jakie tabletki na cellulit undefined

Kategorie

 oczyścić organizm z ołowiu
zielona kawa forum
 jak stosowac acai berry 900
 szybkie odchudzanie dla mężczyzn
 cykl 2 miesieczny sterydy
afilliate program

KAWA KAWKA KAWUSIA KAWUCHNA KAWIZNA TRUCIZNA

Kawa_kawka_-_przy_biurku_smallBudzik współczesnego człowieka. Woda XXI wieku. Za PRL‑u – synonim luksusu. Za RP – synonim normalności. = Panie i Panowie, oto Wasz Bóg: K‑A‑W‑A.

 

Kaweczka dla syneczka?

“Nie wolno! Kawa jest tylko dla dorosłych!” – słyszeliśmy od wczesnego dzieciństwa. Słyszeliśmy, lecz czy kiedykolwiek zastanawialiśmy się nad sensem tych słów, nad ich jakąkolwiek – najlepiej naukową – podstawą? Tak mówili nam dorośli, a przecież dorośli wiedzą najlepiej. Co prawda, byli to zazwyczaj ci z nich, którzy bez kawy nie mogli się obejść, jednak nas ów szczegół nie za bardzo ani obchodził, ani dotyczył – przecież my MOGLIŚMY się bez Niej obejść. Gdyby jeszcze tak zabraniali kawy jak zabraniali papierosów, pociąg pewnie byłby większy. Będąc dziećmi, nic nam nie mąciło naszego spokoju i dobrego samopoczucia, więc nie było co się nad tym naszym niepiciem kawy za bardzo użalać. Wtedy jeszcze mieliśmy lepsze rzeczy do roboty.

 Dziewictwo utracone

Lecz wcześniej czy później było to nieuniknione i któregoś dnia dostąpiliśmy inicjacji do życia we współczesnym społeczeństwie. Jeśli nie posmakowaliśmy jej już w domu rodzinnym, to pewnego dnia przyjęliśmy się zapewne do swojej pierwszej dorosłej pracy. Tam nie umknęła naszej uwadze kolejka za kawą w zakładowym bufecie, pełna rozgorączkowanych klientów, spragnionych nowej porcji podniety. Ich miny (oraz ich liczba) mówiły same za siebie. “Sześć miliardów fanów nie może się mylić!”

Dziś odszczepieńcom mówi się “NIE”, więc i my musieliśmy wreszcie poznać głęboki, palony smak dorosłości. Uff, jaka ulga…! Czy teraz już naprawdę jestem dorosły?

Tu wypadałoby, by Autor pokrótce opisał swój własny pierwszy raz. Było to w wieku lat 17. Autor, wraz z paczką kolegów w liczbie około dziesięciu, znalazł się w odległym mieście, gdzie jeden z członków paczki posiadał ciocię. Poważnym uchybieniem byłoby nie złożyć cioci wizyty, choćby kurtuazyjnej, ciocia zaś ze swojej strony poczuła się w obowiązku do uraczenia gości “czymś do picia”. Pytania “Co podać?” Autor nie pamięta; pamięta jednak wrażenie jakie zrobił na nim podany mu gorący, dziwnie pachnący, czarny napój (w domu rodzinnym Autora, czegoś tak ekscytującego się nie podawało). Notabene, to był piękny widok: dziesięciu chłopa, rzędem usadzonych na podłodze wzdłuż meblościanki, sączących czarne Coś z dziesięciu kubków, podanych im hurtem przez morową ciotunię.

Tutaj mała dygresja. Był to akurat czas, kiedy Autor świeżo zapoznał się z pojęciem “narkotyki”. Jedno, co o nich już wiedział, to że są one niedozwolone, ale ponoć nieźle kopią. Pamiętny więc owej wiedzy, Autor, z obwódką czarnego mułu na rozedrganych ustach, szepnął do siedzącego obok kolegi:

– “Ej, to chyba haszysz…!?”

Tak czy inaczej, ważne że chrzest bojowy został zaliczony, a kawusiowy bakcyl został załapany – teraz wystarczyło go tylko karmić. = Kawa, kawka, kawusia… Dorosłość ma niestety to do siebie, iż na pewnym jego etapie dobre samopoczucie – to typowo dziecięce – przestaje przychodzić do nas samo, ot tak – musimy je wtedy zacząć “okupować” poranną filiżanką kawy. Oczywiście na czczo, gdyż wtedy efekt jest najlepszy. Kolejne lata minęły i to my z czasem zaczęliśmy służyć nowemu pokoleniu za wzór do naśladowania. Lecz nie jesteśmy tu sami – nasze starania w edukacji nowego kawiarskiego narybku aktywnie wspierają dochodzące nas zewsząd doniesienia typu: “Picie kawy chroni przed cukrzycą”. [luxmed.pl] “Trzy filiżanki kawy dziennie chronią przed zawałem”. [kobieta.interia.pl] “Mała czarna chroni nawet przed rakiem ust i krtani”. [zdrowie.dziennik.pl] “Czy regularna konsumpcja kawy chroni przed rakiem piersi?” [potreningu.pl] = Albo kawa, albo choroba

“Od dawna starano się zgłębić korzyści, jakie dla zdrowia ma picie kawy. Wcale nie było jednoznaczne, że napój ten rzeczywiście jest dla nas dobry, niektórzy naukowcy dochodzili do zupełnie przeciwnych wniosków. I dopiero ostatnia praca dowodzi, że na dłuższą metę, miłośnicy kawy mają większe szanse na zdrowsze życie niż ci, którzy kawy nie lubią”. [zwierciadlo.pl] Schemat jw. powtarza się do znudzenia: do tej pory nie wiedziano tego na pewno, lecz TERAZ wiadomo to już na bank. Co prawda, świeżo odkryty prokawowy “pewnik” wkrótce upadnie pod ciężarem kolejnego antykawowego badania, ten jednak upadnie pod ciężarem “najnowszego” badania prokawowego. W praktyce, o tym gdzie leży prawda nie zadecyduje Prawda, a nasz osobisty wybór która gazeta mówi “prawdę” bardziej wygodną. Wystarczy więc gazetę z niewygodnym nagłówkiem przykryć gazetą z nagłówkiem bardziej nam przyjaznym i od tej pory spokojnie możemy oddać się “leczeniu” czarnym (lub zabielonym) napojem.

Lecz mijają kolejne lata, a problemy nie ustają, tylko zazwyczaj się nasilają. Wtedy – w zależności od naszej konstrukcji psychicznej – albo zmienimy dietę, albo postawimy pasjansa, albo zwiększymy dzienną dawkę kawy, albo wszystkiego po trochu, a do tego pójdziemy jeszcze do lekarza, by u niego szukać przyczyny naszego dziwnego samopoczucia. Mądry Doktor zapewne poleci nam wykonanie analizy krwi i moczu, na których opiera się tzw. badanie okresowe. Gdy badania będą już gotowe, Mądry Doktor obejrzy je i zawyrokuje: – “Proszę Pana/-i, proszę się nie martwić – wyniki są w normie”. Jednak wyniki swoje, a nasze samopoczucie swoje. Ono raczej nie będzie chciało dostosować się do lekarskich zapewnień. Po jakimś czasie pójdziemy więc do lekarza ponownie; być może do innego niż poprzednio. – “Ależ proszę Pana/-i, proszę się nie martwić – wyniki są w normie. Oczywiście, jak na Pana/-i wiek…” Tym razem – zamyśleni, skuleni – podrepczemy do domu, dochodząc do smutnego wniosku, że to już starość. A przecież na starość nie ma rady. Lecz wtedy być może wpadnie nam w ręce artykuł z cytatem jak poniżej, a wraz z nim wróci do nas nadzieja: “U starszych osób z łagodnymi zaburzeniami pamięci, które piją trzy filiżanki dziennie, nie rozwinie się choroba Alzheimera, a przynajmniej jej rozwój będzie znacznie opóźniony. (…)

Codzienne spożycie umiarkowanych ilości kawy z kofeiną przez osoby dorosłe wydaje się być najlepszą opcją dietetyczną mogącą długotrwale chronić przed utratą pamięci związaną z Alzheimerem”. [nauka.newsweek.pl] Że też na to nie wpadliśmy wcześniej: “Trzeba nam pić WIĘCEJ kawy!” – skonkludujemy. = (Pół)prawdy Kłamstwo ma zazwyczaj krótkie nóżki. Przeważnie łatwo jest je odróżnić od prawdy …chyba że do jego plewów dodane zostaną ziarna prawdy.

“Ziarna kawowca nie mają praktycznie żadnych wartości odżywczych, zawierają jednak znaczną ilość kofeiny, działającej stymulująco na nasz układ nerwowy, tj. uwalniającej adrenalinę do krwiobiegu, a rozszerzone naczynia krwionośne oskrzeli to lepsze dotlenienie organizmu”. Czy więc kawa pomaga dotlenić organizm? Z tego wynika, że tak! Czy dotlenienie mózgu to jedyny obszar zdrowia pozytywnie stymulowany przez kawkę? Ależ nie! Zmęczenie i senność: “Kofeina zawarta w kawie przyśpiesza akcję serca, na krótko podnosi ciśnienie krwi, przez co działa pobudzająco; usuwa zmęczenie i senność, poprawiając krążenie mózgowe, kawa zwiększa zdolność koncentracji i zapamiętywania, ułatwia kojarzenie myśli i w efekcie sprzyja wysiłkowi intelektualnemu.

Kofeina nie wydaje się być istotnym «winowajcą» przewlekłego nadciśnienia tętniczego. Naukowcy z Centrum Medycznego Uniwersytetu w Teksasie przebadali 10 tys. Amerykanów z nadciśnieniem tętniczym i nie znaleźli zależności między piciem kawy, a jej wpływem na podwyższanie ciśnienia”. Alergia i astma: “Kofeina zawarta w kawie zmniejsza wydzielanie histaminy przez organizm, przez co zmniejsza objawy alergii i do pewnego stopnia im zapobiega. Kofeina zawarta w kawie działa rozkurczająco na mięśnie gładkie oskrzeli i w efekcie picie 2-3 filiżanek mocnej kawy dziennie może zmniejszyć ataki astmy”. Serce: “Badania opublikowane przez amerykańskich (Harvard Univerisity School of Public Heath) oraz hiszpańskich naukowców (Medical School of the Universidad Autonomia de Madrid in Spain) zaprzeczają powszechnej opinii, że picie nadmiernej ilości kawy szkodzi sercu. Okazuje się, iż nie ma dowodu na to, że spożycie kawy wpływa na rozwój chorób serca. Badania były prowadzone od 1986 (przez 20 lat) i uczestniczyło w nich ok. 44 tys. mężczyzn i ok. 84 tys. kobiet”. UWAGA! Bardzo “dobra” nowina dla otyłych: “Kofeina sprzyja odchudzaniu. Naukowcy szwedzcy dowiedli, że kofeina zwiększa termogenezę, czyli proces, w którym nadmiar kalorii przetwarzany jest na energię cieplną, a nie tkankę tłuszczową”. Złagodzenie cukrzycy: “W jednych z pierwszych badań, przeprowadzonych przez „National Institute for Public Health and Environment” w Holandii, na próbie około 17 tys. Holendrów, wykazano, iż wraz ze zwiększoną konsumpcją kawy, spada ryzyko zachorowania na cukrzycę. Kawa wpływa pozytywnie na przemianę cukrów”. STOP! Jaki jest ukryty przekaz powyższej informacji? “Jedz cukier łyżkami, a nic Ci nie będzie – obyś tylko później pamiętał o kawie dla «zbalansowania pobranych cukrów»”. To jest tak proste! Idźmy więc dalej. Rak wątroby: “Z badania przeprowadzonego przez szwedzkich naukowców wynika, że picie 2 filiżanek kawy dziennie zmniejsza ryzyko zachorowalności na raka wątroby średnio o 43%. Wpływa na to zawarty w kawie przeciwutleniający polifenol – kwas chlorogenowy”. Wytrzymałość sportowców: “Z badania naukowego opublikowanego w Journal of Applied Physiology wynika, że popijanie napojów wzbogaconych kofeiną między treningami poprawia zaopatrzenie mięśni w glikogen, a to pozwala na osiąganie lepszych wyników. Inne badanie przeprowadzone na Uniwersytecie Illinois wykazało, że ekwiwalent kofeiny zawartej w dwóch filiżankach kawy podanej kobietom na 2 godz. przed jazdą na rowerze, zmniejszał późniejsze bóle o 40% w porównaniu z grupą kontrolną. Naukowcy sądzą, że dzieje się tak dlatego, że kofeina blokuje neuroprzekaźniki, sygnalizujące uczucie dyskomfortu podczas ćwiczeń”.

*** Czy można w ogóle dyskutować z tak przytłaczającą ilością argumentów na korzyść małej czarnej, i to argumentów popartych tak poważnymi badaniami? Byłoby ciężko, gdyby nie drobny szczegół… Oto ŹRÓDŁA w/w informacji (czytaj: sponsorzy badań): • International Coffee Organization (ICO) – Międzynarodowa Organizacja Kawy, • Coffee Science Information Centre – COSIC (Centrum Informacji Naukowej o Kawie), • International Coffee Science Association – ASIC (Międzynarodowe Stowarzyszenie Naukowe Kawy), • Institute for Coffee Studies (Instytut Badań Kawy) Skoro więc aż tyle organizacji "dba" o wizerunek kawy, czemu – na podobnej zasadzie – nie ma Instytutu Badań Marchewki? Czemu nie istnieje Międzynarodowa Organizacja Zielonej Herbaty, czemu nie założono Stowarzyszenia Naukowego Sezamu? *** “Norwescy badacze dowiedli, że kobiety pijące więcej niż kubek kawy dziennie mogą urodzić dziecko z niedowagą. Objęto nim dużą liczbę kobiet – aż 60.000. Pod uwagę wzięto nie tylko kawę pitą w formie napoju, ale również inne produkty zawierające kofeinę. Naukowcy zbadali wpływ kofeiny na dziecko. Okazało się, że noworodki, których matki spożywały jej więcej niż 200 miligramów kofeiny dziennie, w 62% przypadków były kwalifikowane po porodzie jako za małe. Co ciekawe, poprzednio podobne badania nie wykazały związku pomiędzy kofeiną, a wcześniejszym porodem (…)”. I tutaj pora na stricte “naukową”, przepełnioną troską o konsumenta puentę: “Dr Euan Paul z British Coffee Association podsumowuje: «Kobiety w ciąży powinny ograniczyć spożycie kawy do 200 miligramуw kofeiny dziennie, czyli do dwóch filiżanek»”. Gdyby któremuś z Czytelników to umknęło, powtórzmy: powyższy Pan z tytułem doktora należy do British Coffee Association, a jego przekaz jest jasny: “Dwie filiżanki są okej, więc pij je regularnie i nie skazuj biednych brazylijskich zrywaczy kawy (oraz ich pracodawców) na marny los”.

 Kawa to nie wszystko

“Uczeni z Uniwersytetu Harvarda, analizujący stan zdrowia 67.000 kobiet przez 20 lat, dowiedli, że panie, które piją cztery lub więcej filiżanek kawy dziennie, są o 25% mniej zagrożone rakiem trzonu macicy w porównaniu z paniami, które piją jedną lub mniej filiżanek kawy dziennie”. [zdrowie.dziennik.pl] Jak widzimy, dwie filiżanki to jednak za mała "ochrona", warto więc dołożyć kolejne dwie. A teraz na poważnie: Wypada tu jednak zadać nieśmiałe pytanie: czy wszystkie 67.000 kobiet miało identyczną dietę?? Czy żywieniowa przeszłość owych 67.000 kobiet była jeśli nie identyczna, to chociażby porównywalna? Wreszcie, czy owa “ochrona trzonu macicy” nie miała swoich “efektów ubocznych”? Jeśli nie wszystkie z badanych pań nadal żyją, może warto by sprawdzić co było powodem ich zgonu? Wszak i z zupełnie zdrowym trzonem macicy można skutecznie umrzeć od jednej z całego szeregu innych chorób. Istnieje podejrzenie, że “aż tak szczegółowe dane” w/w kobiet nie interesowały badaczy. Skąd więc pochodzi przeświadczenie, że to kawa pomogła owym kobietom zwalczyć (o 25%) raka? Ponadto, czy w/w kobiety cieszyły się lepszym zdrowiem od nie-Kawoszek również w innych obszarach? Wszystkie powyższe rewelacje zdają się sugerować właśnie taki scenariusz. Tu jednak machina propagandy prokawowej zaczyna podcinać własną gałąź, jako że gdyby kawa miała rzeczywiście tak wszechstronne działanie prozdrowotne, przy dzisiejszym jej spożyciu wszyscy Kawosze powinni być zdrowi jak rydze!

 Dwa kluczowe pytania

Podstawowym zadaniem w rozstrzygnięciu kawowego dylematu jest znalezienie odpowiedzi na dwa kluczowe pytania:

1. Czy picie kawy opóźnia efekty starości (czytaj: chroni przed chorobami), czy je de facto przyspiesza?

2. Czy tzw. “lepsze samopoczucie”

Kawosza bezpośrednio po konsumpcji porcji kawy to efekt tylko pozytywny, czy to raczej krótkotrwała, subiektywna korzyść, której narastające (negatywne) efekty uboczne zaczynają z czasem przerastać możliwości naszego organizmu do dalszej walki z tymi efektami? Poszukiwanie na nie odpowiedzi zacznijmy od bliższego przyjrzenia się jednej z cytowanych powyżej rewelacji: “Kofeina sprzyja odchudzaniu. Naukowcy szwedzcy dowiedli, że kofeina zwiększa termogenezę, czyli proces, w którym nadmiar kalorii przetwarzany jest na energię cieplną, a nie tkankę tłuszczową”. O kawie mówi się, że napędza przemianę materii, przez co stymuluje i wspomaga spalanie kalorii, na zasadzie wyjaśnionej powyżej. Czyżby więc spalanie kalorii było prostą funkcją ilości wypitej kawy? Czyżby organizm ludzki krył w sobie nieograniczony potencjał termogeniczny na zasadzie “Im więcej kawy wypijesz, tym więcej kalorii spalisz?”

  …kawucha, kawizna, trucizna

Trudno podążać za Prawdą gdy różne źródła podają różne dane, nie mówiąc o różnych ich interpretacjach. Jednak, co budujące, badania tak anty‑ jak i prokawowe są zgodne co do trzech faktów:

1. Kawa zawiera kofeinę,

2. Kawa zakwasza organizm (zmienia jego pH w kierunku odczynu kwasowego),

3. Kawa wypłukuje magnez. Spróbujmy zatem dojść Prawdy analizując TYLKO powyższe punkty zgodne

  Ad.1 – Kawa zawiera kofeinę “Bez kawy zaraz bym się rozsypała”. Po przyzwyczajeniu się do smaku, zapachu, rytuału parzenia kawy oraz wreszcie jej picia, jesteśmy już jej niewolnikiem, który całkowicie znalazł się pod wpływem uzależniającej kofeiny. Mówimy wtedy: „Bez kawy nie jestem w stanie funkcjonować”. By przetestować wartość poznawczą powyższych słów, dokonajmy eksperymentu porównawczego: 1) Przetrzymajmy narkomana kilka godzin na głodzie. Bądźmy w tym czasie konsekwentni: absolutnie żadnych działek! Czy pacjent będzie w stanie funkcjonować? 2) Następnie, podajmy narkomanowi jego zwyczajową dawkę narkotyku. Jak poczuje się po niej pacjent? Czy “będzie mu dobrze”? I na dokładnie tej samej zasadzie działa kawa, której krótkotrwały efekt Kawosz odbiera jako działanie dobroczynne. Nie wierzmy też w mit kawy z mlekiem, rzekomo neutralizującej kofeinę. Powstał on zapewne z faktu rozcieńczania kawy mleczkiem. Czy jednak mleko jest substancją na tyle żrącą, by “wypalić” z kawy całą kofeinę? “Piję kawę, bo mi służy”. Drogi Kawoszu, oto więc dobra wiadomość dla Ciebie: Kawa służy nie Tobie, a Twojemu, bardzo osobistemu Uzależnieniu. Możesz się więc śmiało zabrać za jej pozbycie. 🙂 Owszem, filiżanka mocnej kawy pomoże stłumić lekki ból głowy, ale jest równocześnie czynnikiem powodującym bóle głowy. Kofeina w pierwszym etapie działania może uśmierzyć poranną “migrenę”, jednak – rozszerzając naczynia mózgowe – doprowadza do “efektu odbicia”, powodując nawrót jeszcze silniejszego bólu. Jak się wtedy przed tym drugim bólem uratować? Oczywiście, drugą kawą… *** Mówi się, że picie kawy jest “jak uzależnienie”. Kochani Kawosze, powiedzmy to sobie szczerze: kawa nie jest JAK uzależnienie – ona JEST uzależnieniem.

  Ad.2 – Kawa zakwasza organizm Brak ruchu, ciągły stres, ale także nieodpowiednie odżywianie (w tym picie kawy) to główne czynniki powodujące zakwaszenie organizmu – cichego, lecz najpotężniejszego zabójcę współczesnego człowieka. Czym jest zakwaszenie i dlaczego nic o nim nie mówi lekarz z Twojej przychodni? Nasz organizm to nieustannie pracujący mechanizm. Każdy posiłek czy napój dostarcza mu substancje kwaśne i zasadowe. Nie mowa tu jednak o smaku, a o tym czy dany produkt rozkłada się na kwaśno, czy zasadowo. Np. czekolada i inne słodycze – choć słodkie w smaku – rozkładają się na kwaśno, a więc zakwaszają organizm, natomiast kiszone ogórki czy buraki to jedne z najlepszych odkwaszaczy. Kwasy to nic innego, jak produkt uboczny rozkładu białek i węglowodanów. Organizm usuwa je kilkutorowo. Głównym organem, który odpowiada za jego oczyszczanie z niepożądanych kwasów jest wątroba, która w idealnych warunkach radzi sobie ze swym zadaniem śpiewająco. Owe idealne wartunki to: młody i sprawny organizm, ale przede wszystkim jeszcze niezakwaszony organizm. Jednak przy złych nawykach żywieniowych (w tym regularnym piciu kawy), proces oczyszczania jest niezwykle utrudniony. Jeżeli organizm znajduje się w przewlekłym stanie zakwaszenia, dochodzi do ostatecznego wyczerpania rezerw buforów – substancji zasadowych, a ich niedobór prowadzi do poważnych problemów zdrowotnych, a w końcu do przedwczesnej śmierci. Nie dziwmy się więc, że budżet Służby Zdrowia każdego kraju tzw. wysoko rozwiniętego wymaga nieustannego ratunku. W ostatnich wiekach, człowiek wytworzył sobie kulturę szybkiego życia, w którym jednostka niewiele uwagi przykłada do tego co je, ile je, w jakich porach je i w jakim stanie emocjonalnym swoje posiłki spożywa. Utrzymanie równowagi zasadowo‑kwasowej (pH) jest więc dla nas niejakim wyzwaniem. Czy jesteś zakwaszony? Drogi Kawoszu, sprawdź poniższą listę najbardziej powszechnych symptomów zakwaszenia: • kręgi pod oczami, • bóle głowy i/lub kręgosłupa, • częste zaziębienia (spowodowane osłabieniem systemu immunologicznego), • chroniczne przemęczenie, • uczucie zmęczenia już po południu, szczególnie po “dobrym” obiedzie, • nerwowość, bezsenność, • mroczki przed oczami, • zawroty głowy, nudności, • niestrawność, zgaga, • gorycz lub kwas w ustach, • żylaki, opuchnięte nogi, • obłożony język, • wypadanie włosów, • uderzenia krwi do głowy, • obrzęki twarzy, brzucha, kolan itd. Jeśli sądzisz, że powyższe objawy to “normalne oznaki starości” – przygotuj się na dobrą nowinę: Zachwiany balans pH sprzyja wytwarzaniu toksyn oraz systematycznemu odkładaniu się toksycznych złogów, których każdy z Zakwaszeńców ma w sobie całe mnóstwo. Cała historia przeważnie zaczyna się od złogów w jelitach. Tak więc, choć kawa sama w sobie nie tworzy złogów, to do ich powstawania znacznie się przyczynia, jako że jest produktem, który powoduje zakwaszenie. Tu wróćmy do wspomnianej wcześniej rewelacji, tj. rzekomego wspomagania spalania kalorii poprzez picie kawy: “Kofeina sprzyja odchudzaniu. Naukowcy szwedzcy dowiedli, że kofeina zwiększa termogenezę, czyli proces, w którym nadmiar kalorii przetwarzany jest na energię cieplną, a nie tkankę tłuszczową”. Skoro kawa silnie zakwasza nasz organizm, to – choć na krótką metę pomaga kaloriom się “spalić” – zaburza ona cały system immunologiczny człowieka na dłuższą metę. Tak więc, systematycznie osłabiając nasz układ odpornościowy – mimo nawet lepiej spalanych w tym czasie kalorii – dojdzie wreszcie do sytuacji, gdzie efekty krótkotrwałe nie nadążą już niwelować wytrwale dokonywanych zniszczeń. Nasze ciało to przepięknie zaprojektowane naczynia połączone; czy więc na dłuższą metę wykonalne jest dbanie o zdrowie tylko na wybranych przez siebie, “ulubionych” odcinkach, bez konsekwencji dla reszty organów? Jest jeszcze drugi aspekt tej kwestii: coraz bardziej zakwaszony organizm w pewnym momencie przestanie reagować na oryginalne bodźce tak samo jak reagował przed laty. Wtedy kawa nas (na krótko) ratowała; później ratowała, lecz na coraz krócej – teraz już niekoniecznie. W efekcie, to tylko zawarta w niej kofeina (czytaj: uzależnienie, nawyk, codzienny rytuał) napędzać nas będzie do dalszego “ratowania” się kolejną filiżanką, bez której rzekomo “nie możemy funkcjonować”. Czym jest osteoporoza, wie każdy. Czym jest chroniczny ból kręgosłupa już w wieku lat 60 – to wie niejeden Kawosz. Czy jednak Kawosz połączy osłabienie kości kręgosłupa z piciem kawy? Zależności bezpośredniej nie ma, jednak wystarczy spojrzeć na poniższy łańcuch zjawisk:

1. Kawa to zakwaszenie.

2. Zakwaszenie to niedobór wapnia w organizmie.

3. Niedobór wapnia to sygnał dla organizmu, by pobrać go z własnych zasobów.

4. Gdzie znajdują się takie zasoby?

5. W kościach. Czyżby więc kawa mogła być odpowiedzialna za bóle kręgosłupa?

Jak najbardziej. *** Medycyna wschodnia (np. tybetańska) twierdzi, że wszystkie choroby metaboliczne biorą się z wątroby, która ma za zadanie oczyszczać organizm z toksyn. Gdy jednak jest przeciążona (kwaśnym odczynem pH organizmu, powodowanym m.in. przez kawę), wątroba nie daje rady. I nie pomoże nam wtedy żadna “ochrona wątroby o 43%” czy “ochrona przed rakiem trzonu macicy o 25%”. Nam samym zapewne również nie marzy się przyszłość w trumnie od jednej z licznych chorób powodowanych zakwaszeniem – za to z (ponoć) zdrowszym o X% innym organem. Zakwaszenie organizmu to toksyny; te z kolei powodują np. niedotlenienie komórek. W takim zaś środowisku bardzo dobrze rozwijają się m.in. komórki rakowe. Ale zaraz, przecież wcześniej pisali, że kawa POMAGA dotlenić mózg i przeciwdziała rakowi! Gdzie więc leży prawda? Prawda (ta pełna) jest jednak taka, iż niezakwaszonemu organizmowi nie trzeba sztucznie pomagać ani w dotlenieniu mózgu, ani w wykonywaniu innych jego funkcji. Czy więc kawa pomaga dotlenić mózg? Owszem, pomaga, a jest to pomoc tak samo “kompleksowa” jak wystawienie gołej głowy w mroźny dzień przez okno pędzącego pociągu – tlenu mamy pod dostatkiem, jednak mamy też owego “dotlenienia” efekty uboczne, które z czasem przyćmią wszystko inne. Co gorsza, kofeina zawarta w kawie spowoduje, że tego “dotleniania” zechcemy więcej i więcej, i więcej… Tak właśnie działa “zbawienna” kawusia.

Ad.3 – Kawa wypłukuje magnez Ten popularny napój skutecznie wypłukuje z naszego organizmu magnez. Jaką więc znaleźliśmy na to radę?

Rada nr. 1:

Jemy czekoladę, bo ta zawiera sporo magnezu. De facto, możemy pozwolić sobie na picie naszych kawek w dowolnej ilości, o ile pamiętać będziemy o “nadrobieniu” wypłukanego magnezu odpowiednią ilością czekolady. Iście diabelskie, choć bardzo wygodne rozwiązanie.

Rada nr. 2:

Łykamy magnezowe suplementy i “już w porządku mój żołądku”. *** Tak oto nauczyliśmy się “radzić” sobie z tym naszym natrętnym zdrowiem. Nic dziwnego, że jest ono w coraz bardziej opłakanym stanie, podczas gdy wcale być w nim nie musi.

Na czczo nie jem

“Kawa na czczo? Oczywiście, że szkodzi!!! Podrażnienia żołądka, wrzody i wszystkie tego typu historie to niestety prawda. Ale, jak to mówią, «na coś trzeba umrzeć»”. Mój znajomy ex-Kawosz, gdy słyszy podobne słowa, mawia: "Ale czemu od razu mielibyśmy umierać? Całkiem możliwe, że nie umrzemy od razu, a przez najbliższe 20 lat będziemy robić pod siebie, nasze dzieci będą wozić nas po szpitalach, a my uparcie będziemy trzymać się tego życia oraz swojej dotychczasowej diety, wydając fortunę na pigułki. «Na coś trzeba umrzeć – a tu nic, tylko życie!» Ja zaś mam takie marzenie, by do końca swoich dni podcierać się samemu". “Ja piję na czczo od dwóch dni i dziś mnie trochę przeczyściło, pewnie właśnie z tego powodu [picia na czczo – przyp. Autor]. Poza tym chwilę potem jest mi troszkę niedobrze, ale kawa na czczo podobno nieźle wspomaga trawienie, dlatego ja mimo wszystko dzień zaczynam od wypicia kawy. Poza tym, jak wypiję kawę rano, to jestem mniej głodna; zjadam mniejsze śniadanie niż zjadłabym nie pijąc wcześniej kawy. Oczywiście z cukrem i śmietanką …mniam mniam”. “Po kawie na czczo jestem mniej głodna” – oto “dalekowzroczne” motto dbającej o swoją linię, anonimowej Kawoszki. “Oczywiście z cukrem i śmietanką …mniam mniam” – ten fragment pozostawmy bez komentarza. Co zaś do rzekomego “wspomagania trawienia” poprzez wypicie przed śniadaniem kawy (lub każdego innego płynu), pomyślmy co stanie się z naszą strawą, gdy wrzucimy ją do żołądka z rozcieńczonymi w nim sokami żołądkowymi…?

  Kawa – styl picia i bycia

Zagadka: co jest największym sukcesem przemysłu kawowego? Czy odpowiedzią jest podniesienie w społeczeństwie świadomości o rzekomych prozdrowotnych walorach kawy? Skądże! To zostało już “załatwione” dziesiątki lat temu. Zdecydowanie największym jego sukcesem jest zdolność utrzymania w społeczeństwie tendencji, by ono samo kreowało rozmowy nt. picia kawy nie w kategoriach zdrowia, a kategoriach pasji, hobby; nawet w sposobie spędzania wolnego czasu. Kawa to nie kwestia zdrowia, a trendu. Kawa to styl picia i bycia. Nie “Czy pijesz?”, lecz “Jaką kawę pijesz?” Nie “Czy pijesz?”, ale “Czy słodzisz?” Nie “Czy pijesz?”, lecz “Czy pijesz z mleczkiem, czy bez?” Nie “Czy pijesz?”, ale “ILE pijesz?” Tak niewiarygodnym sukcesem nie może pochwalić się nawet przemysł farmaceutyczny, gdzie ciężko namówić kogokolwiek do atrakcyjności stylu “na lekomana”. Z kawą to jednak przechodzi na luzie. = Inne dane “Nadmierne przyjmowanie metyloksantyn – związków, do których należy kofeina (w kawie), teofilina (w czarnej herbacie) i teobromina (w czekoladzie) – ma związek z chorobami prostaty oraz zmianami włóknistotorbielowatymi w gruczołach piersiowych”. [dr E. Mindell, “Biblia Bezpiecznej Żywności”, str. 96] “Na Uniwersytecie w Minton (USA) przeprowadzono bardzo ciekawe doświadczenie z grupą 46 kobiet, u których stwierdzono guzy piersi. Lekarze polecili im, aby zrezygnowały ze spożycia kawy, herbaty, coli i czekolady. 19 spośród 46 kobiet z guzami piersi zastosowało się do zaleceń lekarzy i przestało spożywać w/w produkty. Potwierdzeniem eliminacji tych szkodliwych używek był charakterystyczny w takiej sytuacji objaw bólu głowy, który pojawił się po upływie doby. Na ból głowy zapadły wszystkie 19 pacjentek. Bóle utrzymywały się przez tydzień, lecz potem …ustąpiły! Lecz potem przyszły jeszcze ciekawsze wydarzenia. Wyniki doświadczenia były zaskakujące i przeszły najśmielsze oczekiwania badaczy, gdyż zaledwie po upływie 2-6 m-cy, u 13 na 19 tych kobiet nastąpił zanik guza piersi! U trzech spośród pozostałych sześciu, guzy piersi zniknęły po upływie półtora roku, ale to były te pacjentki, które wcześniej dodatkowo paliły papierosy. Tak więc na 19 pacjentek z guzami piersi, u 16 nastąpiło całkowite wyleczenie. W przypadku drugiej grupy, liczącej 27 kobiet, które nadal spożywały kawę, czarną herbatę, colę i/lub czekoladę, guz piersi zniknął tylko u jednej z nich”. [nadzieja.pl] Porównajmy 16/19 z 1/27. Odpowiedź nasuwa się sama. Co jednak ważniejsze, nie mowa tu o “obniżeniu ryzyka” wystąpienia guza, lecz o WYLECZENIU z niego!

 Czy boimy się normalności?

“Kawa jest często przyczyną stanów lękowych. Wszystkie napoje zawierające kofeinę (kawa, herbata, cola, czekolada oraz niektóre leki) powinny być wyeliminowane”. [dr A. Trash, “Alergia Pokarmowa”, str. 78] Szanowni Kawosze, przed Wami stoi prawdziwie życiowa decyzja: albo zdrowie (Wasze), albo nałóg (nie Wasz). Czy gra jest warta świeczki? Dla pocieszenia przyjmijcie do wiadomości to, iż Autor – po załapaniu “haszyszowego” bakcyla – pijał minimum jedną kawę dziennie i nie była to kawa byle jaka: słodzona trzema łyżeczkami cukru, podlewana dodatkowo 9% skondensowanym mleczkiem (słodzonym), płynęła na stolik, na biurko, na ławę, dzień w dzień – wszędzie. Był na kawę specjalny czas. Był na kawę specjalny kubek, z rysunkiem ulubionego kotka. Jednak po zapoznaniu się z powyższymi prawdami i półprawdami o swoim bogu, Autor ograniczył najpierw ilość cukru, potem procentowość mleczka, a jeszcze potem wyniósł słoik z kawą na strych. Wszystko w przedziale 1-2 miesięcy. Dało radę! W tym czasie, Autor ograniczał również inne “zakwaszacze”, przez co naturalnie zmniejszył obciążenie swego zakwaszonego (a jakże!) organizmu. A po kolejnym miesiącu nagle okazało się, że kawy ze strychu nie ma po co znosić, gdyż …przestała już Autorowi smakować. Dziś, już od ponad roku, każdy poranek Autora – zamiast od kawki – zaczyna się następująco: foto © Jacek W. Dla niektórych z Was, mądre byłoby zaopatrzenie się w alternatywny kubek kawy zbożowej. Dla innych, np. niskociśnieniowców, niegłupie byłyby żeń-szeń lub herbatki z liści rozmarynu i z dodatkiem kropli nalewki z arniki – nie mówiąc już o w miarę regularnych ćwiczeniach fizycznych. Ale da rady, należy tylko dać wiarę w porzekadło: Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie Jak nieźle bawisz Aż się naprawisz. *** Kochani, na początku zawsze jest ciężko, lecz Autor wierzy, iż nie takie wyzwania były przed Wami i też dawaliście jakoś radę. 🙂 Życząc Wam udanego powrotu do równowagi kwasowo‑zasadowej, Autor stuka się z Wami swoim ulubionym kubkiem z kotkiem, przekwalifikowanym jako nośnik zielonych, czerwonych, ziołowych i owocowych herbatek.

Na zdrowie!

Źródło:www.eioba.pl

Napisz komentarz

Możesz użyć tych tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

  

  

  

zielona kawa forum  acai właściwości najlepsza dieta gdy zażywam probolan 50  cellulitis  jak pozbyć sie pryszcy  co zrobic żeby mieć białe zęby  odchudzanie bez tabletek