Kategorie

Sok zaparcia

dem

4 marchewki

1 jabłko

1 szklanka surowej kapusty kiszonej

Alternatywnie

 

1 jabłko

1 szklanka surowej kapusty kiszonej

1/2 główki sałaty masłowej

Sok Wątroba

dem
1 czarna rzodkiew lub 6-8 czerwonych rzodkiewek

12 dużych zielonych i żółtych liści cykorii

6 łodyg szparagów

3 marchewki

1 ogórek

Sok Woreczek żółciowy oczyszczanie

dem

6 marchewek

1 mały czerwony burak

1/2 cytryny

6 czerwonych rzodkiewek lub jedna czarna rzodkiew

Sok wspomagający system immunologiczny

dem

Nasiona z 2 dużych granatów

4 duże marchewki

sok z 1/2 limonki

1 łyżka stołowa syropu klonowego

Ważna Uwaga!

demJednym z moich celów jest podzielenie się z wami naturalnymi metodami walki z nowotworem. Informacje, które piszę pochodzą z różnych źródeł, ale nie mogą być przez was traktowane jako porady lecznicze. Przed jakimiś zmianami w obecnym sposobie leczenia należy skonsultować się z lekarzem prowadzącym. Nikt jeszcze nie wynalazł skutecznego leku na wszystkie rodzaje raka, ale walczyć trzeba, bo życie jest zbyt piękne, by je podporządkować chorobie nieprawdaż?

dem

Walka z RAKIEM

Od dziecka marzyłam żeby zostać lekarką wojskową. Dlaczego tak? Myślę, że to wpływ między innymi filmu czterej pancerni i pies. Zawsze w swoich zabawkach miałam igły, strzykawki i jedną lalkę, która musiała znosić wszystkie zabiegi. Były też i misie ale niestety wypchane trocinami i po wstrzyknięciu setek zastrzyków z wody były do wyrzucenia:)W ciągu dalszych lat moja świadomość ukształtowała się na tyle, że wiedziałam na pewno na czym będzie polegała moja praca. Pierwszego poważnego wyboru musiałam dokonać po maturze dostałam się na wydział lekarski i na pielęgniarstwo. Wtedy miałam duży dylemat, ale teraz po 20 latach stwierdzam, że mój wybór był zdecydowany i trafny. Zostałam pielęgniarką. Uwielbiam pracę z ludźmi, lubię im pomagać, wysłuchać, doradzić. Choroba jest stanem, gdzie każdy z nas oczekuje zrozumienia, ciepła drugiego człowieka i opieki. Wtedy czuje się silniejszy, zmotywowany i rusza do walki z chorobą. Wystarczy jednak jedno małe zwątpienie i wszystko runie jak przysłowiowy domek z kart. Nie pracuję sama. Jest ze mną zawsze mój Anioł Stróż. To prawda, że czasami się nie rozumieliśmy, nasze drogi się mijały, teraz jest pełna współpraca. Nawet wtedy gdy czuję, że zaczyna mi brakować cierpliwości, albo natłok pracy nie pozwala na poświęcenie tyle czasu choremu ile pacjent wymaga On sprowadza mnie do pionu i po chwili już wpadam na dobre tory. Przyjaciel to za małe słowo. Jest dla mnie najważniejszy, jest moim przewodnikiem, pocieszycielem, nauczycielem i ogniwem z Bogiem. Wiele zniesie. Zdążyłam już się o tym przekonać, gdy dowiedziałam się, że mam raka. Ja służba zdrowia, osoba, która opiekuje się chorymi ma raka? Przecież to niemożliwe. To naprawdę mnie dotyczy??! Gniew, płacz, ból, niedowierzanie. Wykrzyczałam to mojemu Aniołowi i usłyszałam ….ciszę. Cisza, aż dzwoniła mi w uszach. Pomyślałam no tak jak się krzyczy to wtedy się nie słyszy co ktoś ma do powiedzenia. Powoli spływał na mnie spokój. Jednak nie do końca. Jeszcze miałam nadzieję, że badanie histopatologiczne wyjdzie dobrze. Pierwsze wyszło źle, ale może nastąpiła pomyłka. Zdarza się prawda? Jednak nie tym razem. Tak nie było. To Rak i koniec kropka. Kiedy już pogodziłam się z diagnozą zaczęłam się modlić i rozmawiać z moim Aniołem. Zaczęłam od tego, że moja choroba jest po coś. Z jednej strony rozważałam krzyk mojego ciała, coś jest nie tak, że pojawił się objaw w postaci raka , a z drugiej strony doświadczenie. Pracując z osobami z rakiem zawsze mówię proszę się nie martwić, teraz są różne możliwości, zdobycze medycyny radzą sobie z wieloma przypadkami. Mówiłam to w formie pocieszenia, a teraz z moim doświadczeniem może będę bardziej przekonująca. Może właśnie to tak ma być? Kiedyś czytałam o terapeucie, który pracował z narkomanami. Żeby ich zrozumieć i im pomóc skutecznie też przeszedł przez narkomanię i odwyk. Może to na tym polega??! Prawda przyszła bezlitosna. Rak się potwierdził. Jednak dzięki ogromnemu wsparciu bliskich i znajomych ta diagnoza już nie była tak druzgocąca jak pierwsza. Wtedy pomyślałam, że w życiu miałam wiele wyzwań więc i to muszę podjąć. Raczej nie należę do osób, która się poddają łatwo. Znowu modlitwa i rozmowa z Aniołem żeby nie był złośliwy i żebym nie musiała brać chemii….Wierzę w to, że nic nie dzieje się przypadkowo. Spotkałam znajomego, lekarza od tego momentu moje życie obróciło się o 180 stopni. Już wiedziałam, że walkę podejmę i mam zamiar ją wygrać. Czemu to spotkanie było tak ważne? Mój nazwijmy go tak Szaman uświadomił mnie w tym co już do mnie doszło, ale nie całkiem. Rak to nie choroba to wołanie ciała o pomoc. Trzeba w takim razie działać żeby nie było za późno. Niekoniecznie metodami konwencjonalnymi. No cóż takich metod nie znałam. Słyszała gdzieś tam o noni, wilka korze, ale żadnych konkretów. Rady Szamana potraktowałam jako kolejne zlecenie lekarskie. To wszystko podtrzymywało mnie na duchu i dawało choć odrobinę kontroli nad moim życiem. Od tego czasu oprócz życia normalnego zaczęłam zajmować się zabijaniem komórek nowotworowych. To kolejna moja praca która ma zwiększyć szanse na przeżycie. Mam dla kogo żyć. Mam męża, syna, chrześniaki, psa, przyjaciół, znajomych, pacjentów. Cudownych przyjaciół, którzy się zwarli w szeregi i stanęli za mną murem. Czego można więcej oczekiwać. Czy to nie jest największy dowód wiary i miłości bliźniego? Uświadomiłam sobie też, że życie jest bezcennym darem o który troszczymy się dopiero wtedy, gdy go tracimy. To wpływa w sposób decydujący na to, jak myślimy. Nagle straszliwie ważne staje się to, żeby żyć „właściwie”, w każdym znaczeniu tego słowa. Rozumiesz, że twoje szanse na dożycie starości znacząco się zmniejszyły. Słynna maksyma „carpe diem” nabiera osobistego wymiaru.

Optymizm to kolejny mój sprzymierzeniec. Ja zawsze patrzę na wszystko w różowych kolorach nawet wtedy, gdy wydaję się, że jest źle, bardzo źle. Zaczęłam od stwarzania rakowi środowiska zasadowego. Warzywa , owoce , kąpiele zasadowe, woda zasadowa. Skąd woda? Z jonizatora, który otrzymałam w prezencie od przyjaciół. Od Szamana zestaw ziół i wiele wiele cennych wskazówek, a przede wszystkim nadzieję i siłę dam radę:) Moja modlitwa została wysłuchana. Okazało się, że to co noszę w sobie jest mało złośliwe i na dzień dzisiejszy nie potrzeba podawać chemii. Dopiero jak coś zacznie się dziać. Niestety jest w fatalnym miejscu nieoperacyjnym i szanse na zabicie go chemią też są niewielkie. Można go tylko powstrzymać lub nieco zmniejszyć. Z tą radosną wiadomością podzieliłam się najpierw z moim szefem. Jak usłyszał huurra nie dostanę chemii chyba spojrzał na mnie bardzo bardzo dziwnie. Myślę, że jako lekarz woli zoperować, dać chemię i zabić komórki rakowe. A tu ja cieszę się, że będę tylko pod kontrolą radiologiczną…. Nie jest łatwo gotować i przygotowywać rodzinie posiłki i jeść tylko warzywa i owoce. Ale jak pomyślę, że on tego nie lubi uśmiech satysfakcji pojawia się na mojej twarzy. Po co to piszę ? Po to żeby wszyscy w podobnej sytuacji nie tracili wiary i nadziei. Bóg istnieje i pomaga trzeba tylko sobie wypracować właściwy z Nim sposób komunikacji. Uważam, że nic w życiu nie dzieje się przez przypadek. Trzeba żyć pełnią życia i brać to co ono nam oferuje nawet wtedy, gdy nam się to nie podoba. Trzymajcie za mnie kciuki. To początek mojej nowej drogi w uzdrawianiu mojego ciała.

Codzienność z rakiem

Codzienność z rakiem

„Każdy dzień przeżyj tak jakby był twoim ostatnim.” Właśnie niedawno dotarło do mnie, że w mojej sytuacji jest to powiedzenie niezwykle realne. Czasem w natłoku dnia codziennego zapominam o tym, ale nie na długo. Cóż życie jest za krótkie. Myślę, że trzeba po prostu zapiąć pasy i dać się cieszyć tą jazdą póki możemy. Bez żadnych wątpliwości, bez żadnych ukrytych niepokojów. Każde doświadczenie nawet to najgorsze , każda decyzja nawet ta zła czegoś nas uczy. Nie powinniśmy bać się popełniania błędów, ale starać się je jak już są naprawiać. Rzucanie się na wszystko z głową w dół nie ma sensu. Ostatecznie z każdej sytuacji jest jakieś wyjście. Na szczęście istnieje coś takiego jak nieprzewidziany czynnik, prawdopodobieństwo, że zdarzy się coś zupełnie niespodziewanego, coś zdumiewającego. Dzięki temu życie staje się przygodą. Wchodź w to i rzuć się światu w ramiona!

Rak nietolerancja

Tak sobie od jakiegoś przeglądam wpisy różnych osób, które zmagają się z tym samym co ja. Niestety nie podoba mi się podejście osób, które te wpisy komentują! W wielu płaszczyznach naszego życia spotykamy się z nietolerancją. Wiem wiem stary wyświechtany temat , ale jakże na czasie. Pozwólcie, że trochę go odkurzę. Nietolerancja polega na BRAKU SZACUNKU I WYROZUMIAŁOŚCI dla cudzych poglądów. Regułka jest szersza, ale mi właśnie o poglądy chodzi. Niestety w większości ofiarami nietolerancji padają osoby „inne”, niepełnosprawne, chore, słabsze psychicznie. Każdy z nas ma inny charakter, inną osobowość i inne upodobania. Są ludzie otwarci, szczerzy, towarzyscy i lubiani. Są także i tacy, którzy boją się otworzyć na świat. Zamknięci w sobie, małomówni. Takie osoby są najczęściej wyśmiewane. Takie osoby, bezsilne i lękliwe padają najczęściej ofiarami nietolerancji. Są często maltretowane psychicznie, przez co tracą pewność siebie i coraz bardziej zamykają się w sobie. Nierzadko prowadzi to do poważnych stresów, niekiedy depresji, a nawet prób samobójczych. Niestety nietolerancja również sięga do sposobów leczenia i walki z chorobami. Każdy z nas ma wolny wybór jeśli chodzi o metody leczenia i terapii. Szczególnie w chorobach ciężkich często nieuleczalnych. Niestety coraz częściej na różnych forach o podobnej tematyce spotyka się ludzi, którzy negują, wyśmiewają metody leczenia naturalnego. W tym momencie chciałabym żeby każdy uderzył się w pierś i postawił się w sytuacji ciężko chorego. No cóż jest to trudne prawda? Jesteś zdrowy a masz poczuć się chory. Obawiam się, że kto tego wszystkiego nie przeszedł nie jest sobie nawet w minimalnym stopniu wyobrazić jak to jest! Teraz odpowiedz na pytanie czy taki człowiek MA COŚ DO STRACENIA? W takim razie skąd to ośmieszanie? Jeśli ty wybrałbyś ( wybrałabyś) metodę zalecaną przez onkologa ok twoja sprawa. Idź bierz chemię, naświetlaj się operuj ALE BĄDŹ TOLERANCYJNY dla tych, którzy próbują ratować się inaczej. Mieszkamy w wolnym kraju i każdy może postąpić tak jak uważa to za stosowne. Odrobina wsparcia i zrozumienia jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Powinniśmy cieszyć się i dziękować Bogu, że świat jest tak ludzko różnorodny i z każdym dniem możemy odkrywać go na nowo. Kochani świat zbudowany jest na wierze i miłości więc bądźmy lepsi dla siebie, a życie stanie się piękniejsze.

Wszystko jest możliwe niemożliwe wymaga po prostu więcej czasu

Pytacie czy jeszcze coś napiszę. Pewnie tak, choć powrót tutaj to powrót do myśli o chorobie i zdarzeniach o których niewątpliwie warto zapomnieć. Dopiero cieszyłam się z postanowienia konsylium, a tymczasem ktoś podważył je i w efekcie końcowym wylądowałam na onkologii celem dalszego diagnozowania. Trochę przeszkodziło mi to w normalnym funkcjonowaniu. Ledwie co udało mi się wyjechać na malutkie pięć dni w cudowne miejsce, a tu telefon, że mam się zgłosić w poniedziałek rano na izbę przyjęć. Cóż było robić przepakowałam torbę i z mieszanymi uczuciami poszłam. Okazało się, że dalej będę diagnozowana w kierunku podania izotopu. Trochę mnie to podłamało ponieważ wolę walkę z tym diabelstwem wręcz, a nie na skróty. Na szczęście pocieszył mnie szaman, że izotop nie zawsze oznacza chemię. Jak zwał tak zwał to zdecydowanie nie mój cel. Będąc w instytucie jako pacjent niestety nie da się zapomnieć o chorobie, o tym co mnie spotkało. Chyba trzeba czasu żeby to sobie poukładać, chociaż cały czas wydaje się się, że już jestem z tym pogodzona. Choroba uświadomiła mi, że w natłoku spraw życia codziennego zapominamy jak ważne jest to, aby dbać o nasze wzajemne relacje i pielęgnować je. Tylko bliskie osoby potrafią wziąć na siebie ten ciężar i zmagać się z nim każdego dnia, potrafię widzieć naszą walkę i wspierać nas w niej. To wszystko uświadamia jak ważne są więzi między nami. Mój świat się zmienił, właściwie myślę sobie, że tworzę go na nowo i staram się w nim jak najlepiej funkcjonować. Próbuję nie myśleć o tym czego nie mogę, ale to co mogę. Pomimo mojej trudnej sytuacji, umiem być bardziej szczęśliwa ponieważ udaje mi się doceniać drobne rzeczy, które wcześniej nie były w ogóle zauważone. Warto zatrzymać się w tej życiowej gonitwie chociaż na chwilę. Wiem, że nasza codzienność przepełniona jest wieloma mało istotnymi problemami, które często my sami sobie stwarzamy. Postarajmy się skupić na tym co jest naprawdę ważne i istotne. Pamiętajmy, że mamy zawsze więcej niż się nam wydaje oraz, że mamy fantastycznych ludzi wokół siebie…..

SYRACH

Mój kochany Anioł Stróż co ja bym bez niego zrobiła?Przekonałam się po raz kolejny o Jego dobroci i Łaskawości. Zawsze oddaję się w jego opiekę , z szczególnie wtedy, gdy mnie coś przerasta lub przeraża. Prosiłam go cały czas żebym nie musiała dostać chemii i o to żeby guz się trochę zmniejszył. Chciałam mieć pewność, dowód, że to co robię jest słuszne. I wiecie co?? Guz jest ciut ciut MNIEJSZYYYY!!!! Konsylium, które podejmie decyzję o mojej chemii będzie pod koniec października, ale dzisiaj już wiem, że na 99,9% niczym nie będę leczona. Dziękuję Ci Syrachu….cudownie jest czuć jego bliskość. Cały czas mnie umacnia, pociesza, rozwiewa wątpliwości, a przede wszystkim zanosi modlitwy przed tron Pana Boga. Gdy tak sobie analizuję moją zażyłość z Syrachem uderza we mnie ogromna realność istnienia tych niebieskich duchów i ich współpraca z nami która obejmuje nawet najdrobniejsze dziedziny naszego życia. Myślę, że powinnam wyciągnąć z tego naukę dla siebie dla was również. Trzeba świadomie oddać się pod opiekę własnego Anioła Stróża, prosić go o pomoc i wysyłać go do tych, którzy go potrzebują. Przebywanie w obecności aniołów jest prawdziwym szczęściem. Kto tego szczęścia zaznał wie o czym piszę:)