśliwy dzień…
Oto dwa scenariusze. To ty decydujesz, który wybierzesz. Nawet, jeśli początkowo będzie ci sprawiać trudność, by cieszyć się od rana nowym dniem, to po jakimś czasie nauczysz się i wyrobisz sobie nawyk bycia pogodnym i szczęśliwym. Te dwie jakości niezmiennie idą ze sobą w parze. Człowiek radosny jest szczęśliwy.
Poniżej podaję zupełnie przykładowe 100 sposobów na to, aby poprawić sobie nastrój. Możesz wybrać choćby jedną rzecz, która ci się spodoba. Możesz też wybrać sobie kilka i rozwijać w sobie radość. Stąd już prosta droga do tego, aby stale być pogodnym, a to jest najlepszy sposób na szczęście.
1. Śmiej się przez co najmniej 5 minut, jak tylko wstaniesz. Z czegokolwiek.
2. Słuchaj często ulubionej muzyki, wybierając taką, która poprawi ci nastrój.
3. Tańcz przy każdej okazji.
4. Oglądaj dobre i wesołe filmy.
5. Czytaj piękne książki i czasopisma.
6. Rozmawiaj z pogodnymi osobami – bezpośrednio lub przez telefon.
7. Doceniaj sztukę, czerp radość z czytania poezji, podziwiania malarstwa lub oglądania widowisk teatralnych.
8. Chodź na spacery i głęboko oddychaj, dotleniając cały organizm.
9. Przebywaj wśród zieleni, podziwiaj piękne widoki, pozwól naturze, aby działała na ciebie swoją harmonijną mocą.
10. Przytulaj się do drzew, korzystaj z ich dobroczynnej siły.
11. Pływaj często, pozwalając wodzie, aby wymywała z ciebie wszystkie smutki.
12. Uprawiaj sporty, doceniając pozytywny wpływ aktywności fizycznej na ciało i ducha.
13. Poświęcaj się swojemu hobby, ciesząc się każdą chwilą spędzoną na ulubionych zajęciach.
14. Miej pasje, które będą dodawały ci radosnej energii każdego dnia.
15. Hoduj koty i obserwuj ich wesołe zabawy. Przytulaj się do nich i pozwól, aby uzdrawiające mruczenie napełniało cię pozytywna energią.
16. Hoduj psy, baw się z nimi i czerp radość z ich przyjaznej obecności.
17. Spotykaj się z ludźmi, których lubisz, dużo rozmawiaj i śmiej się jak najczęściej.
18. Nie przejmuj się skomplikowanymi sprawami. Rozwiązuj problemy, ale bez niepotrzebnego zamartwiania się. Szukaj we wszystkim dobrych stron.
19. Opowiadaj żarty. Czytaj w internecie strony poświęcone humorystycznym tekstom.
20. Maluj obrazy. Pozwól sobie na odważne wyrażanie swojej twórczości.
21. Rób sobie relaksująca kąpiel w aromatycznej wodzie z dodatkiem płatków róż. Używaj pachnących balsamów i kremów. Rozpieszczaj swoje zmysły.
22. Jedz czekoladę – pomaga w produkcji endorfin, które odpowiadają za poczucie przyjemności. Podobnie działają banany.
23. Kochaj ludzi. Patrz na nich z życzliwością. Odwzajemnią się tym samym.
24. Kochaj siebie. Rób sobie prezenty i drobne przyjemności.
25. Myśl o sobie pozytywnie. Od czasu do czasu wypisz na kartce 30-60 swoich dobrych cech i odczytuj je.
26. Baw się z małymi dziećmi. Czerp radość z ich niepowtarzalnej zabawnej filozofii.
27. Chodź na randki i flirtuj. Jeśli jesteś w związku, flirtuj ze swoim partnerem.
28. Zakochaj się i podtrzymuj w sobie ten stan, ciesząc się każdym drobiazgiem w waszej relacji.
29. Bądź zawsze zakochany w życiu. Ciesz się słońcem i deszczem, i tęczą na niebie.
30. Zrób coś niezwykłego, co pozwoli ci uwierzyć w siebie, np. skocz ze spadochronem.
31. Zrób coś dobrego dla kogoś. Otocz opieką chorego, nakarm bezdomnych, pomóż fundacji, poczuj się potrzebnym i szlachetnym człowiekiem.
32. Medytuj.
33. Pracuj z energią Reiki.
34. Ćwicz Tai Chi.
35. Hoduj kwiaty lub sadź zioła – ciesz się ich pięknem i zapachem.
36. Bierz udział w warsztatach rozwojowych. Pracuj nad sobą.
37. Naucz się cieszyć chwilą. Doceniaj piękno TU i TERAZ.
38. Spotykaj się z osobami o podobnych zainteresowaniach i wspólnie wymieniajcie się doświadczeniami.
39. Uczestnicz w spotkaniach z duchowymi nauczycielami. Sama ich obecność pomaga podnieść energię.
40. Rozwijaj nowe umiejętności. Ucz się języków obcych lub malowania albo gry w szachy.
41. Stale szukaj zajęć, które mogą dać ci mnóstwo radości. Bądź świadomy, że wokół ciebie jest mnóstwo niepoznanej jeszcze przez ciebie magii.
42. Zadbaj o swój sen. Staraj się zawsze być wyspany i wypoczęty.
43. Jedz dobre rzeczy i rozkoszuj się zmysłem smaku.
44. Od czasu do czasu skorzystaj dobrodziejstwa SPA.
45. Poddaj się masażowi relaksacyjnemu i pozwól sobie na pełne odprężenie.
46. Rozkładaj Karty Aniołów. Rozmawiaj z Aniołami.
47. Czytaj książki o duchowej tematyce. Samo czytanie podniesie ci energię.
48. Powtarzaj sobie pozytywne afirmacje, najlepiej w formie wesołych wierszyków.
49. Śpiewaj w wannie i pod prysznicem. Śpiewaj wszędzie tam, gdzie nikomu to nie przeszkadza.
50. Od czasu do czasu stań lub połóż się w pełnym słońcu i pozwól, by jego ciepło wypełniło każdą komórkę twojego ciała uzdrawiającą energią.
51. Korzystaj z dobroczynnego działania aromaterapii. Otaczaj się pięknymi zapachami świec i olejków.
52. Zastosuj flakonik Aura Soma i ciesz się jego działaniem.
53. Wyjdź nocą przed dom lub na balkon i podziwiaj rozgwieżdżone niebo nad sobą.
54. Załóż Dziennik Wdzięczności i codziennie zapisuj w nim dobre rzeczy.
55. Zrób Mapę Marzeń i zaprogramuj sobie mnóstwo cudownych zdarzeń.
56. Zajmij się „newilizacją” – ze szczegółami opisuj w specjalnym zeszycie wszystko to, czego pragniesz.
57. Każdego dnia znajdź chociaż 5 minut na to, aby snuć piękne marzenia.
58. Oglądaj w Internecie piękne obrazy i zdjęcia, które szczególnie cie zachwycają. Napełniaj się pięknem przy każdej okazji.
59. Zorganizuj pomysłowy wieczór dla swojego przyjaciela. Wymyśl mu mnóstwo ciekawych i wesołych przyjemności.
60. Od czasu do czasu zmień swój wygląd, fryzurę i styl ubierania. Poczuj się zupełnie nową osobą.
61. Chodź w nowe miejsca, poznawaj nowych ludzi i nowe tematy. Niech każdy dzień będzie dla ciebie czymś innym i niezwykłym.
62. Znajdź swoją pracę życia. Rób zawodowo to, co sprawia ci przyjemność.
63. Rozwijaj się twórczo. Jeśli masz jakieś zdolności, miej również czas, aby je wykorzystać.
64. Jeśli masz talent, pokazuj go innym, naucz się autoekspresji i ciesz się podziwem przyjaciół. To podnosi twoja samoocenę.
65. Staraj się realizować marzenia: pływaj z delfinami, wydaj książkę, namaluj obraz…
66. Zrób czasem coś szalonego – zatańcz w deszczu, biegaj boso po kałużach…
67. Śmiej się z samego siebie, to utrąca ego. Śmiej się, gdy się potkniesz, upuścisz coś lub strzelisz gafę.
68. Zachwycaj się otwarcie każdym drobiazgiem. Wyrażaj swój podziw dla wszystkiego, co piękne.
69. Zmień optykę – dostrzegaj tęczę w kałuży i urok kropel rosy na trawie. Dostrzegaj piękno w chmurach i deszczu.
70. Baw się twórczo i wesoło. Latem buduj zamki z piasku, a zimą lep bałwana i rzucaj śnieżkami.
71. Szukaj w życiu dobra. Zwracaj uwagę na wszystko, co jest szczególnie pozytywne. Pokazuj innym, ile piękna ich otacza.
72. Pociesz kogoś, kto jest smutny. Spowoduj, że się uśmiechnie.
73. Każdego dnia powiedz komuś coś dobrego, pochwal kogoś.
74. Zamieniaj negatywne słowa na pozytywne. Mów tylko dobre rzeczy.
75. Naucz się akceptacji. Nie trać energii na krytykowanie ludzi, którzy robią coś, co ci się nie podoba.
76. Chociażby dzisiaj nie złość się na nikogo. Staraj się, aby takich dni było jak najwięcej.
77. Kolekcjonuj uśmiechy. Wymieniaj je z ludźmi, nawet tymi zupełnie nieznanymi.
78. Opowiadaj lub pisz piękne historie. Układaj bajki.
79. Zadbaj o swoje wewnętrzne dziecko. Okazuj mu wiele ciepła i czułości. Jeśli czujesz taka potrzebę – śpij z pluszowym misiem.
80. Pozwól sobie na odkrycie szczęśliwego dziecka w sobie. Kup zabawkę, o jakiej zawsze marzyłeś.
81. Często myśl o kimś, kogo kochasz.
82. Wybacz wszystkim, do których masz pretensje. Wybaczenie przynosi ulgę nieporównywalna z niczym innym.
83. Wybacz sobie, masz prawo do słabości, więc poczuj się doskonały taki, jaki jesteś.
84. 14 razy dziennie przytul kogoś bliskiego.
85. Proś ludzi o pomoc, jeśli jej potrzebujesz. To sprawia, że zaczynasz szanować siebie.
86. Ufaj ludziom i czuj się bezpieczny w nurcie życia. Twoje poczucie bezpieczeństwa buduje prawdziwe bezpieczeństwo.
87. Miej jak najwięcej przyjaciół. Znajduj dla nich czas i ciesz się ich życzliwą obecnością.
88. Podziwiaj wschody lub zachody słońca. Dostrzegaj przepiękne misterium natury.
89. Zrezygnuj z wiary w czarnego kota. Zobacz wszędzie tylko dobre zwiastuny i znaki przynoszące szczęście.
90. Odmawiaj mantry, módl się, afirmuj i wykonuj duchowe praktyki.
91. Zrezygnuj z pośpiechu. Zatrzymaj się, zwolnij, zobacz piękno świata…
92. Codziennie stań przed lustrem i powiedz do swojego odbicia, że dzisiaj wybierasz szczęście.
93. Wpisz sobie w komputerze powitanie: „Dzień dobry Szczęściarzu!”.
94. Zbieraj minerały i programuj je, aby przynosiły ci powodzenie.
95. Zastosuj Feng Shui i stwórz w swoim otoczeniu strefę wielkiej pomyślności.
96. Codziennie potwierdzaj doskonałość Wszechświata i uświadamiaj sobie, ze otacza cię pełna harmonia.
97. Wybieraj pozytywne myśli. Postrzegaj szklankę zawsze w połowie pełną.
98. Bądź dobry dla ludzi. Nie krytykuj, nie oceniaj, nie zrzędź. Im więcej dobra rozdajesz, tym więcej do ciebie wraca..
99. Podróżuj i poznawaj świat.
100. Proś Anioły pomoc w rozwiązywaniu trudnych sytuacji. Powierzaj kłopoty. Pozwól je sobie zdjąć z barków.
To tylko początek listy. Ty możesz ją doskonale uzupełnić wieloma innymi sposobami. Zrób to jeszcze dzisiaj.
Jeśli chcesz być szczęśliwy – po prostu bądź szczęśliwy!
Źródło: Prosperita
Share the post "Być szczęśliwym"
|
|
Najnowsze komentarze