Kategorie

Tajemniczy owoc KAKI

imagesOwoc kaki (persymona) – dlaczego warto go jeść

Owoc kaki to bogactwo witamin A, C i błonnika. Oprócz tego zawiera rozmaite związki fotochemiczne wykazujące działanie przeciwutleniające – należą do nich m.in. proantocyjanidyna, epikatechina oraz kwasy – galusowy i p-kumarynowy. Liście persymony stosowane są w chińskiej medycynie do leczenia rozmaitych schorzeń: gorące okłady przykłada się w miejsce ukąszenia przez węże i na podrażnioną skórę, napój z gotowanych liści służy do obniżania ciśnienia, zmniejszenia krzepliwości krwi oraz leczenia nowotworów.
Owoc kaki (persymona) – jak ratuje zdrowie

Białaczka – wyciąg z persymony silnie hamuje rozwój komórek białaczki i wywołuje ich apoptozę (zaprogramonowaną śmierć komórkową).

Cholesterol – zaobserwowano znaczne zmniejszenie poziomu ogólnego cholesterolu, cholesterolu LDL, trójglicerydów i nadtlenków lipidowych u osób, których dieta została wzbogacona o persymonę w porównaniu z tymi, które nie spożywały owocu kaki.
Owoc kaki – wybór i przechowywanie

Wybieraj owoce okrągłe, mięsiste, o gładkiej, połyskującej skórce i głęboko czerwonym zabarwieniu. Nie powinno się kupować persymony bez zielonych liści na wierzchołku.
Jeżeli owoce nie są przeznaczone do natychmiastowej konsumpcji, lepiej jest je kupić twardsze i zostawić, by dojrzały.
Dojrzałe owoce persymony należy przechowywać w lodówce.
Dojrzałe owoce zjedz w miarę szybko, bo spleśnieją.

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/zasady-zywienia/owoc-kaki-czyli-persymony-zabija-komorki-rakowe_38540.html

Produkty tworzące środowisko zasadowe

Owoce tworzące środowisko zasadowe

Agrest
Ananasy
Arbuz
Avocado
Banany
Brzoskwinie
Cytryny
Czereśnie
Figi
Grejpfruty
Gruszki
Jabłka
Jagody
Kiwi
Klementynki
Limetki
Maliny
Mandarynki
Mango
Melony
Mirabelki
Morele
Nektarynki
Oliwki
Papaye
Pomarańcze
Porzeczki (białe, czarne, czerwone)
Śliwki
Świeże daktyle
Truskawki
Winogrona (białe, czerwone)
Warzywa i grzyby tworzące środowisko zasadowe

Algi
Boćwina
Brokuły
Burak czerwony
Cebula
Chrzan
Cukinia
Cykoria
Dynia
Fasola, zielona
Groszek
Kalarepa
Kapusta pekińska
Kapusta, biała
Kapusta, czerwona
Kapusta, włoska
Kapusta, zielona
Kurki
Marchew
Oberżyny
Ogórki
Papryka
Pieczarki
Pietruszka, korzeń
Por
Prawdziwki
Rzodkiewka
Seler
Trufle
Ziemniaki
Zioła i warzywa liściowe tworzące środowisko zasadowe

Bazylia
Chrzan
Cykoria
Cynamon
Gałka muszkatołowa
Goździki
Imbir
Kapusta pekińska
Kardamon
Kminek
Kolendra
Koperek
Kurkuma
Liście selera
Majeranek
Melisa
Mięta
Oregano
Papryczki chili
Pieprz (biały, czarny, czerwony, zielony)
Pietruszka, nać
Pokrzywa
Rozmaryn
Rucola
Sałata lodowa
Sałata masłowa
Szafran
Szałwia
Szczypiorek
Szpinak, młody
Tymianek

Orzechy i pestki tworzące środowisko zasadowe

Mak
Migdały
Pestki dyni
Sezam

NAUKA BRUNO GROENINGA

Nauka Bruno Groeninga opiera się na wpływie duchowych sił na człowieka. Wpływ tych sił jest o wiele większy, niż uświadamia to sobie większość ludzi. Bruno Groening porównuje człowieka z baterią. W życiu codziennym każdy traci siłę, a mimo to często nie jest w wystarczającej ilości przyjmowana konieczna, nowa energia życia. Jak nie jest w stanie pracować wyładowana bateria, tak samo nie może wykonywać swoich zadań ciało pozbawione siły. Następstwem jest napięcie, stan zdenerwowania, stany strachu i w końcu choroba.

Bruno Groening tłumaczy, jak każdy człowiek może znowu dotrzeć do nowych energii. W tym przypadku wiara w dobro jest takim samym warunkiem, jak wola osiągnięcia zdrowia. Człowiek jest wszędzie otoczony uzdrawiającymi falami, które powinien tylko w siebie przyjąć. Bruno Groening twierdzi, że nie ma chorób nieuleczalnych, co potwierdzają sprawdzone medycznie relacje o uzdrowieniach. Uzdrowienia następują tutaj wyłącznie na drodze duchowej i dlatego nie są one powiązane z materialnym ciałem Bruno Groeninga.

Aby przyjąć w siebie ten uzdrawiający prąd, człowiek szukający pomocy siedzi z dłońmi otwartymi do góry. Ręce i nogi nie są skrzyżowane, aby nie przerywać przepływu uzdrawiającego prądu. Myśli o chorobie i kłopotach przeszkadzają w działaniu prądu, natomiast pomagają myśli o czymś pięknym.

Kiedy uzdrawiający prąd przepływa przez ciało, uderza w organy, które były obciążone i rozpoczyna tam swoje oczyszczające działanie. Przy tym mogą pojawić się bóle, które są wskaźnikiem oczyszczania ciała. Ponieważ choroba w swojej istocie nie jest zgodna z wolą Boga, jest ona stopniowo usuwana. W niektórych przypadkach może się to wydarzyć spontanicznie. Konieczne jest, aby w tym momencie człowiek nie zajmował się więcej myślowo chorobą, tylko wierzył w to, że dla Boga nie ma chorób nieuleczalnych.

Celem nauki Bruno Groeninga jest, aby z chorego człowieka zrobić człowieka, który jest wolny od cielesnych i duchowych obciążeń. Uzdrowienie duchowe nie należy do tematów, które są podawane do publicznej wiadomości w formie obiektywnej i poważnej. Nawet przyszły lekarz podczas swoich studiów nie dowiaduje się niczego o podłożu i możliwościach uzdrowienia duchowego. Przy czym uzdrowienie w oparciu o wyższą siłę wyższą jest najstarszą formą uzdrawiania, spotyka się je we wszystkich wysoko rozwiniętych kulturach minionych czasów. Księgi wielkich religii mówią, o bożej, duchowej sile, która jest nazywa się ją „praną” w Chinach „chi” i także ojcowie dzisiejszej medycyny wiedzieli o istnieniu pewnej wyższej siły. Siła życiowa („Vis vitalis”), tak zwany. „wewnętrzny lekarz”, była rzeczywistością dla Paracelusa – wielkiego lekarza rozpoczynających się czasów nowożytnych, którego nazwisko do dzisiaj zdobi wiele aptek i klinik.

Uzdrawiająca moc palców

Ćwiczenia polegające na specjalnym układaniu palców dłoni są od stuleci wykorzystywane w terapiach wschodnich. Przynoszą ulgę w dolegliwościach, wzmacniają odporność, uspokajają nerwy.

Skąd w naszych palcach tak niezwykła moc? Zwolennicy mudr twierdzą, że na dłoniach znajduje się aż 300 zakończeń nerwowych. Reagują one na bodźce dotykowe, wysyłając do mózgu impulsy. Punkty te są jednocześnie receptorami poszczególnych narządów, np. na kciuku znajdują się punkty odpowiedzialne za migdałki, na małym palcu – za serce, jelita i dwunastnicę. Podobnie jak w akupresurze, ucisk odpowiedniego receptora wpływa na lepsze ukrwienie danego organu i oczyszczenie go z substancji toksycznych. Dzięki temu szybciej wracamy do zdrowia.

W terapii wykorzystuje się 25 układów dłoni, które zgodnie z zasadami medycyny Wschodu mogą pomóc nawet w nagłych dolegliwościach, np. gdy masz skurcz żołądka, boli cię ząb czy gardło. Każdy z nas reaguje na mudry indywidualnie – niektórzy szybko odczuwają poprawę, inni dopiero po 2-3 dniach systematycznych ćwiczeń. W chorobach przewlekłych, np. reumatyzmie czy zapaleniu jelit, na efekty trzeba czekać nawet kilka tygodni. Warto wypróbować skuteczność hinduskich ćwiczeń. Oto proste układy dłoni, które mogą ci pomóc w różnych sytuacjach:

Pomaga odprężyć się po silnym zdenerwowaniu, poprawia samopoczucie.

Jak to robić? Serdeczny palec i kciuk połącz opuszkami, lekko uciśnij. Luźno wyprostuj pozostale palce. Ćwiczenie rób jednocześnie lewą i prawą dłonią.

Poprawia ostrość widzenia (wskazana dla osób pracujących przy monitorze). Dodaje energii.

Jak to robić? Złącz opuszki trzech palców: kciuka, serdecznego i małego. Pozostałe palce wyprostuj. Ćwicz jednocześnie lewą i prawą dłonią.

Zwiększa odporność. Stosuj ją, gdy masz katar, kaszlesz lub chorujesz na zapalenie zatok.

Jak to robić? Połącz obie dłonie, skrzyżuj palce. Odchyl kciuk jednej ręki i opleć go kciukiem oraz palcem wskazującym drugiej ręki.

Ćwicz, gdy masz infekcję pochwy, nadżerkę, a także bóle żołądka.

Jak to robić? Złącz kciuki obu rąk, wyprostuj i połącz opuszkami palce wskazujące i środkowe. Serdeczne i małe połóż u nasady palców środkowych.

To jedna z najważniejszych mudr. Reguluje ciśnienie krwi, likwiduje niepokój, poprawia pamięć.

Jak to robić? Dotknij palcem wskazującym opuszki kciuka. Swobodnie wyprostuj pozostałe palce. Ćwicz jednocześnie lewą i prawą dłonią.

Pozbędziesz się dolegliwości w krzyżu i podbrzuszu, oczyścisz organizm z toksyn.

Jak to robić? Połącz opuszkami palce: środkowy, serdeczny oraz kciuk. Luźno wyprostuj pozostałe palce. Ćwicz jednocześnie obiema dłońmi.

Wzmaga perystaltykę jelit. Przy okazji oczyścisz organizm z substancji toksycznych.

Jak to robić? Palcami lewej dłoni: małym, serdecznym, środkowym i wskazującym obejmij od dołu te same palce prawej ręki. Lekko odchyl oba kciuki.

Stosuj ją, jeśli dokucza ci kołatanie serca. Tak pomożesz też osobie w przypadku ataku serca.

Jak to robić? Zegnij palec wskazujący i dotknij jego opuszką podstawy kciuka. Połącz palce: środkowy, serdeczny i kciuk. Luźno wyprostuj mały palec.

Ćwiczenia można wykonywać wszędzie. Na plaży, podczas jazdy autobusem, oglądania telewizji, a także w trakcie przerw w pracy. Efekty będą najlepsze, jeśli 3 razy w ciągu dnia poświęcisz na mudry po 15 minut. Po kilku dniach, gdy poczujesz się lepiej, skróć seansy do 5 minut. Uważaj, by podczas ćwiczeń twoje ręce nie były napięte. Zwróć też uwagę na spokojny oddech.

Źródło: onet.pl
Autor: Aleksandra Barcikowska

Modlitwa o pogodę ducha

Boże, użycz mi pogody ducha,abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić.

Odwagi, abym zmieniał to,co mogę zmienić.

I mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.

Pozwól mi co dzień żyć tylko jednym dniem i czerpać radość z chwili, która trwa; i w trudnych doświadczeniach losu ujrzeć drogę wiodącą do spokoju; i przyjąć – jak Ty to uczyniłeś- ten grzeszny świat takim,jakim on naprawdę jest,a nie takim jak ja chciałbym go widzieć;

i ufać, że jeśli posłusznie poddam się Twojej woli,to wszystko będzie jak należy.

Tak bym w tym życiu osiągnął umiarkowane szczęście,a w życiu przyszłym, u twego boku, na wieki posiadł szczęśliwość nieskończoną.

Marek Aureliusz

Wiara w procesie uzdrawiania

indeksPonieważ jesteśmy samoświadomymi istotami w każdej chwili możemy stworzyć system wiary dla samego siebie i żyć zgodnie z nim… Jeżeli zaniechamy wykorzystania tej wrodzonej umiejętności, wówczas możemy skorzystać z systemów wiary przygotowanych przez innych… Decyzja w co i jak wierzyć zawsze należy do nas.

System społecznej wiary działa tylko i wyłącznie wtedy, gdy wyrażamy zgodę na to, aby na nas działał. Jeżeli chcemy możemy dostroić się do systemu i działać zgodnie z jego wytycznymi. Jeżeli chcemy, możemy się bać, gdy inni sugerują nam że należy się bać, możemy umrzeć, gdy sugerują nam że czas umierać. Tylko czy tego chcemy? Czy chcemy naprawdę wierzyć w to że nie ma innego wyjścia?…

Od zarania dziejów ludzie wierzyli w uzdrowicielską moc, która przywraca zdrowie, dobre samopoczucie i sprawność organizmu. Kiedyś moc uzdrawiania przypisywano kapłanom, szamanom, świętym, którzy powoływali się na moc nadaną im rzekomo przez bogów. Dzisiaj dominuje wiara, że najskuteczniejsze uzdrawianie odbywa się w przychodniach, szpitalach, klinikach… Uzdrawianie następuje dzisiaj i następowało kiedyś, szczególnie wtedy, gdy wiedza i wiara, tak lekarza jak i pacjenta, pozwalają uzdrawiającej mocy zaistnieć, rozwinąć się, trwać i działać…

Wiedzą jest wszystko co działa. Gdy wiara działa wówczas wiara jest także wiedzą. Nie istnieje żadna wiedza, która nie byłaby wiarą. Cała otaczająca nas rzeczywistość początek swój zawdzięcza wierze i pragnieniu. WIEDZA, WIARA i PRAGNIENIE – tak wygląda klucz do natychmiastowego tworzenia dowolnej rzeczywistości, w tym również do kompletnego uzdrowienia ciała emocji i jaźni.

Prawdziwa uzdrawiająca moc wypływała z naszej własnej, głęboko osadzonej w świadomości wiary, i woli życia w doskonałym zdrowiu. Zarówno dziś, jak i we wszystkich epokach niewykształceni medycznie uzdrowiciele osiągali i osiągają ciekawe wyniki nawet wtedy, gdy zawodzi wiedza medyczna.

To nic że uzdrawiające kuracje, obrzędy i zabiegi wyglądają różnie w różnych tradycjach. To wszystko jest tylko drugoplanową, upiększającą i uskrzydlającą wyobraźnie otoczką. Główny cel uzdrawiającego zabiegu jest zawsze ten sam – rozbudzić u pacjenta niezachwianą wiarę i nadzieję, która z kolei uruchamia uzdrowicielskie siły drzemiące w jego własnej jaźni. To jego własna jaźń, podświadomość, głęboka wiara jest motorem napędowym procesu leczenia – samoleczenia. A wszystko to dzieje się bez względu na to, czy lekarz i pacjent są świadomi tych praw, czy też nie. Nasza przyszłość, nasze zdrowie, nasze szczęście leży w naszych rękach, a dokładniej w naszym umyśle i naszej świadomości. Takie jest prawo natury, której jesteśmy częścią.

Klucz do uzdrowienia zawarty w jednym zdaniu.

Jeden z najbardziej znanych uzdrowicieli ciała i świadomości – Jezus z Nazaretu – powiedział: „Wszystko, o co w modlitwie prosicie, stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymaliście” (Mk 11,24).

To jedno zdanie wypowiedziane przez Jezusa zawiera moc, zdolną do rozpalenia ognia każdego uzdrowienia. Zwróćcie uwagę na szczególne użycie czasów: „Wszystko, o co w modlitwie prosicie, stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymaliście”. Czy nie brzmi to jak wezwanie byśmy przyjęli jako fakt i prawdę to, że nasze pragnienie już zostało wysłuchane i spełnione, że JUŻ „otrzymaliśmy”, to czego pragniemy, że nasze pragnienie weszło w stan urzeczywistnienia? Na tym właśnie polega odwieczna zasada uzdrawiania – na ufnym przekonaniu, że uzdrowienie jest rzeczywistością, która już się dokonała. Mało tego – uzdrawianie może dokonywać się zawsze, kiedy tylko tego pragniemy…

UWIERZ! Tak brzmi nieodzowny warunek, jaki zawsze i wszędzie stawiał Jezus. Co rusz czytamy w Biblii: „Według wiary waszej niech wam się stanie”. Wiara jest fundamentem wszelkich myśli, stanem umysłu, wewnętrzną pewnością, za sprawą której wszelkie wyobrażenie przyjęte przez świadomość za bezwzględną prawdę zapadnie w podświadomość i w niej się zakorzeni.

Wiara – niezależnie od światopoglądu i religii – jest najstarszym lekarzem świata, najpowszechniejszą metodą leczenia…

Kolejny cytat z Biblii: „Gdy wszedł do domu, niewidomi przystąpili do Niego, a Jezus ich zapytał: Wierzycie, że mogę to uczynić? Oni odpowiedzieli Mu: Tak, Panie. Wtedy dotknął ich oczu, mówiąc: Według wiary waszej niech wam się tanie! I otworzyły się ich oczy, a Jezus surowo im przykazał: Uważajcie, niech się nikt o tym nie dowie!” (Mt 9,28-30).

Ze słów „Według wiary waszej niech wam się stanie” widać wyraźnie, że Jezus zwracał się bezpośrednio do podświadomości niewidomych. Ich wiara polegała na napiętym oczekiwaniu, na nieomylnym przeczuciu, na wewnętrznym przeświadczeniu, że stanie się cud i ich modlitwy zostaną wysłuchane. I tak się też stało. Słowami: „Uważajcie, niech się nikt o tym nie dowie!” Jezus przykazuje świeżo uzdrowionym, żeby z nikim nie rozmawiali o cudzie, jaki ich przed chwilą spotkał. Sceptycyzm i lekceważące uwagi innych mogłyby zasiać lęk i zwątpienie w sercach ozdrowieńców i tym samym “pozbawić” słowa Jezusa ich uzdrowicielskiej mocy.

Pamiętaj o myślach

“Z myśli wyrasta słowo,
Ze słowa rodzi się czyn,
Czyny tworzą przyzwyczajenie,
Przyzwyczajenia stają się cechą charakteru.
Zwracaj więc baczną uwagę na myśli
i ich drogi.
Pozwól aby wyrastały z Miłości,
Z szacunku dla wszystkiego co żywe”.

Cytat Buddy – “… zwracaj baczną uwagę na myśli i ich drogi. Pozwól aby wyrastały z Miłości, z szacunku dla wszystkiego co żywe”.

Ty, ja, i my wszyscy jesteśmy żywymi istotami, zbudowanymi z miłości. Wszyscy pragniemy szczęścia i możemy doświadczać szczęścia już teraz, w tej chwili, w każdej chwili. Potrzebne są nam do tego tylko nasze własne myśli, i nic więcej. Tak, nic więcej do szczęścia nie jest nam potrzebne poza wypływającymi z miłości myślami… Niech z myśli, naszych własnych myśli zbudowany będzie nasz własny system wiary – najbardziej życzliwy dla nas, dla innych i całego wszechświata.

Wszystkie myśl i zrodzone z nich idee, plany, dążenia w sensie mentalnym (z którego wszystko się zaczyna) istnieją tak samo jak twoja dłoń, serce albo martwe przedmioty. Myśl jest początkiem wszystkiego. Każdy z nas jest twórcą, a narzędziem stworzenia są myśli, Wszystkie nasze dzieła rozpoczynają się od myśli. Niech twoja wiara, twoje uzdrowienie będzie twoim kolejnym, pięknym, świadomym dziełem rozpoczynającym się z wolnych, swobodnych szczęśliwych myśli.

Samouzdrawianie – jedyne możliwe uzdrawianie

Jeżeli chorzy szukający pomocy u jakiegokolwiek lekarza, magika, uzdrowiciela doświadczali uzdrowienia, doświadczali go przede wszystkim dzięki ich własnemu pragnieniu i własnej wierze w swoje uzdrowienie. By uzdrowienie zaistniało, ani chory, ani uzdrowiciel nie muszą być zaznajomieni z mechanizmami rozbudzania i działania uzdrawiających sił.

Uzdrowicielem jesteś ty, i tylko ty… Jeżeli nie chcesz by zaistniało uzdrowienie, nikt cię do tego nie zmusi… Lekarze, terapeuci, znachorzy, Bóg – te wszystkie osoby, mogą dostarczyć ci informacji, wiedzy, lekarstw, wskazówek, lecz to ty i tylko ty wykonujesz całą pracę – uzdrawiasz siebie swoją wiarą w uzdrowienie i działaniem podążającym za tą wiarą. Jesteś żywą, niezależną, wolną, czującą osobą, zdolną do wszystkiego, czego zapragniesz…

Owszem, inne osoby mogą odgrywać rolę pomocników, nauczycieli lub inspiratorów w twoim uzdrowieniu, ale tylko wtedy, gdy chcesz taką pomoc przyjąć i gdy uważasz, że jest ci ona potrzebna. Uzdrowicielem głównym, w pełni wystarczającym do kompletnego uzdrowienia twego ciała, emocji i jaźni jesteś Ty, zawsze byłeś i zawsze będziesz tylko Ty. Chwila w której uświadomisz sobie potęgę drzemiącego w Tobie potencjału, jest momentem w którym możesz zacząć ten potencjał w pełni wykorzystać…

Twój uzdrawiający potencjał jest częścią ciebie i nikt nie jest w stanie cię go pozbawić, nawet ty sam. Jednak, jeżeli chcesz, możesz ten potencjał uśpić, zapomnieć o nim, przestać z niego korzystać… Inne osoby mogą cię do tego inspirować, lecz to ty i tylko ty podejmujesz ostateczną decyzję.

Sekret uzdrawiającej drzazgi

Joseph Murphy w “Potędze Podświadomości” podaje bardzo obrazowy przykład swojego krewnego, który zachorował na gruźlice, był bliski śmierci i nagle w ciągu jednej nocy, za sprawą pewnej drzazgi powrócił do pełnego zdrowia:

“Oba płuca miał już bardzo mocno zniszczone, lecz jego syn postanowił uleczyć ojca. Pojechał do rodzinnego miasta Perth w Australii i opowiedział ojcu, że spotkał mnicha, który właśnie wrócił z pewnego miejsca pielgrzymek w Europie, i sprzedał mu za odpowiednik dwustu marek niemieckich maleńki kawałek krzyża świętego.

W rzeczywistości zaś ów młody człowiek podniósł z ziemi pierwszą lepszą drzazgę i kazał ją jubilerowi oprawić w złoto, aby wyglądała jak prawdziwa relikwia. Powiedział ojcu, że samo dotknięcie tego cudotwórczego odłamka uleczyło już wielu ludzi. Udało mu się pobudzić wyobraźnię i wiarę ojca tak mocno, że ten wyrwał mu pierścień, położył go sobie na piersi, odmówił po cichu modlitwę, po czym wyczerpany usnął. Nazajutrz rano był całkowicie zdrów. Przeprowadzone z największą dokładnością badania kliniczne wykazały, że choroba znikła bez śladu.

Uzdrowienia tego nie należy oczywiście przypisywać drzazdze, ale rozbudzeniu niezwykłej woli i niezachwianej pewności uzdrowienia. Ojciec nigdy się nie dowiedział, jakiemu podstępowi zawdzięcza wyzdrowienie – taki zawód bowiem mógłby łatwo spowodować nawrót choroby. Przeżył jeszcze 15 lat w pełnym zdrowiu i zmarł w wieku 89 lat.”

Źródło: leczenieraka.blogspot.com

Rak Nie Jest Chorobą

indeksKsiążka Rak nie jest chorobą ukazała się w Stanach Zjednoczonych z podtytułem: „Poznaj ukryty cel raka, usuń przyczyny jego powstawania i bądź zdrowszy niż kiedykolwiek”. Jest to całkowicie zrozumiałe – wydaje się, że najpilniej tej lektury potrzebują ci, u których stwierdzono nowotwór (oraz ich bliscy).

Przedstawiam jednak Państwu Rak nie jest chorobą jako książkę niemal dla każdego zainteresowanego życiem. Propaguje ona bowiem wiedzę na temat samoregulacji i samoleczenia organizmu ludzkiego.

Proszę przeczytać dedykację autora. „Książka „Rak Nie Jest Chorobą” jest dedykowana tym:

    • którzy ufają mądrości oraz inteligencji ciała w samouzdrawianiu się
    • którzy chcą z ciałem współpracować, a nie działać przeciw niemu;
    • którzy nie obwiniają nikogo, nawet siebie, za swoje dolegliwości czy nieszczęścia;
    • którzy postrzegają wszystko co im się przydarza jako użyteczne, bez względu na to, jak bardzo może się to wydawać groźne lub bolesne;
    • a przede wszystkim tym, którzy są otwarci i gotowi stosować powyższe zasady.”

Jeśli uznają Państwo, że to jedna z najpiękniejszych dedykacji – książka jest właśnie dla Was. W przeciwnym wypadku możecie darować sobie lekturę całości. Bo nie jest to książka o leczeniu – walce z chorobą, raczej o uzdrawianiu – drodze do pełni zdrowia.
wydawca polskiej wersji

Książki Andreasa Moritza należałoby przetłumaczyć na wszystkie języki świata – każdy człowiek zainteresowany leczeniem prawdziwych przyczyn różnych dolegliwości powinien mieć możliwość poznania tych lektur. Jestem szczęśliwa i zaszczycona, że mogę przybliżać polskiemu czytelnikowi tak wspaniałą wiedzę.
tłumacz książki

W książce “Rak nie jest chorobą” autor bestsellerów i międzynarodowej sławy ekspert w dziedzinie zdrowia, Andreas Moritz, ukazuje, że rak to nie choroba sama w sobie, ale mechanizm przetrwania. W ten sposób nasze ciało podejmuje ostateczny wysiłek uporania się z zagrażającymi życiu problemami.

Książka ta przedstawia czytelnikowi zupełnie nowe i radykalnie odmienne rozumienie raka, w świetle którego dotychczasowe poglądy na temat tej dolegliwości tracą aktualność. Pokazuje, dlaczego tradycyjne metody leczenia raka okazują się często śmiertelne w skutkach, co tak naprawdę powoduje raka i jak można usunąć przeszkody, które uniemożliwiają Twojemu ciału samouleczenie.

Książka ta otwiera drzwi tym, którzy pragną zamienić poczucie bycia ofiarą w poczucie siły i panowania nad własnym losem (ang. self-mastery), a chorobę w zdrowie. Niezależnie od tego, czy uważasz, że stoisz na krawędzi śmierci lub cieszysz się pełnią życia, lektura „Rak nie jest chorobą” wzbogaci Twój świat.

Metoda Rudolfa Breussa

O głodówce

Zgodnie z informacjami podawanymi przez samego Rudolfa Breussa w książce „The Breuss Cancer Cure” jego kuracja wyleczyła 40 tysięcy pacjentów (2 tysiące osób wyleczył osobiście), w tym przeważającą większość stanowili pacjenci z chorobami nowotworowymi. Wg niego podczas kuracji nowotwór zaczyna głodować, bo nie dostarczamy organizmowi żadnego stałego pożywienia, które w przekonaniu Breussa, jest przede wszystkim pożywką dla nowotworów. Ordynowane podczas kuracji soki warzywne oraz herbaty ziołowe w całości pokrywają zapotrzebowanie organizmu na minerały, witaminy i pierwiastki śladowe na cały 42-dniowy okres postu.

Kuracja jest wskazana nie tylko w celu leczenia nowotworów , ale także:

w celu zapobiegania nowotworom
w celach regeneracyjnych
dla przeprowadzenia odchudzania bez zagrożenia dla zdrowia
jako regeneracja organizmu w okresie wiosennym (najlepiej w marcu)
dla oczyszczenia i wzmocnienia krwi
w przypadku wszelkich schorzeń, w tym chorób autoimmunologicznych, takich jak: artretyzm, degeneracyjne zapalenie stawów

Cała kuracja trwa 42 dni (6 tygodni) aczkolwiek jeśli stosowana jest w celach regeneracyjnych można ją skrócić do trzech tygodni . W czasie kuracji pacjent może stracić od 5 do 15 kg wagi. Jednakże samopoczucie podczas całej kuracji jest dobre, a nawet jak potwierdzają to osoby, które doświadczyły jej pozytywnego działania, zarówno wydolność fizyczna, jak i umysłowa znacznie wzrastają.
Kim był Rudolf Breuss

Rudolf Breuss (1899-1991) – wybitny austriacki naturopata i zielarz nie miał wykształcenia medycznego. Samodzielnie poznawał wiedzę o znaczeniu ziół, warzyw i owoców dla zdrowia. Zasłynął jako skromny „znachor” o wielkim sercu i gotowości niesienia pomocy bliźnim.

Przez swoje samodzielne studia, wnikliwą obserwacje wypracował 42-dniowy post jako kuracje zarówno na zapobieganie, jak i leczenie takich chorób, jak nowotwory, białaczka i wiele innych degeneracyjnych schorzeń mających metaboliczne uwarunkowania. Jego kuracja jest powszechnie znana na świecie. W Niemczech znajduje się klinika, w której pacjenci przechodzą przez terapię 42-dniowym postem Breussa pod opieką lekarzy.

Adres Kliniki:
Breuss Fasting Clinic
Kurhotel Chattenbuhl
An der Rehbocksweide 29a
34346 Hannoversch Munden
Deutschland
tel. 0049-554133461
fax. 0049-554131086

Zalecenia ogólne odnośnie wykonywania postu

Pełna kuracja antynowotworowa trwa 42 dni (6 tygodni).

Pacjenci po operacjach chirurgicznych muszą odczekać 2-5 miesięcy, zanim będą w stanie zastosować kurację. W tym czasie powinni pić od 1/2 do 1 szklanki soku warzywnego a do lekkostrawnej diety włączyć Herbatę Szałwiową i Nerkową wg przepisu Breussa (poniżej w tekście). Nie wolno jeść ponownie podgrzewanych posiłków, ani dań typu „fast-food”.

Kurację postem Breussa rozpoczynać należy pod warunkiem, że czujemy się dobrze i wystarczająco silni (uwaga ode mnie: nie jest to właściwa metoda naturalna dla pacjentów wyczerpanych chorobą).

W czasie postu powinno się regularnie sprawdzać wysokość ciśnienia (pić odpowiednie herbaty ziołowe w przypadku zbyt niskiego lub zbyt wysokiego ciśnienia).

 

Wszystkie płyny: zarówno herbaty ziołowe jak i sok warzywny czy zupę cebulową należy pić powoli, każdy łyk trzymając długo w ustach i dobrze mieszając ze śliną. Pomiędzy wypiciem różnych napojów powinno się odczekać 30 minut. (np. między łykiem „Herbaty Szałwiowej” a łykiem którejś „Herbaty Specyficznej” musi upłynąć 30 minut).

Bardzo wskazane jest, aby pacjent popijał w ciągu dnia sok z kiszonej kapusty (dosłownie 1 łyk, co jakiś czas).

Nie wolno używając cukru! Herbaty trzeba pić niesłodzone!

Rudolf Breuss na czas postu zalecał swoim pacjentom odstawienie wszelkich leków, zezwalał jedynie na kontynuowanie leczenia insuliną i to po uprzedniej konsultacji z lekarzem. Żadne inne medykamenty nie są wg niego potrzebne i dla powodzenia kuracji powinny być odrzucone przy zastrzeżeniu, że pacjent rozpoczął kurację będąc w stosunkowo dobrej formie. W przypadkach poważniejszych schorzeń leczenie farmakologiczne może zostać zastąpione ziołami. Breuss podał w swej książce przepisy na herbaty ziołowe na poszczególne schorzenia, cześć z nich zawarłam poniżej w części zatytułowanej „Herbaty Specyficzne”.

Dla powodzenia kuracji konieczne jest dużo ruchu na świeżym powietrzu. Ponadto pacjent powinien mieć zorganizowany czas ( jakieś absorbujące, ale miłe dla niego zajęcie), aby oderwać go od ciągłego myślenia o chorobie i kuracji.

W czasie postu nie wolno palić tytoniu!

W swojej książce Breuss poświęcił dużo uwagi środowiskowym czynnikom chorobotwórczym. Zalecał unikać:

żył wodnych (należy skorzystać z pomocy radiestety, aby znaleźć odpowiednie miejsce na łóżko)
naftaliny i kamfory (trzeba usunąć z mieszkania wszelkie produkty zawierające te substancje (m.in. spraye przeciwko owadom, specjalne świeczki przeciw owadom, produkty z DDT, dezodoranty toaletowe).

Po zakończeniu postu należy bardzo powoli wracać do normalnego (ale zdrowego) jedzenia. W tym czasie stopniowo i w małych ilościach wprowadzać nowe posiłki, poczynając od owsianek, czy purree z rozgotowanych jabłek. Bazować na diecie lekkostrawnej, bez soli. Powrót do „normalności” powinien trwać tak długo, jak trwa sam post. Ponadto przez około 2-4 tygodni codziennie pić 1 szklankę soku warzywnego. Breuss zalecał, aby wspomóc się przed każdym posiłkiem preparatem Bio Strath Yeast tablets lub Bio strath Elixir (3 x dziennie).
Sposób przeprowadzenia postu krok po kroku

rano

powoli wypić 1/4 szklanki zimnej „Herbaty Nerkowej” (uwaga: tę herbatę pijemy tylko przez pierwsze 3 tygodnie kuracji!)

po ok. 30-60 minutach wypić powoli 1/2 do 1 szklanki ciepłej Herbaty Szałwiowej

po ok. 30-60 minutach wypić 1 łyk soku warzywnego

po następnych 15-30 minutach wypić kolejny łyk soku (można też poczekać, aż poczuje się głód i wypić 1 szklankę zupy cebulowej)

Uwaga: rano można wypić w sumie 10-15 łyków soku, ale tylko wtedy, gdy odczuwa się głód (im mniej soku wypije się podczas kuracji, tym lepiej – nie wolno przekroczyć 2 szklanek soku dziennie).

W międzyczasie popijając zimną lub ciepłą Herbatę Szałwiową w dowolnych ilościach (do 3 litrów dziennie) oraz „Herbaty Specyficzne”

w południe

powoli wypić 1/4 szklanki zimnej „Herbaty Nerkowej” (uwaga: tę herbatę pijemy tylko przez pierwsze 3 tygodnie kuracji!)

i dalej analogicznie jak rano

wieczorem, przed snem

powoli wypić 1/4 szklanki zimnej „Herbaty Nerkowej” (uwaga: tę herbatę pijemy tylko przez pierwsze 3 tygodnie kuracji!)potem jeśli chory odczuwa potrzebę można wypić zimną lub ciepłą Herbatę Szałwiową w dowolnych ilościach (do 3 litrów dziennie)

„Herbata Szałwiowa” przyrządzana jest z następujących ziół
Salvia officinalis (szałwia lekarska)
Hypericum perforatum (dziurawiec zwyczajny)
Mentha piperita (mięta pieprzowa)
Melissa officinalis (melisa lekarska)

Sposób parzenia:
1-2 łyżeczek szałwi zalewamy 2 szklankami wrzącej wody i gotujemy bez przykrycia 3 minuty (koniecznie bez przykrycia, aby usunąć toksyczny olejek eteryczny zawierający tujon). Odstawiamy z ognia. Następnie dodajemy po 1 łyżeczce pozostałych ziół (już bez szałwi) i pozostawiamy do naciągnięcia przez 10 minut. Gotowe. Teraz najlepiej herbatę odcedzić i postawić w nieprzezroczystym dzbanku, pod przykryciem. W ciągu całego dnia pacjent powinien wypić do 3 litrów tej herbaty.
„Herbata Nerkowa” przyrządzana jest z ziół:
15g Equisetum arvense (skrzyp polny)
10g Urtica dioica (pokrzywa zwyczajna)
8g Polygonum aviculare (rdest ptasi)
6g Hypericum perforatum (dziurawiec zwyczajny)

Ilość ta wystarczy na 3 tygodnie dla 1 osoby.

Sposób parzenia:
Napój przyrządza się rano na cały dzień. 1/2 łyżki stołowej (albo dużą szczyptę, tzn. ilość ziół, jaka mieści się między kciukiem a palcem wskazującym i środkowym) zalać 1/2 szklanki gorącej, ale nie wrzącej wody i zaparzać przez 10 minut. Następnie odcedzić i odcedzone zioła zagotować w odrębnej 1 szklance gorącej wody, gotować przez 10 minut. Następnie po odcedzeniu zlać oba napary razem.

Pić 3 x dziennie po 1/4 szklanki (ok. 60 ml) zimnej herbaty, poczynając od rana na pusty żołądek, a następnie przed obiadem oraz na noc, przed snem.

Uwaga: tę herbatę pije się tylko przez 3 tygodnie, nie dłużej ! Można stosować ją profilaktycznie, szczególnie przed planowanymi operacjami lub przy rozmaitych stanach zapalnych, ale nigdy nie przekraczać 3 tygodni. Minimalny odstęp między kolejnym zastosowaniem to 2-3 tygodnie, ale generalnie nie powinno się jej pijać częściej niż 3-4 razy w roku. Ponadto w czasie picia tej herbaty należy w diecie unikać mięsa!
„Herbata bodziszkowa” przyrządzana jest z zioła:
Geranium robertianum (bodziszek cuchnący)

Sposób parzenia:
Aby przygotować porcję na cały dzień dla 1 osoby, 1/2 łyżki stołowej bodziszka (albo dużą szczyptę, tzn. ilość ziół, jaka mieści się między kciukiem a palcem wskazującym i środkowym) zalewamy 1/2 szklanki gorącej, ale nie wrzącej wody i zaparzamy przez 10 minut. Pić powoli zimną herbatę, w ciągu całego dnia pojedynczymi, małymi łykami. Mogą wystąpić skutki uboczne ( ze względu na zawartość radu), wtedy należy skonsultować się z lekarzem, najlepiej naturopatą.
Sok warzywny przyrządzany jest z ekologicznie uprawianych warzyw:
3 części buraków czerwonych, np. 300g
1 część marchewki, np. 100g
1 część selera korzeniowego, np. 100 g
1 mała czarna rzodkiew
1 ziemniak wielkości jajka

Uwaga: ziemniak jest konieczny jedynie w przypadku raka wątroby. Można go zastąpić herbatą z surowych obierków ziemniaczanych .

Sposób przyrządzenia:
Po wyciśnięciu soku (najlepiej byłoby wyciskając go specjalną praską do soków, ale klasyczne sokowirówki również mogą zostać użyte) należy go przecedzić przez sitko do herbaty lub lnianą ściereczkę ( wg Breussa pacjentom z nowotworami nie wolno pić soku z „fusami”). Moja uwaga: sok po wyciśnięciu powinien być przechowywany w lodówce. Zanim się go poda choremu, powinno upłynąć ok. 30 minut od wyciśnięcia.
Zupa cebulowa to „danie” dla szczególnie chorych i wycieńczonych pacjentów. Przyrządzana w następujący sposób:

1 cebulę wielkości cytryny pokrajać na małe kawałki razem z brązową łupinką i zrumienić w niewielkiej ilości oliwy z oliwek extra vergine (ja osobiście sugeruję olej kokosowy!). Następnie dolać 2 szklanki zimnej wody i gotować, aż cebula będzie miękka. Oryginalnie Breuss doradzał teraz wmieszać kostkę bulionu warzywnego – koniecznie bez wzmacniaczy smaku takich jak glutaminian sodu. Najlepiej aby była to kostka bio zawierająca oprócz suszonych warzyw także drożdże liofilizowane. Po ugotowaniu, przecedzić zupę przez sito. Podawać do spożycia tylko płyn, bez cebuli!
Bardzo chory pacjent powinien w miarę możliwości wypić 1-2 szklanki takiej zupy.

Uwaga 1: nie należy spożywać zupy cebulowej na noc.

Uwaga 2: w przypadku raka wątroby lub woreczka żółciowego nigdy nie wolno wypić od razu całej szklanki zupy cebulowej. Najlepiej co godzinę zjadać po 1 łyżce ciepłej zupy, a w międzyczasie wypić dodatkowo: 1 szklankę „Herbaty piołunowej”.

„Tekst zaczerpnięty z serwisu internetowego www.primanatura.pl”
http://www.primanatura.pl/antynowotworowy-post-rudolfa-breussa/

 Totalna kuracja przeciwrakowa R. Breussa od kilkudziesięciu lat stosowana w Niemczech, Austrii, Włoszech 1 wielu innych krajach uratowała wiele tysięcy Istnień ludzkich skazanych na cierpienia, kalectwo i niechybną śmierć wobec bezradności współczesnej medycyny. Bardzo dobre wyniki osiągali chorzy, którzy po stwierdzeniu przez lekarzy nowotworu od razu zastosowali 42-dniową kurację Breussa. Także ci, którzy byli operowani bądź naświetlani i poddawani chemoterapii, po tej „totalnej” kuracji powoli powracali do zdrowia. Niekiedy nawet w beznadziejnych przypadkach (wg onkologów) kuracja dawała często nadspodziewanie dobre rezultaty. Chory ma tylko dwa wyjścia:

„…albo żyć i zjeść raka, albo dać się zjeść rakowi”.

Brzmi to trochę dziwnie, ale na tym właśnie polega kuracja. Trzeba tak się odżywiać, żeby rak umarł z głodu a ponieważ on żywi się głównie białkiem zwierzęcym, tłuszczami, cukrem, konserwantami, toksynami, papierosami, solą itp, więc trzeba go tego pozbawić. Nowotwór słabnąc i obumierając jest łatwym łupem dla pozbawionego w codziennym pokarmie białka organizmu człowieka i zostaje „zjedzony” – guz znika – zostaje wchłonięty przez organizm. Tę kurację nazywają „chirurgią bez skalpela”. Trudność w stosowaniu tej metody polega na tym, że:

1) – chorzy zwykle nie wykazują cierpliwości i wytrwałości w dążeniu do zdrowia i zbyt łatwo odstępują od tej kuracji, nie osiągając celu,

2) – mogą być kłopoty z pozyskaniem warzyw z upraw biodynamicznych ewentualnie biologicznych,

3) – nie wszystkie zioła są do zdobycia w polskich sklepach i po niektóre z nich trzeba zwrócić się pod wskazane w książce Breussa adresy sklepów, które prowadzą ciągłą sprzedaż tych ziół (adresy są na końcu książki).

Od pewnego czasu mam tę książeczkę i postanowiłam porównać tę kurację z opisaną w „Nieznanym Świecie”. Stwierdziłam, że nie jest ona kompletna i wymaga pewnych uzupełnień, podkreśleń itp. Na wstępie należy wyjaśnić, że tę 42-dniową kurację można, nawet należałoby przejść raz na jakiś czas (co kilka lat, a nawet dwa razy w roku), by usunąć złogi z organizmu mogące stać się z biegiem czasu rakiem. Zatem kuracja spełnia funkcję diety profilaktycznej, bowiem „hodowla” nowotworu w organizmie trwa zwykle od kilku, do nawet kilkudziesięciu lat, w zależności od sposobu odżywiania, trybu życia itd. Dietę tę może zastosować każdy, z wyjątkiem osób niedawno operowanych (pół roku). Ponadto w tej kuracji używa się herbat, które powinno się pić codziennie (szałwiowa) lub w razie jakiejkolwiek choroby w okresie poprzedzającym operację chirurgiczną (herbata nerkowa). Stwierdzono, że niemal każda choroba i używane leki farmakologiczne osłabiają, a nawet uszkadzają nerki, co prowadzi do powikłań w późniejszym okresie. Breuss zwraca uwagę na fakt, że większość chorych na raka śpi na szkodliwie promieniujących ciekach wodnych i zaleca stanowczo znalezienie innego, zdrowego miejsca do spania, gdyż w przeciwnym razie kuracja nie będzie skuteczna. Ważną sprawą jest też, aby w mieszkaniu nie było żadnych trujących środków owadobójczych, jak naftaliny, muchozoli itp. – Szybko rozwijająca się farmakologia proponuje coraz to nowe generacje chemicznych leków do zwalczania nowotworów nie dbając o dalsze losy pacjentów, którzy wskutek tego zapadają na coraz to cięższe, nowe choroby. Usuwanie symptomów (do czego sprowadza się chemioterapia) nie jest leczeniem, gdyż taki pacjent zostaje zatruty silnymi toksynami, które powodują ziriany, niebezpieczne zmiany we wszystkich organach chorego i prowadzą do wielu przewlekłych chorób, niszcząc siły witalne człowieka. Współczesna medycyna nie zna sposobu na wyleczenie człowieka z nowotworu bez okaleczania jego ciała (chirurgia, naświetlania) i skazywania go na dożywotne cierpienia fizyczne i psychiczne. Dlatego właśnie obserwuje się na świecie zwrot ku naturalnym metodom leczenia przywracającym zdrowie. Medycyna naturalna, to przede wszystkim profilaktyka, sposób odżywiania i styl życia, powrót człowieka na łono natury, umiar i harmonia we wszystkim co człowiek czyni i o czym myśli. R. Breuss szerzy wiedzę na temat leczenia ziołami pomagającymi wzmocnić system obronny i wewnętrzne siły organizmu do samoleczenia i samokontroli.- Jego niezaprzeczalną zasługą jest wprowadzenie do ziołolecznictwa kuracji sokowo-warzywnej, co bardzo zwiększyło możliwość przedłużenia kuracji ziołowej z 21 do 42 dni i poprawienia skuteczności leczenia nowotworów. Kiedyś sądzono, że łączenie ziół i warzyw nie jest wskazane. Według Breussa organizm sam musi zniszczyć guzy nowotworowe. Podczas tej kuracji ziołowo-sokowej zostaje z organizmu usunięte wszystko, co w nim nie jest potrzebne, co oddziela chorobę od zdrowia, pod warunkiem oczywiście, że są jeszcze zapasy sił witalnych i wiara w Opiekę Opatrzności. Breus wyleczył ponad 40 tys. chorych na raka, w tym wielu po leczeniu szpitalnym. Jednak znacznie lepsze rezultaty osiągał (ok. 100% wyleczeń), jeżeli chory, po rozpoznaniu choroby, natychmiast podjął kurację 42-dniową, kiedy jego organizm nie został jeszcze uszkodzony ciężkimi środkami chemicznymi. Breuss uważa, że dopóki człowiek ma chęć do życia, wolę wyzdrowienia i wytrwałość w kuracji, tak długo jest szansa na wyleczenie (chyba, że chory organ jest całkiem zniszczony, wtedy pomóc może już tylko cud !). W omawianej tu książce Rudolfa Breussa p.t.: „Krebs Leukamie und andere scheinbar unheilbare Krankheiten mit naturlichen Mitteln heilbar”, znalazłam wiele cennych uwag i rad, o których warto wiedzieć. Dotyczą one leczenia wielu dolegliwości i bardzo często zaskakują prostotą proponowanych środków i dużą skutecznością (np. uczulenie na pyłki kwiatowe – sprawdziłam na kilku alergikach – po raz pierwszy od kilkunastu lat nie mieli kataru!). Dlatego wiele tych rad włączyłam do tego opracowania, uzupełniając je niekiedy propozycjami makrobiotyki i medycyny chińskiej. Mam nadzieję, że ponad pięćdziesięcioletnie doświadczenie Rudolfa Breussa zostanie zauważone także w Polscei przyniesie cierpiącym ulgę i wyzdrowienie.

Daniela Gasiecka

SZAŁU NIE MA, JEST RAK

13 kwietnia 2013 odbyła się premiera książki SZAŁU NIE MA, JEST RAK, będąca zapisem rozmowy z księdzem Janem Kaczkowskim przeprowadzonym przez Katarzynę Jabłońską z redakcji Więzi.

1 czerwca 2012 roku u księdza Jana Kaczkowskiego zdiagnozowano złośliwy nowotwór mózgu, którym jest glejak wielopostaciowy – jeden z najbardziej złośliwych nowotworów o skrajnie niekorzystnym rokowaniu. Naciekający charakter guza sprawia, że jest on niezwykle trudny do usunięcia w całości. Pomimo chirurgicznej resekcji, naświetlań i agresywnej chemioterapii szybko powraca, rośnie i stopniowo upośledza pracę kolejnych fragmentów mózgu.

Książka SZAŁU NIE MA, JEST RAK nie jest kolejnym wyciskaczem łez, przeciwnie, wzmaga apetyt na życie – prawdziwe życie. To nie jest książka o umieraniu, której należy się bać, to książka, która jest wielką apoteozą życia.

Ksiądz Jan Kaczkowski, choć przeszedł dwie operacje, i jest poddawany kolejnym chemioterapiom, nadal pracuje na rzecz hospicjum i służy jego pacjentom. Wspiera też swoich dawnych uczniów i wychowanków – niejednemu z nich pomógł wyprostować życie.

„-Jestem otwarty na cud, ale jednocześnie przygotowuję się na to, żeby dobrze przeżyć swoją śmierć”.

Fragment książki księdza Jana Kaczkowskiego SZAŁU NIE MA, JEST RAK:

(pochodzi ze strony wydawnictwa www.wiez.pl)

Twoja choroba nowotworowa sprawiła, że stałeś się popularny. Po reportażach o Tobie w TVN i rozmowie w „Tygodniku Powszechnym” napisało do Ciebie mnóstwo osób. Co było w tych przeszło siedmiuset mailach, które dostałeś?

Ksiądz Jan Kaczkowski: Część z nich była w stylu: człowieku, nie myśl o śmierci, bierz się za życie. A głównie: podziwiamy księdza. Zastanawiam się, skąd ten podziw?

Jan, nie kokietuj.

Ksiądz Jan Kaczkowski: Naprawdę początkowo nie wiedziałem. W końcu jednak wymyśliłem. Ludzie potrzebują stworzyć sobie mit. Istnieje rzeczywistość śmierci i choroby, której oni nie rozumieją. I bardzo trudno osobiście się z tym zmierzyć, więc warto wymyślić sobie, że jest osoba, która to zrozumiała. I wydaje mi się, że w części tych pochwalnych maili właśnie o to chodziło. Ich autorzy wyobrazili sobie, że oto mają do czynienia z wybitnym księdzem, który wszystko zrozumiał, więc on im teraz wszystkie te trudne sprawy życia, choroby i śmierci ładnie wyłoży i będą mieli poukładane. Ale to tak nie działa. To, że ktoś sam zachorował, nie znaczy, że zrozumiał chorobę. Często słyszę: ksiądz jest taki silny, jak ksiądz to robi? Wcale nie jestem taki znowu silny. No, ale jasne, że wygodnie jest wierzyć w taki mit.

Załóżmy, że napisałaś dobrą książkę, która na dodatek stała się bestsellerem i ludzie przysyłają ci mnóstwo maili deklarujących, że jesteś wspaniałą pisarką. Zyskałaś autorytet i ludzie piszą do ciebie: Pani Katarzyno, droga pisarko, powiedz nam, jak żyć? Mnie się to właśnie przytrafiło – takie nieoczekiwane rozszerzenie autorytetu, które sprawiło, że wielu pyta: księże Janie, jak żyć?

Księże Janie, jak żyć?

Ksiądz Jan Kaczkowski: A weź się nie wygłupiaj! Absolutnie nie czuję się autorytetem. Ja jako złoty cielec? To śmieszne.

No dobrze, to teraz serio. Nie zrozumiałeś sensu choroby, ale sposób, w jaki ją przeżywasz, w wielu z nas budzi szczery podziw.

Ksiądz Jan Kaczkowski: A co tu jest do podziwiania?

Mówisz wprost: 1 czerwca 2012 r. po raz drugi zdiagnozowano u mnie raka. Dwa lata temu to był rak nerki, który został operacyjnie usunięty. Tym razem to glejak czwartego stopnia, co zazwyczaj oznacza czternaście miesięcy życia. Ten glejak rośnie mi w mózgu, dopóki jednak pozwoli, chciałbym żyć pełnią życia.

Ksiądz Jan Kaczkowski: I co w tym takiego szczególnego?

Wyrok, z którym żyjesz od kilku miesięcy, konieczność poddawania się różnym nieprzyjemnym procedurom medycznym, dwóm operacjom, kolejnym chemiom nie powodują, że rezygnujesz ze swoich planów. Po ostatniej operacji musiałeś na nowo uczyć się chodzić, dziś chodzisz już samodzielnie, ale z dużym wysiłkiem. Pomimo wszystkich niedogodności żyjesz bardzo intensywnie, bardziej niż niejeden zdrowy. Nie chcesz wzbudzać litości, nie żądasz dla siebie żadnych specjalnych praw. To budzi podziw.

Ksiądz Jan Kaczkowski: Litość mnie męczy. Czasem słyszę: o Jezu, taki dobry ksiądz, tyle dobrego zrobił… Wkurza mnie to. Spójrz na więźniów sumienia na Białorusi albo przenieśmy się w lata najgłębszego komunizmu w Polsce. Czy ja bym wytrzymał tortury? Czy bym nie zdradził? To był heroizm. Mój to jest gówno heroizm – siedzenie na wygodnym krześle. Zaniosą mnie do łóżka, jest mi ciepło, wszyscy mi współczują. A wyobraź sobie, że siedzisz w celi śmierci, wyciągają cię na przesłuchanie, znęcają się nad tobą fizycznie i psychicznie. Molestują, wyrywają paznokcie, gniotą ci jaja w szufladzie. W końcu się łamiesz i wydajesz najbliższych przyjaciół. Oni przestają cię torturować, a ty masz świadomość, że nie dałeś rady i przez ciebie kogoś rozstrzeliwują. A przecież byli tacy, którzy nie wydali – to był heroizm. W moim wypadku to choroba, a nie heroizm.

Ale boksujesz się z tą chorobą.

Ksiądz Jan Kaczkowski: A jakie mam wyjście? Mam teraz powiedzieć: nie chcę z Tobą rozmawiać, wolę pójść do pokoju, położyć się do łóżka i płakać? Mógłbym tak zrobić, ale nie chcę. Wolę krócej, a intensywniej. Nawet gdyby ktoś mi powiedział, że gadanie z Kasią skraca moje życie, bo gdybym się położył i odpoczywał, to żyłbym tydzień, dwa dłużej – to wolę z Tobą pogadać, wysilić się trochę intelektualnie, to mi teraz sprawia przyjemność. Wolę to, niż w niepewnej perspektywie żyć o te kilka tygodni dłużej. Gdybym był zdrowszy, pewnie bym teraz siedział w swoim biurze w hospicjum albo z chorymi. W tej chwili najwięcej, co mogę zrobić, to gadać z Tobą – no to gadamy.

Gdybyś nie był chory, nie miałbyś czasu na tę rozmowę?

Ksiądz Jan Kaczkowski: Miałbym, ale pewnie nie więcej niż godzinę. Teraz nie mam nic innego do roboty. Sto procent uwagi na Ciebie, a przez Ciebie sto procent uwagi na naszych czytelników. Widzisz, przez pomysł, byśmy wspólnie zrobili tę książkę, nieźle się nakręciłem.

W Twoim życiu zawsze było tak intensywnie?

Ksiądz Jan Kaczkowski: Nie, to był proces. Zawsze miałem się za lenia.

Za lenia?! Leń, który najpierw założył hospicjum domowe, potem hospicjum stacjonarne – dodajmy, że jedno z najlepszych w Polsce – od kilku lat organizuje letnie warsztaty dla studentów medycyny, wykłada na uniwersytecie, wygłasza setki kazań, kwestując na rzecz hospicjum, uczył religii w szkole, gdzie –delikatnie mówiąc – uczniowie go nie oszczędzali (i on ich też nie),jest współzałożycielem szkoły, a właściwie zespołu szkół (podstawówka, gimnazjum i liceum), uczestniczy w przygotowaniach do otwarcia domowego hospicjum dla dzieci. Wymieniać dalej?

Ksiądz Jan Kaczkowski: OK, odkąd trafiłem do Pucka, przestałem być leniem.

A co Puck ma z tym wspólnego?

Ksiądz Jan Kaczkowski: To początek mojej pracy kapłańskiej, w której dewizą są dla mnie słowa z Ewangelii św. Jana: „Nie utraciłem żadnego z tych, których Mi dałeś” (J 18,8). To jest zobowiązanie, żeby obok żadnego człowieka, który jest obok, nie przejść obojętnie.

Jakiś czas temu, jeszcze zanim zachorowałem, przez cały dzień chodziła za mną jedna dziennikarka, która jak refren powtarzała: dlaczego ksiądz to robi? Byłem mocno wściekły i sprzedawałem jej jakieś banały. W końcu rąbnąłem prosto z mostu: bo ja naprawdę mocno wierzę, że Pan Jezus NAPRAWDĘ (napisz to wielkimi literami) zjednoczył się z każdym człowiekiem. No i jeszcze te moje ulubione słowa Jezusa: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci Moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40). Według mnie Jezus ma tu na myśli wszystko, co robimy, w każdym wymiarze naszego życia. I tam nie ma gwiazdki ani przypisu: w takiej a takiej sytuacji ta zasada nie obowiązuje. Uważam, że właśnie to jest prawdziwe chrześcijaństwo. Do tego wzywa Chrystus, który wisząc na krzyżu, wybaczył łotrowi. Nie ma wyjątków. No, kurwa mać, albo się w to wierzy, albo to jest mit! Trzeba wszystko postawić na jedną kartę. A jeśli to zrobimy, to już nigdy nie wolno nam nikogo lekceważyć, nigdy nie wolno nam nikim pogardzać. Można się z drugim spierać, kłócić, nawet wkurzać na niego, ale nie wolno nim pogardzać.

Nigdy? W żadnych okolicznościach?

Ksiądz Jan Kaczkowski: Pogarda to najgorsza z postaw w stosunku do drugiego człowieka. Bardzo mi są bliskie słowa piosenki śpiewanej przez Kaczmarskiego i Gintrowskiego do słów Modlitwy o wschodzie słońca Nataniela Tenenbauma, to słynne: „Co postanowisz, niech się ziści. / Niechaj się wola Twoja stanie. / Ale zbaw mnie od nienawiści. / Ocal mnie od pogardy, Panie”. Pogarda oburza mnie na każdym polu.

Dlatego, że jako ten słabszy i nie w pełni sprawny jej doświadczyłeś?

Ksiądz Jan Kaczkowski: Fakt, jestem ślepawy, bo w jednym oku mam -15, a na drugie prawie w ogóle nie widzę. I od zawsze trochę powłóczyłem lewą nogą. Kiedy byłem dzieckiem, nie dokuczano mi jednak specjalnie z tego powodu. Będąc niepełnosprawnym, łatwo być roszczeniowym. Skupiać się na sobie. Ale z drugiej strony łatwiej być wrażliwym.

Pamiętam taką sytuację w szkole. Końcówka komuny, apel, stoimy na baczność. Pamiętasz te worki na obuwie, które koniecznie trzeba było zmieniać? Mama ubrała mnie w jakieś czerwone kapcie, a w takich nie wolno było chodzić. Wystawili na środek mnie i jego. On był w takiej niewyględnej kurtce, nie miał teczki – książki przyciskał do siebie pod tą kurtką.

Nasza wychowawczyni – okropna baba, prawie esesmanka – mówi z pogardą: „Spójrzcie na nich! Czy tak wyglądają uczniowie?”. Odsłoniła tę jego podniszczoną kurtkę. Wypadły książki i pamiętam jak dziś – wypadło też autko, bez kółka. I ono zaczęło się kręcić. Pamiętam ryk tego całego apelu, ten obrzydliwy śmiech. Do tłumu nie można mieć pretensji, ale do kretynki nauczycielki – tak. Pamiętam, że zrobiło mi się strasznie przykro. Nawet teraz, opowiadając Ci to, czuję ścisk w gardle. Ten chłopak – na imię miał Artur – został bardzo poniżony. Później przez całą podstawówkę był strasznym rozbojem.

Tamto zdarzenie wywołało we mnie radykalny sprzeciw, to był oczywiście tylko dziecięcy bunt, ale bardzo silny. Pierwszy świadomy sprzeciw wobec zła i poniżania innych. Oczywiście, w tamtym momencie miał wymiar jedynie wewnętrzny, ale naznaczył mnie na przyszłość. To była druga klasa podstawówki. Przypadek Artura ma w moim życiu symboliczne znaczenie – to był mój początek braku zgody na zło. Potem często jako ten słaby starałem się występować w obronie najsłabszych.

Jak słabszy może występować przeciw silnym?

Ksiądz Jan Kaczkowski: Nigdy się nie tłukłem – w tej kwestii byłem kompletna dupa. Ale od zawsze miałem strasznie cięty język. To była moja obrona. Nie tylko wobec kolegów, ale i nauczycieli. Tak już jest, że walę prawdą między oczy. […]

SIŁY, KTÓRE POKONAJĄ RAKA – PSYCHOLOGICZNE TERAPIE WSPOMAGAJĄCE W CHOROBIE NOWOTWOROWEJ.

Na rynku wydawniczym pojawiła się ciekawa pozycja: SIŁY, KTÓRE POKONAJĄ RAKA – PSYCHOLOGICZNE TERAPIE WSPOMAGAJĄCE W CHOROBIE NOWOTWOROWEJ. Publikacja wydawnictwa Charaktery to poradnik, który skutecznie wyzwala siły do walki z rakiem, daje odwagę, nadzieję oraz pozwala zmierzyć się z niełatwą prawdą o chorobie nowotworowej.

W książce, której redaktorem jest Paulina Pająk swoimi doświadczeniami i wiedzą dzieli się aż 33 wybitnych terapeutów, naukowców, lekarzy onkologów, duchownych oraz pacjentów onkologicznych

Książka SIŁY, KTÓRE POKONAJĄ RAKA to :

– praktyczne porady psychologów i onkologów;

– przejrzysta prezentacja całego wachlarza terapii psychoonkologicznych;

– wskazówki, jak mimo choroby żyć zgodnie z tym, co dla nas najważniejsze;

– teksty, które podpowiedzą, jak rozwijać nadzieję i odwagę;

– rozmowy, które pomogą lepiej zrozumieć egzystencjalne i duchowe aspekty choroby nowotworowej.

Ostatnie lata przyniosły szereg ważnych zmian zarówno w leczeniu raka, jak i psychoterapii pacjentów chorych na nowotwory. Rozwijane są nurty powszechnie uznane, ale i pojawiają się nowe podejścia. Książka Siły, które pokonają raka prezentuje szeroki wachlarz terapii psychoonkologicznych, a wśród nich: terapię poznawczo-behawioralną, terapię akceptacji i zaangażowania oraz interwencje psychologii pozytywnej skoncentrowane na nadziei i wzroście osobowym. Książka pomoże osobom chorym wybrać najlepszą dla nich wspomagającą psychoterapię, a dla psychologów oraz lekarzy może stanowi dodatkowe źródło wiedzy.

W refleksjach doświadczonych terapeutów, lekarzy oraz osób ze świata kultury i sztuki powraca konieczność stworzenia własnej opowieści o chorowaniu na raka. Marek Bieńczyk opisuje kajakowe ucieczki i spotkania na wierzchołkach słów, dominikanin Tomasz Dostatni zdradza, jak przy pomocy czeskiego specjału udało się namówić Havla na zdrowotny spacer, Małgorzata Braunek wspomina pożegnanie z mamą w ogrodzie, uczestniczki niezwykłej wyprawy rowerowej pokazują, że raka można pokonać i pomimo choroby przekroczyć Zwrotnik Raka, a ksiądz Jan Kaczkowski opowiada o życiu z chorobą nowotworową i pracy w hospicjum.

W świadomości społecznej funkcjonuje wciąż mnóstwo nieprawdziwych przekonań na temat nowotworów. Tymczasem coraz więcej schorzeń o charakterze nowotworowym daje się leczyć, a często całkowicie wyleczyć. Wśród nas jest coraz więcej osób, które przeszły chorobę onkologiczną i wygrały z nią. Czasami wygranie oznacza pełne wyzdrowienie, a czasem oznacza zmianę życia na takie, które jest pełne i wypełnione sensem, pomimo choroby. To dobrze, że pojawiają się takie książki jak ta! Tego typu opracowań nigdy nie jest za wiele. Stanowią ważne źródło wiedzy i nadziei zarówno dla osób, które usłyszały diagnozę, jak i dla ich bliskich i przyjaciół! Dzięki temu, że w książce oprócz wypowiedzi specjalistów, psychologów, terapeutów i onkologów pojawiają się również świadectwa osób, które choroby doświadczyły, ta książka może stać się nie tylko poradnikiem, ale również motywatorem do tego, aby wziąć odpowiedzialność za swój proces zdrowienia!”

Anna Długołęcka, psycholog, terapeuta z Akademii Walki z Rakiem, Oddział Warszawa