„Aniele Boży, mój święty stróżu, dany mi przez Boga z niebios do obrony: Ty mnie teraz oświeć i zachowaj od wszelkiego zła, nakieruj na wszelki czyn godny i na drogę zbawienia. Amen.
|
|||||
|
Panie, uczyń mnie narzędziem Twego pokoju.Tam, gdzie nienawiść – pozwól mi siać miłość, gdzie krzywda – przebaczenie, gdzie zwątpienie – wiarę, gdzie rozpacz – nadzieję, gdzie mrok – światło, tam gdzie smutek – radość. Spraw, Panie, abym nie tyle szukał pociechy, ile pociechę dawał: nie tyle szukał zrozumienia, co rozumiał, nie tyle był kochany, ile kochał. Albowiem dając – otrzymujemy, przebaczając – zyskujemy przebaczenie, a umierając – rodzimy się do życia wiecznego. Panie, uczyń mnie narzędziem Twego pokoju. „Panie, wszechmocny, święty Królu, karz i nie uśmiercaj, wspomagaj upadającego i podnoś strąconego, człowieka cielesnego w cierpieniu, pocieszaj, błagamy Cię, Boże nasz niewolnika Twego ( imię chorej/chorego), który zaniemógł, nawiedź swym miłosierdziem, wybacz mu wszelki grzech świadomy i nieświadomy. Ześlij, Panie, swą siłę uzdrawiającą, dotknij ciała, ugaś ogień, usuń żądzę i wszelką niemoc utajoną, będąc lekarzem i niewolnika Twego ( imię chorej/chorego),podźwignij go z łoża boleści i pełniącego wolę Twoją. Bo Twoje jest miłosierdzie i zbawienie, Boże i Tobie chwałę wznosimy, Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu,teraz i zawsze, i na wieki wieków, Amen” „W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego Amen. W mieście Weretenie stoi tron. Siedzi na nim Dziewica Maryja z mieczem i krzyżem siecze raka! Rak : zjadliwego, silnego, gnębiącego, rosnącego, ognistego, tłustego, wewnętrznego, wodnistego, pełzającego, trującego, zatruwającego, gnijącego, krwawego, ziarnistego, dojrzewającego, zbożowego. Matko Boska ty wszystkim pomagasz, wszystkie jego nazwy w służebnicy Bożej ( imię chorego/chorej) W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Teraz i zawsze, i na wieki wieków Amen. Dzień pierwszy, który trudno nazwać dniem pierwszym….a właściwie przemyślenia podczas nocnego dyżuru… Przeczytałam o tej głodówce kilka razy. Pierwsza moja myśl 42 dni…….niby tak niewiele, dni szybko lecą, a jednak to cały miesiąc i trochę….Zaczęły mną miotać wątpliwości. Może należałoby założyć najpierw kilka dni? 2 może 3, a jak się uda to dalej? Zazwyczaj nie miewam takich dylematów, jak podejmuję decyzję to od razu przechodzę do realizacji…No cóż może przyczyna tkwi w tym, że kiedyś bardzo lubiłam nabiał i mięsko, a teraz nic, wiem ile to kosztuje…Czy tęsknię za tamtym jedzeniem? Teraz już nie. Ale całkowicie nic? Ani kotlecika sojowego? Przemyślałam wszystko i oczywiście przemówiły statystyki ilu osobom to pomogło. Przemyślałam raz jeszcze i oczywiście trochę to zmodyfikowałam. Zioła tak, zupa cebulowa szklanka dziennie ok ale zmiksowana plus oliwa z oliwek kurkumą i pieprz, soki warzywno – owocowe. Zazwyczaj jak podejmuję jakąś decyzję robię to od zaraz, ale to wymagało jednego dnia myślenia. W końcu się zdecydowałam. Raz kozie śmierć najwyżej nie wytrzymam. Przecież nikt mi za to głowy nie urwie. Zaczęłam od połowy piątku. Rano jeszcze zjadłam kromkę ciemnego chleba z pastą z ciecierzycy i powiedziałam na tym koniec. Potem już tylko zioła i soki. Zupy cebulowej jeszcze nie miałam, bo z wrażenie zapomniałam , że można ją ugotować:) Dotrwałam do wieczora i nawet nie było tak źle, ale wiedziałam, że początki będą dobre gorzej potem….No i gotowanie dla rodzinki….. Dzień drugi dyżur…..dla mnie ostry:) Rano nie mogłam się zorganizować niby nic tylko wycisnąć soki popakować zioła, a jednak. Żołądek strasznie aferował i domagał się swojej porcji owsianki, a tu nic z tego. Próbowałam mu przemówić do rozsądku, że nie ułatwia mi, ale on i tak swoje. W pracy zajęłam się pacjentami i było mi dobrze oni też na głodzie i kroplówkach….no może nie wszyscy. Nadeszła pora obiadowa, przyjechał katering i się zaczęła kanonada w żołądku. Oflagował się i ani myślał przestać. Jeszcze do tego moje koleżanki, którym nic nie mówiłam martwiły się, że nie jadłam i czy idę coś zjeść itp. Echch katastrofa, tym bardziej że po południu napadł na mnie taki ból głowy jakiego nie miałam od początku przejścia na inną dietę czyli warzywno – owocową z dodatkiem kaszy jaglanej i płatków owsianych. Męczyłam się z tym bólem trzy godziny, i się poddam. Zżarłam kostkę gorzkiej czekolady. Po godzine drugą i ból przeszedł:) Nawet żołądek przestał domagać się o coś innego co nie jest ani ziołem ani sokiem 🙂 Najgorszy był wieczór. Zażądałam do programu telewizyjnego jak zwykle słonecznika…no co on jest z rodziny warzyw pestkowych nie?:) Ale mój mąż pokazał mi figę i zrobił sok. Wtedy przyszło mi do głowy żeby zjeść męża, ale stwierdziłam, że może jeszcze się przyda:) Trzeci dzień jako tako Najgorsze to było zrobić stos śniadaia dla moich chłopaków. Potem wybraliśmy się na wycieczkę do lasu i jakoś mi przeszło, a w południe już miałam swoją zupę cebulową. Nigdy nie wpadłam na to żeby takową zrobić na obiad a tu taki smaczek mniam mniam.:) Najgorsze było popołudnie, bo młody wymyślił że nie ma bluzy. Pojechaliśmy do marketu. Jak weszłam, aż mi pociemniało w oczach. Kryzys? Na wszelki wypadek wyjęłam cukierka malutkiego imbirowego pomogło na jakiś czas. Wieczorem zgrzeszyłam zjadłam połowę jabłka które nie było sokiem:(;Słonecznika się nie domagałam, bo i tak wiedziałam, że nic z tego:(Na dokładkę wyczytałam, że na głodówce człowiek robi się agresywny. No cóż mam sobie już współczuć czy moim panom ? Czwarty dzień może nieco lepszy Obudziłam się i stwierdziłam, że chyba mój brzuch umarł z głodu, bo go nie słychać od rana. Może się przyczaił i potem ruszy do ataku? Dzień spędziłam w poradni. Tu chociaż nikt się mnie nie pyta czy coś jadłam, bo jestem sama w gabinecie i nie czuć zapachu jedzenia. Żołądek rano zaspał, ale potem i tak przypomniał, że jeszcze żyje i burczał okrutnie. Jeszcze to do niego nie dotarło…uparty jak ja. Biedaczek jeszcze nie wie, że zostało 38 dni do końca. Najgorszy był znowu wieczór, a właściwie nowa sąsiadka, przyszła przeprosić za hałaśliwy remont wręczając mi pudło czekoladek………No cóż czekoladki zainkasował młody, a ja poszłam smażyć krokiety i naleśniki do zamrażalnika:) z termosem pełnym herbaty szałwiowej. Piąty dzień poradnia To chyba najsłabszy mój dzień. Siadło oprogramowanie, sieć internetowa, żołądek wpadł w szał, młody zrobił rano aferę godną nastolatka z pchłami w głowie, a mąż się indyczy bo ja mam 6 par butów, a on 1. Ale to nie moja wina, że ja wchodzę do sklepu i wychodzę z butami, a jemu nigdy nic nie pasuje. No cóż sok pomidorowo paprykowy, po południu ogródek i ranne katastrofy jakoś poszły w zapomnienie. Wieczorem postanowiłam zadzwonić do Szamana i spytać co sądzi o głodówce. Jak tylko usłyszałam, że jest za, to od razu mu się przyznałam 🙂 Obiecałam tylko, że jak coś będzie nie tak to się z nim skonsultuję. Aferę kolejną urządził mój mąż , że wyglądam jakoś nie tak , że nie mam humoru. A jak ja niby mam się czuć kiedy spada mi energia z głodu? Szósty dzień dyżur. Rano jakoś się w miarę ogarnęłam z ziołami i sokami:) W pracy nieźle, dużo roboty więc o jedzeniu jakoś nie myślałam. Jak w pewnym momencie doleciał do mnie przez okno zapaszek z bufetu szpitalnego, nawet nie wpadłam na to, że jestem wciąż na głodzie:) Nawet żołądek skapitulował, raz zaburczał i przestał. Może wreszcie dotarło do tej pofałdowanej istoty że teraz jest kryzys i trwa wojna z rakiem:)Jedyne nieciekawe uczucie to wielka senność…Dobranoc Dzień siódmy dniem dyżuru nocnego Siódmego dnia należy odpoczywać tak mówi biblia i chyba to racja. Ranny spacer z moim labradorkiem krokiem fitnessowym zakończył się potami, drżeniem rąk i nóg. Co to jest krok fitnessowy? To taki w którym ja idę, a za moimi plecami słyszę sapanie męża i jęki musimy tak szybko ?:) Udało mi się jednak dotrzeć do domu i łyżka zupy cebulowej mnie uratowała:) Pojechałam też do marketu kupić radio do pracy i nawet mi się żołądek nie wywrócił z zapachów:) To już jakiś postęp. Co prawda przed wejściem zażyłam gumę do żucia. W międzyczasie dzwoniła siostra martwi się że wykituję:) O jej niedoczekanie jeszcze zdążę ją po wkurzać:) Jakoś już lepiej mi wychodzi gotowanie posiłków, robię to jak jestem napchana łyżką zupy cebulowej lub z kubkiem herbaty szałwiowej w ręce:) Nawet jak labradorek dostał pyszną kość nie zrobiło to na mnie wrażenia, może w 30 dniu i taka kość mi się przyda?:) Pewnie ktoś sobie pomyśli siódmy dzień ta to schudła….nic błędniejszego na wadze tylko -1,5 kg czyli szału nie ma. Idę pakować zioła i soki na długą noc na dyżurku:) Dzień ósmy dniem nordic walking Noc w pracy upłynęła wraz z herbatą szałwiową i sokiem pomidorowym. Rano postanowiłam pobiegać po mieście i pozałatwiać różne sprawy, a w południe mój mąż wymyślił wyjazd z psami do lasu na kije. Ocho przeczytał mój wpis o nordic walking, bo do tej pory nic go było w stanie ruszyć jeśli chodzi o kije. Pogoda fajna w lesie nikogo, cisza i zieleń. Nawet było kilka kawałków gdzie pobiegaliśmy z kijami i o dziwo mąż nie sapał i nie jęczał (ot co znaczy zgubić parę kilo:) ), a ja nie wpadłam w atak kaszlu jak to kiedyś bywało:) Drżenie rąk i nóg mi przeszło, może wreszcie mój organizm pogodził się z głodówką i przeszedł w tryb oszczędny:) Dziewiąty dzień słoneczne koszenie Nie wierzę dziewięć dni i jednak można wytrzymać na herbatce szałwiowej i sokach. Sprzątałam, kosiłam ogródek i nic żołądek jednak umarł lub wpadł w stan hibernacji, bo go nie słychać 🙂 Wkurzył mnie mąż postanowił zrobić grilla. A ja co mogę sobie tylko cebulkę zgrilować lub podgrzać na grillu zupę cebulową. No dobra kiedyś sobie to odbiję i zrobię pyszne szaszłyki warzywne:) Młody od rana patrzy na mnie dziwnie. Obliczył, że mam dzisiaj dziewiąty dzień. Może też jak moja siostra się zastanawia kiedy matka wykituje hehe. Nawet chwilowo dojrzewanie mu przeszło, bo jakiś taki miły się zrobił, bardziej oswojony. Dzień dziesiąty koniec energii Od rana snuję się bez energii ani sok ani zupa cebulowa nie pomogła. Jeszcze za oknem kiepsko pada jakby cały świat ronił łzy nad moją słabością. Gdzie się nie ruszę wypada na mnie mały żółty penisek w zielonym kubraczku ten z reklamy danio i ma wielce zadowoloną minę. Nawet mam takiego na lodówce, mąż mi go podarował. Ma ironię na pomarszczonej twarzy i czerwone róże w łapach. Ciekawe po co mu te róże może można je zjeść?Z psem i młodym pojechaliśmy na ogródek wkopać trochę kostki brukowej przed domkiem. Czułam się jak ci co przymusowo pracowali w kamieniołomach o wodzie i suchym chlebie. Oni chociaż mieli suchy chleb ech marzenie. Zawsze było mi tych ludzi żal i bardzo im współczułam, teraz współczuję im jeszcze bardziej. Potem mąż tak jak ten żółty głodek napadł na mnie esemesem: kochanie a może byś tak zrobiła ciasto drożdżowe. Prosiak prawda? Może robi to specjalnie żebym się wkurzyła i nie odzywała się do niego? Pewnie na to liczy.Myśli, że jak się obrażę to on zostanie przed telewizorem szefem pilota. O niedoczekanie, jakoś przełknę to ciasto:) i popiję herbatą szałwiową… Dzień jedenasty dyżur Dzień przeleciał szybko bo w pracy. Niestety w południe napadł na mnie gigantyczny ból głowy. Uratował mnie mąż przyjechał z jedną małą kosteczką czekolady… Trochę przeszło dopchałam bananem i było już ok. Spotkałam się też w przelocie z Szamanem piszę w przelocie, bo chyba się bał, że go zjem i uciekł na swój oddział:)Wieczorem gotowałam zupę cebulową, na dźwięk której moi panowie uciekają z kuchni. Zastanawiałam się o co chodzi okazało się, że ich w oczy szczypie. Jaki wniosek? Chcesz mieć spokój w kuchni rzuć hasło zupa cebulowa hehe. Dobrze, że na mojego labradorka to nie działa i zawsze jest ze mną:) Dwunasty dzień dyżur nocny Tak sobie właśnie zrobiłam rachunek sumienia i wyszło że dopiero w 11 dniu żołądek umarł i dwa łyki soku wystarcza żeby nie aferował. Ja uprawiam głodówkę a mąż wymyśla, znowu zażądał ciasta drożdżowego. Zrobiłam je i nic..czyli żołądek nie żyje:) Noc znowu upłynęła z burakami, ziołami i pomidorami. Moimi sprzymierzeńcami zdecydowanie byli pacjenci. Też na głodzie…. Trzynastka pechowa? Rano spacer z labradorkiem. Czułam się świetnie. Popiłam od męża trochę yerba mate i ….spanie przeszło. Zrobiłam to i owo między innymi tort dla dziewczyn z poradni i pojechałam z mężem i labradorkiem nad jeziorko. Wykonaliśmy rundę i nagle poczułam, że energia ze mnie uchodzi. Mroczki przed oczami, świat zaczyna odpływać. Mąż przerażony – środek pola, a ja próbuję zwalić się na trawę. Na szczęście przeszło. W domu zupa cebulowa i zaczęłam wracać do życia. Po południu mąż postanowił pojechać po buty. Oczywiście zabrał mnie jako doradcę. Tak mu doradziłam, że on nie kupił butów, ja za to mam nową kurtkę. Teraz siedzi naindyczony i sapie. Dobrze mu tak. Nigdy nie potrafił się zdecydować. Czternasty dzień dyżur Dzień biegł szybko. Niestety w południe musiałam zapchać zupę cebulową i banana, bo żołądek jakoś się obudził. Sądzę, że jak w miarę regularnie dostaje sok lub zioła jest cicho, a jak biega ze mną między pacjentami w tempie szybszym niż fitnessowe wtedy dostaje większego rozpędu na coś co można przetrawić. A ja się łudziłam, że umarł i będę miała spokój. Robiłam dzisiaj sobie gazometrię. PH 9,1 prawie padłam z wrażenie. Od razu zjadłam ku radości mojego żołądka kromkę jasnego pieczywa. Wieczorem spadło do 7,8. Najgorsze jest to, że nadchodzi Wielkanoc, a ja dalej zioła soki i zupa cebulowa. Ech nic to za to może ten mój pasożyt padnie z głodu tak jak żołądek:) Zastanawiam się tylko nad świąteczną strategią, bo moi panowie już wymyślili mazurek kajmakowy, mama batoniki z owoców suszonych, siostra grilla. Co za egoistyczne podejście do życia. A o mnie nikt nie pomyślał, nikt nie zaproponował np.zupy cebulowej:) Co za rodzina:) Ktoś kto wymyślił to powiedzenie, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu, miał całkowitą rację. Chyba będę miała focha:) Piętnasty dzień poradnia Znowu od rana na nogach, ale po dobrym soku cytrusowym. Okazało się, że mój wczorajszy foch odpłynął w siną dal, został przygnieciony fochami moich panów. Pracując w pocie czoła nie wiedziałam, że mąż i nastolatek wytoczyli ciężkie działa. O co poszło tego nikt nie wie. Mieliśmy jechać na zakupy Wielkanocne. Podjechałam pod dom. Do auta wskoczył nastolatek z miną pawiana trzaskając drzwiami, potem mąż z miną ” bez kija nie podchodź”. Normalnie bym im nagadała, ale jakoś ta głodówka wpływa chyba na łagodność, bo śmiać mi się chciało, tak zabawnie wyglądali. Pod sklepem mieliśmy prywatnego ochroniarza auta. Gniewny czternastolatek postanowił mieć dalej focha i zostać na parkingu. Trochę nerwowe te zakupy, bo nie lubię jak młody zostaje sam, choć mina pani w kasie też była godna podkreślenia:) Na taśmie wylądowały reklamówki z jabłkami, burakami, marchwią, papryki, cukinie itp ….czyli tradycyjne produkty na potrawy świąteczne:) Do wieczora było szybko.Kolejne ciasto drożdżowe tym razem już świąteczne, babeczki kajmakowe, bajaderki z suszonych owoców i orzechów,święconka. Nawet zgrabnie mi poszło i jakoś ta moja pofałdowana istota nie aferowała, że pachnie”:) Powiało nieco optymizmem, może uda się przetrwać święta w miarę bezboleśnie:) Wiem jedno. Jajeczka jednego wielkanocnego nie odpuszczę choćbym miała przez nie chorować przez następny tydzień:) Pewnie będę miała wyrzuty sumienia, ale nic to jeszcze 27 dni do końca:) I wiecie co? Wcale mnie to nie rusza:) Mam nadzieję, że mój wygłodzony rak też już powoli umiera i nie będzie miał siły wchłonąć pożywki w postaci jajeczka. Wielka Sobota Szesnasty dzień dyżur Dyżur całkiem całkiem. Wielka sobota mniej pacjentów. Brak głodu, chyba już się wyprowadził całkiem, może poszedł poszukać innego ciała:) Martwi mnie tylko jedno. Zbliża się wieczór, można coś pooglądać w telewizji, i moi panowie już wymyślają co zjedzą, a ja no cóż guma do żucia i będzie ok:) Czuję się ogólnie lepiej. Brak spadków cukru, brak mroczków przed oczami, przypływ witalności. Oby tak dalej:) Zresztą nie może być inaczej, bo już nie tylko moi znajomi trzymają za mnie kciuki, ale i pół świata:) Wesołych świąt:) Niedziela Wielkanocna siedemnasty dzień Siedemnaście dni temu jak pamiętacie targały mną sprzeczne myśli, że nie podołam, że się załamię, że nie dam rady. Chyba jednak się uda. Dzisiejszy dzień w którym obiecałam, że zjem jajko się dokonał. Wcale mi nie smakowało.Żołądek dostał jeść i się zrobił taki wielki jak balonik. Na szczęście zioła i soki jakoś poradziły sobie ze święconką:) Mąż i nastolatek w miarę się zachowywali, byli jacyś tacy świąteczni, uprzejmi dla siebie i innych. Rodzinny grill w ogrodzie udał się nadzwyczajnie.Zapachy wcale mnie nie nęciły. Siostra mnie zobaczyła w całości i już nie mówiła, że pewnie wykituję. Mama się nie odzywa na ten temat, bo i tak wie, że postawię na swoim. Czyli wszystko ok. Jeśli chodzi o wagę to nie chcę nawet się denerwować. Ledwo -3kg. Poniedziałek Wielkanocy – lany poniedziałek – dzień osiemnasty. Zupełnie zapomniałam o lanym poniedziałku i mąż zaskoczył mnie w łazience wylewając za kołnierz kubek wody, byłam tak zaskoczona, że zapomniałam go zamordować:) Wyżyłam się na nim jak jadł śniadanie. Wylałam mu pod koszulkę kubeczek zimnej wody. Młody gniewny też zapomniał o laniu wodą, i też dostał za koszulkę kubeczek zimnego orzeźwienia:). O dziwo się nie obraził, ani nie aferował. W fajnych nastrojach pojechaliśmy w rodzinką do lasu. Wczoraj wyczytałam o czyrze brzozowym. To taka herbata robiona z guza brzozowego. Ponoć działa antynowotworowo. Ponieważ byliśmy w lesie mieszanym biegaliśmy z mężem między brzozami, żeby sprawdzić czy mają guzy. Labradorek przeszczęśliwy, biegał z nami , pewnie myślał, że bawimy się w chowanego. Mama patrzyła na nas dziwnie, ale nic nie mówiła. Chyba już sobie przyswoiła, że dziwaczejemy. Guzów brzozowych nie znaleźliśmy za to labradorek znalazł błoto i się w nim wykąpał. Miał całkiem szczęśliwą minę:) Zobaczę w internecie czy jest czyr,tylko czy ja będę w stanie jeszcze coś dodatkowo wypić? Niedługo nie wykituję jak przewiduje to moja siostra tylko utonę w płynach. Głód pojawia się coraz rzadziej i żołądkowi wystarczy kubek zupy, soku lub ziół, by przestał się domagać o cokolwiek. Młody wydrukował mi kilka głodków danio i powiesił na lodówce. Najpierw mnie wkurzały, a teraz wydają się całkiem sympatyczne, takie żółte pomarszczone wredne istotki:) Zostały 24 dni powinnam dać radę:)
Dziewiętnasty dzień dyżur Przez te dni świąteczne wyżłopałam prawie cały zapas warzyw i owoców więc trzeba było uzupełnić produkty. Do mojej pracy przyszedł mąż z młodym gniewnym i pojechaliśmy. Było fajnie nawet pożartowaliśmy, o tym , że piszę historię mojego głodowania i ciągle pojawiają się w niej fochy. Tylko jak tu o nich nie pisać kiedy korzystając z okazji, że mam moich obu panów postanowiłam zawlec ich do sklepu z butami. Jeden i drugi jęczy, że cierpią na brak butów. No i się zaczęło młody aferował, że nie ma jego rozmiaru, mąż, że te nie takie tamte jeszcze gorsze. Jednym słowem oboje zachowywali się skandalicznie. Jak powiedziałam im, że od dzisiaj jeżdżę sama na zakupy to było jeszcze większe piekło. Efekt jest taki, że ja czuję się na tej głodówce super, a moje wpisy stały się sagą butową:) Dwudziesty dzień i dyżur nocny. Dzień upłynął bardzo szybko jak zwykle. Dzisiaj odwiedziłam moją współlokatorkę z onkologii z zeszłego roku. Ma to samo co ja tyle tylko, że jest po operacji i ma dużo lat więcej:) Trzyma się świetnie, korzysta z medycyny naturalnej i jest bardzo wesołą i pozytywną osobą. Fajnie, że jest, bo nikt tak dobrze nie zrozumie drugiego jak ten co przeszedł to samo. Noc oczywiście w pracy z sokami i zupą cebulową. Koleżanki już nie komentują tego co robią, ograniczają się tylko do powiedzenia: ta to znowu to siano zalewa:) . Marcel Achard mówi, że ludzie wierzą, że aby osiągnąć sukces, trzeba wstawać rano. Otóż nie – trzeba wstawać w dobrym humorze. Ja co prawda dzisiaj nie musiałam wstawać, bo nie spałam, ale humor mam dobry . Zobaczymy jak długo. Chcę jechać z młodym gniewnym po buty, więc różnie to może potem wyglądać. Mąż idzie do pracy więc przynajmniej nie będą się razem w sklepie nakręcać. Dzisiaj spróbuję ich rozdzielić i zobaczę co z tego wyjdzie:) Dwudziesty pierwszy dzień poradnia i walka z żółtym serem Nadal samopoczucie dobre. Moja znajoma z onkologii poszła do domu, ma jeszcze kilka badań, ale to już w systemie ambulatoryjnym. To co odkryli u niej w wątrobie to nie przeżuty tylko prawdopodobnie naczynniak. Brzmi optymistycznie:) Jak pisałam miałam jechać z młodym po buty bez męża. I było rewelacyjnie. Młody do rany przyłóż oprócz ciągłego gadania, ale to już skutek uboczny jego osobowości:) Kupiliśmy dwie pary butów i tym samym problem młodego odpłynął w siną dal. Został mąż, ale przynajmniej on afer w sklepie nie będzie urządzał. Jedyne co to ma problem z podjęciem decyzji, ale chyba wolę to niż fochy i wrzaski zbuntowanego, naburmuszonego nastolatka. Jednym słowem saga butowa powoli dobiega do szczęśliwego zakończenia. Tymczasem pojawił się inny problem. Napadł na mnie ser żółty. Nie wiem co się stało, bo już mnie jedzenie nie ruszało. Może dlatego, że ser jest żółty jak ten nieszczęsny Danio co ciągle spogląda na mnie z lodówki? Kroiłam go na kanapki młodego.Tak mi zapachniał, że postanowiłam go zjeść chociaż kawałek. Walczyłam z nim i walczyłam. Wytoczyłam wszystkie działa i nie dałam rady. Zżarłam kawałek taki malutki i stwierdziłam, że nie było warto. Wcale nie był dobry. Ech ludzka słabość jest koszmarna. Dwudziesty drugi dzień dyżur i sera żółtego ciąg dalszy Dyżur wlókł się niemiłosiernie. Nadmiar pracy nie jest pożądany, ale jej niedobór jest jeszcze gorszy. Grzecznie parzyłam w pracy zioła, w południe zupa cebulowa. Wszystko wskazywało na to , że moje życie nadal toczy się właściwym torem, aż do smsa którego dostałam od męża. Na fotce był kawał żółtego sera, na sobie miał wyciętego smailsa z uśmiechem, ręce miał z wykałaczek. Właściwie to nie byłam zdecydowana czy chcę zabić męża czy mam się śmiać. Wczoraj walczyłam z plasterkiem, a dzisiaj wygląda jakby chciał powiedzieć zjedz mnie. I to kto mi go wysłał? Ten co ma mnie motywować, a tymczasem wystawia na kolejną serową próbę. No nic zemsta będzie słodka. Najważniejsze, że wypiję zioła, zupę cebulową i jest mi dobrze. Czuję się świetnie, nie mam już mroczków przed oczami,a na spacery już nie muszę zabierać termosu z herbatą szałwiową. Czasami jak idziemy na dłużej do lasu biorę banana, ale coraz rzadziej muszę się nim ratować. Nie ma to jak ostatnia deska ratunku:) Dwudziesty trzeci dzień kryzys labradorka Ostatnio pisałam o kryzysie jaki napadł mnie w postaci żółtego sera, ale to jest niczym w porównaniu do aktu desperacji mojego labradorka. Gotowałam łapki z kurczaka. Po ugotowaniu zawsze wyciągam te długie kości i wyrzucam, a resztę daję do michy, zalewam wywarem, studzę i jak się zrobi galareta burek ma przez parę dni super wyżerkę na kolację. Po przygotowaniu poszłam do komputera, zanim cokolwiek zrobiłam, usłyszałam dobiegające z kuchni dziwne dźwięki. Poszłam sprawdzić i to co zobaczyłam spowodowało u mnie taki atak śmiechu, że przez dobrą godzinę nie mogłam się uspokoić. Labradorek postanowił sprawdzić w koszu na śmieci czemu wyrzucam cenne kości i po wyjęciu głowy pokrywka z kosza została na jego szyi. Wyglądał jak pies z gwiezdnych wojen lub jak psi robot:) No ja pomimo głodówki, aż takiego aktu desperacji jeszcze nie miałam:) Dwudziesty czwarty dzień dyżur nocny Przychodzę na noc do pracy po zupie cebulowej. Muszę przyznać, że długo trzyma. W nocy parzę zioła, piję dwa soki warzywne i jestem w stanie przeżyć spokojnie do rana. Samopoczucie doskonałe, więc chyba jednak można na tym wytrzymać. Właśnie przyszło mi do głowy, że może przeciągnę tą głodówkę, ale w sumie zobaczę, bo co za dużo to nie zdrowo. I tak po 42 dniach powinno być drugie 42 dni wychodzenia z głodówki. Jedno jest pewne już nie będę miała oporów takich jak na początku. Mało tego bardzo mi się to podoba. Niewiele czasu potrzeba, żeby spakować się do pracy. Dwudziesty piąty dzień dyżur. Tak się składa, że kocham moje łóżko – może dlatego, że mam go tak mało, myślę, że i ono kocha mnie, ale budzik niestety ma inne zdanie. Jak zadzwonił rano nie mogłam uwierzyć, że to już. Szkoda, że rano nie funkcjonuje taka opcja jak cofnij, bo ja bym ją chętnie poużywała:)Dzień w pracy zleciał owocnie, ale nigdy nie myślałam, że zakończy się miłą niespodzianką. Mąż kupił buty. Tym samym zakończył sagę butową. Nawet się śmiał, że teraz nie będę miała o czym pisać:) Jak zobaczyłam buty mina mi się wydłużyła, były okropne. Jednak jak pomyślałam, że jest już po problemie od razu mi się spodobały:) Dzień dwudziesty szósty poradnia i wyjazd młodego Jak zwykle w poradni nie miałam czasu na nic. Ledwo wypiłam dwa soki. Natomiast stało się coś co mnie zadziwiło. Obudził się żołądek. Jest chyba bardziej uparty ode mnie. Przyczaił się, czekał i ruszył do ataku. Dostał sok pomidorowy i jakoś mu przeszło. Jak tylko wpadłam do domu zapchałam zupę cebulową dwie kostki gorzkiej czekolady i się uspokoił:). W domu za bardzo też nie miałam czasu na myślenie o tym co się stało mojemu żołądkowi, bo młody jak tylko wrócił ze szkoły miał jechać z moją mamą w góry, a mąż ich miał odwieźć. Nawet chciałam jechać z nimi, ale tak naprawdę problem polegał na zabraniu soków do słoiczka, szałwiowej do termosu itp. W nagrodę poszłam z burkiem na ogródek kosić trawę. Dzień dwudziesty siódmy laba i dyżur nocny Myślałam że jak młodego nie będzie to się wyśpię, zwolnię….nic z tego. Rano trzaskał się mąż bardzo cicho próbował wyjść z burkiem, ale mu nie wyszło. Zachowywał się jak słoń w składzie porcelany. Może to i dobrze, bo zrobiliśmy co trzeba w domu i wyszliśmy na zieloną trawkę. Trochę obserwowałam żołądek, ale jakoś po wczorajszej akcji się uspokoił. Dostał swoje soki i chyba mu to wystarczyło. Natomiast stało się coś znacznie gorszego. Zachciało mi się kawy. Od kilku dni mnie prześladuje tak jak ten nieszczęsny ser żółty. Oczami wyobraźni marzy mi się taki żółty głodek który zamiast tych czerwonych róż będzie miał kubek parującej, aromatycznej kawy….Na razie walczę z pokusą….W zamian za kawę mąż otworzył gorzką czekoladę kawową:) Dwudziesty ósmy dzień najdłuższy Po nocnym dyżurze zamiast spać zażądałam wycieczki. No co też się coś nam od życia należy prawda? Szczególnie jak nie ma młodego marudnego nastolatka wiecznie zmęczonego życiem:) Pojechaliśmy w cudowne miejsce oczywiście leśne. I właśnie tam pomyślałam, że nie napisałam jedynego skutku ubocznego głodówki. Chodzi o pełny pęcherz. Po tych wszystkich ziołach , sokach, zupie nie da się przejść kilku kilometrów nie szukając ustronnego miejsca. Jak w zeszłym roku zaczęłam brać skrzyp miałam podobne objawy. Szłam z psem, systemem miejsc, gdzie można się załatwić. Po pół roku przeszło i wróciło z siłą wodospadu przy głodówce. Dzięki temu mamy odkryte odludne miejsca, gdzie warto wybrać się na spacer. Dwudziesty dziewiąty dzień głodówka w podróży Miało być inaczej, ale siostra i mama pokrzyżowały nam plany. Trzeba było jechać po młodego gniewnego, bo pogoda w górach się zepsuła. Znowu miałam obawy, z powodu pęcherza, ale niesłuszne. Nawet nie było tak źle. W kolejnej obawie przed wrednym żółtym głodkiem, który mnie może gonić po drodze zabrałam litr soku pomidorowego w kartonie i banana. Banan się przydał, sok wcale. Jak ktoś spróbuje sok z wyciskarki to jakoś nie ma już ochoty na soki kartonowe.Wycieczka pomimo deszczu i marudzenia młodego, że po błocie chodzić nie będzie udała się nadzwyczajnie. Nie ma to jak chociaż na chwilę zmienić krajobraz i klimat. Nawet labradorek to docenił. Jak zatrzymaliśmy się, żeby w deszczu podziwiać jezioro żywieckie, pies wlazł z błogą miną do wody i ani myślał wyjść. Już mieliśmy losować kto wejdzie po psa, ale młody wpadł na pomysł i rzucił kamień, poskutkowało. Labradorek wypadł na brzeg, a my w trójkę rzuciliśmy się, żeby go złapać. No cóż lepszej zabawy w psim mniemaniu chyba nie mogło być. Pies zwariował ze szczęścia wszyscy się bawią i znowu wpadł do wody. Trochę się zdziwił, że nagle zabawa się skończyła. On w wodzie, a my na brzegu. Tym razem poskutkował patyk. Z mężem ciągnęliśmy 30 kilo uwieszonego psa na patyku do auta. Ponieważ pies nie spodziewał się, że podstępem wyląduje w bagażniku, nie zdążył się otrzepać. Tym samym zalał bagażnik i męża. Mina męża bezcenna:)Młodemu też trochę się polepszył, bo jakiś taki miły przyjechał. Ciekawe na jak długo:) Trzydziesty dzień mniszkowy Dzień pełen atrakcji na świeżym powietrzu. Młody postanowił oglądać film, więc z mężem i psem wybraliśmy się na ogródek. Miało być miło, a tymczasem mąż położył się na kocyku i zasnął. Zasnął tak mocno, że nawet nie poczuł jak labradorek na twarzy kładzie mu ringo . Nie poczuł również jak zdziwiony pies zabrał ringo z powrotem. Romantyczny poranek prawda? Ale może i takie wypady mają coś w sobie choćby milczenie…Po południu zaopatrzeni w sprzęt pojechaliśmy na łąki po kwiaty mlecza czyli mniszka lekarskiego. Młody chciał żebym zrobiła syropek. Pewnie myśli, że mu to na mutację pomoże:) Szkoda, że nie pomaga na rozum, bo tego ciągle u nastolatków jest zdecydowanie za mało. Jakby tak wzrost szedł w parze z mądrością…ech marzenia:) Poradnia i dzień trzydziesty pierwszy W pracy było szybko. Większość pacjentów pewnie jest jeszcze na wyjazdach mojowych. I dobrze, bo mogłam wyjść dwie godziny wcześniej. Zmobilizowałam rodzinkę do kolejnego wyjazdu na łono natury. Było rewelacyjnie. Cisza, spokój, zieleń taka świeża, majowa. Młody jakiś taki bardziej oswojony. Nie marudził, że go nogi bolą, że buty się pobrudzą, że muchy latają, że ręce ma brudne. W sumie szukaliśmy ciekawego pniaczka do ogródka i pokrzywy na sok. Młody chyba poczuł się odpowiedzialny za znalezisko, bo niósł piłę. Pniaczka nie znaleźliśmy, za to spacer świetny, a przy okazji burek wybiegany. Fajnie, by było jakby takie spacery w zgodzie i pokoju były zawsze. Jeszcze lepiej jakby lekarze zamiast leków na receptę przepisywali spacery po lesie, parku, łące. Dyżur dzień trzydziesty drugi -10 dni do końca Po pracy poszłam z psem i mężem na spacer. Spotkaliśmy naszą dobrą znajomą. Wie od początku o mojej głodówce. Dzisiaj zobaczyła mnie pierwszy raz od dłuższego czasu. Chyba bardzo się zdziwiła tym, że wyglądam normalnie, nie zniknęłam i generalnie mam siłę do chodzenia i rozmowy. No cóż, bo tak jest. Teraz jak ja już wiem, że kolejne niemożliwe stało się możliwym nie będę dziwnie patrzeć na tych, co się odżywiają energią, światłem. Pamiętam jak mi kiedyś mama mówiła o takich osobach, to było kilka lat temu. Patrzyłam na mamę dziwnie i w duchu lekko niedowierzałam. Tymczasem coraz bardziej łapię się na tym, że idąc na spacer spoglądam na to co rośnie i co by tu można było przerobić. Pamiętacie jak niedawno się odgrażałam, że kość labradorka może być smacznym kąskiem? Już tak nie jest:) Natomiast mam gotową receptę jak skutecznie zniechęcić męża do podjadania. Należy na pierwszy plan postawić świeżutki sok z pokrzywy:) Gwarantuję, że niczego nie ruszy, i jeszcze będzie uciekał jak najdalej. Myślę nawet, że jest gotowy na kupno gaśnicy, bo ponoć sok z pokrzywy popiekł mu podniebienie:) Dzień trzydziesty trzeci – poradnia Z poradni zabrał mnie mąż i pojechaliśmy z psem na pola. Nie ukrywam, że moim głównym celem było wybieganie psa i…. pokrzywa:) Tyle się o niej naczytałam, że postanowiłam ją używać częściej, tym bardziej, że teraz jest sezon. Wieczorem zrobiłam sok, tylko dałam trochę mniej pokrzyw niż wczoraj, a więcej owoców. Sok wyszedł doskonały. Nawet mąż się zainteresował. Pokrzywa chyba nie dawała mu spokoju. Jak tylko usłyszał, że będzie po niej piękny, młody i pociągający to nagle przestała mu przeszkadzać. Wtrąbił całą szklankę i nawet gaśnica nie była mu potrzebna. No cóż nie na darmo mówią, że dobra reklama jest dźwignią handlu:) Dzień trzydziesty czwarty z wizytą na onkologii Dzisiaj rano musiałam pobiec na onkologię zrobić zaplanowane badanie PET. Nie lubię go, bo mnie napada klaustrofobia jak się znajduję pomiędzy dwoma pierścieniami nad głową. Już to mówiłam, że nic nie dzieje się przypadkiem. W poczekalni spotkałam pewną starszą panią z Sandomierza, która ma to samo co ja tylko że w wątrobie. Przeszła operację, ale niestety rozsiało się dalej. Oczywiście zaraz poleciała do pewnej zielarki i leczy się metodami niekonwencjonalnymi. Dowiedziała się o tym mając 30 lat, obecnie jest na emeryturze. Brzmi całkiem optymistycznie prawda? Rozmawiałyśmy dość długo o tym co robimy, ja nawet zażartowałam , że rozglądam się po zielskach na polu i patrzę co da się przerobić. I moja rozmówczymi powiedziała mi o trawie pszenicznej. Jak tylko przeczytałam co może to zielone trawiaste już wiedziałam jaki będzie kolejny cel psiego spaceru.Trochę mi zeszło na tej onkologii tym bardziej, że jeszcze poszłam odwiedzić znajomego górala, który boryka się nie wiadomo z czym, na razie jest diagnozowany w kierunku guza chromochłonnego. Lekarze raczej go wykluczają, ale badania przejść musi. Zawsze wymieniami się nowinkami. Miał niezłą minę jak mu powiedziałam o głodówce. Oczywiście zrobiłam mu wykład o kwasowości, a on oczywiście się tym kompletnie nie przejął. Przyjdzie jeszcze koza do woza:) Przyleciałam z onkologii jak na skrzydłach. Oświdczyłam mężowi, gdzie jedziemy i co będziemy zrywać. Tylko jak tu rozpoznać pszenicę? Mąż zadzwonił do kuzyna, który mieszka na wsi. Był zdziwiony nieco, ale powiedział jak to odróżnić. Zresztą nie podsłuchując rozmowy labradorek położył się w pszenicy i zagryzał zielone. Jeśli jemu to smakuje to chyba jest ok:). W domu od razu wycisnęliśmy sok, pierwszy łyk i …..koszmar. Smak nie do opisania. Jednak warto było zobaczyć minę młodego, jak zajrzał do lodówki, a tam „trawa”. Powiedział, że obie babcie stawiały na to, że kiedyś zaczniemy się żywić trawą i właśnie to nastąpiło. Pewnie już porozsyłał smsy o tym, że starym już całkiem odbiło:) Dzień trzydziesty piąty w poradni Armagedon Nie jestem pewna czy wczoraj na onkologii dostałam kontrast czy jakiś dopalacz, bo wszystkie martwe przedmioty zaczęły żyć własnym życiem. Pierwsze zbuntowało się eeg. Za żadne skarby nie chciało zadziałać, nawet jak mu pogroziłam że pójdzie na złom. W końcu postarałam się pomyśleć rozsądnie i odkryłam luźny kabel. Mogłam powoli rozładować kolejkę, która się ustawiła za drzwiami. Dobrze, że się udało, bo pacjenci, by mnie żywcem udusili, szczególnie ci, którzy wzięli z powodu badania urlopy:) Następne w kolejce było radio. Grało i przestało. Zamilkło. Radio co prawda jest na gwarancji, ale ciężko bez radia. W końcu jakoś i z radiem się dogadałam. Potem prosiłam rower żeby odpuścił, bo mi się śpieszyło. Chciałam pójść z labradorkiem na ogródek trawę skosić. Prawie mi się udało tyle, że kosiarka w połowie koszenia przestała działać. Czyżby marzyła o karierze elektrośmiecia? Wszyscy wiedzą, że istnieje złośliwość rzeczy martwych, a nie mogłaby istnieć uczynność rzeczy martwych? Cały dzień snułam różne afirmacje żeby nie popaść w depresję, ale jak kosiarka odmówiła współpracy to i z afirmacjami było kiepsko. Jedynie co to nasunąła mi się złota myśl: „ciężka praca życie skraca”. Rzecz postanowiłam zakończyć Happy Endem rodem z sensacyjnego filmu, po którym na ekranie pokaże się upragniony KONIEC. Dzień trzydziesty szósty nie w pracy:) Rano chcąc zrobić śniadanie młodemu, otworzyłam lodówkę i zobaczyłam jajka. Nie byłoby w tym nic dziwnego, bo przecież większość ma jajka w lodówce. Nasze jednak były pomalowane. Zastanowiłam się chwilę nad tym co widzę i stwierdziłam, że pisanki już przerabialiśmy. I nie była to fatamorgana głodowa:)Okazało się, że mąż znudzony widokiem zwykłych jajek postanowił je upiekszyć. Jedno było męskie drugie żeńskie….Pozostawiłam to bez komentarza. Po południu otworzyłam lodówkę żeby wyjąć zupę na obiad. Znowu w oko wpadły mi jajka.Tym razem przybyło trzecie z wyszczerzonymi zębami. Dzieło nastolatka. Czyżby nowy trend? Jaja malowane? Do wieczora już prawie wszystkie były pomalowane.Na szczęście nie wyglądały na tyle apetycznie żeby zdołać obudzić mój żołądek:) Dzień trzydziesty siódmy dyżur Coraz bliżej do końca i coraz bardziej odpowiada mi dieta sokowo – ziółkowa. Mało gotowania, mało zakupów, mało przgotowywania. Wystarczy tylko zalać lub wrzucić do sokowego. Same pozytywy. Głodek wyprowadził się na dobre.Już nawet ten na lodówce mi nie przeszkadza. Mam nawet wrażenie, że ta pomarszczona istota się uśmiecha. W pracy już nikt nie robi dzikiej afery z tego co przynoszę, choć może dzisiaj był szum bo w soku pomidorowym znalazła się…..pokrzywa. No cóż samo zdrowie. Mąż i młody gniewny przeżyli razem cały dzień dorabiając kolejne gęby na jajkach. Może zakopali na trochę topór wojenny? Jeśli tym rozejmem miałyby być jajka z gębami to jestem gotowa dokupić ciężarówkę jajek:) Dzień trzydziesty ósmy poradnia i dyżur nocny. Nie lubię takich dni kiedy się lata i nie można dogonić własnego ogona. Rano poradnia o dziwo wszstko działało, potem szybkie parę godzin w domu i na noc do pracy. Dalej soki i zioła, natomiast pojawiło się coś czego nienawidzę. Dopadł mnie katar. Byłam w szoku, po tych wszystkich ziołach, sokach, ja mam katar. I tak zapadam na niego teraz rzadko, i szybko mija, ale te koszmarne trzy dni trzeba przetrwać. Najgorsze jest jechanie autem. Wtedy na kierownicy trzeba rozłożyć chusteczkę i modlić się żeby korków nie było:) Dzień trzydziesty dziewiąty po pracy trzy dni do końca:) Człowiek to taka beznadziejna istota. Ma narzędzia, a z nich nie kożysta. Męczę się z tym katarem wyganiam go, a on gorzej uparty odemnie. Wiem, że po nocy się myśli w zwonionym tempie, ale na szczęście mnie oświeciło. Woda srebrna. Zawsze mam ją pod ręką ponieważ mój jonizator może jonizować wodę na zasadową lub srebrną. Ostatnio srebrna wyleczyła labradorkowi jakieś uczulenie więc i z katarem może da radę. Rezultat zaskakujący pod wieczór nie oddychałam już jak ryba, tylko miałam drożne obie dziurki. Dodam jeszcze sok cytrusowy i będzie ok. Mogę nawet zaszaleć z cytryną i imbirem, bo smaku brak:) Jeśli chodzi o sok rano mąż postanowił się napić razem ze mną. Zrobiłam pychotkę z rabarbarem, jabłkami, świeżą miętą, jagodami i…….pokrzywą oraz zieloną pszenicą. Wyszedł kolor nieco Szrekowy. Mąż dziwnie zajżał do szklanki, ale chyba się bał , że już więcej nie dostanie, bo wypił wszystko. Potem ukradkiem biegał do lustra, chyba sprawdzał czy nie zzieleniał i czy mu trąbki Szrekowe nie wyrosły:)Jeśli chodzi o samopoczucie głodówkowe to jest suuuppperrr:) Mały żółty głodek z lodówki ma bardzo przyjazną minę, żołądek już umarł miał stypę i pogodził się z nową modą, waga…no cóz masakra dobijam do – 4 kilograma. Nagroda Nobla dla tego, kto mi ten fenomen wytłumaczy. No i jest Czterdziesty dzień DZISIAJ MAM WOLNE:) Rano zaczęło się cudownie. Z nieba lał się deszcz, szaro i ponuro. Mąż poszedł do pracy, młody do szkoły. Błogi spokój i cisza. Obleciałam mieszkanie, coś tam ugotowałam i jak miałam wyjść do miasta, na zakupy, wpadł mój dobry znajomy. Od progu już wołał o jak ty schudłaś. Rany myślałam, że padnę ze szczęścia. A to tylko prawie minus 5 kg. Mam nadzieję, że moje raczysko też się odchudziło. Nawet mogło, by już zemrzeć chętnie wyprawię mu pogrzeb, a nawet stypę. Znajomy przyszedł na przeszpiegi, czy jeszcze żyję. Jak mnie zobaczył był bardziej uspokojony. Po południu telefon. Rodzinka z Zamościa. Już i tam doleciało, że głoduję. Chyba im internet naprawili:) Ucieszyli się, że jeszcze żyję i mam siłę rozmawiać. Zagrozili jednak, że niebawem znowu zadzwonią. Fajnie zawsze takie telefony wnoszą dużo dobrej energii. Tym bardziej, że nastolatek szedł do szkoły i się odgrażał, że z techniki musi poprawić jedną jedynkę, bo mu statystykę psuje. Tak poprawiał, że dostał kolejne dwie jedynki. Nie ma to jak sztuka kolekcjonowania:) Czterdziesty pierwszy dzień poradnia, urodziny i słodka zemsta Dzisiejszy dzień był dniem moich urodzin i słodkiej zemsty, a właściwie cebulowej na mężu. Oczywiście zemsta za żółty ser:) Mąż od rana robił badania okresowe. Ok godziny 13 napisał, że pada z głodu. No cóż nikt nie powiedział, że głodówka jest łatwa nawet kilkugodzinna. Z pełną satysfakcją odpisałam , że właśnie popijam zupę cebulową. Mąż wściekły, ale chyba z powodu moich urodzin powstrzymał się od komentarza. Po południu u młodego wywiadówka. Nie cierpię wywiadówek. Mąż uparł się, że pójdziemy razem. Młody gniewny jak to usłyszał zagroził, że jak go znowu zostawimy samego to będzie miał focha. W ten sposób udało mi się zostać w domu. . Wpadła też z życzeniami moja najlepsza przyjaciółka. Nie wiem czy umie liczyć, ale chyba nie bardzo, bo mi w prezencie przyniosła całą skrzynkę owoców na soki. Chyba z tego powodu przedłużę głodówkę….jak nie masz na kogo liczyć zawsze możesz na księgową hehe. Wieczorem pies wyprowadził nas na spacer. Mąż w euforii. Wszystkie badania w normie, zdrowy jak ryba pomimo tego, że od lat borykał się z podwyższonymi próbami wątrobowymi, z nadciśnieniem, bólami kolan, wiecznym zmęczeniem. Teraz super. I niech mi nikt nie mówi że zioła, soki i zmiana diety nie skutkują:) Niestety pod koniec spaceru mąż zalał się potem, miał miękkie kolana i teraz on próbował się zwalić na trawę z powodu spadku cukru. A mówi się, że faceci to twardziele. Ja próbowałam się zwalić na trawę koło 9 dnia głodówki, a nie po paru godzinach. Na szczęście doszliśmy do domu, bo sobie nie wyobrażam jak bym z labradorkiem zaciągnęła do domu prawie dwumetrowego faceta:) DZIEŃ CZTERDZIESTY DRUGI 42! KONIEC ! ALLELUJA! DAŁAM RADĘ! No i doczekałam się jest ostatni dzień głodówki! Oczywiście znowu w pracy z zupą cebulową i sokiem pomidorowym. Właściwie to nie czuję takiej ulgi, że fajnie, że koniec. Bardziej cieszy mnie to , że dałam radę. Teraz wychodzenie z głodówki, ale już wiem co dalej. Dzisiaj dostałam od pacjenta olej Budwigowy. Więc jutro do soków i zupy cebulowej wprowadzę pastę. Właściwie to powinnam może zostać testerem diet i metod antynowotworowych:) Dzisiaj tak się zastanawiałam czy mam na coś ochotę. Na coś co jest do zjedzenia, i wyszło mi, że poza dobrą kawą orkiszową i kostką gorzkiej czekolady na nic. Ponieważ młody gniewny zobaczył dzisiaj zamiast żywności światło w lodówce, po mojej pracy pojechaliśmy do sklepu na zakupy. Oczywiście znowu mąż i młody wytoczyli ostre działa. Zupełnie nie wiem o co w tym chodzi. Cały czas jest spokój, wchodzimy do sklepu i zaczyna się wojna. Najpierw podjazdowa, a za chwilę regularna bitwa. Na szczeście przypomnieli sobie, że jeszcze raz będzie afera sklepowa to już nie jeżdżą ze mną. I jakoś rozeszło się po kościach. Wieczór też upłynął w ciszy, spokoju, bez fochów. oby tak dalej. Za parę dni wybieram się na onkologię na hospitalizację. Mam nadzieję, że będzie dobrze. MUSI BYĆ :):)
W czasie pierwszego oczyszczania nic nie wyszło:) Ale większość pisze, że tak ma być. Drugie oczyszczanie pełen sukces wyszło około dwustu kamieni wątrobowych. Był to szokujący widok. Jak można być zdrowym mając tyle świństwa w sobie? Nie można! Po oczyszczaniu zaczęłam czuć się po prostu świetnie i chciałabym żeby każdy mógł poczuć się jak ja:) Oczyszczanie wątroby jest najskuteczniejszym sposobem na poprawę zdrowia. W czasie oczyszczania pozbywamy się kamieni wątrobowych, które nagromadzone przez lata zalegają przewody żółciowe i utrudniają pracę wątroby. Praktycznie każdy z nas ma kamienie, nawet kilkuletnie dzieci, a z wiekiem jest ich coraz więcej i praca wątroby jest coraz bardziej utrudniona. Podczas kuracji, równocześnie z wątrobą, oczyszcza się trzustka i woreczek żółciowy. Osoby z usuniętym woreczkiem żółciowym również mogą i powinny oczyszczać wątrobę ponieważ brak woreczka nie oznacza braku kamieni w przewodach żółciowych wątroby. Osoby ze stwierdzonymi kamieniami w woreczku żółciowym powinny, zwłaszcza przed kuracją, co rano wypijać szklankę ciepłej wody z łyżeczką soku z cytryny lub octu jabłkowego, aby rozmiękczyć zalegające kamienie. Jest to polecany sposób na rozpoczęcie dnia dla każdego i nie tylko przed oczyszczaniem. Dzięki temu pozbędziemy się złogów, rozpuścimy kamienie oraz odkwasimy organizm. Trzeba jednak pamiętać że ocet jabłkowy działa silniej i u wrażliwych osób może podrażniać żołądek, sok z cytryny natomiast działa wolniej i łagodniej. Można również na tydzień przed planowanym oczyszczeniem wypić codziennie litr soku jabłkowego. W efekcie oczyszczania mamy: lepsze samopoczucie psychiczne i fizyczne, więcej energii, lepsze trawienie znikają wzdęcia znikają migreny ustępują różnego rodzaju alergie ustępują problemy skórne (w tym przetłuszczanie twarzy) młodniejemy! Jest bardzo ważne aby w czasie kuracji wątroba była wolna od pasożytów. W przeciwnym razie pasożyty zablokują wydostanie się kamieni a osoba przeprowadzająca kurację będzie bardzo osłabiona. Jednym ze sposobów są zioła na pasożyty, które mieszamy w równych proporcjach: kora dębu kora kruszyny piołun wrotycz Łyżeczkę ziół zalewamy wieczorem pół litrem wrzątku a rano przecedzamy i na czczo wypijamy połowę (minimum pół szklanki). Pozostały napar trzymamy w lodówce i wypijamy kolejnego ranka. Zioła należy pić przez 6 kolejnych dni poprzedzających kurację wątrobową. Między kuracjami wystarczy że zioła będziemy pić raz w tygodniu i wtedy nie musimy powtarzać sześciodniowego cyklu przed każdym oczyszczaniem. Jeśli nie jesteśmy w stanie dostać któregoś z podanych ziół, mieszankę robimy z pozostałych. W tygodniu poprzedzającym właściwą kuracją zaleca się wcześniejsze rozgrzanie i zrelaksowanie ciała poprzez gorącą kąpiel lub saunę. Ostatnią rozluźniającą kąpiel dobrze jest zrobić na dzień przed kuracja. Również zalecane jest oczyszczenie jelit przed oczyszczaniem wątroby. Jedną z najskuteczniejszych metod jest lewatywa. Czyste jelita sprzyjają łagodniejszemu przechodzeniu oczyszczania; zapobiegają bólom głowy i nie blokują wychodzących kamieni. Jeśli jednak dla kogoś lewatywa jest nie do zaakceptowania lepiej zrobić oczyszczanie wątroby bez lewatyw niż nie robić wcale. Osoby którym lewatywa nie jest obca powinny zrobić ją w dniu oczyszczania oraz rano następnego dnia. Do kuracji potrzebujemy: ———————————————————————————————————— 1-2 litry lub więcej soku z kwaśnych jabłek (lub innych kwaśnych owoców) 100 ml oliwy lub innego oleju roślinnego 100ml oliwy to odpowiednia ilość dla osób które robią oczyszczanie po raz pierwszy, jeśli pierwsze oczyszczanie przebiegło łagodnie można zwiększyć ilość oliwy. Osoby starsze powinny raczej pozostać przy 100ml. Przetestowałam wariant ze 100 i 200ml i przy podwójnej dawce oliwy zawsze było mi niedobrze, ale oczywiście każdy będzie reagował inaczej. 100 ml świeżo wyciśniętego soku z grapefruitów (może być więcej) sok z połówki cytryny (można pominąć) 25g (2 łyżki) soli gorzkiej (siarczan magnezu, magnesium sulphate, ang. Epsom salt) termofor ———————————————————————————————————— Na 2-3 dni przed kuracją należy przejść na dietę wegetariańską, (również bez ryb ja nie mam problemów z dietą bo od czasu diagnozy żywię się głównie warzywami i owocami), bez potraw smażonych i ciężkostrawnych. Najlepiej jest odżywiać się wtedy produktami pochodzenia roślinnego gotowanymi lub duszonymi. Efekty kuracji będą lepsze. Zaleca się aby w dzień oczyszczania nic nie jeść. Dopuszczalne jest lekkie śniadanie czy obiad ale nie później niż do godziny 14:00. Jedząc po tej godzinie możemy sobie zaszkodzić. Na lekki posiłek może składać się np. chleb z miodem lub dżemem (bez masła), kasza gotowana na wodzie z duszonym owocami lub warzywami. Żadne tłuszcze czy mleko nie są dozwolone. Nie wolno również stosować przypraw, z wyjątkiem odrobiny soli. Przez cały dzień należy pić sok z kwaśnych odmian jabłek lub mieszankę soków z innych kwaśnych owoców, które zwiększą ciśnienie w wątrobie i dzięki temu kamienie zostaną szybciej wypchnięte na zewnątrz. Soki te mają również na celu rozmiękczanie i rozpuszczanie kamieni aby ich wydalenie było łatwiejsze. A oto plan działania: ———————————————————————————————————— 14:00 niczego już nie pić i nie jeść. 18:00 przygotować 2 porcje soli gorzkiej: dwie szklanki napełnić wodą do 3/4 objętości, do każdej szklanki wsypać 1 łyżkę soli gorzkiej, wymieszać. Wypić pierwszą porcję. Sól gorzka działa przeczyszczająco i rozszerza przewody żółciowe przez co kamienie łatwiej wyjdą. Niektórzy zalecają picie soli również następnego dnia rano. Wypróbowałam obie wersje i wg mnie picie soli rano jest całkowicie zbędne. Kamienie i tak wyjdą w swoim czasie a przynajmniej nie musimy co chwilę biegać do toalety. 20:00 wypić drugą porcję gorzkiej soli. 22:00 oliwę i sok z grapefruitów oraz sok z cytryny wlać do słoika z zakrętką i dobrze wstrząsnąć. Wypić. Można mieszankę zmiksować blenderem jak ktoś ma. ———————————————————————————————————— Oliwę z sokiem najłatwiej jest wypić przez słomkę. Sok z grapefruitów sprawdza się tu świetnie, gdyż dobrze łączy się z oliwą i mikstura ma smak grapefruitów a nie oliwy, pod warunkiem że jest świeżo wyciśnięty. Obowiązkowo, natychmiast położyć się do łóżka z gorącym termoforem na wątrobie (prawe podżebrze). Leżeć spokojnie przez około 20 minut, potem również należy unikać wstawania czy chodzenia. Spróbować zasnąć. Czasem w nocy mogą wystąpić wymioty. Jest to efekt po wypiciu oliwy, kiedy zostaje uwolniona duża ilość żółci, której jelito nie jest w stanie przyjąć. Nadmiar żółci dostaje się do żołądka. PH żołądka musi być kwaśne aby był on w stanie utrzymać i strawić pokarm, żółć, która ma charakter zasadowy zmienia pH żołądka. Żołądek nie jest w stanie utrzymać zawartości i następują wymioty. Następnego dnia po każdym skorzystaniu z toalety warto zobaczyć co z nas „wyszło”. Po pierwszym oczyszczaniu może nie być kamieni. Będzie za to dużo starej żółci, kawałków pleśni, koreczków cholesterolowych które wyglądem przypominają groszki, oraz kryształków cholesterolu w formie piany unoszącej się na powierzchni. Kamienie pojawią się podczas kolejnych oczyszczań. Mają one konsystencję plasteliny i wielkość od pestki jabłka do orzecha laskowego czy ziarna fasoli. Ponieważ zawierają cholesterol będą unosić się na powierzchni wody. Kamienie mogą być brązowe, białe, żółte, bordowe lub zielone. Obecność zielonych kamieni świadczy o tym że z całą pewnością powstały one w wątrobie gdyż tylko żółć wątrobowa ma zielony kolor. Po oczyszczaniu może pojawić się ból lub kłucie w okolicach wątroby, jest to znak że kamienie zostały poruszone i dają o sobie znać. Aby się ich pozbyć potrzebne będą kolejne oczyszczania gdyż przez lata dobrze się wpasowały w przewody żółciowe i siedzą mocno zaczopowane. Każde kolejne oczyszczanie je obluzuje i w końcu płynąca żółć będzie w stanie je przepchnąć i wyrzucić z wątroby. Kurację należy powtarzać co 2-4 tygodnie do momentu aż kamienie przestaną się pojawiać. Życzę owocnego oczyszczania:) Jeśli ktoś chciałby dokładniej poznać zagadnienie oczyszczania wątroby polecam następujące pozycje z których korzystałam również przy pisaniu powyższego tekstu: Hulda Clark – „Kuracja życia” Michał Tombak – „Czy można żyć 150 lat?” Nadieżda Siemionowa – „Uwolnij się od pasożytów i żyj bez nich” Nadieżda Siemionowa – „Człowiek – sól ziemi” Gienadij Małachow – „Oczyszczanie organizmu” Iwan Nieumywakin – „Endoekologia zdrowia” Olga Jelisejewa – „Metody oczyszczania i regeneracji organizmu”
Ponad 5000 funkcji życiowych i ponad 500 procesów chemicznych — to wszystko nadzoruje wątroba. To jeden z najważniejszych organów Twojego organizmu. Jest Twoim filtrem. Neutralizuje szkodliwe działanie jedzenia, leków, alkoholu czy toksyn, dlatego musi funkcjonować jak najsprawniej. Pamiętaj! Wątroba rzadko daje znać, że jest przemęczona. Nie boli, więc nie dostajesz sygnału, że należy ją oczyścić. Twój organizm powoli jest coraz bardziej wyniszczany. Chorujesz. Czujesz się coraz gorzej. Wątroba wciąż nie boli, ale to jej przemęczenie jest przyczyną chorób.
Za co odpowiada wątroba?
Czy wiesz, że w ciągu roku w organizmie gromadzi się aż 8 kg toksyn?
Skąd toksyny w Twoim organizmie?
Musisz wspierać pracę swojej wątroby. Nie czekaj, aż zaczniesz chorować. Nie czekaj, aż wyniszczysz organizm.
Naturalne lekarstwa
Co jeść, żeby pomóc wątrobie?
! Przy problemach z wątrobą pij co najmniej 8 szklanek dziennie.
Czego unikać przy problemach z wątrobą?
Co wyeliminować z diety?
SOKI NA REGENERACJE WĄTROBY
Jabłkowa świeżość
Sok buraczany
Sok marchwiowo-jabłkowy
Sok wspierający komórki
Niesamowity wschód słońca
Sekret Popeye’a
Sok sprzyjający spalaniu tłuszczu
Sok na rozpuszczenie kamieni żółciowych
Sok na obniżenie cholesterolu we krwi
Sok zalecany przy stłuszczaniu wątroby
Sok uzdrawiający wątrobę
Sok zalecany przy zespole metabolicznym i cukrzycy typu II
Napój pomidorowy
Sok oczyszczający wątrobę
Źródło terapiasokami.pl
Jest to dobra wiadomość dla tych, którzy stronią od piekarnika … krajanka jest bez pieczenia 😉 . Prosta w wykonaniu, dość słodka, lekko ciągnąca się, choć łatwa do pokrojenia i przypomina batonik. Przepis z ‚The Australian Women’s Weekly’ – ‚Simple slices’. Pewne rzeczy w diecie chorego na raka są zabronione. Pewnie byśmy polemizowali nad składem ale od czasu do czasu w akcie desperacji coś słodkiego każdemu się przyda:) Jeśli chodzi o zasadowość masło jest obojętne, a w przekonaniu mojego Szamana cukier trzcinowy będzie ok, jak ktoś chce może być i stewia. Ja zrobiłam w wersji z cukrem wyszło bardzo słodkie. Myślę,że następnym razem cukier pominę na korzyść miodu.:) Składniki: 60 g masła W małym garnuszku wymieszać masło, miód, cukier, masło orzechowe i marmoladę, ( ciekawostka jest taka, że marmolada jest zasadowa!!)lekko podgrzać, do rozpuszczenia cukru. Jak cukier się rozpuści doprowadzić do wrzenia, natychmiast zdjąć z palnika. Wsypać pozostałe składniki, wymieszać. Formę kwadratową o boku 23 cm natłuścić, wcisnąć w nią gotową masę. Włożyć do lodówki, aż do stężenia. Przechowywać również w lodówce, przykrytą, do tygodnia czasu.( u mnie tydzień nie wytrzymała 🙂 ) Grzyby co mogą zdziałać w naszym organizmie. Candida albicans to pasożytniczy grzyb z rodziny drożdżaków, który żyje w przewodzie pokarmowym człowieka, składając się na florę fizjologiczną jelita. Patogenne bakterie mogą zacząć się rozmnażać w przewodzie pokarmowym i dochodzi do pojawienia się objawów zatrucia pokarmowego. Niestety, antybiotyki nie potrafią odróżniać bakterii nieszkodliwych od tych chorobotwórczych. Podawanie antybiotyków podczas infekcji bakteryjnej co prawda leczy i eliminuje zwykle przyczynę zachorowania, ale jednocześnie niszczy naturalnie występujące w okrężnicy bakterie. Powoduje to ogromne zaburzenia prawidłowej mikroflory jelit co czasem przyczynia się do tego, że zaczynają się namnażać drobnoustroje chorobotwórcze, które są oporne na podawany antybiotyk, i nie znajdują żadnej konkurencji w postaci innych bakterii, które zostały wybite przez zastosowany lek. W takiej sytuacji może dochodzić do rozwinięcia się kolejnej choroby o podłożu bakteryjnym, która obejmuje przewód pokarmowy. (Dlatego, ważne jest aby w trakcie badań sprawdzać nie tylko Candidę ale również bakterie i mogące się pojawiać pasożyty) Równowaga mikroflory polega na dominującej roli dobroczynnej bakterii acidophilus. Jeżeli spowodujemy degradację i niszczenie własnej flory jelitowej, to na miejsce pożytecznych bakterii spełniających ważne funkcje w organizmie rozwijają się patogenne bakterie chorobotwórcze lub występujące śladowo przy prawidłowej florze jelitowej formy grzybów, jak np. Candida albicans, który zaczyna się rozrastać i przejmuje rolę dominującą. Niestety, grzyb kolonizując jelita, wydziela szereg substancji z własnych procesów metabolicznych, zatruwa organizm przez produkty przemiany materii, oraz zaburza prawidłowe funkcjonowanie organizmu. Stan taki prowadzi do rozchwiania prawidłowych czynności narządów i tkanek, co w konsekwencji przynosi rozmaite dolegliwości czy choroby. Candida przez swoje oddziaływanie na ścianę jelita powoduje jej nieszczelność i zdolność przenikania przez ścianę jelita substancji, które normalnie nie powinny się pojawić we krwi. Prowadzi to do przeciążenia organów wydalniczych jak nerki czy wątroba. Pojawiają się niewspółmierne reakcje układu immunologicznego na nie, np. alergia na składniki żywieniowe, kosmetyki, zapachy. Dotychczas nieszkodliwe substancje stają się alergenami wziewnymi. Kandydoza – jest to grzybica spowodowana przez grzyby candida. Grzyby te najczęściej powodują infekcje skóry i błony śluzowej, mogą też objąć swoim oddziaływaniem cały organizm, wtedy mówimy o grzybicy ogólnoustrojowej. Zdarza się to jednak bardzo rzadko i jest spowodowane całkowitym spadkiem odporności. Najczęściej atakującymi grzybami są Candida albicans (bielnik), w sumie jest ich ok. 200 rodzajów, a najpopularniejsze z nich to: C. tropicalis, C. parapsilosis, C. glabrata, C. krusei, C. stellatoidea, C. lusitaniae. Grzybica jest chorobą bardzo trudną w leczeniu, przebiegającą z licznymi nawrotami. Przyczyna niepowodzeń w leczeniu grzybic leży w tym, że drożdżaki osiągnęły znacznie wyższy szczebel rozwoju niż bakterie, w związku z czym lepiej i szybciej potrafią przystosować się do zmiennych warunków środowiska. Są trudniejsze do zniszczenia, szybko nabywają oporność na kolejno stosowane leki, dlatego też leczenie nie przynosi pożądanych efektów. Czynnikami wywołującymi nadmierny rozrost grzybów Candida w organizmie człowieka są: spadek odporności organizmu; (Polecam przyszłym mamom lub planującym ciąże, sprawdzić u siebie Candidę, aby nie przekazać jej dziecku.) Co do ostatniego punktu, chodzi tu o niedobór w organizmie wszystkich składników odżywczych lub pojedynczych składników spowodowanych ich niską podażą w pożywieniu – białek, węglowodanów, tłuszczów, błonnika roślinnego, witamin (zwłaszcza z grupy B) i związków mineralnych. Do tego mogą dołączyć, także zaburzenia ich wchłaniania w jelitach spowodowane różnymi czynnikami. Ważną przyczyną rozwoju drożdżycy jest nadużywanie cukru i jego przetworów, a także wysokoprzetworzonych produktów skrobiowych. Produkty wysokoprzetworzone nie zawierają błonnika stanowiącego niezbędne podłoże do hodowli bakterii acidofilnych (probiotycznych) w jelicie grubym, a spadek liczby tych bakterii powoduje niedobór produkowanych przez nie witamin. Dodatkowo w procesie metabolizmu cukrów powstają toksyczne produkty przemiany materii, a ich wydalenie wymaga udziału dużej ilości witamin i minerałów. Ponieważ produkty wysokoprzetworzone nie zawierają dostatecznej ilości witamin, organizm jest zmuszony sięgnąć po nie do rezerw zmagazynowanych w wątrobie, a jeśli tych rezerw nie ma – zabiera witaminy i minerały z tkanek. W efekcie niedoboru witamin i minerałów w tkankach pojawiają się komórki nie w pełni ukształtowane, osłabione, bardziej podatne na enzymatyczny atak grzyba Candida, niż komórki zdrowe, zaś spadek odporności spowodowany niedoborem witamin eliminuje ostatni czynnik zapobiegający rozwojowi tego grzyba. Nadmierna ilość grzybów Candida w organizmie może przyczynić się do powstania różnych chorób np. astmy, cukrzycy, choroby żołądka (refluks), jelit np. zespół nieszczelnego jelita, zespół jelita drażliwego, wrzodziejące zapalenie jelita grubego oraz wielu innych pozornie nie związanych z obecnością candidy. Bardzo wiele symptomów może być sygnałem, który świadczy o tym, że w organizmie zagnieździł się drożdżak candida: zmęczenie; cienie pod oczami; Objawy te powinny być sygnałem, że w organizmie prawdopodobnie obecny jest grzyb candida. Jeśli macie wątpliwości co do obecności grzybów i pasożytów proponuję wykonanie terapi Mora. Jest to zupełnie bezbolesne badanie, po którym dowiemy się co w sobie wychodowaliśmy. Ja nie będę się chwalić moją listą, ale super jest to , że nie mam pasożytów:) Jeśli chodzi o tempienie grzybów dostałam preparat Candida Support. Badanie nie jest tanie preparat również, ale po tym jak się dowiedziałam, że niektóre nowotwory powstają z grzybów postanowiłam je wykonać. Candida do raka Pod koniec XX wieku, szczególnie w krajach uprzemysłowionych pojawiła się nowa grupa pacjentów, uskarżająca się na zespół niejasnych, na pozór niepowiązanych ze sobą symptomów, przejawiających się byciem chorym totalnie, z objawami wielu różnych chorób występujących jednocześnie. Pacjenci kierowani są do różnych specjalistów, którzy stwierdzają, że wszystko jest z nimi OK. Ostatnim ze specjalistów jest przeważnie psychiatra, który stwierdza, że wszystko to jest u pacjenta w głowie, że pacjent wmawia sobie te choroby. Czyżby? Pojawianie się tego rodzaju pacjentów nastąpiło lata po tym jak współczesna medycyna zdecydowała się leczyć większość schorzeń przy pomocy antybiotyków, czyli produktów pleśni. Antybiotyk o szerokim spektrum zabija wszelkie bakterie w organizmie człowieka nawet te przyjazne, które współzawodniczą o kolonizacje naszego przewodu pokarmowego z adwersarzem zwanym candida albicans. Candida albicans jest niepozornym organizmem bakteryjno-drożdżowym z pogranicza świata roślinnego, zamieszkującym dolną cześć przewodu pokarmowego od momentu naszego przyjścia na ten świat. Spełnia on ważna rolę trawienną pomagając w procesie rozkładu cukru przez organizm. Jego drugie oblicze, jako niszczyciela naszego systemu immunologicznego w przypadku jego przerostu, poznajemy ostatnimi laty, chociaż pierwsze przypadki były opisane już przez ojca przysięgi lekarskiej Hipokratesa. Candida jest obecny praktycznie wszędzie w środowisku i dopóki nasz organizm posiada normalne funkcje obronne jest dla nas niegroźny. Inni mieszkańcy jelit to tzw. „pozytywne” bakterie: acidophilus, bulgaricus, bifudus i inne. Podobnie jak candida, odgrywają ważna rolę w trawieniu, ponadto, co jest mniej rozpowszechnione lub uznawane, kontrolują rozwój candidy albicans odżywiając się nim. Te pozytywne bakterie są zasiedlane w przewodzie pokarmowym z mlekiem matki. Sam fakt nie karmienia noworodka piersią może powodować niekorzystny stan braku równowagi miedzy pozytywnymi bakteriami a candida, co czasami ma poważne konsekwencje w przyszłości. Głównym czynnikiem sprzyjającym przerostowi candida jest nadmierne przyjmowanie antybiotyków szczególnie o szerokim spektrum. Antybiotyk będący produktem pleśni o właściwościach bakteriobójczych, nie jest w stanie wybiórczo unicestwić złych bakterii pozostawiając lactobicilus, który spełnia pozytywną rolę. Usuwa wszystkie bakterie napotkane bez wyjątku kreując w ten sposób nierównowagę i początek problemów. Niestety lekarz nie doradza nam byśmy w trakcie kuracji lub po jej zakończeniu zasiedlili przewód pokarmowy ponownie przyjaznymi bakteriami, usuniętymi przez antybiotyk, a tak niezbędnymi dla naszego zdrowia i dobrego samopoczucia. Dokonać tego można przy pomocy probiotyków, czyli zasuszonych szczepów pozytywnych bakterii, które w sprzyjających warunkach, czyli wilgoci i ciepła (jelita) zaczynają się rozrastać, odtwarzając równowagę zaburzoną przyjmowaniem antybiotyków. Kupując probiotyki należy zwrócić uwagę by były jak najświeższe, najlepiej schłodzone i były liczone w miliardach a najlepiej w dziesiątkach miliardów. Nie neguję powyższymi stwierdzeniami zbawczej roli antybiotyków w sytuacjach zagrażających życiu, ale podawanie ich, a szczególnie tych o szerokim spektrum, w sytuacjach np. zaziębienia, itp. graniczy z lekkomyślnością. Na szczęście wg ostatnich statystyk, na skutek wzrastającej świadomości lekarzy i pacjentów, ilość przepisywanych recept na antybiotyki spadła o 30%. Kolejnym powodem przerostu drożdży w organizmie jest współczesna dieta, która odbiega znacznie od tego czym żywiliśmy się w czasach, gdy nasze życie towarzyskie kwitło w jaskiniach. Tu skubnęliśmy jakiegoś korzonka, tam warzywko, potem jakiś owoc czy zwierzątko. Było to pożywienie w naturalnej nieskażonej, nieprzetworzonej, świeżej postaci o wysokich walorach odżywczych i antygrzybiczych. Współczesna, „niepsująca” się żywność nafaszerowana jest konserwantami o negatywnych wpływie na zdrowie człowieka. Produkty te są trwałe, łatwe w przechowywaniu i przyrządzaniu, ale są martwe. Nie zawierają żywych składników odżywczych potrzebnych człowiekowi do rozwoju i kontrolowania populacji drożdży w organizmie. Przykładem może być tu chleb nasz powszedni, sporządzony z oczyszczonej mąki z dodatkiem wody z kranu (chlor, fluor) i drożdży. Po takim przyrządzeniu trudno doszukać się w chlebie jakichś wartości, chyba, że po zamianie w cukier (proste węglowodany są zamieniane w cukier), świetnej pożywki dla candida. Dobrym przykładem „zdrowotnych” właściwości oczyszczonej żywności niech będzie zdarzenie z czasów wojny w Wietnamie. Gdy zabrakło miejscowego ryżu dla armii i ludności południowo-wietnamskiej sprowadzono „ulepszony”, biały ryż z USA. W krótkim czasie wśród ludzi, jak i inwentarza zwiększyła się liczba różnych pospolitych chorób. Ktoś zauważył, że kury karmione miejscowym ryżem mają się nadal dobrze, a te na amerykańskim wikcie padały jak muchy. Gdy, do głównie ryżowej diety południowo azjatyckiej, wprowadzono z powrotem naturalny, nieoczyszczony ryż miejscowy, sytuacja zdrowotna konsumentów poprawiła się momentalnie. Chodzi o to, że główne składniki odżywcze są zawarte w łupinie zbóż, która jest usuwana w nowoczesnym procesie oczyszczania. Generalną zasadą zdrowego żywienia jest nie spożywanie żywności zapakowanej fabrycznie z różnymi kolorowymi napisami świadczącymi o ich rzekomych właściwościach odżywczych. Zdaję sobie sprawę, że jest to trudne do osiągnięcia w dzisiejszych czasach. Starajmy się więc chociaż ograniczyć ilość takiej żywności do minimum. Ogólnie dostępne mięso jest coraz częściej nafaszerowane antybiotykami. hormonami i sterydami, które dodawane do pasz powodują szybszy wzrost i większą wydajność zwierząt. Tą też drogą dostają się antybiotyki do mleka, kiełbasy, kotletów. Przejdźmy teraz do głównego żywiciela drożdży – cukru. W dawnych czasach nie znano cukru w jego czystej rafinowanej postaci. Cukier w postaci białego proszku pojawił się około XVIII wieku. Początkowo był bardzo drogi (dla przykładu: król mógł sobie finansowo pozwolić na, z grubsza licząc, jedna łyżkę cukru dziennie), i nie był osiągalny dla szerszych mas, gdyż wspomniana łyżka stanowiła równowartość rocznych dochodów chłopa. Wygląda na to, że w dzisiejszych czasach powodzi nam się lepiej niż monarchom. Z czasem, gdy rafinacja cukru potaniała stał się on ogólnie dostępny i używany. śmiem sądzić, że nawet nadużywany! Dla przykładu, wiadomo, że cukier ma negatywne działanie na zęby. Mimo to czy spotkaliście kiedykolwiek pastę do zębów, która byłaby niesłodka. Ogólna słodycz wokół nas przypomina mi inną sytuację handlową. Producenci słodkawej gumy do żucia przekonują nas w reklamach, iż życie nam się nie uda jak nie będziemy ciągle ciamkać. Czy zauważyliście te stosy słodyczy przy kasach sklepowych ułożonych na wysokości wzroku naszych pociech. Jest to ostatnia szansa wchłonięcia w siebie błogiej słodyczy. Cukier by być strawionym zużywa duże ilości witamin i soli mineralnych dając nam chwilowy przypływ energii, który w zależności od ilości spożycia kończy się różnymi stopniami mini upojenia alkoholowego. Wspomniane drożdże candida albicans potrzebują dużych ilości cukru do swojego rozwoju i ekspansji zaśmiecając nasz organizm odchodami jego przemiany. Dlaczego wspomniałem o alkoholu? Otóż cukier, czy to w czystej postaci, czy prostych węglowodanów, w połączeniu z drożdżami w jelitach produkuje alkohol, im większy przerost drożdży tym większe zapotrzebowanie na cukier lub alkohol, który jest niczym innym jak skondensowanym cukrem. Człowiek jest chodzącą fabryką alkoholu posiadając na wyposażeniu potrzebne do jego produkcji drożdże w przewodzie pokarmowym i zamiłowanie do cukru i prostych węglowodanów, które błyskawicznie są zamieniane w cukier. Jeśli dostarczymy drożdżom potrzebną ilość prostych węglowodanów w postaci pieczywa, makaronu, ziemniaków – efektem końcowym jest alkohol. Będąc lekko wstawionym po niewłaściwym posiłku łatwiej jest sięgnąć po drugi kieliszek. Duży wpływ na przerost drożdży ma też promieniowanie jądrowe i inne jego rodzaje. W Japonii gdzie po wybuchach bomb jądrowych ciągle się ono utrzymuje znane są przypadki bycia pijanym bez picia. Jeden z żołnierzy bazy amerykańskiej był często aresztowany za spożycie alkoholu stwierdzone testerami. Problem polegał na tym, że był abstynentem. Po odesłaniu go (za złe prowadzenie siebie i samochodu), do USA zawartość alkoholu w jego krwi znacznie spadła. Niektórzy ludzie posiadają tak duży przerost drożdży, że nawet minimalne ilości alkoholu czynią ich pijanym albo nie mogą się zatrzymać, kiedy zaczynają pić, oczywiście są to przypadki dość szczególne. Wspomniałem wcześniej pozytywne, przyjazne bakterie rezydujące w naszym jelicie grubym jak: Lactobicilus acidophilus, bulgaricus i ich zbawienny wpływ na nasze zdrowie. Według lekarzy medycyny naturalnej większość chorób ma początek w naszym jelicie grubym gdzie odbywa się walka między naszymi obronnymi bakteriami a candida. Normalnie pracujący przewód pokarmowy nie powinien przypominać magazynu tylko wydajną fabrykę, wysyłającą nas na posiedzenia zarządu w ubikacji co najmniej 3 razy dziennie. Skrócenie tranzytu materiału fekalnego przez jelita i wyeliminowanie jego zalegania (10% wagi niektórych ludzi), spowoduje krótszy czas w jakim candida może znaleźć w jelicie grubym coś dla siebie. Możemy dostarczyć naszemu organizmowi wszystkie potrzebne składniki w lekkostrawnej formie odciążając nasz przewód pokarmowy. Oczywiście musimy zrezygnować z tzw. pokarmów smacznych. Smak jest zresztą kwestią umowną i przyzwyczajenia. Warto jest zrezygnować z chwilowej smakowej przyjemności na korzyść długotrwałej podwyższonej jakości funkcjonowania w ciągu dnia. Innymi słowy – jedzmy żeby dobrze żyć, a nie – żyjmy żeby „dobrze” jeść. Pojęcie dobrych bakterii jest ośmieszane, a co najmniej pomijane we współczesnej oficjalnej medycynie. (Z przyjemnością stwierdzam pozytywne nastawienie do tych dobrych bakteri w ostatnim czasie(przyp. aut. 28VI2007)). Nic dziwnego gdyż potraktowanie wspólnej przyczyny wszystkich wymienianych objawów, a nie każdego z osobna, powoduje stopniowy powrót chorego do zdrowia, co oznacza utratę pacjenta. Brak oficjalnych badań na ten temat i dowodów w postaci zdjęć lub opracowań powoduje zaliczenie tematu flory jelit do opowiadań wyjętych z bajek. Według oficjalnych źródeł dopuszcza się możliwość przerostu candidy u pacjentów o silnie obniżonych funkcjach układu odpornościowego, tak jak pacjenci z AIDS czy rakiem. Jedynymi przypadkami traktowanymi jako grzybicze są choroby skóry, paznokci, białe naloty na języku lub drożdżycowe zapalenia pochwy gdyż są one widoczne na zewnątrz. Niestety jest to tylko przysłowiowy czubek góry lodowej, na który smarowanie, czy atakowanie antybiotykami nie ma wpływu lub ma negatywny. Ten proces (rozrostu drożdży), zaczyna się w jelicie grubym. Według opracowań amerykańskich coraz więcej pacjentów korzysta ze środków medycyny naturalnej, oraz wraca do naturalnego odżywiania. Wygląda na to, że zawód lekarza pomału zanika z powodu bezskuteczności traktowania chorób przewlekłych. Jednym z lekarzy, którzy się nawrócili był niejaki dr. Kellogs, ten sam, który propagował płatki kukurydziane nazwane od jego imienia. Był on chirurgiem, który w pewnym momencie zrezygnował z intratnej posady i zaczął leczyć przy pomocy lewatyw i podawania jogurtu bogatego w kolonie acidophilus. Był on wyznawcą teorii, iż większość chorób zaczyna się w zapchanym, przerośniętym drożdżami, przewodzie pokarmowym. Trudno powiedzieć co spowodowało ten nagły zwrot w jego karierze. Można podejrzewać, że był to widok i zapach białego grzyba przerastającego organy pacjentów, którzy przegrali walkę o życie. Dobrą wiadomością powinien być fakt, iż jednym z najcenniejszych składników naszej, niestety nienajzdrowszej polskiej diety, jest kwaszona kapusta, która, prócz wspomnianego wyżej jogurtu, czy zsiadłego mleka, zawiera niezmierzone ilości pozytywnych bakterii. Połączenie naszej typowej węglowodanowej i mięsnej diety z elementami zachodniej (antybiotykowej, sterydowej, konserwowej i słodkiej), czyni nas, jako grupę etniczną, szczególnie podatnych na przerost candidy, a co za tym idzie niezliczone problemy zdrowotne. Poczym zderzamy się z medycyną nastawioną na leczenie symptomów, a nie przyczyn naszych schorzeń. Dopóki jesteśmy młodzi, posiadamy silny system obronny, odżywiamy się w miarę zdrowo i unikamy innych, wcześniej wymienionych czynników sprzyjających przerostowi drożdży, w naszym organizmie ma miejsce równowaga. Candida albicans spełnia swoje pierwotne, ważne funkcje zachowując dobrosąsiedzkie stosunki z koloniami acidophilus czy bulgaricus, które kontrolują jego terytorialne zapędy po naszych małych występkach, takich jak imieniny, wypłata czy święta. Jeśli nadużywamy cierpliwości i wytrwałości przyjaznych bakterii, candida albicans rozpoczyna swój trudny do pohamowania i brzemienny w skutkach rozwój. Ubocznym skutkiem tego rozwoju jest około 80 trucizn, którymi zanieczyszcza nasz organizm. Jedną z nich jest acetaldehyd trudny do usunięcia z tkanek, oprócz niego etanol (alkohol) i formaldehyd i wiele, wiele innych. Wzrastające zanieczyszczenie i przeciążenie naszego organizmu, które zaczyna się przejawiać zmęczeniem, zawrotami i bólami głowy, nerwowością i innymi opisanymi we wstępie, starają się skompensować nasze organy oczyszczające – nerki, wątroba czy układ limfatyczny. Sprawę pogarszają pasożyty mnożące się w zatkanym przewodzie pokarmowym i innych częściach, zasilając i tak osłabiony organizm truciznami swej przemiany materii. Wątroba, która jest głównym organem oczyszczającym przeciążona ciągłym zalewem trucizn i kamieniami w woreczku spełnia swe funkcje w coraz bardziej ograniczonym zakresie. Przeciążenie tych organów i styczność z innymi czynnikami sprawczymi powoduje ich stany zapalne. Wizyta u lekarza z powodu tych kłopotów może się zakończyć przepisaniem antybiotyku, czyli dolaniem oliwy do i tak już pokaźnego pożaru. W międzyczasie pojawiają się inne przejawy przerostu candidy. Drożdżycowe zapalenia pochwy lub prostaty. Należy tu zaznaczyć, że oba te organy znajdują się w anatomicznej bliskości kwatery głównej candidy, czyli jelita grubego. Jednym z przejawów rozwijającego się candida jest trądzik (acne) i inne wykwity skórne, które mogą być potraktowane antybiotykiem, candida gdyby mógł mówić nazwałby to „strzałem w dziesiątkę”. Problem z candidą polega na tym, że jest on z nami od 4-5 miesiąca życia, więc testy na jego obecność nic nie dadzą. Chodzi tu nie o fakt jego obecności, ale o problem niekontrolowanego rozrostu. Zgodność objawów przerostu z wymienionymi w części 1, prawdopodobieństwo wystawienia na czynniki sprawcze, chwilowe pogorszenie symptomów po zastosowaniu środków antygrzybiczych oraz poprawa zdrowia przy kontynuowaniu kuracji są najlepszym dowodem na istnienie przerostu w początkowej fazie. Ten prosty bakteryjny organizm ma możliwość adaptacji do zmieniających się warunków oraz zmiany swej formy z bakteryjnej w grzybiczą i odwrotnie. Po zmianie w grzyba candida zaczyna się zachowywać jak każdy grzyb niemający nic innego do roboty, po prostu zaczyna zapuszczać korzenie. W tym przypadku w jelita swego żywiciela perforując jego ściankę. Doprowadza to do sytuacji, którą można by nazwać przeciekającym jelitem. Niestrawione części pokarmowe dostają się do krwioobiegu powodując bezpośrednie lub opóźnione alergie pokarmowe przejawiające się plamkami na ciele, szybkim biciem serca po posiłku lub bólami głowy. Ponadto alergie pokarmowe mogą być efektem braku rotacji pokarmów, czyli jedzenia codziennie tych samych potraw. Wraz z pokarmem poprzez sito w jelitach dostają się do krwioobiegu zarodki candidy powodując tzw. candidę systemową. W tym momencie żarty, przynajmniej dla nas, się skończyły. Cały organizm może być zaatakowany przez pozbawionego kontroli grzyba. Może on zaatakować którykolwiek z organów powodując jego stany zapalne o podłożu grzybiczym. Jeśli jest to bakteryjny stan zapalny antybiotyk mógłby być tu pomocny, w przypadku grzybiczym jak wiemy, nie bardzo. Leczenie w tym stadium powinno mieć charakter systemowy, tzn. środki antygrzybicze powinny dostawać się do krwi i tam zabijać grzyba, zmniejszanie jego populacji w samym jelicie grubym na tym etapie niewiele pomoże. Candida kontynuując swoje ekspansje w organizmie daje nam informacje o tym fakcie poprzez zwiększającą się ilość manifestacji skórnych, jak plamki, acne, grzybicze zapalenia paznokci, świerzbienie i łuszczyca skalpu, zapalenia, twarde trudne do usunięcia skorupy na spodniej stronie stopy i łokciach. Dołączają do tego zmiany w samopoczuciu i zachowaniu. Przeciążony odchodami krążącymi w organizmie człowiek jest ciągle zmęczony, gderliwy, wszystko krytykuje, łatwo wybucha. Cechuje go pesymizm i popadanie w depresje, częsta zmiana nastroju, płacz, niewytłumaczalny strach i wrażenie zagrożenia, ciągła potrzeba spożywania cukru, brak koncentracji i uwagi, nadmierna, sarkastyczna żartobliwość i złośliwość, łatwe zapominanie, brak ambicji, skłonność do alkoholu, puchnięcie twarzy, tak zwana mgiełka umysłowa i wiele innych wymienionych na początku. Często ludzie tacy, z uwagi na liczne dolegliwości, są określani mianem hipochondryków. Zaryzykowałbym przeciwne stwierdzenie – hipochondria jest jedyną chorobą, której ludzie z przerostem drożdży nie mają. Proces przerostu candidy jest powolny. Może trwać dziesiątki lat i objawiać się stopniowym pogorszeniem stanu zdrowia, a co za tym idzie samopoczucia. Wydaje się nam, że jest to naturalny proces starzenia z upływem lat. Ludzie z długoletnim przerostem są klasyfikowani jako hipochondrycy wiecznie się uskarżający na różne dolegliwości. Z drugiej strony zwracają oni baczniejszą uwagę na to co jedzą i jak żyją, co przedłuża okres ich życia. Silniejszy organizm daje sobie do czasu radę, maskując objawy przerostu, by nagle, niespodziewanie i szybko zawieść. Z racji zwiększającej się ilości i jakości objawów pacjent w końcu dostaje skierowanie do psychiatry, który definiuje pacjenta jako przypadek psychiatryczny zalecając dalsze zatruwanie organizmu środkami psychotropowymi. Często pacjent traci ubezpieczenie, pracę, rodzinę i przyjaciół, kończąc na rencie, ulicy lub przenosi się na tamten świat, gdy candida przyczyni się do rozwoju raka. http://zdrowieinatura.com.pl/candida-12/ |
|||||
Najnowsze komentarze