jakie tabletki na cellulit undefined

Kategorie

 oczyścić organizm z ołowiu
zielona kawa forum
 jak stosowac acai berry 900
 szybkie odchudzanie dla mężczyzn
 cykl 2 miesieczny sterydy
afilliate program

Inne publikacje na temat chemii i radioterapii

Dr Aleksandra Niedzwiecki: Leki przeciwnowotworowe powodują… rozwój raka, czyli pacjent w matrixie

 

dr Niedzwiecki

Dlaczego wciąż stosuje się chemioterapię, skoro wykazano jej skuteczność na poziomie zaledwie dwóch procent? Do tego jest wysoce toksyczna, szalenie droga i ma fatalne skutki uboczne. Leki nowotworowe powodują rozwój raka  wywiad z dr ALEKSANDRĄ NIEDZWIECKI z Instytutu Medycyny Komórkowej w Kalifornii o firmach farmaceutycznych, chemioterapii, dyskredytowaniu naturalnych leków i drenażu budżetów.

Aleksandra Niedzwiecki jest doktorem biochemii. Współpracowała z dwoma laureatami Nagrody Nobla — prof. Geraldem Edelmanem i dr. Linusem Paulingiem. W Instytucie Linusa Paulinga objęła kierownictwo badań nad chorobami serca. Wspólnie z dr. Matthiasem Rathem rozpoczęła tam badania nad rolą substancji odżywczych w chorobach serca i układu krążenia. Obecnie jest przewodniczącą zarządu i dyrektorem badań Instytutu Medycyny Komórkowej Dr. Ratha w Kalifornii, wiceprezydentem Fundacji Zdrowia Dr. Ratha i prezesem Dr Rath Humanities Foundation. Opublikowała ponad 90 naukowych prac badawczych w renomowanych międzynarodowych czasopismach naukowych, jest współautorką rozdziałów książek naukowych i popularnonaukowych. Dr Niedzwiecki jest członkiem American College of Nutrition, zasiada w naukowym zarządzie wydawniczym „International Journal of Oncology”, jest współredaktorką magazynu „Cellular Health Communications” i innych, jak i członkiem wielu organizacji zawodowych: American Heart Association, American Medical Women’s Association, Council on Arteriosclerosis, American Academy for the Advancement of Science.

„ZNAKI CZASU”: Zespół naukowców pod kierunkiem Pani i doktora Matthiasa Ratha dokonał rewolucyjnego odkrycia – poznaliście mechanizmy przerzutów raka i umiecie je kontrolować. Opracowaliście naturalny preparat hamujący metastazę. A to znaczy, że rak został pokonany i pacjent może żyć. To godne nobla, tymczasem ani nobla, ani nawet rozgłosu w mediach. Dlaczego?

ALEKSANDRA NIEDZWIECKI: Szczególna waga naszych badań w dziedzinie raka polega na tym, że skoncentrowaliśmy się na badaniach metastazy – czyli procesu, który jest najniebezpieczniejszym stadium raka. Co więcej, nasze badania nad kontrolą raka ukierunkowane są na biologiczną regulację tego procesu przy pomocy naturalnych substancji. Kierunek ten okazał się właściwy i opracowaliśmy specyficzny zestaw naturalnych składników odżywczych, który jest skuteczny w kontroli głównych mechanizmów raka. To, że rozpad tkanki otaczającej komórki raka jest niezbędny do migracji komórek i inwazji do innych organów, było znane już wcześniej. Myśmy wykazali, że specyficzny zestaw mikroelementów* pozwala kontrolować ten proces w sposób naturalny. Nie ma obecnie żadnej metody wykazującej tak skuteczne kompleksowe działanie.

Chyba nie jest to zaskoczenie, że prasa milczy. Gdyby podobne rezultaty mogły być osiągnięte przy pomocy leku farmaceutycznego, to sytuacja byłaby inna. Substancji naturalnych nie można opatentować i nie gwarantują one tak ogromnych zysków jak leki. A poza tym – czy firmy farmaceutyczne są rzeczywiście zainteresowane wyleczeniem raka? Zarabiają krocie na lekach chemioterapeutycznych i innych, które pacjenci muszą brać, by walczyć z dewastującym wpływem chemioterapii na organizm. Jest to zastanawiające, że chociaż metastaza jest odpowiedzialna za śmierć 9 na 10 pacjentów chorych na raka, to zainteresowanie badaniami metastazy jest znikome. Tylko pięć procent funduszy badawczych w raku jest dedykowane badaniom metastazy. Pytanie: dlaczego?

Jeśli chodzi o Nagrodę Nobla, to bardzo się ona zdewaluowała. Poza tym największą nagrodą dla każdego naukowca jest to, że wyniki badań przynoszą korzyść ludziom.

Dr Aleksandra Niedzwiecki

Medycyna naturalna, szczególnie terapie raka, bywa kojarzona z szarlatanerią. Lekarze uważają ją za nieskuteczną i przestrzegają pacjentów. W USA nawet zabronione są naturalne terapie raka. Dlaczego tak się dzieje?

– Jest to wynik wpływu ogromnego i potężnego lobby farmaceutycznego, które kontroluje medycynę, polityków, media i świat finansowy. Szkoły medyczne kształcą lekarzy w dziedzinie farmakologii, a nie roli żywienia. Młodzi lekarze nie mają dostatecznej wiedzy o tym, jak ważne są mikroelementy dla zdrowia. Poza tym poddani są presji, by nie odbiegać od ustalonych standardów. Spotkałam się ostatnio w USA z taką oto opinią lekarza zapytanego, czy mikroelementy są pomocne jako dodatkowa terapia w raku: „Nie wiem i ten temat mnie zupełnie nie interesuje”. Niestety, nie jest to odosobniona opinia. Może też przynosi psychiczny komfort, gdyż wiedząc, jak bardzo są pomocne naturalne metody, trudno byłoby rekomendować leki, szczególnie te, których działanie jest kwestionowane.

Należy również przyznać, że w dziedzinie medycyny naturalnej pojawiają się też osoby nieodpowiedzialne, promujące metody niepoparte naukowo. Jednak wraz z rozwojem tej dziedziny zostaną one wyparte przez naukowo udowodnione, skuteczne sposoby utrzymania zdrowia i walki z chorobami, bazujące na naturalnych, bezpiecznych i skutecznych związkach naturalnych.

Jakie są naukowe dowody skuteczności naturalnego podejścia do raka?

– Jest ich wiele. Nasza grupa naukowców opublikowała na ten temat ponad 70 prac naukowych, wskazujących, że naturalny zestaw mikroelementów jest skuteczny w kontroli głównych mechanizmów działania raka w ponad 40 różnych rodzajach komórek raka. Publikacje te są dostępne w PubMed – głównym źródle informacji medycznej i naukowej. Wiedza ta jest akceptowana w kręgach naukowych, jako że jesteśmy zapraszani przez redaktorów różnych książek naukowych, by publikować nasze osiągnięcia jako rozdziały w ich książkach.

Dlaczego ten naturalny kierunek nie jest promowany? 20 lat temu dr Rath pokazał światu, jak pokonać choroby serca i układu krążenia, włącznie z cofaniem zmian chorobowych — i to naturalnie! Nikt nie zakwestionował jego badań, a jednak świat medyczny nie wdrożył tych odkryć. W leczeniu nowotworów też macie naukowe dowody i też cisza…

– Dr Rath jasno przedstawił to w wielu swoich wypowiedziach i szeroko na łamachFundacji Zdrowia Dr. Ratha – jest to biznes z chorób. Naukowo udokumentowane naturalne podejście do zdrowia – skuteczne, lecz niemożliwe do opatentowania – zagraża podstawom ekonomicznym tego biznesu. Nawet firmy farmaceutyczne akceptują wartość substancji naturalnych w zwalczaniu raka – obecnie jest prowadzonych ponad 100 badań klinicznych ze związkami naturalnymi w różnych aspektach tej choroby („Journal of Clinical Oncology” 2009, tom 27, s. 2712-2725). Oczywiście pomyślne rezultaty będą stosowane w sposób korzystny dla biznesu, czyli – chemiczna modyfikacja aktywnych składników, by je opatentować i mieć wyłączność ich sprzedaży za wysoką cenę. Jednoczesne prawne zabranianie dostępu do tych samych naturalnych związków to biznes z chorób.

Czy medycyna rzeczywiście leczy raka? Czy jest jakiś postęp?

– Niestety nie jest on realny, a właściwie postęp jest głównie w promowaniu i triumfalnym ogłaszaniu, że mamy nowy lek, który jest skuteczny w raku. Jednak potem zapada cisza, gdyż po jego wprowadzeniu okazuje się, że skuteczność jest niższa od oczekiwanej lub też żadna. Ale reklama pozwala ściągać nowe fundusze na dalsze badania, które idą w zasadzie w jednym kierunku: niszczenia komórek raka bronią chemiczną. Czas, by zaakceptować fakt, że rak pozostaje w dalszym ciągu drugą przyczyną śmierci i diagnoza raka stale rośnie. Nie można spodziewać się innych rezultatów, robiąc wciąż to samo. Jeśli chodzi o stosowanie chemioterapii jako udowodnionej i skutecznej metody leczenia, to statystyki mówią inaczej. Przegląd skuteczności chemioterapii w 22 rodzajach raka wykazał, że zwiększa ona szanse na pięcioletnie przeżycie tylko o 2,1 procent i w wielu rodzajach raka nie ma żadnej korzyści. Badanie to opublikowane zostało w „Clinical Oncology” 2004, tom 16, s. 549-560. Niestety ta informacja nie trafia do pacjentów, a raczej poddawani są oni presji psychicznej, by tę metodę zaakceptować. Niewiele osób z diagnozą tej choroby ma siłę i wiedzę, by się temu przeciwstawić.

Jak medycyna tworzy statystyki uleczalności nowotworów?

– Wyleczenie zastąpiono „przeżyciem pięciu lat”. Średnio tylko około 60% pacjentów przeżywa pięć lat od diagnozy raka. W raku żołądka jest to 25%, płuc – 17%, trzustki – 5%.

Sumy wydawane na badania nad lekami rosną i statystyki nowotworów też. W Polsce w ciągu 15-20 najbliższych lat przewidywany jest wzrost o 40%, na świecie – według raportu „Lancet Oncology” – aż o 70%. Dwukrotny noblista Linus Pauling, z którym zresztą Pani współpracowała, powiedział, że większość badań nad rakiem to wielkie oszustwo…

– Tak, i sam tego doświadczył, kiedy jego protokół badań klinicznych z witaminą C został zmodyfikowany i statystyczne wyniki zmanipulowane, by wykazać nieskuteczność tej metody. Trudno jest również wprowadzać zmiany metod leczenia, jeśli badania kliniczne z substancjami naturalnymi mogą być przeprowadzane na pacjentach w terminalnym stadium raka, gdy już wszystkie metody konwencjonalne zawiodły.

Jest coraz więcej leków onkologicznych na rynku, ale leczenie wcale nie stało się skuteczniejsze. Jaki jest mechanizm dopuszczania ich na rynek?

– Dopuszcza się leki, które wykazują minimalne skutki pozytywne w badaniach klinicznych na wyselekcjonowanej grupie pacjentów — gdy w badaniach klinicznych powodują zmniejszenie guza nawet o 30%, tylko przez 28 dni i tylko u połowy pacjentów. Jednak każdy pacjent myśli: o, to jest lek, który był testowany i jest skuteczny.

Dlaczego wciąż stosuje się chemioterapię skoro wykazano jej skuteczność na poziomie zaledwie dwóch procent? Do tego jest wysoce toksyczna, szalenie droga i ma fatalne skutki uboczne.

– Przynosi ogromny profit, a do tego generuje nowe choroby (działania uboczne leków), które potrzebują nowych leków. Jest to spirala zysku — leki przepisywane na leczenie jednej choroby generują nowe, które zwiększają zapotrzebowanie na nowe leki i procedury medyczne. Toksyczność chemioterapii uruchamia całą gamę chorób ubocznych, które leczone są wieloma środkami farmaceutycznymi i intensywnymi terapiami. Mówię o środkach przeciwbólowych łącznie z morfiną, sterydach i innych lekach przeciwzapalnych, antybiotykach, antydepresantach, transfuzjach krwi itd. Chemioterapia też generuje zmiany nowotworowe w komórkach, powodując rozwój nowych rodzajów raka. O tej epidemii i biznesie z chemioterapii piszemy szczegółowo na stronie

Co naprawdę trafia do krwi pacjenta poddanego chemioterapii?

– Najbardziej toksyczne związki chemiczne znane człowiekowi. Pierwszy specyfik stosowany w chemioterapii był pochodną gazu musztardowego, związku używanego podczas I wojny światowej jako broń chemiczna! Ciekłe pochodne tego śmiercionośnego gazu są do dzisiaj stosowane w leczeniu pacjentów chorych na raka: mechloroetamina, cyklofosfamid, chlorambucyl, ifosfamid. Istnieje także kilka innych grup wysoce toksycznych substancji aplikowanych pacjentom. Wspólnym mianownikiem wszystkich tych związków jest to, że powodują one uszkodzenia DNA, w cząsteczkach dziedziczenia w jądrze komórkowym, oraz wpływają na inne podstawowe procesy biologiczne zachodzące w komórkach naszego ciała. W chemioterapii niszczone są wszystkie komórki w ciele pacjenta, też te zdrowe, stąd podejście to przypomina stosowanie broni masowego rażenia. Nawet pracownikom służby zdrowia mającym kontakt z lekami stosowanymi w chemioterapii przypomina się w zasadach BHP o ryzyku uszkodzenia DNA, wad wrodzonych u dzieci, rozwoju nowych nowotworów, uszkodzenia organów. Osoby te muszą nosić specjalne rękawice, okulary i fartuchy ochronne. Wyjątkowo narażeni na utratę zdrowia są członkowie rodziny pacjenta, opiekunowie i wszyscy, którzy mają z nim kontakt.

Dlaczego pacjenci dobrowolnie poddają się tak toksycznym procedurom i nie szukają innych rozwiązań? Z powodu niewiedzy? Z wiary w medycynę lekową?

– To wojna psychologiczna. Pacjent, który kojarzy diagnozę raka z najgorszym — ze śmiercią, automatycznie popada w stan strachu i rozpaczy. To z kolei sprawia, że staje się podatny na każdego rodzaju terapię — nawet gdy samo leczenie jest potencjalnie śmiertelne — o ile tylko oddali ona, choćby na krótki czas, perspektywę śmierci. Dopóki rak będzie traktowany jak wyrok śmierci, biznes inwestycyjny chemioterapii będzie kwitł. Jeszcze bardziej ponury jest fakt, że chemioterapia nie jest w stanie przedłużyć życia pacjentów cierpiących na pewne rodzaje nowotworów, np. raka prostaty, skóry (czerniaka), pęcherza moczowego, nerek, trzustki.

Są chyba granice absurdu. Leki na nowotwory powodują nowotwory. Ba, według amerykańskiego Narodowego Instytutu Zdrowia ponad 40% wszystkich preparatów farmaceutycznych jest potencjalnie rakotwórczych!

– Z raportów wynika, że 87% leków nowotworowych może powodować rozwój raka, rakotwórcze skutki uboczne może mieć 50% antybiotyków, składniki potencjalnie rakotwórcze zawiera 60% leków przepisywanych pacjentom chorym na depresję i cierpiącym na zaburzenia mentalne, prawie wszystkie immunosupresanty wspomagają rozwój raka. Wiele innych leków, jak te stosowane przy alergiach, jest zaliczanych do rakotwórczych. Źródłem tej patologii jest syntetyczne pochodzenie składników tworzonych drogą chemiczną, a nie ekstrahowanych z naturalnych substancji. Ludzki organizm nie rozpoznaje ich i nie potrafi ich skutecznie neutralizować i eliminować. Większość tych leków uszkadza DNA komórek, tym samym zapoczątkowując procesy nowotworowe.

Parę lat po wprowadzeniu leków na obniżenie cholesterolu — statyn — ukazała się publikacja w „Journalof the American Medical Association” z 2006 roku wskazująca, że wszystkie leki z tej grupy są rakotwórcze. Badania te były prowadzone na zwierzętach. Badania sponsorowane przez ich producentów starały się to zdementować. Ostatnio nawet zaczyna się promować statyny do prewencji raka, pomimo wielu badań klinicznych przeczących temu.

Czy leki estrogenowe to też przykład „synergii marketingowej”?

– Leki estrogenowe oferowane są milionom młodych kobiet w formie hormonalnych środków antykoncepcyjnych, a kobietom dojrzałym — w formie hormonalnej terapii zastępczej jako zapobiegającej osteoporozie i objawom menopauzy. Od 1941 roku jest wiadomo, że estrogen zwiększa ryzyko rozwoju raka. Pobudza m.in. działanie enzymów trawiących kolagen, które wspomagają wzrost i rozwój komórek rakowych. Długookresowe przyjmowanie takich leków zwiększa ryzyko form raka zależnych od estrogenów: piersi, macicy, szyjki macicy, jajników. Potwierdziły to badania Narodowego Instytutu Zdrowia w USA (NIH) na ponad 16 tys. kobiet biorących estrogenową terapię zastępczą. W tej mierze rynek leków estrogenowych napędza rynek leków przeciwnowotworowych.

Jak udało się przemysłowi farmaceutycznemu zmonopolizować biznes raka?

– Ogromna potęga finansowa i ogromne lobby. To największy i najbardziej dochodowy biznes inwestycyjny na świecie. A spośród wszystkich sprzedawanych leków farmaceutycznych leki onkologiczne są tymi, których sprzedaż przynosi największe zyski. Np. zysk ze sprzedaży tych leków za sam 2010 rok wyniósł aż 56 miliardów dolarów!

Lekceważenie naturalnych terapii nie tylko uderza w nasze zdrowie, ale i w budżety państw. Jak wygląda biznes raka w Polsce?

– Leki stanowią 27 procent budżetu służby zdrowia. Szczególnie wysoki jest wzrost wydatków na leki onkologiczne — 49 procent i krwiotwórcze — 21 procent, z których wiele stosuje się właśnie u chorych na raka. Zapotrzebowanie na leki onkologiczne w ciągu sześciu lat — od 2006 do 2010 roku — wzrosło na świecie o 232 proc.

Czasem się słyszy, że wręcz brakuje chemioterapeutyków. O co tu chodzi?

– Jak zwykle chodzi o zyski. Leki o wygasłych patentach są tańsze i nie przynoszą zysków, więc albo się je minimalnie modyfikuje — podnosząc ogromnie cenę — lub płaci firmom produkującym te leki o wygasłych patentach, by zaniechały ich produkcji na jakiś czas. Na przykład koszt paclitaxelu to 312 dolarów, podczas gdy podobny, ale patentowy lek abraxane kosztuje 5824 dolarów za dawkę; doxorubicin to 120 dolarów za jedną dawkę, ale liposomalny doxorubicin to już 5789 dolarów — a zmodyfikowano tu tylko sposób przenikania leku do komórki.

„International Herald Tribune” z marca 2003 roku zacytowała wypowiedź dyrektora koncernu farmaceutycznego wprowadzającego nowy lek na rynek: „Pierwsza tragedia — to jeżeli lek spowoduje śmierć. Druga tragedia — to jeżeli uzdrowi ludzi. Prawdziwie dobre leki to są te, które muszą być wciąż używane i to przez długi, długi czas”. Nawet tego się nie ukrywa…

– To jest przemysł inwestycyjny napędzany zyskami udziałowców. Wyleczenie chorób to cel drugoplanowy. Rynkiem zbytu dla tego przemysłu jest nasze ciało, ale nie wtedy, kiedy jesteśmy zdrowi, tylko wtedy, kiedy jesteśmy chorzy. Dlatego około 80 procent leków działa nie na przyczyny chorób, ale na symptomy. Jak długo ludzie i pacjenci będą tolerować taki stan rzeczy i działanie przeciwko ich własnym interesom, tak długo będzie ten stan kontynuowany. Edukacja w dziedzinie zdrowia jest kluczem do zmian.

Piszecie w książce Zwycięstwo nad rakiem — Pani i dr Rath — że aby zrozumieć skutki działania biznesu z chorób, trzeba przeanalizować historię przemysłu chemiczno-farmaceutycznego związanego z obiema wojnami światowymi.

– Niesławny IG Farben — kartel farmaceutyczno-chemiczny — to przykład udziału biznesu w nieetycznej, a nawet zbrodniczej działalności. Został on rozwiązany i aż 24 dyrektorów IG Farben stanęło przed Trybunałem Norymberskim. Kilku z nich skazano za zbrodnie przeciwko ludzkości. Wśród nich był Fritz Ter Meer, dyrektor jednej z firm, członek zarządu IG Farben, członek partii nazistowskiej i Ministerstwa Wojny III Rzeszy. Proszę sobie wyobrazić, że szef największej firmy farmaceutycznej, lider przemysłu, który się przedstawia jako służący ludzkości, został skazany za zbrodnie przeciw ludzkości.

Ale chyba jeszcze bardziej zaskakujące jest to, że zbrodniarz wojenny, skazany przez Trybunał, po wyjściu na wolność został w roku 1956… prezesem tej samej firmy farmaceutycznej!

– Nie tylko on jeden, historia wskazuje, że wielu aktywnych działaczy firm w ramach IG Farben powróciło na kierownicze stanowiska w swoich macierzystych firmach. Nasze podręczniki historii informują, że śmiertelne w skutkach eksperymenty medyczne w obozach koncentracyjnych były przeprowadzane przez psychopatów. Ale dokumenty Trybunału Norymberskiego ukazują odmienny obraz. Większość eksperymentów nie stanowiła pojedynczych „doświadczeń”, lecz była częścią badań na ludziach na dużą skalę. Lekarzami przeprowadzającymi te eksperymenty nie byli wyłącznie członkowie SS, lecz także profesjonalni badacze leków farmaceutycznych, czasem nawet lekarze bezpośrednio zatrudnieni i opłacani przez niemieckie firmy farmaceutyczne. Leki były dostarczane z tych firm bezpośrednio do obozów, a wyniki często śmiertelnych w skutkach eksperymentów raportowane były bezpośrednio do zarządów tych koncernów. Zastanawiające jest, ile wysiłku włożono w to, by te fakty były pogrzebane przez ponad pół wieku. Wszystkie te informacje i dokumenty dostępne są obecnie online pod adresem: http://www.profit-over-life.org.

W tym samym 1956 roku powołano Komisję Europejską. Łączycie ją z polityką firm farmaceutycznych. Dlaczego?

– Pierwszym przewodniczącym Komisji Europejskiej został Walter Hallstein, nazistowski prawnik, mianowany później głównym architektem brukselskiej Unii Europejskiej. Przez następnych 10 lat, kierując administracją składającą się z kilku tysięcy biurokratów, realizował plan utworzenia „centralnego biura kartelu”, operującego poza jakąkolwiek demokratyczną kontrolą. O ile członkowie Parlamentu Unii Europejskiej są wybierani w wyborach powszechnych przez 500 milionów Europejczyków, o tyle Komisja Europejska działa z nadania. Ma do swej dyspozycji 54 tys. zawodowych technokratów i urzędników działających w ramach brukselskiej UE bez żadnych demokratycznych wyborów. Na każdego wybranego członka Parlamentu przypada 80 biurokratów Komisji trzymających ich pod kontrolą, reprezentujących interesy korporacji. Jednym z kluczowych celów Komisji była protekcja wielomiliardowych rynków zbytu na leki farmaceutyczne poprzez zdelegalizowanie naturalnych metod kontroli zdrowia.

Polityczna ochrona patentów?

– Do swojej dyspozycji Komisja ma różne ciała. Jedna z nich to Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA). Ustanawia on restrykcje dla naturalnych terapii pod pretekstem tzw. regulacji. Jak EFSA reguluje żywność? Na przykład dyrektywa suplementów diety z 2002 roku wprowadza restrykcje w dopuszczaniu składników naturalnych i ogranicza ich dawki w suplementach diety. By ukryć właściwe cele tych przepisów, utrzymuje się, że maksymalne dawki składników ustalane są w oparciu o metody naukowe w procesie tzw. naukowej ewaluacji ryzyka. Tymczasem większość tych proponowanych metod jest bezpodstawna lub całkowicie nienaukowa. Dowodzą tego m.in. statystyki w USA, gdzie suplementy nie są regulowane i są stosowane przez 68 procent społeczeństwa. Według „Annual Report Clinical Toxicology” 2008, 46, 927-1057, z powodu stosowania leków zanotowano w tym jednym roku prawie 50 tys. zgonów — w roku 2010 to już ponad 82 tys. zgonów — a życie blisko 320 tys. osób było zagrożone. Ile osób zmarło w tym czasie z powodu stosowania suplementów? Zero. To jest problem i o tym trzeba mówić, a nie o tym, że witaminy są niebezpieczne.

Inny przykład to dyrektywa produktów tradycyjnych ziół medycznych z 2004 roku. Wymaga ona, by wszystkie produkty zielarskie przechodziły bardzo kosztowne procedury rejestracji. Oczywiście mniejsze firmy nie są w stanie tych rejestracji przeprowadzić. Zioła bez licencji będą zabronione i usunięte z rynku. A przecież są to te same związki, które były legalnie dostępne w Europie od dziesięcioleci, nie powodując żadnych niepożądanych skutków dla zdrowia całych populacji. A co firmy farmaceutyczne robią w tym czasie? Pracują nad wyizolowaniem substancji aktywnych z tych ziół i ich chemiczną modyfikacją, aby mieć na nie wyłączność patentową. W ten sposób zastępowane są skuteczne, bezpieczne i niedrogie metody ochrony zdrowia przez kosztowne, bo patentowane, i niebezpieczne leki chemiczne o skutkach ubocznych.

Kolejna regulacja — z 2006 roku dotycząca związku pomiędzy zdrowiem a pożywieniem — zabrania wszelkich sugestii lub powiązań między pożywieniem lub jego składnikami a specyficznymi korzyściami dla zdrowia, nawet jeśli istnieją naukowe dowody na taki związek. Stwierdzenia, że np. płatki owsiane pomagają obniżyć cholesterol, muszą być autoryzowane przez Komisję Europejską.

Ile razy przemysł farmaceutyczny pozywał Was do sądu? Chyba żadne odkrycie w dziedzinie naturalnej terapii raka nie było tak zwalczane jak Wasze.

– Niezliczone razy – dokumentacja tych procesów zajmuje wszystkie półki w dużym pokoju u naszych adwokatów. Większość to personalne ataki na doktora Ratha, przez które opozycja stara się go zniszczyć i zmusić do milczenia. Za każdym razem dowody, jakie przedstawiliśmy, i fakty obroniły nas.

Jakie są ekonomiczne i polityczne konsekwencje epidemii raka?

– Według Światowego Forum Ekonomicznego z 2011 roku roczny koszt raka i innych nieinfekcyjnych chorób osiągnie w 2030 roku 47 bilionów dolarów. To trzykrotna wartość produktu krajowego brutto całej Unii Europejskiej. Bogactwa niektórych firm są trudne do wyobrażenia — na przykład firma Pfizer może kupić Polskę.

Polityczne konsekwencje przy nakręcaniu spirali kosztów to ruina gospodarcza państw prowadząca do międzynarodowego kryzysu gospodarczego, a w konsekwencji politycznej dyktatury UE. Grecja to dopiero początek. Inne kraje czekają w kolejce: Irlandia, Włochy, Portugalia, Hiszpania. Wysysanie gospodarek trwa. Ameryka też przeżywa kryzys. Barak Obama zrozumiał, że najlepszym sposobem, by zmniejszyć deficyt, jest zmniejszenie kosztów opieki zdrowotnej, o czym powiedział w marcu 2009 roku. Kluczem do niezależności ekonomicznej społeczeństw jest koniec biznesu z chorób.

O ile można by zmniejszyć koszty opieki zdrowotnej państw, gdyby zamiast drogich opatentowanych leków refundować naturalne terapie?

– Można i to znacznie. Kilka lat temu renomowana na skalę międzynarodową grupa konsultacyjno-badawcza w zakresie narodowej polityki i usług w dziedzinie zdrowia – The Lewin Group z Wielkiej Brytanii – ogłosiła wyniki badań w tej dziedzinie. Wykazały one między innymi, że w USA przez suplementację wapnia i witaminy D u seniorów można by zapobiec około 776 tys. hospitalizacji z powodu złamań stawu biodrowego, co równałoby się oszczędnościom ponad 16 miliardów dolarów w skali pięciu lat. Podobnie oszczędności związane z braniem 400 mcg kwasu foliowego przez kobiety w okresie rozrodczym wyniosłyby około 334 milionów dolarów już w pierwszym roku ich stosowania. Suplementacja kwasów omega-3 przez osoby starsze prowadziłaby do zaoszczędzenia około 43 miliardów poprzez zmniejszenie ryzyka zawałów serca i związanych z tym kosztów. Są to duże sumy, które mogą być przekazane w budżecie państw na poprawę rynku pracy, edukacji i wiele potrzebnych celów. Stosowanie naturalnych terapii prowadzi również do znacznego zmniejszenia nowych chorób i hospitalizacji wynikających z działań ubocznych leków przepisywanych na receptę. Jest to po chorobach serca, raku i udarach mózgu czwarta przyczyna śmierci. Tej przyczynie możemy w znacznym stopniu zapobiec, jeśli jesteśmy tego faktu świadomi i zaczniemy działać, by to zmienić. Ten problem dotyka nas wszystkich, niezależnie od zajmowanego stanowiska, wieku i stanu majątkowego, dotyczy każdego podchodzącego z receptą do okienka w aptece.

Walter Last, jeden z naukowców, zwolennik naturalnych terapii, proponuje, by zakazać finansowania przez firmy farmaceutyczne szkolnictwa medycznego oraz stosowania marketingu i reklamy ukierunkowanej na pacjentów i lekarzy. Przy takiej polityce traci przecież autorytet lekarza.

– Świadome tego środowisko medyczne zaczyna protestować. Dr Catherine D. DeAngelis, która była przez wiele lat redaktorem naczelnym najbardziej znanego pisma medycznego — „Journal of the American Medical Association”, napisała: „Wpływy, jakie firmy produkujące leki – te bazujące na zyskach – mają na każdy aspekt medycyny, są tak przejrzyste, że trzeba być głuchym, ślepym lub głupim, by tego nie widzieć”. Pod presją zrezygnowała z tego stanowiska w 2011 roku, ale w dalszym ciągu pracuje w John Hopkins School of Public Health.

dr Catherine D. DeAngelis

Dr Catherine D. DeAngelis

Również była redaktorka naczelna „New England Journal of Medicine”, a obecnie wykładowca na Uniwersytecie Harvarda — dr Marcia Angell jest znana z ostrej krytyki działania przemysłu farmaceutycznego. Przedstawiła ją w znanej książce „Prawda o firmach farmaceutycznych — jak nas oszukują i jak możemy temu przeciwdziałać”, jak i w wielu innych publikacjach i wypowiedziach.

Dr Marcia Angell

Dr Marcia Angell

Jak widać, ten ruch sprzeciwu istnieje, i to również wśród prominentów medycyny.

Profesor Zygmunt Baumann powiedział, że wojna z kłamstwem jest nie do wygrania [a sam kłamie nt. swojej przeszłości – przyp. TAW], a jako socjolog obserwuje zanik społecznych mechanizmów dochodzenia do prawdy. Czy wierzy Pani w to, że uda się przekonać społeczeństwa i rządy do naturalnych terapii?

– To wszystko zależy od ludzi. My kontynuujemy nasze działania i szerzymy informacje i edukację. Strona organizacji World Health Alphabetization: http://www.wha-www.orgstanowi otwarte źródło internetowe, dzięki któremu każdy może wziąć udział w zdrowotnym kursie edukacyjnym online. W języku polskim takie kursy są dostępne na stronie Koalicji Doktora Ratha w Obronie Zdrowia: www.dr-rath-koalicja.pl. Udostępniliśmy również w języku polskim nowy program interakcyjny BodyXQ — w internecie: eu.bodyxq.org oraz jako aplikacje na iPada czy iPhone’a. Pozwala on w trójmiarowym formacie zajrzeć w głąb naszego serca, zobaczyć, jak naturalne składniki odżywcze pomagają w jego funkcjach, np. normalizacji ciśnienia krwi, czy też w kontroli rozwoju raka. Nasza książka Zwycięstwo nad rakiem jest impulsem i motywacją do tego, aby teraz ludzkość skorzystała z szansy realizacji prawa do życia w świecie bez raka. Gdyby nie było odważnych ludzi, Ziemia byłaby wciąż płaska i mur berliński stałby nadal.

Rozmawiała Katarzyna Lewkowicz-Siejka

*Określenie mikroelementy dr Niedzwiecki stosuje w szerszym znaczeniu, niż przyjęto w Polsce. Rozumie przez to wszystkie substancje, których nasz organizm potrzebuje w mniejszych ilościach: witaminy, minerały, pierwiastki śladowe, aminokwasy, polifenole i inne substancje roślinne. Za makroelementy uznaje się w tym kontekście węglowodany, białka i tłuszcze.

[Artykuł pochodzi z miesięcznika „Znaki Czasu” 2/2013].

Pomoc.mk24.co

 

 

 

 

 

Zaskakujące konsekwencje stosowania chemioterapii odkryli amerykańscy naukowcy – ich zdaniem ten rodzaj terapii przyczynia się do pobudzenia wzrostu nowotworu, a nie jego zwalczenia.

 Dr Peter Nelson i jego współpracownicy z Fred Hutchinson Cancer Research Center w Seattle sami byli zaskoczeni wynikami swoich badań. Prowadzili eksperymenty mające na celu zbadanie przyczyn uśpienia nowotworu w ciele człowieka, a zamiast tego odkryli, że stosowany powszechnie rodzaj chemioterapii zamiast osłabiać komórki rakowe, pobudza je do wzrostu.

 Naukowcy pracowali w laboratorium na tkance pobranej od pacjenta cierpiącego na raka prostaty. Podczas badań zaobserwowali, że w trakcie stosowania chemioterapii w zdrowych komórkach dochodzi do nadmiernej produkcji białka WNT16B. W efekcie jego działania komórki nowotworowe zostały pobudzone do wzrostu.

 – Wzrost wydzielania WNT16B był dla nas kompletnie nieoczekiwany – powiedział dr Nelson. – WNT16B oddziałuje z sąsiednimi komórkami nowotworowymi, pobudza je do wzrostu, inwazyjności, a przede wszystkim odporności na kontynuowaną terapię – dodaje.

 WNT16b zostają wyprodukowane w fibroblastach, licznych komórkach tkanki łącznej, w odpowiedzi na uszkodzenie DNA. Najprawdopodobniej to właśnie podawane leki powodują powstawanie błędów w materiale genetycznym komórki. Jedynym sposobem na powstrzymanie negatywnego wpływu wydzielanego białka jest zablokowanie aktywności fibroblastów w trakcie chemioterapii. Nie wiadomo jednak, czy takie działanie nie będzie miało innych, niespodziewanych konsekwencji.

 Publikacja na ten temat ukazała się w aktualnym numerze Nature Medicine. Amerykańscy naukowcy powtórzyli badania z wykorzystaniem tkanki nowotworowej charakterystycznej dla raka piersi i jajnika, uzyskując takie same wyniki.

 – Od dawna wiadomo, że oporność na leczenie onkologiczne, w tym przede wszystkim na klasyczną chemioterapię, to zjawisko wieloczynnikowe. Jest ono uwarunkowane szeregiem różnych mechanizmów molekularnych zachodzących w komórkach nowotworowych, które umożliwiają im blokowanie efektu cytotoksycznego leku lub po prostu natychmiastowe usuwanie go z komórki nowotworowej zanim zdąży zrobić jej jakąkolwiek szkodę – powiedział dr hab. n.med. Piotr Wysocki z Wielkopolskiego Centrum Onkologii w Poznaniu.

 Dr Wysocki dodaje, że wyniki badań uzyskane przez amerykańskich naukowców opisują nowy, wcześniej nie zdefiniowany mechanizm rozwoju chemiooporności komórek nowotworowych.

– Autorzy wspomnianego artykułu wykazali, że lek onkologiczny, który również dociera do komórek mikrośrodowiska guza (komórki nie będące komórkami nowotworowymi ale pełniące np. funkcje podporowe, odżywcze itp) stymuluje je do wydzielania czynnika WNT16B. Czynnik WNT16B jest białkiem, które stymuluje receptory na powierzchni komórek nowotworowych i umożliwia komórkom nowotworowym przeżycie oraz ułatwia dalszy rozwój procesu nowotworowego.

 Onkolog uważa, że WNT16B należy traktować jako potencjalny nowy cel terapeutyczny, któremu trzeba się lepiej przyjrzeć.

– Polegać to będzie w pierwszej kolejności na opracowaniu leku blokującego WNT16B i przetestowaniu go w badaniach na zwierzętach z guzami nowotworowymi. O ile okaże się bezpieczny i skuteczny u zwierząt, być może będzie dalej oceniany w badaniach klinicznych u ludzi. Taki proces może trwać nawet dekadę – podkreśla dr Wysocki.

 Według danych z Krajowego Rejestru Nowotworów na nowotwory złośliwe w 2009 roku zapadło 68,8 tys. mężczyzn oraz 69 tys. kobiet. Szacuje się, że do 2025 roku liczba zachorowalności na nowotwory złośliwe wzrośnie do 90 tys. przypadków u mężczyzn i 80 tys. u kobiet rocznie.

 żródło:http://odkrywcy.pl/kat,111396,title,Chemioterapia-powoduje-rozwoj-raka,wid,14829974,wiadomosc.html?smg4sticaid=6ef84[/b]

 

Właśnie mój mąż wynalazł ten artykuł w necie, dał mi do poczytania i w sumie włosy mi się na głowie zjeżyły –  jeszcze je posiadam. To jest dokładnie to o czym mi mówił Szaman w co ja wierzę, ale tak naprawdę nie wiem czy do końca. Pracuję w zawodzie medycznym i jak do tej pory święcie wierzyłam w farmakologię. Tymczasem przytrafił mi się rak, dowiedziałam się, że na chemię nie idzie radioterapia mnie wykończy skutkami ubocznymi, a zabieg nie wchodzi w rachubę przy takiej lokalizacji. Szok prawda? Byłam najpierw zawiedziona, ale po tym jak Szaman mi nakładł do głowy( w końcu jest lekarzem więc wie co mówi) trochę się opamiętałam i przemyślałam ! Natomiast po przeczytaniu tego artykułu dochodzę coraz bardziej do wniosku, że to co robimy poza medycyną tradycyjną jest dobre. Znam parę osób po chemii i naświetlaniach. Wyszli z tego, żadna prócz jednej po czerniaku i raku szyjki macicy nie przeżyła jeszcze 5 lat po leczeniu. Pewnie też zależy od rodzaju raka jego złośliwości, lokalizacji, wieku, ale to co pisze w tym artykule jest straszne. Rok 2015 wzrasta liczba zachorowań i to znacznie. Dla mnie przerażające, ale biorąc pod uwagę kolejki do specjalistów, ten czarny scenariusz może się sprawdzić. Do tego dochodzi edukacja, bo co zrobić z tymi, którzy nie idą do lekarza, albo się wstydzą, a potem jest już za późno?

 

Chemioterapia najpierw pomaga, a później zabija

Medycyna czyni nieustanne postępy w walce z nowotworami, nad nowymi sposobami leczenia pracują najlepsze ośrodki i najwybitniejsi uczeni. Perspektywy są jednak niewesołe: rak niebawem wyprzedzi choroby układu wieńcowego jako główna przyczyna śmierci. Kiedy w kontekście raka pada słowo „odkrycie", ma ono wydźwięk optymistyczny. Zawsze? Niestety, nie.

Kluczową bronią w zwalczaniu raka, ważniejszą nawet od skalpela, jest chemioterapia. Wypracowane w laboratoriach toksyczne substancje chemiczne, cytostatyki, mają hamować reprodukcję komórek nowotworowych i niszczyć nowotworową tkankę. Zazwyczaj, zwłaszcza na początku kuracji, tak się dzieje. Cała sztuka polega na takim skomponowaniu trucizn, by zabijały komórki guza, możliwie mało szkodząc zdrowym tkankom i narządom organizmu. Ich dawka nie może być za duża, bo chory nie wytrzyma stężenia. Dlatego chemioterapię serwuje się w rundach, żeby w przerwach organizm miał czas się nieco zregenerować.
Od dłuższego czasu onkolodzy obserwowali, że o ile pierwsza terapia działa dobrze i spycha nowotwór do stadium regresji, o tyle nie można tego powiedzieć o następnej rundzie. Stwierdzono, że 90 procent pacjentów z rakiem w postaci guzów, np. płuc, prostaty, piersi, jelit, uodpornia się na cytostatyki. Dopiero teraz wyszło na jaw dlaczego i nie jest to, niestety, wieść krzepiąca.

Elita światowej sławy onkologów i mikrobiologów z prestiżowego Fred Hutchinson Cancer Research Center w Seattle, współpracujących z badaczami z University of Washington, Oregon Health and Science University, Buck Institute for Research on Aging i Lawrence Berkeley National Laboratory uważa, że odkrycie było „kompletnie nieoczekiwane". Badacze usiłowali dociec, dlaczego komórki rakowe, które tak łatwo unicestwić chemikaliami w laboratoryjnej próbówce, są tak trudne do pokonania w ciele chorego. Stwierdzili ze zdumieniem, że to skutek uboczny chemioterapii. Używane do niej chemikalia niszczą wprawdzie tkankę nowotworową, ale przy okazji degenerują DNA zdrowych tkanek otaczają-cych guz. Zwłaszcza komórek zwanych fibroblastami, które odgrywają kluczową rolę w procesie zabliźniania się ran, a ponadto wytwarzają spajający tkankę kolagen. Pod wpływem toksyn zaczynają one produkować 30 razy wię-cej proteiny WNT16B niż dotychczas. Proteina ta ma właściwości stymulujące rozrost guza i uodporniające go na cytostatyki chemioterapii. Po pierwszej jej rundzie rakowe niedobitki roznoszone są po organizmie. Gdy po kilku tygodniach aplikuje się drugą porcję mających zwalczać nowotwór leków, u 90 procent pacjentów ma ona działanie odwrotne do zamierzonego: zamiast niszczyć raka, przyczynia się do jego rozwoju i odporności. – To niemal uniwersalna, w skutkach śmiertelna konsekwencja – stwierdzają uczeni z amerykańskiego ośrodka. Już wcześniej było wiadomo, że proteina WNT16B działa na raka jak nawóz. Nie zdawano sobie jednak sprawy z wszystkich konsekwencji. –Wzrost poziomu , WNT16B był kompletnie nieoczekiwany – konstatuje dr Peter Nelson, koordynator przedstawionych 5 sierpnia na łamach periodyku „Nature Medicine" wyników studium badawczego: Jej wydzielanie wpływa na pobliskie komórki rakowe, przyspieszając ich wzrost, pobudzając inwazję i, co najważniejsze, powodując późniejszą odporność na kolejne rundy chemioterapii. Podstawowa broń na raka okazuje się więc obosieczna…

To niewątpliwie zła wiadomość, ale niosąca w sobie nadzieję. Naukowcy liczą, że uda się stworzyć antyciała proteiny WNT16B. Jeśli jej produkcja przez zdrowe tkanki otaczające guz zostanie zastopowana, chemioterapia drugiego etapu odzyska skuteczność, a nawet możliwe będzie zmniejszenie jej toksycznych dawek.

Odkrycie złowieszczego działania proteiny WNT16B jest drugą w krótkim czasie negatywną wieścią dotyczącą chemioterapii. Pod koniec maja naukowcy z Harvard University, National Institute of Nursing Research i American Cancer Society podczas corocznej konferencji naukowej stwierdzili, że lekarze w USA, gdzie żyje 12 mln ludzi, którzy przeżyli raka, niedostatecznie zdają sobie sprawę z długoterminowych skutków chemioterapii. Zna je zaledwie 6 procent lekarzy pierwszego kontaktu i 65 procent onkologów. Sondaż tysięcy doktorów ujawnił, że nie potrafili zidentyfikować skutków ubocznych czterech najczęściej stosowanych cytostatyków, używanych w terapii dwu najpowszechniej występujących raków: piersi i jelit. Jeszcze bardziej „alarmujące" były niedostatki wiedzy o długoterminowych skutkach terapii rakowej u dzieci.

CEZARY STOLARCZYK
Na podst.: Nature Medicine,
thechart.blogs.cnn.com, fhcrc.org, BBC,
AFP, news.yahoo.com

ANGORA – PERYSKOP nr 34 (26 VIII 2012)

 

Artykuł ze strony vismaya

UBOCZNE SKUTKI CHEMIOTERAPII I RADIOTERAPII

Chemioterapia nowotworów – metoda systemowego leczenia nowotworów złośliwych za pomocą leków cytostatycznych. W leczeniu nowotworów stosuje się także leki hormonalne. Cytostatyki zabijają komórki dzielące się, stąd oprócz komórek nowotworowych zabija również prawidłowe komórki organizmu.

Każdy kto przeszedł leczenie chemio i radioterapią dobrze wie jakie ma ono wyniszczające uboczne skutki dla całego organizmu. Każda osoba zareaguje na to leczenie w inny sposób i zazwyczaj długoterminowe skutki uboczne chemioterapii i radioterapii nie są przedstawiane pacjentowi kiedy zaleca mu się taką terapię podczas klinicznego leczenia raka. Długoterminowe uboczne skutki nie są uważane za sprawę pierwszoplanową a to jednak długoterminowe skutki tej terapii mogą nieźle dokuczyć nawet długie lata po leczeniu raka, a nawet odebrać życie. Wiele osób traci życie podczas leczenia raka z powodu powikłań wynikających z leczenia. Są to uszkodzone serca, nerki, płuca, układ nerwowy, przewód pokarmowy, spadają krwinki białe, czerwone, płytki krwi, pojawia się hiperurykemia (zwiększone stężenie kwasu moczowego we krwi).

Z reguły uboczne skutki pojawią się po zabiegu parę godzin później lub kilka dni, tygodni, miesięcy, ale zdarza się, że wystąpią po wielu latach i mało kto będzie ich kojarzył z długoterminowymi ubocznymi skutkami po chemio i radioterapii.

Należy pamiętać; każdy człowiek jest inny. Niektóre osoby będą mieć działania niepożądane w większym stopniu na początku stosowania chemio i radioterapii, inni w mniejszym, będą różnić się także w zależności od leków stosowanych w chemioterapii. U wielu ludzi skutki uboczne pojawią się po latach.

Główne obszary ciała, które zostaną najszybciej dotknięte chemioterapią:
-układ pokarmowy
-błony śluzowe jamy ustnej
-szpik kostny
-nastąpią zmiany we wszystkich zdrowych komórkach.

Wprzódy wystąpią skutki krótko terminowe:
-zmniejszenie liczby komórek krwi w szpiku kostnym
-niedokrwistość
-nudności, wymioty
-wypadanie włosów
-zaparcia lub biegunki
-utrata apetytu
-krwawienia i siniaki
-ból w jamie ustnej
-budowanie się wrzodów
-zmęczenie
-zmiany na skórze, paznokciach.

Z reguły wszystkie wyżej wymienione skutki uboczne wystąpią krótko po zastosowaniu chemio i radioterapii i są przedstawiane pacjentowi przed leczeniem.

Znane są również inne długoterminowe skutki

1. Dotyczące serca
Chemia może powodować zaburzenia serca na początku leczenia ale w niektórych przypadkach efekty mogą pojawić się dopiero znacznie później. Jednym z leków stosowanych w chemioterapii najbardziej uszkadzających serce jest Adriamycyna (Doksorubicyna). Jego niepożądany uboczny efekt to osłabienie mięśnia sercowego co powoduje zmniejszenie zdolności do pompowania krwi w organizmie (niewydolność serca).

Objawy: zadyszka, zmęczenie, obrzęki stóp i kostek. Chemioterapia wzmocniona radioterapią, szczególnie na obszar klatki piersiowej może doprowadzić do bardzo szybkiego uszkodzenia serca.

2. Chroniczne zmęczenie
W trakcie chemioterapii większość ludzi czuje zmęczenie, które potrafi utrzymywać się jeszcze w ciągu długich miesięcy po chemioterapii.

3. Chemiobrain (zmiany w mózgu), zespół objawów obejmujący problemy z pamięcią i koncentracją. Chemiobrain potrafi być mocno frustujący, ale dobra wiadomość jest taka, że w większości przypadków objawy chemiobrain są odwracalne na przestrzeni czasu.

4. Bezpłodność. Przede wszystkich uderzy to w młodych ludzi, którzy po leczeniu planują założenie rodziny. Niepłodność po leczeniu chemicznym zależy od dawki i rodzaju leków stosowanych w czasie leczenia raka, i oczywiście – nie na wszystkich wpłynie jednakowo.

5. Neuropatia. Jednym z najbardziej powszechnych długotrwałych skutków ubocznych jest utrata słuchu lub szumy uszne. Uszkodzenie słuchu jest spowodowane przez lek Platinol (cisplatyna) stosowane w raku płuc.

6. Skutki szkieletowe. Głównie osteoporoza (ubytek masy kostnej), najczęściej pojawia się po chemioterapii znacznie później. Wiele leków stosowanych w chemioterapii powoduje utratę masy kostnej, wielkim problemem mogą być złamania. Osteomalacja (ubytek kości) związana jest z niedoborem witaminy D.

7. Bliznowacenie płuc (zwłóknienie płuc) spowodowane chemioterapią, co zmniejsza pojemność płuc. Jest to bardziej widoczne, gdy w połączeniu z chemioterapią stosowana jest radioterapia klatki piersiowej, np. w przypadku raka płuc, piersi.

8. Wątroba. Wiele leków może powodować uszkodzenie wątroby (hepatoksyczność). Na szczęście wątroba ma niezwykły potencjał do regeneracji na przestrzeni czasu, lecz inne szkodliwe czynniki (nadmiar alkoholu, lub inne trucizny) mogą w tym przeszkodzić.

9. Nerki i pęcherz moczowy. Niektóre leki, np., Cisplatyna mogą uszkodzić nerki i pęcherz; to może spowodować zmniejszenie zdolności nerek do filtrowania krwi. Pęcherz może być uszkodzony tymczasowo lub trwałe.

Objawy podrażnienia pęcherza: ból, problem z oddawaniem moczu, a nawet krew w moczu.

10. Oczy. Najczęściej za problemy z oczami odpowiedzialne są sterydy. Mogą przyśpieszać rozwój zaćmy.

11. Wtórne nowotwory. Ze względu na mechanizm, w jakim pracują leki używane w chemioterapii w medycznym leczeniu raka, może dojść do uszkodzenia DNA w normalnych komórkach, które doprowadzają do wtórnych nowotworów (LINK!)

Wymieniałam tylko te główne problemy, każdy z pacjentów będzie miał swoją indywidualną listę różnych objawów. Istnieje wiele środków zaradczych, które są w stanie pomóc cierpiącym, ale dopóki nie wiemy o długotrwałych skutkach ubocznych i nie zdajemy sobie z nich sprawy, nie wiążemy ich z leczeniem raka, doszukujemy się czegoś nowego.

Pierwszą rzeczą jaką należy zrobić:
-przestawić swoje życie
-przestać palić
-ograniczyć alkohol
-podnieść regularną aktywność fizyczną
-ustawić swoją właściwą dietę
-spożywać regularnie właściwe suplementy
-systematycznie oczyszczać i wzmacniać ciało poprzez zioła i inne wspierające terapie.

Skutki radioterapii

Radioterapia, leczenie za pomocą promieniowania jonizującego. Radioterapia onkologiczna jest samodzielną specjalnością lekarską, łączy się ściśle z onkologią i chemioterapią.

Radioterapia jest miejscowym leczeniem i większość objawów pojawi się na tym samym obszarze, który jest leczony.

Podobnie jak w chemioterapii każdy zareaguje inaczej w zależności od lokalizacji raka, ogólnego stanu zdrowia, otrzymywanych innych zabiegów, takich jak chemioterapia, wszystko odgrywa tu swoją rolę.

Krótkoterminowe skutki uboczne pojawią się po zabiegu w ciągu paru godzin, dni, tygodni, ale bywa, że pojawią się po dłuższym czasie, a nawet po latach.

1. Podrażnienie skóry. Skóra leżąca na tym obszarze leczenia może stać się zaczerwieniona, podrażniona, bywa sucha i następnie złuszcza się przez kilka tygodni. Kiedy skóra się goi podobna jest w kolorze do mocnej opalenizny. Zazwyczaj z biegiem czasu skóra odzyskuje swój normalny kolor, ale nie zawsze. Na obszary poparzone należy bezwzględnie unikać nakładanie chemicznych kremów, maści, zimnych czy gorących kąpieli, okładów. Najlepiej pracuje olej kokosowy.

2. Wypadanie włosów, wypadają na obszarze leczonym przez radioterapię.

3. Duszność, kaszel. Radioterapia i chemioterapia obniża poziom surfaktantu w płucach, co może spowodować suchy kaszel i duszności, a nawet ostre uszkodzenie płuc (ALI – acute lung injury) oraz zespół ostrej niewydolności oddechowej (ARDS – acute respiratory distress syndrome), które powstają na skutek uszkodzenia pęcherzyków płucnych.

Szereg badań wskazuje, że zaburzenia surfaktantu są jednym z czynników rozwoju zaburzeń płuc związanych z ostrymi uszkodzeniami płuc. Płuca zostają uszkodzone z przyczyn pierwotnie poza płucnych. Te uszkodzenia obarczone są większą śmiertelnością niż w innych przypadkach.

4. Zmęczenie. Większość ludzi czuje się po radioterapii zmęczona. Z reguły stan zmęczenia zaczyna się zaraz po radioterapii i znacznie nasila się po kilku tygodniach, zazwyczaj następuje poprawa po 6-8 tygodniach po zakończonym leczeniu. W tym czasie należy więcej odpoczywać, nawet kilka razy w przeciągu jednego dnia.

5. Przełyk (rura prowadząca z jamy ustnej do żołądka). Najczęściej pojawią się w nim przykre objawy po radiacji klatki piersiowej.

Objawy: ból, trudności w połykaniu, zgaga, uczucie, że w gardle znajduje się guzek.

6. Objawy popromienne, pojawią się około 1 do 6 m-cy po zakończeniu radioterapii.
Objawy obejmują: gorączkę, kaszel, duszność, zmiany na obszarze napromieniowania. U około 5% do 15% chorych te objawy znacznie się rozwiną i mogą pozostać na dłużej, u innych ustąpią.

7. Kardiotoksyczność. W niektórych przypadkach, szczególnie kiedy napromieniowana jest klatka piersiowa może spowodować uszkodzenie mięśnia sercowego, szczególnie kiedy stosuje się wysokie dawki promieniowania przy nowotworach płuc, węzłów chłonnych śródpiersia obejmujący obszar między płucami w pobliżu serca.

8. Wtórne nowotwory. Potencjalne skutki uboczne radioterapii to rak płuc, białaczki, lub inne linie raka, ze względu na rakotwórcze promieniowanie. Drugi rzut raka może wystąpić po zabiegach radioterapii od 5 do 10 lat (bywa i wcześniej). Najczęściej pojawiają się 10 lat po radioterapii.

Jak leczyć uboczne symptomy radioterapii

W przeciągu pierwszych tygodni chronić jak najmocniej skórę przed podrażnieniem z różnych źródeł. Aby sobie pomóc, używać zwykłej wody i łagodnego mydła, unikać szorowania skóry, klepania, delikatnie osuszać. Nie wolno drapać skóry, nosić luźne ubranie, najlepiej bawełniane. W tym czasie unikać noszenia biustonoszy. Do prania ubrań używać naturalnych środków.

Uważać na słońce, ponieważ skóra po radioterapii jest łatwa na oparzenia słoneczne i znacznie wzmacnia uboczne objawy radioterapii. Unikać chemicznych kremów i maści do pielęgnacji skóry, unikać opatrunków.

Po radioterapii bywają problemy z jamą ustną i problemy z przełykaniem. Należy pić więcej płynów przed posiłkami, jeść powoli, dobrze rozdrabniać pożywienie, jeść mniejsze posiłki, unikać suchej żywności, zbyt gorących lub zimnych. Unikać alkoholu. W swojej diecie zastosować owocowe koktajle zamiast jeść owoce w całości.

Aby złagodzić obniżony surfaktant w płucach należy pić duże ilości płynów, spać na dodatkowej poduszce, używać w pomieszczeniu nawilżacza. W czasie zimnych dni zabezpieczyć usta szalikiem kiedy jest potrzeba wychodzenia na zewnątrz mieszkania.

Formy energii uwolnionej w czasie radioterapii szkodzą normalnym komórkom i trudno jest przewidzieć jakie mogą jeszcze wywołać skutki uboczne. Wiele z nich ustąpi ale tak jak wspominałam wcześniej, od 5% do 15% chorych z biegiem czasu poczuje się znacznie gorzej i ich symptomy będą mieć naturę przewlekłą. Tutaj jest bardzo ważne aby o tym wiedzieć i chronić się przed skutkami ubocznymi po radioterapii. Znam osoby, które wyszły z raka ale od kilkunastu lat walczą z długoterminowymi ubocznymi skutkami klinicznego leczenia, które daje się im mocno we znaki.

Oto kilka rodzajów naturalnych metod
leczenia skutków chemioterapii i radioterapii

Zabiegi bioenergetyczne łagodzą wszystkie skutki i regenerują całe ciało, bardzo skuteczne przy xerostonii (ciężka suchość w jamie ustnej gdy ślinianki nie wytwarzają wystarczającej ilości śliny), likwidują bezsenność, ból, chroniczne zmęczenie, wzmacniają osłabione kości, mięśnie, usuwają toksyny, regenerują komórki i neutralizują inne symptomy.

Skuteczne będą zioła:

Aloes – naturalny środek leczący zmiany na poparzonej skórze, leczy zniszczone śluzówki żołądka, jelit.

Antyoksydanty – wzmacniają układ odpornościowy, znajdują się w owocach, warzywach, zielonej herbacie, zwalczają wolne rodniki.

Znane zioła, które działają jako toniki wsparcia przy usuwaniu skutków chemio i radioterapii w okresie rekonwalescencji.

Extrakt Hypoxis Rooperi (ziemniak afrykański) – stosowany w walce z rakiem, HIV, w zapaleniu stawów, zmniejsza skutki po chemio i radioterapii, i posiada wiele innych właściwości. Uważa się, że zwiększa naturalnie odporność na choroby.

Ferrum phosphoricum – forma żelaza pomoże w produkcji krwinek czerwonych.

Ginkgo Biloba – ochroni tarczycę, wspomaga umysł (chemiobrain).

Imbir – sok z imbiru pomoże złagodzić nudności w czasie chemioterapii.

Jemioła (viscum album) – wspiera krążenie, chroni przed toksynami, przed uszkodzeniem zdrowych komórek.

Kluczyba wronie oko (Nux vomica) – pomaga opróżnić wątrobę.

Kolagen – Grupa białek występujących w naturze. Pomoże w odbudowie zniszczonych włókien, takich jak ścięgna, wiązadła, skóra, chrząstki, kości naczynia krwionośne, kręgi kręgosłupa.

Krople Unda – środek do detoksykacji wątroby, nerek.

Kurkumina (przeciwutleniacz i przeciwzapalny związek). Może zapewnić ochronę przed uszkodzeniami wywołanymi przez promieniowanie skóry. Niszczy komórki nowotworowe.

Kwercetyna – skuteczny przeciwnowotworowy flavonoid.

L-glutamina (glutagenics) – pomaga przywrócić wyściółkę jelit zniszczoną chemioterapią.

Łopian (czyściciel krwi), chemioterapia produkuje dużo toksyn, które mają negatywny wpływ na całe ciało. Łopian powoduje nadmierne pocenie się, za pomocą którego toksyny opuszczają ciało. Aby pobudzić pocenie się (w celu wydalenia z ciała toksyn) niezbędne są ćwiczenia, można jeść gorące papryczki w celu zwiększenia aktywności gruczołów potowych.

Mięta – dobra na nudności, środek kojący żołądek, szczególnie po chemioterapii.

Olej rybi (EPA/DHA) – pomaga w budowaniu błon komórkowych, które hamują oddech raka (rak rozwija się w środowisku pozbawionym tlenu).

Omega 3 i wzmacnia układ odpornościowy.

Pau'Darco – posiada właściwości przeciwnowotworowe, jest przeciwutleniaczem, poza tym działa przeciwbakteryjnie, przeciwzapalnie, przeciwgrzybiczo, ma właściwości przeczyszczające.

Probiotyki – usuwają biegunki, pomagają stworzyć zdrową florę bakteryjną.

Wobenzyme oraz Zymactive (profilaktyczne enzymy – białka rozpuszczalne) hamują tworzenie się naczyń krwionośnych, które dostarczają składniki odżywcze dla komórek nowotworowych i w ten sposób zapobiegają angiogenezie (rozprzestrzenianiu się raka-przeżuty), mają również właściwości przeciwzapalne.

Zielone napoje sok z trawy pszenicznej, kiełków brokułów, alkalizuje ciało tworząc w ten sposób niekorzystne środowisko dla komórek nowotworowych.

Żeń-szeń – przywraca witalność, czyści toksyny po radio i chemioterapii, zmniejsza stres i niepokój.

Proponując wyżej wymienione suplementy chcę zaznaczyć, że każda osoba ma indywidualną biochemię, toteż nie zawsze zapracują te same suplementy. Każdy musi sam znaleźć dla siebie te najbardziej odpowiednie. Na rynku jest sporo więcej. Jednak mam nadzieję, że te które tutaj zamieściłam wesprą wiele ludzi w kuracji po chemio i radioterapii.

Moglibyśmy ratować chorych na raka trzustki, ale NFZ woli żeby umierali

Lekarze z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu przeprowadzili dziś nowatorską operację raka trzustki. Jak przekonują, zabieg jest wyjątkowo skuteczny, ale niedostępny dla większości chorych. NFZ nie refunduje jego kosztów. – Wolą płacić na opiekę paliatywną – podsumowuje prof. Paweł Lampe, który przeprowadzał zabieg. – NFZ opłaca się, by pacjent w dniu operacji zmarł nam na stole – dodaje Lampe.

Co roku raka trzustki wykrywa się na Dolnym Śląsku u średnio 266 osób. Na 10 nowotworów aż 8 jest nieoperowanych. Dlaczego? Trzustka jest silnie unaczynionym organem. Często guzy naciekają na naczynia krwionośne, powodując że chirurdzy nie mogą ich wyciąć, nie ryzykując obfitego krwotoku. Rak trzustki jest też groźny z powodu braku objawów. Pojawiają się one, gdy na walkę z nowotworem jest już za późno

– Najczęściej pierwszym objawem jest nagła żółtaczka – mówi prof.

Co roku raka trzustki wykrywa się na Dolnym Śląsku u średnio 266 osób. Na 10 nowotworów aż 8 jest nieoperowanych. Dlaczego? Trzustka jest silnie unaczynionym organem. Często guzy naciekają na naczynia krwionośne, powodując że chirurdzy nie mogą ich wyciąć, nie ryzykując obfitego krwotoku. Rak trzustki jest też groźny z powodu braku objawów. Pojawiają się one, gdy na walkę z nowotworem jest już za późno

– Najczęściej pierwszym objawem jest nagła żółtaczka – mówi prof.

Zygmunt Grzebieniak z Kliniki Chirurgii Ogólnej i Chirurgii Onkologicznej Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego przy ul. Borowskiej we Wrocławiu. – Zwykle po rozpoznaniu, w przypadku guzów nieoperacyjnych, chory ma przed sobą około 10 miesięcy życia. Jest to bardzo agresywny nowotwór, szybko dający przerzuty.

Jednak w przypadku nowej technologii operacyjnej można likwidować guzy nawet te umiejscowione na naczyniach krwionośnych. Za tą rewolucyjną metodą stoi NanoKnife, specjalne urządzenie złożone z 6 elektrod. Podczas operacji przykłada się je do guza – który nie może być jednak większy niż 6 centymetrów – i przepuszcza prąd. Dzięki temu niszczona jest błona wokół komórek rakowych, które obumierają i zostają po prostu "pożarte" przez krwinki białe, odpowiadające za naszą odporność i oczyszczanie organizmu. Guz znika. Nieuszkodzone pozostają naczynia krwionośne i nerwy. Jest to szczególnie ważne dla możliwości dana szansy chorym nie tylko na raka trzustki, lecz również wątroby, nerek czy prostaty.

Do dzisiejsze operacji raka trzustki zakwalifikowano komisyjnie dwie osoby. Pierwsza to 50 – letnia pacjentka. Niestety po rozpoczęciu operacji okazało się, że agresywny nowotwór dał już przerzuty na inne organy. Zaatakował także węzły chłonne. W jej przypadku NanoKnife już by nie pomógł. Chirurdzy zoperowali więc czekającego w kolejce 70 – latka. Nowatorską metodę zastosowano w dwóch miejscach – w trzustce oraz w wątrobie, bo okazało się, że pacjent miał niewielkie przerzuty do wątroby.

Nie jest to jednak metoda dostępna dla wszystkich. Operacje w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym były możliwe dzięki firmie produkującej NanoKnife, bo użyczyła zarówno urządzenia, jak i jednorazowy zestawy elektrod.

NanoKnife kosztuje około 1,3 mln złotych. Zestaw jednorazowych elektrod wyceniono na 15 tys. złotych. NFZ nie refunduje tego typu zabiegów. Na razie są one możliwe w prywatnym szpitalu w Warszawie. Tam koszt tej operacji to 70 tys. złotych.

– NFZ najbardziej się opłaca, gdyby pacjent zmarł nam na sali operacyjnej – wyjaśnia prof. Paweł Lampe z Katowic, który przeprowadzał zabiegi we Wrocławiu. – Na razie zamiast 70 tys. złotych, lub nawet powiedzmy 50 tys. złotych za operację NanoKnife, płaci kilka tysięcy złotych za operację Whipple'a (wycięcia głowy trzustki z dwunastnicą, pęcherzykiem żółciowym, częścią przewodu żółciowego wspólnego, co powoduje powikłania w przypadku układu pokarmowego), chemioterapię i zabiegi paliatywne. NFZ płaci mniej jeśli używamy dotychczasowych metod, zmniejszając jednak szansę dla pacjenta – dodaje.

Urządzenie być może pojawi się w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym. Nie wiadomo jednak kiedy. – Chcemy kupić NanoKnife, zdobywając pieniądze z Unii Europejskiej – mówi Piotr Pobrotyn, dyrektor szpitala przy ul. Borowskiej. Szpital chce kupić pierwszych 500 zestawów elektrod. Co potem? Nie wiadomo.

Jak NFZ komentuje zarzuty lekarzy? – Płacimy za leczenie raka trzustki, niezależnie od stosowanej metody. Jaką metodę stosuje szpital, to już zależy od niego – dowiadujemy się w dolnośląskim oddziale NFZ. Na leczenie pacjenta z rakiem trzustki NFZ przeznacza 15 – 17 tys. zł.

Gazeta Wrocławska

 

Chemioterapia dokarmiająca raka

 

Obraz2 Pod koniec listopada 2012 zespół z INSERM (francuski Państwowy Instytut Zdrowia i Badań Medycznych) w Dijon pod kierunkiem François Ghiringhellego (jednostka badawcza U866: Lipidy i odżywianie a rak) opublikował artykuł w „Nature Medicine”. Podkreśla się w nim, że dwa leki powszechnie stosowane w chemioterapii przeciw różnym rodzajom raka mogą wręcz sprzyjać rozwojowi guzów rakowych1! Te dwa leki to 5-fluorouracyl i gemcytabina, wykorzystywane w terapii raka jelita grubego, piersi i trzustki. Oto, w jaki sposób te substancje stymulują rozwój raka. Najpierw w niektórych komórkach układu odpornościowego aktywują kompleks wielobiałkowy o nazwie inflamasom NLRP3. Pod wpływem aktywacji inflamasomu komórki uwalniają cytokinę prozapalną – interleukinę IL-1 beta. Cytokina ta stymuluje produkcję innej cytokiny (IL-17), która ma właściwości korzystne dla rozwoju guzów nowotworowych, ponieważ sprzyja angiogenezie, czyli powstawaniu nowych naczyń krwionośnych, w tym przypadku odżywiających guz. Dlatego im więcej leków przyjmuje pacjent, tym lepiej jego rak jest odżywiany dzięki obecności szerokiej sieci naczyń krwionośnych i tym szybciej rośnie. To wszystko widnieje czarno na białym na stronie INSERM (patrz: źródła). A jaki wniosek wyciągnęli naukowcy? Czy zalecają, by natychmiast przerwać stosowanie leku „antyrakowego”, który de facto sprzyja rakowi? Nic z tych rzeczy. Zdaniem naukowców, zgodnie z zasadą coraz szerzej stosowaną w medycynie, należy opracować nowy lek, który uzupełniałby dotychczasowe preparaty podawane w chemioterapii. Nasze wyniki pokazały, że aktywacja inflamasomu ogranicza skuteczność chemioterapii przeciw guzom rakowym. Kolejne wyzwanie to sprawdzenie, czy potrafimy zatrzymać aktywację inflamasomu – wyjaśnił François Ghiringhelli. Zamiast wycofać dany lek, naukowcy wolą podać pacjentowi drugi, który kompensowałby negatywne skutki działania pierwszego. Jest to historia typu: jak zapewnić nowe źródło dochodów dla branży farmaceutycznej.

Źródło Poczta Zdrowia

Zapomniane remedium na raka

pobrany plik

Jest rok 1890, noc w Nowym Jorku. Doktor William Coley przewraca się z boku na bok w swoim łóżku, nie może spać. Wczoraj temu młodemu 28-letniemu chirurgowi po raz pierwszy zmarła pacjentka. Była nią Elizabeth Dashiell, umarła na raka kości. Coley został z poczuciem winy i bezradności…

Wczesnym rankiem wychodzi z domu. Lecz zamiast, tak jak zwykle, udać się do szpitala New York Cancer Hospital, w którym pracuje, postanawia pojechać do Yale. Do dużego uniwersytetu, znajdującego się o dwie godziny drogi pociągiem na północ od miasta, w sąsiadującym stanie Connecticut. Yale miał już wtedy światowej renomy wydział medyczny. Biblioteka uniwersytecka gromadzi archiwa na temat wszystkich poznanych dotąd chorób, dokładnie opisujące przypadki milionów chorych.

W tej niezwykłej kopalni wiedzy Coley będzie szukał informacji o przypadkach tzw. mięsaka, podobnych do tego, który zabił jego pacjentkę. Mięsak to rodzaj nowotworu. Coley ma nadzieję znaleźć przypadki wyzdrowień wśród pacjentów z takim samym nowotworem, jak u jego pacjentki. Jest bowiem przekonany, że istnieje gdzieś terapia, która mogła ją uratować.

Ponad dwa tygodnie poszukiwań. Na próżno. Przekopał się przez kilogramy zakurzonych dokumentacji, jednak wszędzie znajdował takie samo zakończenie: pacjent zmarł. I gdy już tracił nadzieję i prawie odpuścił, któregoś wieczoru odkrył coś zdumiewającego.

Tajemnicze wyzdrowienie

Doktor Coley natrafił na przypadek, który (o czym jeszcze wtedy nie wiedział) zrewolucjonizuje leczenie raka. Znalazł bowiem pełną dokumentację medyczną mężczyzny, u którego mięsak w tajemniczy sposób zniknął, po tym, jak mężczyzna zachorował na chorobę zakaźną. Tą chorobą była róża – niegroźna choroba, która w dzisiejszych czasach już praktycznie nie występuje. Jest to zakażenie skóry wywołane przez bakterię (paciorkowca) Streptococcus pyogenes. Objawia się dużymi, czerwonymi plamami, występującymi najczęściej na nogach, czasem na twarzy. Zakażeniu często towarzyszy gorączka.

Niedługo po zachorowaniu na różę mięsak u tego pacjenta zniknął. Coley szukał innych podobnych przypadków i w archiwach znalazł takich wiele. Niektóre przypadki były sprzed kilkuset lat. Nowotwór (mięsak) znikał po zwykłym zakażeniu skóry!

Znalazł również informacje o tym, że inni pionierzy medycyny, jak Robert Koch (odkrywca słynnych prątków Kocha wywołujących gruźlicę), Ludwik Pasteur czy Emil von Behring, lekarz niemiecki i laureat Nagrody Nobla z dziedziny medycyny w 1901 r., również zaobserwowali przypadki zachorowań na różę, które zbiegały się w czasie ze spontaniczną regresją nowotworów.

Przekonany, iż nie mógł to być przypadek, Coley postanowił jednemu ze swoich pacjentów chorych na raka gardła dobrowolnie podać bakterię wywołującą różę. Eksperyment przeprowadzono 3 maja 1891 roku. Pacjentem był mężczyzna o nazwisku Zola. Nowotwór cofnął się błyskawicznie, a stan zdrowia pana Zoli znacznie się poprawił. Wrócił do zdrowia i żył jeszcze 8 i pół roku!

Doktor Coley stworzył szczepionkę składającą się z martwych bakterii, a więc mniej groźnych. Nazwano ją toksyną Coleya. Mieszankę tę podawano poprzez iniekcję, aż do wywołania gorączki. Zaobserwowano, że ten sposób był skuteczny również na przerzuty nowotworowe.

16-latek wyleczony z raka

Pierwszym pacjentem, któremu podano toksynę Coleya, był młody chłopak, John Ficken, 16-latek z rozległym guzem w jamie brzusznej. 24 stycznia 1893 r. otrzymał pierwszy zastrzyk, a następne dostawał co 2–3 dni. Mieszankę wstrzykiwano bezpośrednio w guza. Po każdej iniekcji występowała wysoka gorączka… i guz się zmniejszał. W maju 1893 r., czyli cztery miesiące później, guz był pięciokrotnie mniejszy. W sierpniu był już praktycznie niezauważalny. John Ficken został całkowicie wyleczony z raka (zmarł 26 lat później na zawał).

W jaki sposób to odkrycie zduszono w zarodku?

Toksyna Coleya zderzyła się jednak z groźną konkurencją. Pojawiły się bowiem urządzenia do promieniowania radioaktywnego (radioterapii), łatwiejsze do wprowadzenia na skalę przemysłową.

Coley także zaopatrzył się w dwa urządzenia do radioterapii. Jednak szybko doszedł do wniosku, że ich skuteczność jest niższa. Z sukcesem podawał więc swoją toksynę przez 40 lat, aż do swej śmierci w 1936 roku.

Następnie rynek opanowała chemioterapia, świetny biznes, który sprawił, że o toksynie Coleya – środku prostszym, bezpieczniejszym, a także dużo tańszym – zapomniano.

Toksyna Coleya wychodzi z ukrycia

Na szczęście historia nie zakończyła się na tamtym etapie. W 1999 roku naukowcy o otwartych umysłach zajęli się archiwami pozostawionymi przez Coleya. Porównali swoje wyniki z wynikami najnowocześniejszych terapii przeciwnowotworowych. Okazało się, że wyniki Coleya były lepsze!

To, co doktor Coley robił wówczas dla chorych na mięsaka, było skuteczniejsze niż to, co my dzisiaj robimy dla chorych cierpiących na tę samą chorobę – oświadczył Charlie Starnes, naukowiec z Amgen, jednej z pierwszych światowych firm z dziedziny biotechnologii, współpracującej z Narodowym Instytutem Raka we Francji (Institut National du Cancer).

Połowa pacjentów Coleya chorujących na mięsaka żyła dziesięć lub więcej lat od rozpoczęcia leczenia. Najnowsze obecnie terapie osiągają taki wynik u 38% pacjentów. Wyniki pacjentów Coleya chorych na raka nerek i raka jajników również były dobre.

Wielka nadzieja dla chorych na raka

Obecnie amerykańska firma MBVax podjęła dalsze badania nad toksyną Coleya.

Mimo że firma jeszcze nie przeprowadziła badań na szeroką skalę, niezbędnych, żeby móc wprowadzić produkt na rynek, w latach 2007–2012 z terapii skorzystało 70 osób.

Rezultaty były na tyle dobre, że napisano o nich w grudniu 2013 roku w znaczącym czasopiśmie naukowym „Nature”1.

Osobami, które mogły skorzystać z tej niezalegalizowanej jeszcze terapii, byli chorzy na raka w stadium terminalnym. Wśród nich były osoby z czerniakiem, chłoniakiem, z guzami złośliwymi piersi, prostaty czy jajników. Zwykle w szpitalach pozwala się osobom w bardzo trudnych sytuacjach stosować innowacyjne terapie, których pozostałym osobom się odmawia.

Mimo, że te nowotwory były w końcowym stadium, toksyna Coleya spowodowała zmniejszenie się guzów w 70% przypadków, a w 20% przypadków zupełną remisję, jak podaje MBVax.

Problemem, z którym zmaga się dziś ta firma, jest to, że, aby przeprowadzić próby na dużą skalę, czyli takie, jakich wymaga aktualne prawo, oraz, aby stworzyć jednostkę do produkcji zgodną z normami europejskimi i północnoamerykańskimi, potrzebny jest na to budżet w wysokości setek milionów dolarów!

To, co było możliwe w 1890 roku w gabinecie zwykłego nowojorskiego lekarza działającego z poczuciem misji, dzisiaj stało się prawie niemożliwe w naszym technologicznym świecie, zduszonym przez regulacje prawne.

Mam nadzieję, że któremuś z naukowców uda się znaleźć właściwe argumenty, aby przekonać ekspertów z komisji nadających kierunek służbie zdrowia. Aby umożliwić postęp i ratować życie ludzkie potrzeba trochę odwagi i swobody. Wątpię jednak, że rządzący nami biurokraci łatwo to zrozumieją…

Źródło poczta zdrowia

zielona kawa forum  acai właściwości najlepsza dieta gdy zażywam probolan 50  cellulitis  jak pozbyć sie pryszcy  co zrobic żeby mieć białe zęby  odchudzanie bez tabletek